Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Monika Wójcik: Antoni Zygmunt Helcel (1808–1870) — konserwatysta w służbie nauki

Antoni Zygmunt Helcel (1808–1870) — konserwatysta w służbie nauki

Monika Wójcik

Pięknie być wiernym swej ojczyny sługą,
Co w jej niedoli służby się nie zrzekał
1.

A.Z. Helcel

Nie dla pamięci zmarłych piszą się dziś w Polsce nekrologi, lecz z poczucia, aby pokolenie dzisiejsze utrzymało całą ciągłość duchową z pokoleniem schodzącym, aby nie zapominało jego boleści i trudów, nie odrzucało jego doświadczenia, aby przejęło się jego myślą, przebyło z nim jego minione przejścia i walki, przetrawiło w sobie jego prace, aby zużytkowało jego dzieła, a nade wszystko, aby uszanowało jego tradycje [podkr. autora]2.

Tak Ludwik Dębicki, dziennikarz krakowskiego „Czasu”, rozpoczął życiorys Zygmunta Antoniego Helcla, wydany w 1870 roku – niech te słowa staną się myślą przewodnią niniejszego artykułu, wydobywającego z mroku niepamięci postać tego galicyjskiego zachowawcy i badacza prawa.

Antoni Zygmunt Helcel przyszedł na świat 2 listopada 1808 r. w Krakowie, w bogatej kupieckiej rodzinie niemieckiego pochodzenia. Jego ojciec, Antoni Hoeltzel de Stemstein, był już co prawda spolszczonym Niemcem, ale to dopiero Antoni Zygmunt, czując się w pełni Polakiem, świadomie zdecydował o swej narodowości i zmienił nazwisko na Helcel. Nie było to zresztą zjawisko odosobnione – wiele krakowskich rodzin o niemieckich korzeniach ulegało w XIX w. polonizacji – polskość wybrali również Estreicherowie, Dietlowie czy Polowie. Młody Helcel forsował swe stanowisko nie tylko w dziedzinie świadomości narodowej – podobnie był z wyborem życiowej drogi. Jako najstarszy syn został przeznaczony przez ojca do kupiectwa, jednak bardziej niż handlowanie winem, zbożem i korzeniami pociągała go nauka – od dziecka Antoni rwał się do książek i marzył o zdobyciu wyższego wykształcenia. Naukę postrzegał bowiem jako formę doskonalenia, a postępowanie w mądrości jako wypełnianie powołania otrzymanego od Boga. Po latach tak pisał o tym w „Kwartalniku Naukowym”: Oświata przeto, do istoty już człowieka należąc, z pierwotnym jego łączy się powołaniem, i jest uskutecznieniem boskiego w nim wołającego głosu: „aby był synem światłości!”3. Przekora Helcla objawiła się też w wyborze miejsca zamieszkania: choć wywodził się z zamożnego patrycjatu, bardzo cenił sobie wiejskie życie i przez pewien czas mieszkał poza miastem: gospodarował w podkrakowskiej wsi Górka (1837-1845) i w majątku Gołcza pod Miechowem (1853-1857).

Helcel pobierał nauki w Liceum św. Anny (1818-1823), po czym podjął studia na wydziale prawnym Uniwersytetu Jagiellońskiego (1823-1828). W wieku niespełna 20 lat uzyskał tytuł doktora obojga praw. Henryk Lisicki, autor jego obszernej biografii, wiązał z tym wydarzeniem ciekawą anegdotę, oddającą dobrze podejście Helcla do nauki, którą warto tu przytoczyć: uczył się z zapałem: zdając doktorat, tak zawzięcie pracował, że ze zmęczenia włosy chwilowo utracił4. Antoni Zygmunt nie poprzestał na zdobyciu tego tytułu naukowego – kontynuował studia na uczelniach niemieckich i francuskich, słuchając wykładów we Wrocławiu, Berlinie, Heidelbergu i Paryżu. Z zagranicznych podróży naukowych przywołało go do kraju dopiero poczucie obowiązku – wziął udział w powstaniu listopadowym, walcząc od stycznia 1831 r. jako szeregowiec w pułku jazdy poznańskiej, gdzie dosłużył się stopnia porucznika. Po powstaniu Helcel pracował jako nauczyciel historii prawa polskiego na UJ, ale na skutek reform 1833 r. został pozbawiony stanowiska wykładowcy. W 1850 r. powrócił na uniwersytet jako profesor i po dwóch latach został nawet wybrany dziekanem Wydziału Praw, jednak w wyniku zaostrzenia polityki germanizacyjnej, został drugi raz usunięty z katedry. Dlatego też mocno bronił Wszechnicy przed zewnętrznymi ingerencjami austriackiej administracji i marzył o nadaniu uczelni szerszej autonomii. Postulował, aby to samorząd uniwersytetu wybierał profesorów, nadawał stopnie naukowe, promował studentów, posiadał własne fundusze i swobodę działań, podlegając jedynie ministerstwu oświaty. Helcel domagał się uznania wolności treści wykładów i sprzeciwiał się traktowaniu profesorów jak umundurowanych, nisko opłacanych urzędników czy nadawaniu nominacji osobom bez naukowego dorobku. Zabiegał też o przywrócenie tradycyjnych tóg i biretów, ale jego projekty nie doczekały się realizacji.

