Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Tomasz Gabiś: Aforyzmy Michaela Klonovsky’ego

Aforyzmy Michaela Klonovsky’ego

przeł. Tomasz Gabiś

Michael Klonovsky, Aforyzmy
(na temat autora zob. tutaj)

Pokój komunałom, wojna modom!

W swoim najgłębszym wnętrzu nikt nie jest demokratą.

Kiedy umilknie bitewny zgiełk dyskursów, na placu boju pozostaną ci zmuszani do milczenia.

Im więcej lewicowych partyjniaków siedzi w parlamentach, tym bardziej palącą sprawą staje się „walka przeciwko prawicy”.

Służenie nobilituje.

Proza inżyniera socjalnego uprawiana przez Jürgena Habermasa jest współczesną formą „nieludzkiego języka”.

Cóż za rozkosz pośród powszechnego ględzenia o tolerancji spotkać inteligentnego, wykształconego rasistę!

Kobieta, która rano robi sobie makijaż, robi dla kultury swego kraju więcej niż wszyscy jej funkcjonariusze razem wzięci.

Krytyczno-Oświecony będzie najpierw z uporem twierdził, że w demokracji nie ma cenzury, a kiedy poda mu się przykłady, niewzruszony oświadczy, iż jest rzeczą dobrą niepublikowanie pewnych faktów i poglądów.

Są ludzie, którzy chcą „wyrwać się ze swojego kręgu kulturowego”, choć jeszcze w ogóle do niego nie wkroczyli.

Ponieważ nie uważała się za wartą miłości, chciała być przynajmniej warta pieprzenia.

Wielu współczesnych niemieckich historyków robi wrażenie, że mogliby równie dobrze zbierać materiały dla oskarżycieli w procesach norymberskich. Albo kilka lat wcześniej dla Sądu Ludowego.

W tym kraju wywrotowcem jest już ten, kto pisze to, co myśli większość.

Dziennikarska autocenzura podaje się dziś najchętniej za postawę demokratyczną.

Tak zwane rozliczenie z przeszłością coraz częściej ma w sobie coś z profanacji zwłok.

Również tegoroczne Documenta w Kassel odbywają się pod wypróbowanym mottem: popołudniowe majsterkowanie w domu dla obłąkanych.

Także milczeć na jakiś temat można tylko z kimś, kto go dobrze zna.

Nauka nie obaliła starych mitów, tylko je doprecyzowała.

„Fantasy” jest przyszłością przeszłości.

Heideggera „krytyka techniki”? Heidegger nie krytykuje. On mówi.

W ostatnich pięćdziesięciu latach kobietom rzeczywiście tak mocno i z takim talentem się podlizywano, że nasze feministki powinny – zamiast pleść stale o fallocentycznym seksizmie – głośno obwieścić nadejście stulecia łechtaczki.

O ile jest rzeczą pewną, że przeciętny absolwent szkół wyższych ma intelektualną przewagę nad przeciętnym nieabsolwentem, o tyle pewne jest również, że najgłupsze idee zawsze rodzą się w głowach ludzi mających wyższe wykształcenie.

Od dawien dawna patriarchat większą część swojej energii poświęcał uciskaniu mężczyzn.

Kiedy feministka nie może już znaleźć żadnego dowodu na osobistą dyskryminację, czuje się uciskana zastępczo w Afryce albo w starożytności.

Zwalczają Führera z taką żarliwością, jakby osobiście im to nakazał.

„Bóg dał, Bóg wziął” – to zdanie najprawdopodobniej nie odpowiada faktom. Ale czy ktoś zna lepsze?

Indywidualisty nigdy nie poznaje się po jego wyglądzie zewnętrznym.

Kto by pomyślał, że urocze pojęcie „Europa” stanie się trwałym składnikiem żargonu złodziejskiego?

Jedna z wielkich zasług sztuki nowoczesnej polega na zaoferowaniu estetycznej ojczyzny także koprofilom.

Społeczna izolacja pederasty, sodomity, narkomana, byłego członka RAF-u smuci Zielonego, natomiast społeczna izolacja prawicowca jest jego celem.

