Jesteś tutaj: Organizacja » Dokumenty i oświadczenia » 16 lat Portalu Legitymistycznego

16 lat Portalu Legitymistycznego

Adrian Nikiel, Przemysław Olszewski

Tradycja katolicka – legitymizm – wolny rynek: te słowa były, a po szesnastu latach są nadal, precyzyjnym samookreśleniem linii programowej Portalu Legitymistycznego. Portalu, który premierę miał w grudniu 2009 roku, a wyróżnia się spośród stron zaliczanych, bardziej lub mniej słusznie, do grona prawicowych tym, że nigdy nie uległ pokusie skrętu w kierunku „prawicowego populizmu”. Wielokrotnie byliśmy przekonywani (my, czyli twórcy Portalu), że nie powinniśmy „przesadzać” z przywiązaniem do kolejnych składników naszego ideario, bo rozmycie i zrelatywizowanie katolickiego światopoglądu będzie sprzyjać pozyskiwaniu autorów, czytelników, sympatyków. A jednak zawsze szliśmy pod prąd, dziś natomiast pozostajemy po „prawej stronie” jedną z ostatnich redut zdrowego rozsądku i wiarygodnej informacji.

W tej dość oczywistej obserwacji musi jednak, w dobie masowej produkcji fałszywek i clickbaitów, a nawet prowokowanej przez agentury atmosfery pogromowej, pobrzmiewać pewien ton smutku. Demokratyzacja polskiej prawicy wiąże się z jej nieuniknionym intelektualnym regresem: porzuceniem surowej powagi. Aby to stwierdzić, wystarczy prześledzić i ocenić poziom publikacyj ogłoszonych drukiem i w internecie w ciągu minionych czterech dekad. A przecież mieliśmy nadzieję (zwłaszcza w tych czasach, gdy polski legitymizm dopiero szczęśliwie się odradzał – dzięki gigantycznej pracy pana prof. Jacka Bartyzela), że może być inaczej, że ludzie prawicy są w stanie pokonać „wewnętrznego demokratę” w sobie i prowadzić mądrą politykę… Politykę polską. Najpierw namysł, potem działanie? Dziś widzimy działania, odnośnie do których słowa „bezmyślne”, „nieprzemyślane” czy „emocjonalne” byłyby wyrazem nadziei, że nie kryje się za nimi coś znacznie bardziej złowrogiego.

Tak więc dziś już wiemy, że droga do Wielkiej Polski, Trzeciego Królestwa, normalności jest znacznie bardziej wąska, niebezpieczna i kręta, niż sądziliśmy, zapatrzeni w dokonania dawnych mistrzów tradycjonalizmu i przykład świętych. Kilka ostatnich lat bezlitośnie zweryfikowało ludzi i ich postawy. Prawda podobno już nie istnieje, zastąpiona przez schlebianie wyborcom. Pochlebstwa, lecz osobliwie bliskie pogardzie, a może nawet z nią tożsame. Tym większa jest odpowiedzialność współtwórców naszego Portalu za stan wiedzy – artykuły, nagrania, informacje bieżące czy ogłoszenia – który oferujemy Czytelnikom. Każdego dnia zdajemy egzamin z wiarygodności.

W naszej działalności konieczny jest dystans do zwalczających się stronnictw, także tych, które sięgają po królewskie hasło, lecz podążają za szaleństwem tłumów, ostatecznie skłaniając się ku lewicowym sposobom „argumentowania”. O każdym z odbiorców myślimy tak, jakby był jedynym Czytelnikiem – jakby właśnie jego trzeba było przekonać do zakorzenionej w Ewangelii wizji świata.

Kościół, król i Polska: stworzeni przez Boga, nie przez partie.

***

Po szesnastu latach widzimy, że minęła epoka w rozwoju (czy raczej: moralnym regresie) mediów: dziennikarstwo pozostaje w kryzysie, słowa i obrazy utraciły znaczenie, a nadzieję na swobodną internetową dyskusję z użyciem przemyślanych argumentów i powściągliwego słownictwa zastąpiły wyzwiska i transmisje z aktów przemocy, najprostszy sposób na zdobycie popularności. Możemy jednak obiecać naszym Czytelnikom, że wciąż będziemy przywracać właściwą wagę faktom, a słowom – ich pierwotny sens. Wiemy bowiem, że idea legitymistyczna zachowuje moc w każdych, choćby najbardziej niesprzyjających warunkach. Jej początkiem jest przecież rozpoznanie, że Syn Boży, nasz Zbawiciel, jest Najwyższym Kapłanem i Królem, a prawowici władcy są przybranymi synami Bożymi. Zmartwychwstanie jest gwarancją tryumfu naszej świętej sprawy. Dlatego nie można autentycznego polskiego monarchizmu traktować jak snobistycznej rozrywki, klubu towarzyskiego czy choćby najszlachetniej pojmowanej grupy rekonstrukcyjnej. Tym bardziej nie da się zbudować Wielkiej Polski na kłamstwach czy wsparciu agentur.

Musimy sprostać wyzwaniom, których nie znali monarchiści Drugiej Rzeczpospolitej. Uniknęliśmy pułapki „królizmu”, a także innego niebezpieczeństwa – poczucia, że jako obrońcy prawowitości jesteśmy sui generis „nadkrólami”, których pycha ośmielałaby do niezważającego na godność krytykowania władców za to, że nie sięgają do ideału pozostawionego przez ich świętych poprzedników. W czasie rewolucji, która nie zna kresu, trzeba pamiętać, jakie miejsce z woli Boga zajmuje się w hierarchii społecznej, dlatego strzeżemy się zdradliwej pokusy patrzenia z góry na królów.

Wymagamy przede wszystkim od siebie – nie od innych. Niech inni wybierają dogodne elementy z tradycjonalistycznego ideario, niech zawierają kompromisy z duchem czasu. Pod sztandar Organizacji Monarchistów Polskich, najdłużej istniejącej struktury w dziejach ruchu rojalistycznego w Polsce, będziemy zapraszać ludzi, którym nie przeszkadza praca na uboczu, ponad zgiełkiem bieżącej polityki – często prowadzonej w gabinetach krzywych luster. Naszymi autorytetami nadal będą ludzie mądrzy, a nie głośni.

Wraz z Czytelnikami zamierzamy czekać na króla, który ma być. Rozpoznamy go po pobożności, pokorze, miłości, sprawiedliwości, powściągliwości, łagodności oraz mądrości. I właśnie po tej surowej powadze, zagubionej czy wręcz odrzuconej przez prawicę w Polsce, którą jak cenny skarb staramy się ocalić i zachować, gdyż bez niej nie da się prawa Bożego wprowadzić na ziemi.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2026 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.