Jednym ze słów kluczy do życiorysu Helcla jest założony przez niego „Kwartalnik Naukowy”. Redagował i wydawał go w latach 1835-1836 – ukazały się łącznie tylko 4 tomy, na co złożyły się problemy z cenzurą i kłopoty finansowe. Helcel pragnął, aby był to periodyk naukowy na iście europejskim poziomie – o jego celach pisał: tu otwiera się pole działalności pojedynczych ludzi oświeconych, ludzi umiejętnych, autorów: tu stanowisko ich powinności względem społeczeństwa, aby nie dla siebie tylko oświeconymi i uczonymi byli: tu właśnie ich znaczenie, jako poruszających sprężyn biegu i życia ogólnej oświaty. Chciał ponadto, aby pismo było przystępne i docierało do jak najszerszego grona odbiorców, a tym samym rodziło zachętę i zapał doskonalenia się oraz wzniecało żywą iskrę oświaty. Krakowski konserwatysta uważał też, że Polacy, tak uzdolnieni w dziedzinie poezji, w innych sferach cechują się niestety naśladownictwem i brakiem oryginalności – dlatego dużą wagę przykładał do podkreślania w artykułach narodowej swojskości, poświęcając stronice pisma zwłaszcza czterem zaniedbanym naukom: filozofii, prawu, dziejom świata i historii literatury5. Przywracanie pamięci o przeszłości miało też zapobiec sytuacji, w której wraz z upadkiem państwowości, zaginęłyby polski język i kultura. Mimo tych starań kwartalnik nie zyskał szerszego rozgłosu, choć inspirował w pewien sposób rozwój nauki i krytycznego podejścia do źródeł w okresie międzypowstaniowym.

Drugie, obok „Kwartalnika Naukowego”, pole pracy badawczej Helcla, zwłaszcza w okresach, kiedy nie miał wstępu na uniwersytet, stanowiło Towarzystwo Naukowe Krakowskie, do którego należał od 1848 r. Między 1857 a 1859 r. Helcel był nawet przewodniczącym Oddziału Nauk Moralnych tegoż Towarzystwa. Wówczas to wytyczył dalekosiężny program przygotowywania wydawnictw zbiorowych i prowadzenia szczegółowych badań źródłowych i bibliograficznych nad prawem, etymologią języka polskiego i historią (kwerenda miała objąć Archiwum i Bibliotekę Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz zbiory prywatne)6.

W. Walkiewicz, A.Z. Helcel, 1871

Ten krakowski badacz był tytanem pracy naukowej. Poświęcał jej po 10 godzin dziennie, często nawet sam przepisywał swoje dzieła do druku, i to pomimo ciężkiej choroby nerwowo-paralitycznej, która na lata przykuła go do łóżka. Był sparaliżowany, powoli tracił wzrok, cierpienie nie pozbawiło go jednak bystrości umysłu – Helcel pozostawał aktywny naukowo do samego końca. W 1866 r. zwierzał się w liście do W.A. Maciejowskiego:

[…] pracuję jednak, dłubiąc w szpargałach, ile mogę. Jeśli jeszcze z pół roku pożyję – to może jeszcze wydam bardzo ciekawe źródło do dziejów prawa polskiego. […] Czy choroba pozwoli mi przy nim dobrze dopełnić porównań z innymi źródłami naszymi stycznymi z rzeczą; czy umysł będzie dosyć silnym do uchwycenia i oddania pojęć należnych i właściwych, tego nie wiem. W każdym razie, znawcy będą mogli korzystać z tekstu – a zresztą i z błędów nawet moich. Pcham tedy te ciężkie taki naukowe zawodu mego dawnego – aż do ostatniego tchnienia. Ani nagrody, ani nawet uznania zasługi nie spodziewam się bynajmniej – bo naprzód nie dożyję zapewne sądu o książce – a potem takie książki u nas niestety, nigdy, a tem mniej teraz, nie znajdują ani nakładcy, ani czytelnika!7.

Ciekawe światło na sposób życia i pracy Helcla rzuca też czasopismo „Kłosy”:

Mieszka w swoim domu przy plantach; w nim zajmuje niewielką komnatę, z której okno wychodzi na ogród otaczający. Obszerne łoże jest jego teraz całym siedliskiem i schronieniem. Tu od kilku lat, nie mogąc się poruszyć o własnych siłach, wciąż zajmuje się czytaniem i dyktowaniem, a czasem i krótkim skreśleniem słów kilku8.