Doradca biznesowy doszedł do końcowego wniosku, że zwłaszcza w liturgii da się zaoszczędzić wiele bezproduktywnie wykorzystywanego czasu.

Każdy człowiek jest aktorem grającym samego siebie, tyle że nikt nie zna scenariusza.

To, co „wchodzi w modę”, nie jest warte nawet, aby w ogóle to dostrzegać.

Główne przeszkody na drodze postępu nazywają się: dystynkcja, maniery, poczucie wstydu, lojalność, religia, kulturalne zachowanie, męskość, kobiecość, wielodzietność, przywiązanie do ojczyzny.

„Byliśmy narodowymi socjalistami” – powiedziała mi kiedyś pewna starsza pani – „ponieważ Hitler dał nam pracę”. Odpowiedziałem jej: „I dzisiaj jest tak samo, tyle że teraz daje pracę antynazistom”.

Nasz żal, że Hitler i jego ludzie wytępili bogactwo żydowskiego ducha, niemal co tydzień dostaje nową pożywkę w postaci jakiegoś oświadczenia Centralnej Rady Żydów w Niemczech.

Nie można mówić o pluralizmie, jeśli przy stole nie siedzi jakiś wróg konstytucji.

Żaden polityk nie odważyłby się być tak bezwstydny, żeby w prywatnej rozmowie wypowiadać rzeczy, które wygłasza przed delegatami partyjnymi czy też przy włączonych kamerach.

Lewica jest w stanie wystąpić przeciwko postulatowi prawicowca: więcej zieleni w pobliżu dworca, wznosząc okrzyk „Nigdy więcej faszyzmu!”.

W globalnej pamięci najgorszą kartę wyciągnęło wiele milionów martwych, którzy od 1789 roku padli ofiarą niezliczonych zbrodni popełnionych w imię dobra ludzkości.

Ulepszać świat zaczynamy w momencie, kiedy przestajemy słuchać tych, którzy utrzymują, że pragną go ulepszyć.

Aby nie skompromitować się jako historyk przy opisywaniu XX stulecia, potrzeba entomologicznej bezstronności i lakonicznego chłodu Tukidydesa.

Kiedy dyskryminacja zaczęła słabnąć, pojawiło się pojęcie; kiedy prawie zanikła, znalazło się ono na ustach wszystkich. Teraz będzie mogła zacząć swoją karierę na nowo.

Historyk idealny pracuje tak, jakby studiował i opisywał historię innego gatunku.

Emancypacyjny kolektyw z prawdziwego zdarzenia nawet odrazę, którą wywołuje, uważa za dyskryminację.

Ktoś powiedział, że nie może się zdecydować, czy ma demokrację uważać raczej za religię czy raczej za zabobon.

Reprezentatywnym produktem gnębionego homoseksualizmu jest À la recherche du temps perdu, wyzwolonego zaś – Christopher Street Day.

Na ustach Eumenid pojawia się uśmiech, kiedy widzą motłoch wdzierający się do biura lewicowego teoretyka społecznego.

Komentujący dziennikarz jest medium, które roi sobie, że samo mówi.

Antyrasiści to rasiści przyszłości.

Ten i ów uważa za postęp to, co jest jedynie oczernianiem przeszłości.

Współczesnemu „antyfaszyście” nie jest w ogóle potrzebny żaden faszysta, ponieważ nosi go w sobie.

Współczesność wytworzyła całkiem nowy typ: przechwalającą się ofiarę.

Zdaniem lewicowego intelektualisty i jego dziennikarskiego mlecznego brata demokracja zawodzi, jeśli nie wytwarza lewicowej większości.

Jego zafascynowaniu obcymi kulturami ogromnie sprzyjał fakt, że wszelka kultura była mu obca.

Dyskursami nazywa się owe akademickie pokazy mody, na których czołowi designerzy przekonań ustalają, jakie tematy i poglądy będzie się nosić w następnym sezonie.

Lewicowiec wpada w skrajną irytację, kiedy natknie się na człowieka, którego nie może ani podburzyć, ani wywołać u niego wyrzutów sumienia.

