Jesteś tutaj: Ogłoszenia i aktualności » Aktualności » Prof. Marciniak-Kajzer: w średniowiecznym domu brakowałoby mi światła i luster

Prof. Marciniak-Kajzer: w średniowiecznym domu brakowałoby mi światła i luster

Nauka w Polsce

Gdybym miała mieszkać w średniowiecznym domu, najbardziej brakowałoby mi światła dziennego, możliwości funkcjonowania po zmierzchu, ale i… luster – mówi w rozmowie z PAP prof. Anna Marciniak-Kajzer, autorka książki „Rzeczy ludzi średniowiecza”.

PAP: Artysta Michael Landy w 2001 w ramach performansu zrobił listę wszystkich rzeczy, które posiadał (a potem oddał je do zniszczenia). W spisie jego przedmiotów znalazło się ponad 7 tys. obiektów. Nie sądzę, żeby – jak na dzisiejsze standardy – był rekordzistą. Sporo osób też otacza się dziś w swoim mieszkaniu tysiącami różnych rzeczy. Pewnie w średniowieczu wyposażenie domów było o wiele bardziej minimalistyczne…

Dr hab. Anna Marciniak-Kajzer, archeolożka, prof. Uniwersytetu Łódzkiego: A tego akurat wcale nie wiemy na pewno. I chyba nigdy się nie dowiemy. No bo np. ile zabawek mogło mieć średniowieczne dziecko? My mamy teraz zabawki z plastiku, ale w średniowieczu zabawki mogły być robione ze znacznie mniej trwałych materiałów: drewna, kości, rogu, sitowia. Takich drobnych i nietrwałych rzeczy mogło być dużo. Ile – nie będziemy tego wiedzieć.

PAP: Pani jednak postanowiła zebrać to, co wiemy o tych rzeczach.

A.M.-K.: W mojej książce połączyłam wiedzę o tym, co o przedmiotach w średniowiecznym domu mówią różne źródła: historyczne, archeologiczne, ikonografia. Wskazuję też na analogie etnograficzne. No bo można się przecież przejść po skansenach i zobaczyć, co ozdabiało dawniej domy – choćby sławne słomiane pająki. Technologia ich produkcji nie była na tyle skomplikowana, aby nie dało się ich wytwarzać w średniowieczu.

PAP: No to bazując na tym, czego dowiedziała się pani ze źródeł: Gdyby miała pani zamieszkać w średniowiecznym domu – niechby to był nawet i bogaty zamek – czego by pani najbardziej brakowało?

A.M-K.: Podejrzewam, że światła. W naszych warunkach klimatycznych okna musiały być małe, żeby ciepło nie uciekało. A szyby były bardzo drogie. I nawet w zamkach znajdowały się w niewielu komnatach. Świece też były kosztowne. Z brakiem światła wiązał się też zapewne kompletnie inny tryb życia niż dziś – związany z rytmami przyrody, z godzinami wschodów i zachodów słońca. Brakowałoby mi więc nie tylko światła, ale i możliwości ustawiania sobie trybu aktywności tak, jak bym chciała.

PAP: Wróćmy jeszcze na chwilę do okien. Jak one w średniowieczu wyglądały?

A.M-K.: To zależy, na co kogo było stać. W kurnych chatach czy ziemiankach oknem była prawdopodobnie zwykła szpara, którą zapychano zwitkiem słomy czy deszczułką. W obiektach mieszczańskich czy bogatszych domach wiejskich prawdopodobnie okno wypełniały błony zwierzęce, pergaminy nasączone tłuszczem, tkaniny… Tego jednak do końca nie wiemy. Jeśli zaś chodzi o szyby, to za pomocą znanej wtedy technologii wydmuchiwania szkła bardzo trudno było osiągnąć płaską szklaną powierzchnię. Szkło, jeśli było używane w oknach, to miało postać okrągłych czy romboidalnych gomółek. I było czymś bardzo rzadkim.

PAP: A jak oświetlano mieszkania po zmroku?

A.M-K.: W polskich badaniach nie znajdujemy zbyt wielu lampek oliwnych, w których mógł się palić łój. Znajdujemy jednak często tzw. łuczywo – drzazgi drewniane, które mogły być maczane w łoju. W zamkach możliwe, że były pochodnie, ale one dawały dużo dymu i raczej stosowano je na zewnątrz. Swoją drogą nie za bardzo wiadomo, jak one były robione. Były też świece – łojowe znacznie tańsze niż woskowe. Ale używano ich oszczędnie. I tak np. w ikonografii, kiedy widzimy świeczniki czy lichtarze, to nawet jeśli mają one wiele ramion, to namalowana jest w nich tylko jedna świeca. A to świadczy prawdopodobnie o tym, że bardzo rzadko pozwalano sobie na korzystanie z wielu świec naraz.