A.Z. Helcel zapoczątkował krakowską szkołę historyczno-prawną (którą potem rozwijali Michał Bobrzyński i – do II wojny światowej – Konstanty Grzybowski) oraz był jednym z prekursorów badań źródłoznawczych w Krakowie. Spod jego pióra wychodziły prace w języku polskim i niemieckim. Współpracował przy edycji Kodeksu dyplomatycznego, opublikował dwa tomy Starodawnych prawa polskiego pomników (1856 i 1870), a także Listy Jana III Sobieskiego do żony Marii Kazimiery (1860). Helcel posługiwał się fachowym warsztatem, z wielką wnikliwością i nie bez naukowego krytycyzmu badał wyciągi z ksiąg sądowych, a opracowując dokumenty średniowiecznego ustawodawstwa świeckiego i kanonicznego, przybliżał genezę polskiego prawa. Na podstawie rękopisów tworzył wydawnictwa źródłowe, które miały być pomocą w dalszej pracy historyków. Warto zaznaczyć, że prawo polskie w ujęciu historycznym pojawiło się na UJ właśnie z inicjatywy Helcla. Niestety przez większość życia nie miał możliwości prowadzenia pracy akademickiej, przez co oddawał się głównie samodzielnym badaniom. W przeciwieństwie do Józefa Szujskiego czy Michała Bobrzyńskiego Helcel nie zajmował się też wielką historią i nie tworzył syntez dziejowych – interesowała go historia specjalistyczna (historia prawa). Szybko jednak rozprawiał się z wszelakimi zarzutami o małostkowość badań, odpowiadając swym adwersarzom: polityczne wielkie dzieje narodu, to wierę śmietana; a drobne dzieje, mleko; aleć z mleka dopiero śmietana! Zresztą: per angusta ad augusta9. Z kolei L. Dębicki tak podsumował podejście Helcla do nauki:

Helcel jako uczony miał coś średniowiecznego w charakterze, nauka dla niego była zakonem, pisarstwo kapłaństwem. On w dziedzinę wiedzy wstępował jak w świątynię, on miłością, czcią otaczał przedmiot, który podejmował. Wobec niego swojego indywidualizmu zapierał się zupełnie, uważał się za narzędzie tej prawdy dziejowej, która przez niego miała się światu objawić10.

Ze szczególnym zamiłowaniem Helcel sięgał do epoki Piastów. Badał odległą przeszłość, wskrzeszając Polskę piastowską z na wpół spróchniałych ksiąg, które przez pięć wieków daremnie oczekiwały badacza. Warto też wspomnieć, jak wielką radością było dla prawnika-historyka odnalezienie zwłok Kazimierza Wielkiego. Podobno Helcel marzył o tym, by ofiarowano mu jeden włos z monarszej głowy. Prośba ostatecznie nie została spełniona, ale przyniesiono do jego łoża spróchniałe kawałki trumny ukochanego króla11.

Helcel był też zapalonym bibliofilem. Przez 40 lat swego naukowego zawodu zgromadził pokaźne zbiory prywatne. Niebezpodstawnie więc ks. Zygmunt Golian powiedział podczas pogrzebu zachowawcy: Biblioteka z najuczeńszych dzieł złożona zawsze dlań była wdzięcznym rajem, który on uprawiał, pomnażając ją do ostatnich chwil kosztownymi nabytkami, pomimo dość szczupłej fortuny. Schodziły się do niego odwieczne manuskrypta, z których dobywał miód starej prawniczej mądrości12.

Helcel był nie tylko badaczem prawa i wydawcą źródeł, ale też politykiem, aktywnym zwłaszcza w okresie Wiosny Ludów. Jako delegat Rady Miejskiej pertraktował z Austriakami w sprawie kapitulacji Podgórza i protestował przeciw bombardowaniu Krakowa. Był ponadto dwukrotnie posłem galicyjskiego Sejmu Krajowego (1837 i 1861), deputowanym sejmu austriackiego w Kromieryżu (1848) i austriackiej Rady Państwa. Zasiadał też w Radzie Miejskiej. Pogarszający się stan zdrowia uniemożliwił mu jednak z czasem pełnienie mandatów i już jesienią 1862 r. zrezygnował z piastowania publicznych funkcji. Zresztą nie ulega wątpliwości, że studia nad dawnym prawem polskim pasjonowały go bardziej niż służba bieżącej polityce.

Jako polityk Helcel zasłynął zwłaszcza opracowaniem programu autonomii galicyjskiej: w roku 1865 w Memoriale, swoim najważniejszym dziele politycznym, zawierającym kompleksowy plan autonomii, starał się połączyć polski interes z austriacką racją stanu. Autonomii nie traktował jednak jako celu samego w sobie, lecz jako prolog niepodległości. Wysuwał zatem nie tylko postulat spolszczenia szkół, urzędów i godności kościelnych, ale też powierzenia Polakom władzy w Galicji, przyznania sejmowi galicyjskiemu szerokich kompetencji w krajowych sprawach finansowych, gospodarczych i oświatowych13. Poparli go w tych dążeniach Adam hr. Potocki, Maurycy Mann i Agenor hr. Gołuchowski. Wiedząc, że Austria nie potrzebuje niszczyć polskiej narodowości poprzez nasiloną germanizację, a Franciszek Józef I zjednał sobie serca i wierność Polaków jak żaden inny władca, zachęcał do czynienia z Galicji żywego, czynnego i harmonijnego członka państwa Habsburgów. Pisał:

Skoro Polak w Galicji zobaczy, że pod berłem Najjaśniejszego Pana cieszyć się może moralnymi i materialnymi przywilejami, jakich jego ojcowie używali w niepodległej Polsce, wtenczas łatwiej będzie mógł przeboleć utratę niepodległości ojczyzny. Z jednej strony, musi on przeto mieć uczucie, że Polakiem być nie przestał i że rząd za Polaka go uznaje; z drugiej zaś powinien poczuwać się do dobrowolnego obowiązku wierności względem monarchy, który mu chętnie udziela wszystkiego, co sprawiedliwie i rozsądnie żądać może14.

