Jesteś tutaj: Ogłoszenia i aktualności » Aktualności » 22 maja w Lublinie

22 maja w Lublinie

Adam Tomasz Witczak

22 maja 2010 roku przez centrum Lublina przemaszerowała manifestacja Obozu Narodowo-Radykalnego, wspomaganego przez zbliżone ideowo środowiska (widoczne były m.in. flagi i transparenty Obozu Wielkiej Polski, Stowarzyszenia Białe Orły oraz Narodowego Odrodzenia Polski). Udział wzięły także osoby niezrzeszone. Pochód przyciągnął w sumie około 130-150 osób – a zatem mniej niż na przykład obchody 11 listopada w roku 2009 w Warszawie, kiedy to ulicami stolicy przeszło blisko (ponad?) pół tysiąca narodowców. Spowodowane było to prawdopodobnie licznymi zawirowaniami powstałymi na skutek powodzi… i może też faktem, że do Lublina jest zewsząd daleko.

Pochód wyruszył (zgodnie z planem) o godzinie 16.30 z Placu Litewskiego. W planie było przejście przez Stare Miasto i zakończenie zgromadzenia na Placu Zamkowym, pod pomnikiem oddziału Zapory. Plan ten udał się, lecz z pewnym opóźnieniem, a to ze względu na (tradycyjną już) kontrmanifestację środowisk radykalnej lewicy (anarchistów, „antyfaszystów”, feministki, działaczy „środowisk gejowsko-lesbijskich” etc.). Grupki te najpierw zorganizowały pikietę, w ramach której rzucały kwiatami (lata 60-te?) i wykrzykiwały hasła przeciwko ONR-owcom (pula tych haseł była, jak się wydaje, dość ograniczona – przede wszystkim: „Lublin miastem tolerancji”, „Idźcie stąd” i jeszcze kilka). Od pochodu narodowców oddzielał lewicę kordon policji.

W pewnym momencie okazało się, że „antyfaszyści” uderzają także od przodu, to znaczy blokują lubelski deptak w sile około 30 osób. Oczywiście nie działo się to pierwszy raz i w zasadzie z góry było wiadomo, że sprawa zakończy się „zawinięciem” protestujących przez policję, a „faszyzm” i tak przejdzie – tym niemniej kontrmanifestanci znów zdecydowali się na ów manewr. W czasie blokady zapanowała nieco piknikowa atmosfera, a to ze względu na aktywistę ONR z megafonem, który nader ironicznie i celnie komentował protest lewicy, której przedstawiciele wybijali z kolei rozliczne quasi-afrykańskie rytmy na bębenkach.

Pochód nacjonalistów był więc zablokowany z dwóch stron, ale gdy przednia blokada została już zlikwidowana, narodowcy ruszyli dalej, a lewica (frakcja od kwiatów i bębenków) szła za nimi. Narodowcy oczywiście przez cały czas wznosili swoje hasła: „Bóg, Honor i Ojczyzna”, „Narodowe Siły Zbrojne”, „ONR” i inne.

Pod pomnikiem zaporczyków Kierownik Główny ONR wygłosił przemówienie, w którym odniósł się do historii Polski, patriotyzmu współczesnych (i jego braku), a także do kontrmanifestacji. Warto zwrócić uwagę na fakt, że dzień wcześniej pomnik został zapaskudzony farbą przez „nieznanych sprawców”, ale wyczyścili go lokalni działacze narodowo-radykalni.

Przemówienie Kierownika Głównego zakłócało kilku młodzieńców, którzy nieopodal wywiesili flagę z napisem „Faszyzm nie przejdzie”, a nawet pozwolili sobie na wulgarne atakowanie manifestantów (jeden z nich dał się nawet na moment sprowokować do odpowiedzi, ale w ogólności panował spokój i nie poddawano się prowokacjom). Zabawny był także przedstawiciel Izraela (a przynajmniej jako taki się przedstawił, krzycząc „I am Jew…!”), który zapewniał narodowców, że „fuck them all”.

Manifestacja odbiła się szerokim echem w prasie i Internecie, mowa tu zarówno o mediach lewicowo-liberalnych, jak i prawicowych. Relacja z marszu ukazała się również na (znanym i lubianym?) portalu konserwatyzm.pl, a napisał ją Konrad Rękas, który zresztą był obecny na miejscu. W zasadzie jest ona zgodna z faktami, tego nie można jej odmówić, należy jednak odnieść się do niektórych wniosków czy też obserwacji pana Rękasa. Napisał on (mam wrażenie, że przybierając ton „zatroskanego starszego kolegi, doradzającego z dobrej woli młodszym działaczom”) na przykład, iż „Poważniejsza jest refleksja dotycząca pewnych słabości programowych Obozu. Pewnie, że przemówienie pod pomnikiem to nie okoliczność sprzyjająca wyrafinowanym analizom, jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że kolegom z ONR wystarcza bycie »ogólnie patriotycznymi«, tylko akcentującymi mocniej pewne kwestie”. Należy tu wyjaśnić, że ONR jest (w ogólności, a już na pewno obecnie) ruchem z założenia „ideowo-wychowawczym”, istotnie stawiającym w największym stopniu na przekazywanie pewnych wartości, pamięci i wiedzy, mniej zaś zainteresowanym tworzeniem bardzo szczegółowych, sformalizowanych „planów” i „programów”, które miałyby stanowić złotą receptę na wszelkie „realne bolączki”, choć z pewnością ich realizacja pozostawałaby w sferze abstrakcji. W końcu ONR nie jest partią, a stowarzyszeniem, zasilanym głównie przez młodzież. Oczywiście aktywiści organizacji niejednokrotnie posiadają wyraźnie określone poglądy gospodarcze i „polityczne”, ale formuła samego Obozu jest od ponad 5 lat (a licząc wcześniejszy okres działalności na zasadzie „pospolitego ruszenia” – od bez mała 10) taka, że stanowi on środowisko możliwie szerokie i różnorodne, skupione wokół pewnych zasad, ale dające członkom wiele swobody, gdy chodzi o szczegóły – tak w kwestii formy, jak i treści. No i oczywiście rzeczywiście jest tak, jak sam pan Rękas zauważa – nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków na podstawie jednego przemówienia rocznicowego.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.