Jesteś tutaj: Ogłoszenia i aktualności » Aktualności » Monarchia przetrwała głosowanie parlamentu

Monarchia przetrwała głosowanie parlamentu

newsinenglish.no

Zgodnie z przewidywaniami norweski parlament oddalił próbę przeistoczenia państwa z monarchii konstytucyjnej w republikę. W związku z propozycją, nad którą głosowano w połowie marca, zwrócono również uwagę na nowe zagadnienia dotyczące norweskiej demokracji oraz poparcie dla ruchu republikańskiego.

Jak dotąd propozycje przekształcenia Norwegii w republikę oraz zastąpienia monarchy, obecnie panującego króla Haralda V, prezydentem regularnie zgłaszała niewielka partia Socjalistyczna Lewica (SV). W tym tygodniu do stanowiska SV przyłączyło się czterech członków Partii Pracy (Arbeiderpartiet, Ap), którzy — mimo iż nie opowiedzieli się otwarcie za zniesieniem monarchii — przygotowali raport (w języku norweskim zwany utredning) na temat tego, jak miałaby funkcjonować republika z prezydentem.

Parlament, jak zauważyła komentatorka polityczna Hege Ulstein w gazecie „Dagsavisen”, jest zazwyczaj bardziej skory do opracowywania takich raportów niż do podejmowania konkretnych działań w konkretnych sprawach. Jednakże w tym przypadku większość zagłosowała przeciwko propozycji członków Partii Pracy. Podczas gdy 11 parlamentarzystów opowiedziało się za przedyskutowaniem raportu o konwersji Norwegii na republikę, 83 zagłosowało przeciw. Nie ma sensu naprawiać tego, co nie jest zepsute, powiedział jeden z członków konserwatywnej Partii Postępu (Fremskrittspartiet).

Ulstein napisała, iż około 40 procent członków parlamentu jest zwolennikami republiki, lecz ich partie (oprócz SV) programowo popierają monarchię. Pozostają jej lojalne, monarchia zaś wciąż wychodzi obronną ręką z prób zniesienia jej, chociaż jej istnienie w państwie dobrobytu, takim jak Norwegia, jest paradoxem. Norwescy politycy głoszą egalitaryzm i na ogół potępiają, nazywane przez niektórych „anachronicznymi”, aspekty monarchii, jak bogactwo, przywilej urodzenia i dziedziczenia władzy. Ponadto członkowie rodziny królewskiej mogą funkcjonować ponad prawem, co wyraźne było w ostatnich latach, gdy zwalniano ich z obowiązków wymaganych prawem zagospodarowania przestrzennego lub nawet z mandatów za przekroczenie prędkości, jak choćby wtedy, gdy śp. król Olaf umorzył swemu synowi Haraldowi karę za nieprzepisową jazdę.

Nawet gorliwi ideowo członkowie Partii Pracy, jak Marcin Kolberg, czynnie sprzeciwili się złożonej przez ich kolegów propozycji, w czym Ulstein i inni komentatorzy dostrzegli jeszcze jeden paradox. Kolberg stwierdził bowiem, że opracowanie raportu o republice zdestabilizowałoby nasze demokratyczne rozumowanie. Odmówił jednak rozwinięcia tej myśli. Ulstein zwróciła w swym artykule uwagę, iż wszystkie dotychczasowe propozycje zastąpienia monarchii republiką odrzucano, uzasadniając to brakiem stosownego raportu. To, że ci sami parlamentarzyści głosują teraz przeciwko raportowi, jest zdumiewające, napisała. Z jednej strony nie możemy stać się republiką, ponieważ zagadnienie to nie zostało należycie przestudiowane, z drugiej natomiast nie możemy go omówić, bo zdestabilizowałoby to nasze demokratyczne rozumowanie.

Kolejny problem na linii demokracja – monarchia wyszedł na jaw podczas zeszłotygodniowej debaty w parlamencie. Otóż parlamentarzyści podkreślają nieraz, iż monarchia konstytucyjna Norwegii została zaaprobowana w referendum w 1905, zyskując „olbrzymie” poparcie Norwegów. Jednakże w owym czasie tylko połowa populacji miała prawo głosu (kobietom nie wolno było jeszcze głosować). Spośród uprawnionych do głosowania zagłosowało 79 procent, odpowiadając na pytanie, czy należy pozwolić rządowi Norwegii, by „zachęcił” ówczesnego xięcia Karola z Danii, by został królem Norwegii (ów zgodził się na to, zostając królem Haakonem VII, dziadkiem obecnego króla Haralda V).

Jak wyjaśnia Ulstein, oznacza to, że tylko 29,6 procent dorosłych Norwegów czynnie poparło monarchię ponad sto lat temu. To niezły wynik, ale nie całkiem można to uznać za dobitny i entuzjastyczny mandat od ludu, napisała Ulstein.

