Jesteś tutaj: Ogłoszenia i aktualności » Aktualności » Halszka Bielecka — kandydatka Konfederacji do Parlamentu Europejskiego

Halszka Bielecka — kandydatka Konfederacji do Parlamentu Europejskiego

Rozmawiał Adrian Nikiel

— Spotkaliśmy się, aby zaprezentować Pani kandydaturę w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Kandyduje Pani z listy numer 1 w okręgu dolnośląsko-opolskim, zatem reprezentuje konsekwentną Prawicę. Czytelników Portalu Legitymistycznego zapewne zainteresuje Pani stosunek do idei legitymizmu. W Polsce znajdujemy się w szczególnej sytuacji, że wspólnota narodowa, której częścią jesteśmy, musi legitymizm, czyli kwestię prawowitości władzy i jej źródeł, rozpoznawać od podstaw. To nas różni od wielu krajów Unii Europejskiej, gdzie ruch legitymistyczny ma znacznie dłuższą, nieprzerwaną historię. Jak zatem Pani rozumie legitymizm i czy ma poczucie, że jest jeszcze o co walczyć? A może sądzi Pani, że procesy rewolucyjne zaszły już tak daleko, że legitymizm na zawsze przeszedł w sferę metapolityki, a jego znaczenie doceniać będzie wyłącznie nieliczna elita?

— Szanowni Państwo, rzeczywiście można powiedzieć, że reprezentuję „konsekwentną” Prawicę. Dla mnie legitymizm to przede wszystkim pytanie o istotę władzy, o jej prawomocność, a w obecnych czasach to odpowiedź na degenerację społeczeństw. Legitymizm jest przywróceniem naturalnego porządku świata, w którym wszystko zostało „postawione na głowie”. Niestety ta idea w Polsce nie jest traktowana poważnie. W obecnym coraz bardziej zlaicyzowanym świecie idee monarchistyczne i samo pytanie o istotę władzy są, łagodnie mówiąc, niepopularne. Z drugiej jednak strony coraz więcej osób zauważa wady ustroju demokratycznego. Nie znaczy to, że społeczeństwo jest gotowe do gruntownych zmian, ale możliwe, że głos legitymistów zacznie być traktowany poważnie i zajmie znaczące miejsce w dialogu społecznym.

— Drugim zagadnieniem, które jest istotne, aby poznać kandydata nie tylko w wąskim kontekście wyborczym, jest oczywiście stosunek do Tradycji katolickiej. Od lat sześćdziesiątych XX wieku katolicy Tradycji stawiają opór rewolucji modernistycznej, która sprawiła, że z ogólnoświatowej struktury Kościoła Chrystusowego do dziś pozostały rozproszone wysepki katolików skupionych wokół nielicznych biskupów i kapłanów, wokół kilku bractw i instytutów religijnych. Jak zatem Pani odnosi się do Tradycji, począwszy od fundamentalnego pytania: sedewakantyzm czy sedeplenizm? Kto ma rację w sporze o status Stolicy Piotrowej – ze wszystkimi tego konsekwencjami? Czy Pani zdaniem Kościół ma jeszcze szansę na Kontrrewolucję likwidującą „schizmę bytu”, czy raczej przyszłość powinna się nam kojarzyć z Kościołem katakumb?

— Zdaję sobie sprawę z tragicznych konsekwencji Soboru Watykańskiego II, ale nie jestem specjalistką od tego zagadnienia. W sporze „sedewakantyzm czy sedeplenizm” nie zajmuję zdecydowanego stanowiska, najbliżej mi chyba do sedeprywacjonizmu. Wierzę, że przeznaczeniem Kościoła nie jest zejście do katakumb, a katolicy nie są powołani do klęski. Kościół ma szansę postawić się rewolucyjnym ideologiom europejskim, ale powinien zakończyć etap „modernizacji” i oprzeć się na Tradycji.

— Trzecia kwestia, bez której nie ma autentycznej Prawicy, to wolny rynek. Wielokrotnie słyszeliśmy, żeby „nie przesadzać z wolnym rynkiem”, bo w ustroju demokratycznym urzędnicy muszą nadzorować wiele sfer życia. Kryzys roku 2008 rzekomo dowodzi, że wolny rynek nie zawsze się sprawdza. Współcześnie każdy reakcjonista musi mieć kompetencje ekonomisty, aby odpierać mniemania socjalistów pobożnych i bezbożnych. Czy jest jeszcze czego bronić, czy raczej ma Pani wrażenie, że urodziliśmy się i umrzemy w socjalizmie? Czy dostrzega Pani jakieś niezbędne ograniczenia wolnego rynku, jakieś obszary, które wymagają nadzoru nad sprzedającymi i kupującymi towary lub usługi?