Helcel, ideowy syn Aleksandra Wielopolskiego i bliski przyjaciel Pawła Popiela, choć zdecydowanie mniej od niego archaistyczny i bardziej skłonny do kompromisów, był jednym z ojców galicyjskiego konserwatyzmu. Nie pozostawił po sobie jednak żadnego systemu filozoficznego ani trwałych koncepcji polityczno-społecznych – skupiał się raczej na doraźnej reakcji na bieżącą politykę w duchu paternalistyczno-solidarystycznego tradycjonalizmu.

Czas więc przyjrzeć się bliżej myśli zachowawczej Helcla. Była ona zbliżona do konserwatyzmu ewolucyjnego Edmunda Burke’a, ponieważ Helcel istotę zachowawczej myśli dostrzegał w oznaczeniu tego, co zachowane być powinno, ale podkreślając zarazem, że pojęcie zachowywania, konserwowania niekoniecznie odnosi się do zachowania wszystkiego. Może on więc być dowodem na to, że treścią zachowawczości nie jest konserwowanie dla samego konserwowania, konserwowanie wszystkiego, co jest i co było – tak błędnie myślących nazywał bez ogródek pozostalcami i zagrzęźlakami, odmawiając im prawa do miana konserwatorów. W swoich Aforyzmach pisał wprost, że konserwatora nie stanowi bynajmniej sam czyn i sama zasada konserwowania bezwzględnego, lecz pojęcie zachowywania, konserwowania, koniecznie odnosi się do zachowywania czegoś szczególnego tylko, nie zaś do zachowywania wszystkiego; podobnie jak oszczędność nie polega na tym, aby bezwzględnie nic nie wydawać, lecz aby wydawać tylko to, co rozum wydawać poleca. Jaki stosunek oszczędności do sknerstwa, taki konserwatorstwa do politycznego zagrzęstwa. A za rzeczy konieczne do zachowania, a więc prawdziwie stałe, nietykalne i fundamentalne uznawał: familię, własność, życie fizyczne i wolność osoby, wiedzę i geniusz indywidualny, wiarę i religię, i wszelkie z tych stosunków pierwotnych wypływające prawa15.

Zależało mu na poszanowaniu ciągłości dziejów i na utrwaleniu tradycji (zwłaszcza w obliczu upadku polskiej państwowości), jednakże dopuszczał zmiany wynikające z historycznego rozwoju. Konserwatyzm jawił mu się też jako oparcie dla katolicyzmu, a w dalszej perspektywie również jako droga do odbudowy Polski. Helcel wierzył bowiem, że trzeźwy, rozumny, polsko-patriotyczny konserwatyzm, posługujący się wszelkimi zacnymi środkami (a więc wykluczającymi konspirację) wybawi kraj16. Helcel widział w konserwatyzmie również środek zapobiegawczy przeciw rewolucji i gwarancję naturalnego porządku społecznego, ustanowionego przez Boga, opartego na religii, rodzinie i własności prywatnej. Stabilność tego ładu miało zapewnić państwo. Nie absolutyzował go jednak – państwo nie było w jego myśli ani dziełem Boga, ani efektem umowy, nie tworzyło samo przez się stosunków społecznych, ale za to było zdolne je utrzymać, przez co stawało się instytucją niezbędną. Helcel podzielał ponadto zasadę podziału i wzajemnego równoważenia się władzy: władza wykonawcza należąca do króla, władza ustawodawcza dwuizbowego parlamentu i niezawisłe sądy. Za najlepszy ustrój konserwatysta ten uważał dziedziczną, konstytucyjną monarchię, ale nie akceptował boskiego pochodzenia władzy, nadmiernej centralizacji, biurokracji i wszechpotęgi państwa.

Aby lepiej zrozumieć zapatrywanie Helcla na ideę państwa, oddajmy głos samemu autorowi:

Czy prócz praw, które państwo daje i obowiązków, które państwo wkłada, człowiek żadnych już innych praw i obowiązków nie ma? Czy państwo jest jedynym dawcą wszystkiego dobra i jedynym źródłem wszelkiego życia? Czy więc państwo w istocie swojej jest najwyższym i ostatecznym celem człowieka? – Nie, zaiste. Państwo nie jest źródłem małżeństwa, nie tworzy rodziny. Państwo nie daje życia człowiekowi, nie tworzy środków materialnych do utrzymania życia tego; nie zastąpi niczym konieczności fizycznej i umysłowej pracy ludzkiej […]. Państwo nie udzieli nikomu ani sił cielesnych i zdrowia, ani sił umysłowych, ani mocy, ani cnotliwości, ani pobożności uczucia, ani geniuszu. Państwo nie wskrzesza owego niewygasłego w człowieku żaru do nieskończonego kształcenia się i doskonalenia, do nieskończonego badania prawdy i do odziewania urokiem piękności wszystkiego, co jego myśli i ciało otacza. […] Konieczniejsze to są, mocniejsze, czystsze i świętsze węzły, które naturę, Boga i ludzkość do samych pierwiastków wszechświata tak ściśle wiążą, iż te trzy osobne pojęcia wzajem się uzupełniając, niemal koniecznie i w myśli ludzkiej jedną ideę składają, ideę źródłową, z której pojęcie państwa dopiero jako dalsza konsekwencja wypływa17.