Współcześni politycy często podkreślają też, że monarchia w Norwegii ma przede wszystkim charakter ceremonialny, a król nie ma formalnej władzy politycznej. Faktycznie jednak norwescy królowie (i królowe) pokazali, iż dysponują władzą, ponieważ mogą proponować tematy posiedzeń oraz ustalać programy działania, są wysłuchiwani, a każdego tygodnia monarcha odbywa spotkanie z rządem w Radzie Stanu. Z pewnym niepokojem odbierane są również prywatne przyjaźnie członków rodziny królewskiej z wysoko postawionymi politykami, jak choćby wtedy, gdy na jaw wyszła przyjaźń między następcą tronu xięciem Haakonem, następczynią tronu xiężną Mette-Marit i byłym ministrem spraw zagranicznych, Jonaszem Gahr Støre z Partii Pracy (obecnie minister zdrowia), lub kiedy siostra Haakona widziana była z mężem w tych samych kręgach co minister Trond Giske.

Zarówno zwolennicy, jak i krytycy monarchii dostrzegają jej jednoczącą siłę, przewyższającą podziały partyjne, zwłaszcza w czasach kryzysu. Członkowie rodziny królewskiej służyli bowiem współczuciem i pomocą nie tylko w czasie drugiej wojny światowej, ale także niedawno, po atakach terrorystycznych w 2011 roku.

Wszystko wskazuje na to, że monarchia w Norwegii się utrzyma, pomimo sporadycznych głosów krytyki i wołań o wprowadzenie republiki. Ironią jest, jak stwierdza Ulstein, że „demokratyczne rozumowanie” przekonało nas, iż niecałe 30 procent głosów oddanych ponad sto lat temu nadal nas zobowiązuje oraz że niemożliwe jest nawet przedyskutowanie raportu na temat alternatywnego rozwiązania.

opracowanie: Dawid Świonder

Komentarz redakcji Portalu: Kultywowanie przyjaźni polsko-norweskiej na Portalu Legitymistycznym nabrało dodatkowego sensu. Problemy norweskie powinny być dla Polaków okazją do rozważenia (zanim jeszcze nadejdzie „moment elekcyjny”), w jaki sposób władzy króla, który ma być, zapewnić niepodważalną legitymizację. Jak widać na przykładzie z Północy, demokracja wymaga nieustannego pogłębiania, nieubłaganego postępu – jej wyroki sprzed ponad stu lat nie odpowiadają już mądrości etapu1. Jedno jest pewne: demokracja, nawet w preferowanym przez niektórych monarchistów w Polsce wariancie ustrojowym „król i demokracja”, nie stanie się drogą restauracji prawowitego ustroju. Jest ona raczej ślepą uliczką. A może nawet ścieżką nad przepaścią…

Monarchia przetrwała? Naprawdę? Czy można twierdzić, że monarchia przetrwała, jeżeli jej jawni wrogowie są częścią systemu władzy? I czy można z czystym sumieniem być królem w państwie, którego ustawy dopuszczają zabijanie dzieci, aprobują tzw. małżeństwa homosexualne oraz adopcję dzieci przez takie związki? Czy Jego Królewska Mość akceptuje marnowanie pieniędzy swoich poddanych na ograniczanie ich wolności pod pretextem walki z tzw. mową nienawiści? A może jest tylko figurantem, który żyruje totalitarne wizje skrajnej lewicy?

Czy taka monarchia nie jest jedynie fikcją i maską dla nieprawości, jeżeli próba skompromitowania królewskiego majestatu skutkuje tylko „oczekiwaniem wyjaśnień”, które być może przedstawi Związek Prasowy?

Norweski dwór pozywa media

Norweska rodzina królewska po raz pierwszy wystąpiła na drogę prawną przeciwko rodzimym mediom. 12 marca poinformowano, iż JKM król Harald V, wraz z najbliższymi, zaskarżył w Norweskim Związku Prasowym tygodnik „Se&Hør” w związku z upublicznieniem zdjęć ze sfery prywatnej rodziny królewskiej.

Chodzi o więcej niż 60 stron ze zdjęciami zrobionymi podczas kąpieli czy fotografiami z ferii, które to zostały zrobione w ciągu ostatnich 8 miesięcy przy pomocy teleobiektywu i ukrytych kamer. Według rzecznika dworu, pani Marianny Hagen, ważne dla dworu jest, ażeby życie osobiste dzieci królewskich było chronione.

Dzięki skardze istnieje możliwość, iż Związek Prasowy wyjaśni, w jakim stopniu rodzina królewska miałaby prawo do życia osobistego, gdy przebywa w ogólnie dostępnych miejscach.

opracowanie: Andrzej Krzyk


1 Podobno ta stara wersja demokracji była „nieprawdziwa”.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.