— Socjalizm degeneruje społeczeństwa, nie można się na tę ideologię godzić zarówno z pobudek etycznych, jak i ekonomicznych. W Polsce nie ma i nie było wolnego rynku, oczywiście my teraz tak naprawdę walczymy tylko o jakieś drobne ustępstwa na rzecz wolności i trudno zakładać, że to się szybko zmieni. Mam jednak nadzieję, że nie umrzemy w socjalizmie. W obecnej Europie bardzo ważne jest utrzymanie silnych, niezależnych państw narodowych. Unia Europejska zwalcza każdą formę konkurencji, która może zagrozić najsilniejszym państwom członkowskim, jak na przykład Niemcy czy Francja. Uważam, że państwo powinno jak najmniej mieszać się w sprawy przedsiębiorców czy zwykłych ludzi, ale na arenie międzynarodowej powinno bronić przede wszystkim interesów swoich obywateli.

— Przez wiele lat była Pani czołową działaczką Kongresu Nowej Prawicy, teraz jest Pani współtwórcą i liderem Partii Kierowców. Co skłoniło Panią do tej zaskakującej zmiany barw politycznych? Czy chodzi o kwestie programowe? I czy nie obawia się Pani, że partia „branżowa” nie zdobędzie szerokiego poparcia wyborczego, bo przecież bycie kierowcą nie jest kwestią światopoglądową lub deklaracją polityczną? Podobnie, sięgnijmy do niedalekiej przeszłości, serc wyborców nie zdobyły partie emerytów – a potencjalny elektorat był liczony w milionach wyborców.

— Kongres Nowej Prawicy miał bardzo duży wpływ na moje ukształtowanie polityczne. Nasze drogi się rozeszły, ale moje poglądy się nie zmieniły. Chociaż nigdy nie byłam czołową działaczką tego ruchu. Moje poglądy na tematy związane z kierowcami są cały czas takie same, tylko teraz zdecydowałam się o nie zawalczyć. Rzeczywiście jest to pewnego rodzaju „wyspecjalizowanie się” w jednej dziedzinie. Wybory pokażą, czy ludzie chcą szerokich programów, których i tak nie czytają, czy kilku konkretnych propozycji, służących poprawie ich losu. Należy pamiętać, że obniżenie akcyzy na paliwo to również niższe koszty transportu, a co za tym idzie, rozwój polskiej przedsiębiorczości. Program Partii Kierowców jest skierowany do wszystkich, którym zależy na silnej gospodarce, nie tylko do kierowców.

— W wyborach samorządowych w roku 2018 reprezentowała Pani ruch Kukiz’15, dziś jest Pani kandydatką Konfederacji, z którą ruch Kukiz’15 pozostaje w ostrym sporze programowym i personalnym. Jakie kryteria decydują zatem o Pani decyzjach politycznych, o wyborze list wyborczych?

— Konfederacja to wielka nadzieja dla ruchów wolnościowych i patriotycznych, oczywiście zawsze pojawiają się zastrzeżenia do niektórych liderów, ale wreszcie doszło do porozumienia, na które tak długo wszyscy czekali. Podczas wyborów samorządowych namawiałam lokalnych działaczy, zarówno ze strony Kukiz’15, jak i wolnościowców czy narodowców, do współpracy i wystawienia wspólnej listy. Niestety to się wtedy nie udało. Bardzo ucieszyło mnie to, że są prowadzone rozmowy w sprawie koalicji do Parlamentu Europejskiego, szkoda, że ruch Kukiz’15 nie dołączył. Zależy mi, żeby startując na liście, móc swobodnie mówić o swoich poglądach, ale wszyscy kandydaci powinni mieć przede wszystkim na względzie dobro obywateli, których będą reprezentować. Konfederacja skupia ludzi, którzy może różnymi metodami, ale dążą do tego samego celu.