W epoce mieszczańskiej historiografię uprawiali głównie adwokaci, w dzisiejszych czasach przewagę uzyskali prokuratorzy.

Jak się dowiaduję, liczba moich towarzyszy z celi wzrosła w międzyczasie do 7 miliardów.

Nic nie wścieka lewicowego pedagoga bardziej niż wieczny triumf talentu nad dobrymi intencjami.

Parafrazując słynną, najkrótszą biografię Arystotelesa, napisaną przez Heideggera: Adorno urodził się, biadolił i umarł.

Jeśli o jakimś artyście mówi się, że był „buntownikiem” lub „prowokatorem”, można spokojnie założyć, że ani nie opanował swojego rzemiosła, ani nie miał do powiedzenia niczego, co byłoby istotne pod względem estetycznym.

Dopiero swoimi personalnymi intrygami i machinacjami nadał Habermas czerstwe, ludzkie oblicze trupiej czaszce swojej teorii.

Dowcipy o blondynkach zastaną zastąpione przez dowcipy o kobietach parytetowych.

Homoseksualizm dopiero wówczas naprawdę się wyemancypuje, kiedy z mężczyznami spało będzie więcej piłkarzy niż piłkarek z narodowych reprezentacji.

Kiedy tylko lewicowiec zdobędzie władzę nad dyskursem, inne opinie stają się zaledwie treścią rozsyłanych przez niego listów gończych.

Kliniki aborcyjne są katedrami feminizmu.

Feministyczne skargi na przemoc mężczyzn wobec kobiet byłyby znacznie cichsze, gdyby tej męskiej przemocy nie zwalczały niezliczone zastępy mężczyzn.

Każde słowo jest „uprzedzeniem”.

Bez licznych męskich kolaborantów feminizm istniałby dziś jeszcze tylko na kartach podręczników psychologii.

Ci, którzy od dawna już są za słabi, by dyskryminować, ogłaszają się tolerancyjnymi. Gdyby naprawdę panowała dyskryminacja, nie byłoby ustaw przeciwko dyskryminacji.

Ważny powód względnej popularności nowoczesnych sztuk plastycznych leży być może w tym, że wytwory tej sztuki pozwalają publiczności natychmiast i bez ograniczeń mówić o sobie.

Bez kulturalnego szowinizmu nie ma kultury.

Wielki problem współczesnego pisarza polega na tym, że powinien pisać dla „ostatnich ludzi” o „ostatnich ludziach”. Jeszcze większy na tym, że on sam jest z reguły „ostatnim człowiekiem”.

Socjologowie nazwali „indywidualizacją” najpotężniejszy w dotychczasowej historii proces kolektywizacji.

„Tageszeitung” żąda Dnia Pamięci o Holocauście. Po co, skoro mamy ich już 365?

O tym, czy ktoś zostaje lewicowcem czy prawicowcem, komunistą, liberałem czy monarchistą, rozstrzyga biograficzny przypadek. O tym, czy należy się do krzyczących „Barabasza!”, decyduje charakter.

Jestem absolutnie przekonany, że… – „O, jakże mi przykro. Czy już czuje się Pan lepiej?”

Doskonałym świadectwem żywotności demokracji jest bijatyka w parlamencie.

Profesor oślepł od swojej teorii.

Aby wykluczyć na przyszłość jednopartyjną dyktaturę, wprowadzono w Republice Federalnej dyktaturę wielopartyjną.

Możliwe, że istnieje jakiś tajemniczy związek pomiędzy upadkiem sztuk a wynalezieniem środków przeciwbólowych.

Dzień w dzień udaje się lewicowy intelektualista na poszukiwanie społecznych przyczyn losu.

Konstytucyjny patriotyzm: najpierw umiera patriotyzm, potem konstytucja.

Z wyjątkiem niejakich postępów w anestezji i w goleniu kobiecych miejsc intymnych tak zwana moderna sprowadziła na świat wyłącznie absurdy i obrzydliwości.

Przełożył Tomasz Gabiś

Artykuł pierwotnie opublikowany w portalu Nowa Debata: http://nowadebata.pl/2015/05/27/aforyzmy-michaela-klonovskyego

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.