Jesteś tutaj: Ogłoszenia i aktualności » Aktualności » Zmuszona do aborcji ofiara gwałtu pozywa irlandzki rząd

Zmuszona do aborcji ofiara gwałtu pozywa irlandzki rząd

Hilary White (LifeSiteNews.com)

Młoda kobieta, której ciążę — na mocy obowiązującego w Irlandii ograniczonego prawa do aborcji — przerwano bez jej zgody w 1997 roku, powiedziała dziennikarzom, że wydarzenia sprzed 16 lat zmieniły ją na zawsze.

Jak podaje „Irish Independent”, mająca wówczas 13 lat „Maria” (imię zmienione) wpadła w spiralę depresji i chaosu po aborcji, którą uzasadniono twierdzeniami o skłonnościach samobójczych dziewczynki, i umieszczeniu w rodzinie zastępczej. Dziś Maria składa pozew przeciwko rządowi za wyrządzoną jej krzywdę.

To było dla mnie trudniejsze niż uporanie się z gwałtem. Złe wspomnienia powróciły po urodzeniu dzieci — powiedziała, dziś dwudziestodziewięcioletnia, Maria.

Nigdy nie zapominasz tego nienarodzonego dziecka — dodała. — Jest ono w twoich myślach każdego dnia. Każda kobieta, która poddała się aborcji i później została matką, wkrótce się o tym przekonuje.

Nie chciałam być matką w wieku 13 lat, ale teraz wiem, że to dziecko nie zasłużyło na śmierć. Z chęcią oddałabym ją do adopcji komuś, kto naprawdę pragnął dzieci, a nie mógł mieć własnych. Dziś byłaby nastolatką, być może mogłybyśmy się przyjaźnić, nawet jeśli nie nazywałaby mnie mamą.

Po tym, jak została zgwałcona, Marię zabrali z domu rodzinnego pracownicy socjalni, a następnie przewieziono ją do Wielkiej Brytanii na aborcję.

Pewnego dnia, jak wspomina, zabrano ją do lekarza, który powiedział jej, że jest w ciąży. Zapytałam: „Co to znaczy?”, „Będziesz miała dziecko”. Nie rozumiałam, jak to możliwe. Kilka tygodni później zabrali mnie samolotem do Londynu.

Następnego dnia pojechaliśmy do jakiegoś budynku. Pamiętam jedynie, że potem wieziono mnie na wózku, krzyczącą z bólu. Dali mi zastrzyk i obudziłam się, nic nie czując. W końcu powiedzieli mi, że dziecko już nie żyje.

Według „Irish Independent” Maria była przekonana, że wróci do domu w ciągu 24 godzin. Spędziwszy jednak kilka miesięcy w rodzinie zastępczej, zdała sobie sprawę, iż nie będzie mogła wrócić.

Maria wspomina słowa piosenki, jaką słyszała w dniu aborcji: „Odlatuję odrzutowcem; nie wiem, kiedy wrócę”. Nigdy nie zapomnę tych słów. Jakaś część mnie nigdy nie wróciła po tamtych wydarzeniach. Nie spodziewałam się wtedy, że moje życie zmieni się na zawsze.

Dziś jest dwudziestodziewięcioletnią matką dwójki dzieci. W związku z pozwem zażądała ujawnienia swoich akt medycznych. Chociaż wtedy o tym nie wiedziała, o jej sprawie było dość głośno, jako że jej rodzice toczyli batalię prawną — znaną jako „Sprawa C.” — by odzyskać prawa do opieki nad córką.

Eastern Health Board, która przekazała Marię pod opiekę państwa, twierdziła, że aborcji dokonano zgodnie z życzeniem dziewczynki oraz decyzją sądu okręgowego, nakazującą zabrać ją do Wielkiej Brytanii. Rodzice Marii starali się o unieważnienie nakazu, ale Sąd Najwyższy stwierdził, iż zdaniem biegłego psychiatry powołanego przez EHB „panna C.” prawdopodobnie odebrałaby sobie życie, jeśli zmuszono by ją do donoszenia ciąży i z tego względu w Irlandii przysługuje jej prawo do aborcji zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego, jakie padło w sprawie X z roku 1992. Sprawa X była precedensem, w którym dopuszczono wykonanie aborcji w przypadku kobiet grożących, iż targną się na swoje życie.

Obecnie rząd koalicyjny, będąc pod presją aborcyjnych lobbystów z UE i Partii Pracy, przygotowuje prawo, które bez ograniczeń pozwalałoby na dokonanie w Irlandii aborcji w przypadku matek grożących samobójstwem. Krytycy ustawy ostrzegają, że zabezpieczenia w postaci ograniczeń i restrykcji proponowanych przez rząd są niefunkcjonalne oraz że ustawa utoruje drogę do wprowadzenia pełnego reżimu aborcyjnego, jaki panuje w Wielkiej Brytanii.

Skazując gwałciciela C. w 1998 roku na 12 lat więzienia, sędzia Quirke stwierdził, iż jego zbrodnia była szczególnie odrażająca, ponieważ nie tylko skrzywdził niewinną dziewczynkę, ale jego działanie doprowadziło do śmierci dziecka poprzez aborcję.

Maria jednakże wyjaśnia, iż ówcześnie nic o tym wszystkim nie wiedziała i robiła jedynie, co jej mówiono. Nigdy nie uczyłam się o takich rzeczach. Miałam 13 lat, byłam najstarszą z dwanaściorga rodzeństwa. Prawie nie chodziłam do szkoły, ponieważ musiałam być w domu, pomagać przy dzieciach, gotować i sprzątać.

Jedną z kwestii, jakie podniesiono w pozwie, jest to, dlaczego po aborcji zatrzymano ją w opiece zastępczej, zamiast zwrócić ją rodzinie. Maria wyjaśnia, że po incydencie podawano jej leki wbrew jej woli: Kiedy mnie zabrano, byłam bardzo onieśmielona. Większość czasu spędzałam sama, będąc pod wpływem leków. Pamiętam, jak przychodzili ze srebrną tacą, na której leżała strzykawka. Lek nazywał się Largactil; podawali mi go w formie brązowego płynu lub tabletek.

Kiedy się opierałam, cztery lub pięć osób przytrzymywało mnie i dawało zastrzyk w pośladek. To było straszne, ponieważ przywoływało wspomnienia o gwałcie. W końcu zgadzałam się na tabletki, bo nie chciałam już być przytrzymywana — mówi Maria.

Nadal mam sny, w których mała dziewczynka o blond włosach biega po polu i prosi, bym się z nią pobawiła, dodaje. To moja utracona córeczka. Nazwałam ją Shannon. Uzyskałam też dla niej akt zgonu, abym na swój sposób mogła pokazać, że ona istniała.

opracowanie: Dawid Świonder

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.