PAP: Jeśli chodzi o higienę – czy nie brakowałoby pani w średniowieczu kosmetyków?

A.M-K.: Nie wiemy, czy nie było wtedy kosmetyków. Ale mnie na pewno brakowałoby lustra. Człowiek w średniowieczu w zasadzie nie znał swojego wizerunku. Przejrzeć mógł się najwyżej w wiadrze z wodą. Luster szklanych jeszcze nie umiano wtedy wytwarzać. A tylko najbogatszych było stać na lustro wykonywane z polerowanego metalu. Przeciętna osoba nie wiedziała więc, jak wygląda. Dbanie o urodę mogło być skomplikowane, ale to nie znaczy, że o nią nie dbano. Ale dbanie o urodę – było wtedy raczej dbaniem o higienę.

PAP: Czy to były higieniczne czasy?

A.M-K.: Na pewno znacznie bardziej niż początek czasów nowożytnych. Brud w Europie zaczął się po wielkiej zarazie, po epidemii czarnej śmierci. To dopiero wtedy zaczęto się obawiać kąpieli i obnażania ciała – ze względu na „morowe powietrze”. A to, że w średniowieczu dbano o higienę, widać choćby na obrazach: we wnętrzach wiszą ręczniki, są miednice z dzbankami do mycia rąk. Było też prawo nakazujące sprzątanie przed posesją, a także zabraniające kąpieli na ulicy. A to znaczy, że kąpiele były powszechne. Poza tym w średniowiecznych miastach było dużo łaźni. I pojawiały się ograniczenia, jak często można z nich korzystać. A to znaczy, że ludzie korzystali z nich chętnie. Wiadomo też, że w łaźniach organizowano wieczory panieńskie i kawalerskie.

PAP: A czy w średniowiecznym domu były jakieś obiekty, które służyły do rozrywki?

A.M-K.: Pojawiały się instrumenty, gry planszowe, wiemy, że grano w kości, robiono zabawki. Zapewne było też wiele gier ruchowych typu ciuciubabka, berek. My teraz dla rozrywki zasiadamy przed telewizorem, ale możemy się domyślać, że wtedy ludzie zasiadali wokół paleniska domowego i słuchali ludzi, którzy mieli dar opowiadania. To były te średniowieczne seriale. Najprawdopodobniej te osoby cieszyły się sporym powodzeniem towarzyskim i szacunkiem.

PAP: Która część domu była najbogatsza w sprzęty?

A.M-K.: Zdecydowana większość społeczeństwa miała mieszkania z jednym pomieszczeniem, w którym żyła cała rodzina.

PAP: Ale najwięcej obiektów, które wymienia pani w książce, to sprzęt, który dziś nazwalibyśmy kuchennym.

A.M-K.: Gdyby nie liczyć rzeczy związanych z pracą – bo ich nie opisuję w tym tomie książki – to rzeczywiście sporo rzeczy w średniowiecznym domu miało związek z przygotowywaniem posiłków. W średniowieczu nie kupowano półproduktów. Obróbka żywności – mięsa, kasz, warzyw – wymagała dużej liczby narzędzi, naczyń i dużo miejsca. I tak np. stosowane wtedy porowate naczynia przechowywały zapachy i trudno je było – bez detergentów – doczyścić. Garnków musiało być pewnie odpowiednio dużo. Zapewne były przeznaczone do ściśle wyznaczonych potraw, żeby smaki i zapachy się nie mieszały.

PAP: Czy, jeśli chodzi o wyposażenie średniowiecznego domu, coś panią w badaniach zaskoczyło?

A.M-K.: Kiedy analizowałam średniowieczną ikonografię, zastanowiła mnie dbałość o szczegóły i piękno przedstawianych tam przedmiotów. Bogato ozdobione łyżki, grzebienie, garnki… Może te piękne obiekty nie były w domach w takim natłoku, jak na tych obrazach, ale nikt tych przedmiotów nie wymyślał specjalnie, one w tamtych czasach – przynajmniej w najbogatszych domach – były. Dlatego też nie podobają mi się rekonstrukcje średniowiecznych wnętrz. Wydaje mi się, że w zamkach jest za mało tkanin, sprzętów, za mało malowideł na ścianach. Przez to wnętrza wydają się zimne i puste. A one wcale takie nie były. A możemy się tego domyślać, oglądając średniowieczne ilustracje.

PAP: Rzeczy związane z domem to pierwszy tom pani książki. Czego dotyczyć będą kolejne?

A.M-K.: W dalszej części chcę się zająć średniowiecznymi przedmiotami związanymi z działalnością intelektualną: nauką, religią, rozrywką. A trzeci tom dotyczyć ma średniowiecznych rzeczy potrzebnych do pracy.

Rozmawiała: Ludwika Tomala (PAP)

Tekst pochodzi z serwisu Nauka w Polsce.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2021 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.