Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Antyfaszystowski terror

Antyfaszystowski terror

Adrian Nikiel

Hasła o wolności zamienili w przemoc
Zawładnęła nimi ta brutalna siła (…)

Apatia „Młodzi faszyści”

Już na początku listopada w rozmowach z osobami planującymi wyjazd do Warszawy wyrażałem przeświadczenie, że w tym roku 11 listopada będzie dniem lewackiej przemocy. Nie pomyliłem się, polała się krew, są duże straty materialne. Antyfaszystowscy bandyci sprowadzili posiłki z Niemiec i innych krajów, aby raz na zawsze „rozwiązać kwestię polską”. Na ekranach telewizorów Polacy ujrzeli zapowiedź rewolucji Nowej Lewicy.

Podobnie jak przed rokiem orgia przemocy została sprowokowana publikacjami i apelami publicystów „Gazety Wybiórczej”. Polskojęzyczni autorzy nagłaśniali wszystkie antypolskie inicjatywy i organizacje, promowali adresy stron internetowych wrogich patriotyzmowi. Czynili to jednak sprytnie – gdyż z jednej strony pojawiały się np. informacje, że przyjadą „posiłki z Niemiec”, a z drugiej wyrażano iście faryzejskie obawy w duchu „ojej, żeby tylko chłopcy nie byli agresywni”. A zatem podgrzewano napięcie społeczne do stanu grożącego wybuchem walk ulicznych, lecz odpowiedzialność za ofiary już zawczasu przerzucano na innych.

W ramach przygotowań do Święta Niepodległości redakcja przy ul. Czerskiej rzucała w twarz Polakom pytania w rodzaju Kim jest dla ciebie Hitler? Osoby przypisywane mniej czy bardziej słusznie do Obozu Narodowego prezentowano jako prymitywnych osiłków, po prostu – podludzi. Czy zatem powinniśmy się dziwić, że niemiecka Antifa oczekiwała, iż będzie mogła bezkarnie katować tak odczłowieczone monstra? W końcu kilkadziesiąt lat temu zabijanie polskich narodowców było powodem do dumy… W ramach stawiania historii drugiej wojny światowej na głowie z Polaków robi się naród sprawców, ale jeszcze żyją ludzie, którzy pamiętają, iż to my zostaliśmy poddani exterminacji.

Godziny mijają, plac Konstytucji podobno już uprzątnięty, lewaccy prowokatorzy zapewne odpoczywają po biciu dziennikarzy, niszczeniu samochodów i walkach z policją, ale czy to znaczy, że na rok powinniśmy zapomnieć o problemie? Czy będziemy czekać do momentu, gdy prezydent zostanie zaatakowany podczas składaniu kwiatów na Grobie Nieznanego Żołnierza? Otóż nie – nie może być tolerancji dla bandytów, którzy zamiast mózgów mają mięśnie, tym bardziej nie może być tolerancji dla sterujących nimi funkcjonariuszy politycznej poprawności. Wobec „Krytyki Politycznej”, w której czułych ramionach kryli się bojówkarze, jak też wobec innych struktur zaangażowanych w odpowiedzialne za akty przemocy Porozumienie 11 Listopada, należy rozważyć możliwość delegalizacji. Nie można udawać, że ci ludzie są równoprawnymi uczestnikami życia publicznego, gdy wszystko, co mają do zaoferowania Polakom – poza lżeniem i biciem – to głupia ideologia bezsilnych kretynów.

Jak sądzę, lewacy powinni być wdzięczni, że idący na czele Marszu przywódca polskiej Prawicy, pan Janusz Korwin-Mikke, nie wydał rozkazu siłowego przełamania „kolorowej” blokady. Obok niego podążali moi koledzy z Kongresu Nowej Prawicy i Organizacji Monarchistów Polskich. Nie można też zapominać o tysiącach działaczy i sympatyków Obozu Narodowo-Radykalnego i Młodzieży Wszechpolskiej, a także przedstawicielach innych grup patriotycznych. Gdyby padł rozkaz, żaden kordon policyjny nie byłby przeszkodą, a z wrogów Polski zostałyby wióry. Cierpliwość Prawicy może jednak kiedyś się skończyć.

Teraz, gdy po krótkim karnawale wolności Polska ponownie utraciła niepodległość, tym razem przyłączona do Związku Socjalistycznych Republik Europejskich znanego jako Unia Europejska, jakim ścierwem trzeba być, aby blokować przemarsz i bić uczestniczących w nim ludzi, których jedyną „winą” jest to, że wolą, aby jednak nasza Ojczyzna była wolna?!

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2024 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.