Jesteś tutaj: Ogłoszenia i aktualności » Aktualności » Zaginiony diament Wittelsbachów

Zaginiony diament Wittelsbachów

Süddeutsche.de

Bawarska korona królewska jest przechowywana w skarbcu Rezydencji w Monachium. Od 1921 r. za główny kamień służy w niej imitacja Błękitnego Wittelsbachera.

Wszystko wskazuje na to, iż słynny Błękitny Wittelsbacher po długiej odysei wylądował w Katarze. Jak dowiedział się profesor Wydziału Chemii na Uniwersytecie Monachijskim, Jerzy Evers — jeden z najlepszych znawców historii i właściwości tego diamentu — powinien się on znajdować u nowego właściciela, emira Kataru, szejka Hamada ibn Chalifa.

Błękitny Wittelsbacher należy do najbardziej znanych diamentów świata. Wielu traktuje go jako najszlachetniejszy symbol bawarskiej tożsamości. Wprawdzie Bawaria nigdy nie mogła konkurować z wielkimi tego świata, to jej pełne przepychu zabytki i zamki królewskie przyznają znakomite świadectwo jej ambicjom.

Nic dziwnego, iż niegdyś jeden z najrzadszych na świecie, naturalnie błękitnych diamentów uczynili oni swoim głównym kamieniem w koronie. Ponieważ błękitne diamenty uchodziły za niezwykłe rarytasy, od dawien dawna zwracały one uwagę na pochodzenie i rangę jego posiadacza. Nie bez powodu były one klejnotami koronnymi europejskich monarchii. Błękitny Wittelsbacher należał do Domu Wittelsbachów, a diament Hope był w posiadaniu francuskiej rodziny królewskiej Burbonów.

Długi czas przypuszczano, iż oba te kamienie szlachetne mogłyby być fragmentami wspólnego, większego kryształu. Przemawiało za tym wspólne pochodzenie z kopalni Kollur (niedaleko indyjskiego miasta Golkonda) oraz błękitny kolor. Jednakże chemicy — Jerzy Evers, Leonard Möckl i Henryk Nöth — przed kilkoma tygodniami wyjaśnili precyzyjnie w czasopiśmie „Chemie in unserer Zeit”, iż przeprowadzone w 2009 r. badania na kamieniach przemawiały przeciwko wspólnemu pochodzeniu.

Błękitny Wittelsbacher do początku XVIII wieku był w posiadaniu bawarskiego Domu Panującego. Na słynnym portrecie króla Ludwika I, pędzla Józefa Stielersa, dokładnie widać leżące na ówczesnej konstytucji koronę i błękitny diament. Do roku 1918 pozostały one symbolami Domu Panującego i całego Królestwa Bawarii. W 1921 r. diament był widziany po raz ostatni w koronie, którą posiadał król Ludwik III, potem tenże diament został zastąpiony imitacją.

Niewidziany przez dziesięciolecia kamień został w 1951 r. potajemnie sprzedany w Antwerpii. Od tamtej pory zmieniał wielokrotnie posiadaczy, znajdował się między innymi w sejfie austriackiej bizneswoman Heidi Horten. Gdy w grudniu 2008 roku zdecydowała się ona wystawić na licytację Wittelsbachera w londyńskim domu aukcyjnym „Christie”, wywołało to światowe echo. Rząd landu Bawaria swoją bierną postawą stracił szansę na jego odzyskanie.

Skorzystał za to londyński jubiler Wawrzyniec Graff. Po wydaniu na kamień rekordowej sumy 24,3 mln dolarów zapowiedział, iż chce nadać mu bardziej nowoczesną formę. Graff, niepomny oburzenia fachowców, nakazał go oszlifować. Historyczny szlif z XVII wieku został dramatycznie zmieniony.

Jak opisali w swoim eseju chemicy Evers, Möckl i Nöth, dzięki temu małe powierzchowne szkody klejnotu zostały usunięte, jego czystość ulepszona, a błękitna barwa wzmocniona. Wyrzucają oni jednak Graffowi impertynencję, ponieważ nie tylko historyczna tożsamość diamentu została utracona, lecz również — jeden z najstarszych jeszcze zachowanych szlifów historycznego kamienia szlachetnego.

Ponadto zredukowana została masa z 35,56 na 31,06 karata. Fachowiec, historyk Jan Ottomeyer, ze zdziwieniem wypowiedział się o zniszczeniu tego dobra kultury. Stwierdził on, iż Graff kamień szlachetny „zdewastował”, a „oszlifowanie go jako wykalkulowany «zabieg rynkowy» sprowadza ostatecznie Błękitnego Wittelsbachera do roli «inwestycji»”. Do tego nadano kamieniowi nową nazwę. Odtąd nie był to już Błękitny Wittelsbacher, lecz Wittelsbach-Graff.

18 czerwca 2011 r. „New York Times” doniósł, iż odpowiedzialny ze tę katastrofę jubiler — Wawrzyniec Graff sprzedał diament Wittelsbachów, jednak kupiec i miejsce przechowywania klejnotu nie są znane. Evers, Möckl i Nöth wychodzą z założenia, iż cena musiała wynieść przynajmniej 80 mln dolarów. Dla Graffa przyniosłoby to zysk niemal 56 mln dolarów po potrąceniu kosztów oszlifowania.

opracowanie: Andrzej Krzyk

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.