Antoni Zygmunt Helcel nie był zwolennikiem ani wszechwładzy rządu, ani suwerenności ludu – popierał za to wszechwładzę prawa18. Jako legalista przypisywał wielką rolę porządkowi prawnemu państwa, na którym właśnie miał opierać się rząd:

Główną istotą państwa jest ład […]. Do tego koniecznego ładu należy ograniczenie się pewne jednego indywiduum dla drugiego i jednego dla wszystkich; do ładu tego należy idea rzeczywistego organu woli rozumnej ogółu, to jest idea ogólnego prawa przedmiotowego, której wola jednostki podporządkowaną być musi. Dopełnieniem koniecznym tej idei prawa, jest rząd, tę ogólną wolę społeczności z ładem urzeczywistniający i mający potrzebną władzę do wykonywania prawa. Bez władzy nie ma rządu, bez rządu nie ma ładu, bez ładu jednostki zespolić się nie mogą, bez ładu nie ma społeczności, bez społeczności zaś nie może istnieć człowiek19.

Helcel w swej myśli politycznej sprzeciwiał się zarówno rewolucji, ideologii demokratycznej i liberalnej, jak i reakcji (!)20. Odrzucał wszelki radykalizm w polityce wobec zaborców i dopuszczał jedynie działania mieszczące się w ramach prawa. Za cel uznawał odzyskanie niepodległości Polski drogą działań legalnych (program maksymalny) lub co najmniej uzyskanie szerokiej autonomii polityczno-narodowej (program minimalny). Doświadczony porażką 1831 r. i krytycznie nastawiony do powstania krakowskiego jako do socjalnej, demagogicznej rewolucji, Helcel nie widział w insurekcyjnych zrywach możliwości powodzenia, nie żywił politycznych fantazji i nie karmił się iluzjami – wszelkie odosobnione powstania uważał za bezsensowne i zgubne dla ojczyzny. Jako realista, opierał się na analizie aktualnego układu sił w Europie i zdawał sobie sprawę z faktu, że bez czynnej pomocy któregokolwiek obcego mocarstwa nie można w ogóle myśleć o wywalczeniu narodowej niepodległości. Dlatego radził czekać cierpliwie na niewątpliwy dogodny moment w europejskich zdarzeniach, a podczas czekania stawiać opór próbom wynaradawiania przez system wrogi polskości: aby nie zostać «strawionym», gdy już zostało się «połkniętym»21.

Wbrew obiegowym stereotypom na temat konserwatystów Helcel nie był zabetonowany w swym myśleniu. Jeśli idzie o drogi Polaków do wolności, skłaniał się kolejno ku następującym koncepcjom:

restytucyjnej – w 1846 r. miał nadzieję na odbudowę Polski w wyniku wspólnej woli Prus, Austrii i Rosji;

niepodległościowej – wiosną 1848 r. liczył, że dojdzie do wojny liberalno-konstytucyjnych Austrii i Prus z absolutystyczną Rosją, w wyniku której Polska odzyska suwerenność. Rosnące tendencje wielkoniemieckie szybko jednak pozbawiły go tych złudzeń;

federalistycznej (austrosłowiańskiej) – latem 1848 r. dał temu wyraz na słowiańskim kongresie w Pradze w swym Manifeście Kongresu do Ludów Europy – chcąc tworzyć konfederację równoprawnych narodów słowiańskich pod berłem Habsburgów;

antycentralistycznej (autonomicznej) – od 1860 r. chciał federalizacji Austrii i przyznania krajom koronnym szerokiej autonomii.

W tej zmienności poglądów nie zmieniało się jedno – Helcel zawsze występował, uparcie i konsekwentnie, w obronie polskiej racji stanu i odrzucał osławione finis Poloniae. Widział bowiem w fakcie rozbiorów jawną niesprawiedliwość i krzywdę wyrządzoną Rzeczypospolitej. Helcel, przekonany o prawie Polaków do niepodległości, o sprawiedliwości, wykonalności i celowości działań na rzecz restauracji Królestwa Polskiego22, staje się zatem kontrargumentem dla tych, którzy uznają konserwatystów za lojalistów-zaprzańców i odmawiają im miana prawdziwych patriotów. Przekonajmy się wiec teraz, w jak wzniosły sposób ten zachowawca potrafił pisać o narodzie polskim:

Idea narodowości wciela się w to wszystko, co każdemu ludowi osobnego i właściwego nadaje jego mowa, wykształcenie, wiara, obyczaje i zwyczaje, pojęcia prawne i dziedziczne instytucje. Idea narodowości nie jest darem i uposażeniem wybranych tylko ludów, jest ona klejnotem wspólnym wszystkim narodom, dopóki nie wyrzekną się samych siebie i swego stanowiska, przez Opatrzność im obok innych naznaczonego; dopóki nie pozbędą się uczuć, na których spoczywa godność ludzkości i uczciwości pojedynczych ludów. Narodowość jest przeto, już ze względu na swą istotę, prawowitym uczuciem i powszechnym między ludami. Nie ma prawa droższego narodu, nie ma prawa, którego utrata bardziej byłaby niszczącą i niepowetowaną. Utraconą swobodę osobistą naród odzyskać może nawet po upływie wieków, gdyż ta swoboda jest wewnętrznym, czysto duchowym, każdemu człowiekowi od natury nadanym, więc niezniszczalnym skarbem. Raz całkowicie utracona, narodowość po długim zatarciu, nigdy już odzyskaną być nie może, gdyż jest historycznie zdobytym, a zatem i historycznie utracanym dobrem, jeśli nie puściła głębokich korzeni w cywilizacyjnym rozwoju narodu. Skoro jednak naród tych warunków dopełnił, wtedy i narodowość jego staje się niepodobną do zniszczenia, chyba jeśli obcy barbarzyńca cały naród wypleni. Narodowość cywilizowanej i od wieków zaszczytnie w historii zapisanej Polski, z tych już podwodów trwała jest i żywotna. Nadto nie ma może drugiego narodu, tak głęboko do swej narodowości przywiązanego. Co więcej, z ośmiu narodowości złożona Austria, nigdy nie zdoła wyplenić narodowość polską w Galicji i Krakowie; musiałaby bowiem zniszczyć jednym zamachem wszystkie duchowe i materialne pomniki tego narodu, począwszy od języka i nazwisk rodzinnych, a skończywszy na ostatnim dębie i ostatniej lipie, jako relikwii, z którą wiąże się pamięć ubiegłych czasów. Cywilizowana i w postępie ludzkości udział mająca Austria, niezdolną jest do takiego gwałtu23.

Jako historyk dowodził zresztą, że rozbiory nie są zawinionym losem i skutkiem anarchii, skoro polskie grzechy nie były większe ani cięższe od przewinień innych narodów Europy – stąd Helcel nie godził się na przekonanie o fatalistycznej konieczności upadku Polski. Ideę odzyskania niepodległości, tak głęboko zakorzenioną w głębi duszy całego społeczeństwa, podnosił on wręcz do rangi jedenastego przykazania, pisząc, że dla Polaków ich miłość Ojczyzny stała się religią. Stąd obcym narodom trudno pojąć, że:

Polacy mogliby zlekceważyć otwartą dla nich np. ze strony Prus drogę do materialnego i intelektualnego dobrobytu, sprawiedliwy i humanitarny sposób rządzenia, a nawet pewną ochronę dla ich narodowego języka i w ogóle cały rzeczywisty zapewniony im postęp, aby zamiast tego uganiać się stale tylko za swymi tak zwanymi polskimi utopiami. Ale nie dziwi mnie wcale zdziwienie owych Niemców, wiem, że z ich punktu widzenia i stosownie do ich narodowego charakteru nigdy nie zrozumieją Polaka, dla którego nie ma nic ważniejszego, niż owa tak zwana chimera miłości ojczyzny i nic łatwiejszego do wyrzeczenia się, niż próżne błyskotki jedynie osobistego dobrobytu. Nie pojmą oni, że niekoniecznie potrzebny jest knut i Syberia, aby doprowadzić Polaków do pragnienia narodowej niepodległości, i że nie są one tym, co uważają oni za ucisk i tyranię; […] ale Polak musi przedkładać ponad wszystkie stany ludzkiej szczęśliwości najpierw stan egzystencji, a egzystencja oznacza dla niego jedynie egzystencję samą przez się, substancjalną, czyli narodowo-niepodległościową. Zatem nie przeciwko Prusom i tak samo nie przeciw Rosji i Austrii chce walczyć Polak dążący do przywrócenia Polski; charakter jego dążeń to właściwie poświęcenie wszystkiego dla Polski24.

Kolejną kwestią, nad którą pochylał się w swej publicystyce politycznej A.Z. Helcel, było pojęcie narodu. Za jego podstawę uważał więź moralno-polityczną, opartą na tradycji i tożsamości historyczno-prawnej. Na czele narodu stawiał ziemian i ludzi wykształconych z różnych klas, a za naród uznawał tylko warstwy oświecone: szlachtę i mieszczaństwo, co wiąże się z odmawianiem chłopom prawa do decydowania o losach państwa. Ale nie należy patrzeć na to jako na dyskredytowanie tego stanu – Helcel dowodził przecież słusznie, że włościanie nie posiadają świadomości narodowej ani politycznej: Chłop polski i ruski w Galicji nie ma, w ścisłym znaczeniu słowa, poczucia narodowości; jest Polakiem i Rusinem tak prawie, jak właściwe tej strefie drzewa i zioła. Sam nie nazywa się nigdy Polakiem ani Rusinem, wyjąwszy kiedy chce swój obrządek religijny oznaczyć. Włada tylko mową rodzinną […]25.