— Przed kolejnymi wyborami jest Pani atakowana przez „Gazetę Wyborczą”, krytycznie na Pani temat wypowiadał się sam pan redaktor Jacek Harłukowicz. Czym mu się Pani naraziła? Jest Pani tak poważnym zagrożeniem dla Systemu demoliberalnego, czy to są raczej działania prewencyjne w ramach „polskiego piekła”, gdzie trzeba zniszczyć każdego, kto choć trochę wyróżnia się z politycznie poprawnego tłumu? Panu redaktorowi nie podoba się, że protestuje Pani przeciwko islamizacji Europy i zna niewłaściwych ludzi. Oczywiście wszystko jest podane w formie łańcuszków skojarzeń, więc trudno z tym polemizować. Ale może spróbuje Pani wyjaśnić panu redaktorowi, dlaczego nie powinien się wygłupiać?

— Nie znam pana redaktora Jacka Harłukowicza, na pewno niczym też mu się nie naraziłam. Polityka gazety, dla której pracuje, jest taka, że atakują wszystkich, którzy nie mówią „politycznie poprawnie”. Nie sądzę, żeby obawiali się mojej osoby, ale obawiają się tego, że tak jak ja myśli coraz więcej obywateli i ci obywatele mogą zacząć publicznie przyznawać się do swoich poglądów. Wtedy nagle okaże się, że zwolennicy ideologii „lewackiej” w Polsce są mniejszością. Nie jest też już żadną tajemnicą, że Polacy nie zgadzają się na przyjmowanie imigrantów, a co za tym idzie, na islamizację swojego kraju. Myślę, że panu redaktorowi nie trzeba niczego tłumaczyć, za swoje „wygłupy” dostaje wypłatę i pewnie tylko o to tu chodzi.

— Równolegle Pani obóz polityczny jest brutalnie atakowany przez redaktorów „Gazety Polskiej”. Najpoważniejszym oskarżeniem z tej strony są insynuacje, że kandydaci Konfederacji służą interesom Włodzimierza Putina. Czy te ataki dotykają Panią osobiście, np. w Internecie, na spotkaniach wyborczych lub w innych sytuacjach?

— Zarzucanie kandydatom Konfederacji przynależności do agentury rosyjskiej jest tak absurdalne, że najczęściej wywołuje jedynie śmiech podczas spotkań. Osobiście nie jestem atakowana, możliwe, że gdzieś w Internecie pojawiają się takie pomówienia nakierowane bezpośrednio na mnie, ale nie tracę czasu na śledzenie tego typu komentarzy.

— Środowisko obecnej Konfederacji było reprezentowane w Parlamencie Europejskim mijającej kadencji. Jak Pani ocenia kilkuletnie dokonania naszych posłów, a szczególnie wywodzącego się z wrocławskiego środowiska legitymistycznego i Nowej Prawicy pana posła Jarosława Iwaszkiewicza? Czy chciałaby Pani w kolejnej kadencji podjąć jakieś tematy, którymi on się zajmował? Czy jest szansa na merytoryczną kontynuację?

— Kongres Nowej Prawicy wprowadził czterech europosłów, to za mało, żeby móc powiedzieć „po owocach ich poznacie”. Wierzę, że robili, co w ich mocy, żeby szerzyć postulaty wolnościowe w PE. Miejmy nadzieję, że w kolejnej kadencji będzie dużo więcej uniosceptyków, nie tylko z Polski. Wydaje mi się, że bliżej mi do kontynuacji polityki, jaką prowadził pan poseł Michał Marusik, ale liczę na współpracę i pomoc moich kolegów, którzy startują do PE, a szczególnie tych z większym od mojego doświadczeniem.

— Jeden z górnośląskich kandydatów Konfederacji został potępiony przez media głównego nurtu za sprzeciw wobec feminizmu. Jak Pani ocenia feminizm? Czy dostrzega Pani w nim jakieś wartościowe myśli, rzeczy godne zastanowienia, czy też feminizm jest kolejną wielką pomyłką moralną i intelektualną?

— Feminizm to stan umysłu, to chora ideologia, która opętała niektóre kobiety. Feminizm krzywdzi przede wszystkim same kobiety, nie widzę w tej ideologii niczego, nad czym warto by się pochylić. Żal mi osób, które budują swoją tożsamość na tym nurcie, szukają sensu życia w tej pustce intelektualnej i moralnej. Winny jest temu oczywiście między innymi upadek roli Kościoła, zanik hierarchii zarówno w rządach, jak i rodzinach, oraz postępująca demoralizacja społeczeństw.

— Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Adrian Nikiel

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.