Niewielu dziś wie, że Helcel był prawdziwym obrońcą polskości, zwłaszcza zniesławianej przez Niemców, czemu dał wyraz w Listach polskiego szlachcica do niemieckiego publicysty. Sprzeciwiał się tam ostro ocenianiu naszych stosunków poprzez pryzmat jednostronnych uogólnień i niepochlebnych doniesień. Bronił prawa Polaków do własnej historii, charakteru i obyczajów, gdyż właśnie w tej odrębności upatrywał naszą siłę i zdolność do opierania się zapędom germanizacyjnym – nie przypadkowo pisał zresztą, że wynaradawianie Polaków środkami przymusu jest jak gaszenie ognia spirytusem – da skutek odwrotny do zamierzonego26.

Pozostawił ponadto Helcel piękny opis polskiego charakteru narodowego, opis narodu tak długo tęskniącego za odzyskaniem niepodległości. Chwaląc naszą słynną miłość ojczyzny, odwagę, dumę narodową, gościnność, hojność, sprawność i biegłość – leczył więc z kompleksów w stosunku do innych europejskich nacji. Przestrzeganie przede wszystkim zasady narodowej i bezgranicznej miłości ojczyzny wydaje się być wyznaczoną przez Boga historyczną rolą Polaków – pisał, niemożliwe więc staje się wytępienie patriotyzmu w tym narodzie, w którym to uczucie góruje nad wszystkimi innymi możliwymi uczuciami i interesami27.

W innym zaś miejscu przekonywał:

[…] kto wierzy, że patriotyzm w Polsce został przemycony z jakiegoś innego kraju i jest propagowanym efemerycznym uczuciem, ten niech posłucha i zobaczy, jak w tym kraju pierwszą pieśnią śpiewaną przez dziecko jest pieśń o Polsce «która nie zginęła»; ten przekona się, że propagandy polskiej miłości ojczyzny można szukać tylko w piersi matki i w jasnej jak słońce prawdzie Bożej, która uczy, aby oddzielać jawne prawo od jawnego bezprawia i głęboko odczuwać wielkie narodowe krzywdy; ten zobaczy i spostrzeże, że najgorętsze uczucie narodowe w Polsce, nie tylko może obejść się bez jakichkolwiek rodzajów konspiracji, lecz musi je nawet uznać za zdrożne. Cały sposób myślenia wszystkich inteligentnych mas w Polsce stanowi jawną, otwartą konspirację. Aby wyplenić tę konspirację, trzeba by albo dopiero wynaleźć środek przymusu wobec myśli i wspomnień, lub też krwawo wyniszczyć miliony Polaków, a i tak przedostatni umierający Polak może jeszcze zaintonować pieśń «Jeszcze Polska nie zginęła»28.

Nie można zapominać jeszcze o jednym rysie charakteru Helcla – o jego religijności. Po śmierci został uczyniony wzorem chrześcijańskiego życia, ale nie od początku był wiernym synem Kościoła. W młodości uległ modnej wówczas fascynacji heglizmem, szybko jednak zawrócił z tej drogi, skłaniając się ku katolicyzmowi, pojmowanemu nie tylko w kategoriach tradycji, ale i osobistego doświadczenia wiary. Jeden z biografów Helcla tak opisywał jego nawrócenie i ugruntowanie w wierze:

W Helclu proces ten powrotu do katolicyzmu odbywał się wyjątkowo. […] nigdy on nie stracił uszanowania i czci dla religii; wcześniej jednak doszedł do rezultatów politycznych i społecznych idei chrześcijańskiej niźli do utwierdzenia w sobie tej podstawy wiary. Widzimy go od początku jego działalności politycznej z rzadką w naszym kraju konsekwencją i rzadszą stanowczością na stanowisku zachowawczo-narodowym wpierw nim zajął z równą stanowczością właściwą jego charakterowi stanowisko katolickie. […] Najpierw uznawał on tę instytucję [Kościół] jako zbawienny czynnik społeczny, potem w niej widział skarbnicę narodową, wreszcie uznał w niej jedynego dla wszystkich prawdy piastuna. Rzec można, że po tej kolei ojczyzna nawróciła Helcla do kościoła29.

Ten krakowski konserwatysta niedługo przed śmiercią założył katolickie stowarzyszenie Warownia Krzyża, chcąc bronić wiary katolickiej, Kościoła oraz zgromadzeń zakonnych, które część opinii publicznej Krakowa chciała usunąć z miasta, po tym, jak na jaw wyszła sprawa Barbary Ubryk. Skandal związany z obłędem karmelitanki dotknął Helcla bardzo boleśnie. Warto też dodać, że był przeciwnikiem równouprawnienia religii żydowskiej z chrześcijańską. Jakże aktualnie brzmią jego słowa w obecnej dobie wszechobecnego ekumenizmu: stawiać lepsze, celniejsze, zbawienniejsze i szlachetniejsze na równi z gorszym, mniej zbawiennym, byłoby czystą ironią rozumu i słuszności oraz kategoryczne stwierdzenie równość w ogóle i dla wszystkich – nigdy!30.

Badacz zmarł 31 marca 1870 r. w Krakowie. Odszedł po wielu latach cierpienia, zaopatrzony w ostatnie sakramenty. Pochowano go w kaplicy Zmartwychwstania Pańskiego na Cmentarzu Rakowickim, ufundowanej przez jego młodszego brata Ludwika Edwarda, bankiera i wiceprezydenta Krakowa. Zapisał się w pamięci potomnych jako badacz prawodawstwa polskiego, gorliwy katolik, jeden z prekursorów myśli zachowawczej w Galicji i działacz patriotyczny.

***

W swych Listach polskiego szlachcica… zawarł pełne nadziei pytanie, które w pełni oddaje główny cel jego życia i pracy naukowej: Czy Pan Bóg osłodzi mi chociaż przynajmniej ostatnią godzinę życia widokiem mojej zbawionej, nowonarodzonej niepodległej ojczyzny lub czy mój koniec bliższym jest niż urzeczywistnienie najgorętszego życzenia mego życia, na to nie znajduję w mej duszy odpowiedzi31. Doczekanie wolnej Polski nie było mu jednak dane.


1 Fragment wiersza A.Z. Helcla do Franciszka Wężyka. Cyt. za: W. Kozub-Ciembroniewicz, Wstęp, [w:] A.Z. Helcel, O prawdziwym i fałszywym konserwatyzmie. Wybór pism, Kraków 2007, s. XXIII.

2 Z.L. Dębicki, Antoni Zygmunt Helcel. Życiorys, Kraków 1870, s. 3.

3 A.Z. Helcel, O teoretycznej i praktycznej oświacie jako wstęp do „Kwartalnika”, „Kwartalnik Naukowy, wydawany w połączeniu prac miłośników umiejętności” 1835, t. 1, z. 1, s. 1-2.

4 H. Lisicki, Antoni Zygmunt Helcel (1808-1870), t. 1, Lwów 1882, s. 3.

5 A.Z. Helcel, O teoretycznej i praktycznej oświacie…, s. 12-13, 14, 16-17.

6 D. Rederowa, Z dziejów Towarzystwa Naukowego Krakowskiego 1815-1872. Karta z historii organizacji nauki polskiej pod zaborami, Kraków 1998, s. 197.

7 List Z.A. Helcla do W.A. Maciejowskiego z 8 IX 1866 r., [w:] W.A. Maciejowski, Antoni Zygmunt Helcel jako prawnik-historyk, Kraków 1876, s. 159-160.

8 K.W. Wójcicki, Antoni Zygmunt Helcel, „Kłosy” 1869, t. 8, nr 201, s. 245.

9 Dosł. „do wielkiego przez wąskie”. Cyt. za: D. Rederowa, op. cit., s. 200.

10 Z.L. Dębicki, op. cit., s. 11.

11 Ibidem, s. 3, 34-35.

12 [Z. Golian], Kazanie miane na pogrzebie śp. Antoniego Zygmunta Helcla, założyciela Stowarzyszenia „Warowni Krzyża” w dniu 2 kwietnia 1870 r. kościele pp. Karmelitanek na Wesołej, „Warownia Krzyża” 1870, nr 1-2, s. 55.

13 Szerzej o postulacie autonomii: A.Z. Helcel, Memoriał o stosunkach i usposobieniach politycznych głównych klas ludności i ogółu, [w:] idem, O prawdziwym i fałszywym konserwatyzmie…, s. 118-127.

14 Ibidem, s. 117.

15 A.Z. Helcel, Aforyzmy o prawdziwym i fałszywym konserwatyzmie, [w:] idem, O prawdziwym i fałszywym konserwatyzmie…, s. 2 i 4.

16 A.Z. Helcel, Zadania konserwatywnego dziennika, [w:] idem, O prawdziwym i fałszywym konserwatyzmie…, s. 7.

17 Idem, Aforyzmy o prawdziwym i fałszywym…, s. 3-4.

18 Idem, Zadania konserwatywnego dziennika, [w:] A.Z. Helcel, O prawdziwym i fałszywym konserwatyzmie…, s. 9.

19 Idem, Aforyzmy o prawdziwym i fałszywym…, s. 5.

20 Co z reakcyjnego punktu widzenia, rzecz jasna, trudno pochwalić.

21 Idem, Listy polskiego szlachcica do niemieckiego publicysty, [w:] A.Z. Helcel, O prawdziwym i fałszywym konserwatyzmie…, s. 45-46, 48.

22 Ibidem, s. 86.

23 A.Z. Helcel, Memoriał o stosunkach…, s. 116.

24 Idem, Listy polskiego szlachcica…, s. 48-50.

25 Idem, Memoriał o stosunkach…, s. 99.

26 Idem, Listy polskiego szlachcica…, s. 61.

27 Ibidem, s. 46, 83 i 87.

28 Ibidem, s. 46-47.

29 Z.L. Dębicki, op. cit., s. 13.

30 Idem, Memoriał o stosunkach…, s. 104-105.

31 Idem, Listy polskiego szlachcica…, s. 93.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.