Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Eseje i artykuły naukowe » Apostoł kontrrewolucji

Apostoł kontrrewolucji

Jacek Bartyzel

Plinio Corrêa de Oliveira nie jest — dzięki Bogu — postacią zupełnie nieznaną w naszej ojczyźnie. Przed kilku laty krakowskie „Arcana” wydały jego opus magnumRewolucję i kontrrewolucję, a w miesięczniku pod tym samym tytułem opublikowano jego Autobiografię filozoficzną. Mamy także pięknie wydaną — przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi — Drogę Krzyżową. Również w innych czasopismach („Pro Fide Rege et Lege”, „Punkt Widzenia”) i opracowaniach (Encyklopedia „Białych Plam”) czytelnik polski znaleźć może fragmenty różnych prac „Doktora Plinio”, zwłaszcza niedocenionej subtelności wykłady z cyklu Środowiska — Zwyczaje — Cywilizacje, tudzież przyczynki mu poświęcone. Jednakowoż ukazanie się pracy profesora Roberta de Mattei wytwarza zupełnie nową jakość w polskiej recepcji dzieła brazylijskiego bojownika sprawy Chrystusowej. Przede wszystkim dlatego, że jest to bez wątpienia najlepsza i najpełniejsza, jak dotąd, monografia, jaką o Plinio Corrêi de Oliveirze napisano — lecz nie tylko dlatego. Mamy tu bowiem do czynienia z czymś znacznie większym, niż tylko spełniającą wszelkie standardy warsztatowe rozprawą naukową, albo — z innego punktu widzenia — zajmującą vie romancée. Książka profesora de Mattei istotnie angażuje czytelnika, ale nie zaspokajaniem próżnej ciekawości tyczącej „sławnego człowieka”, lub choćby podniet intelektualnych. Przenika ona — chciałoby się rzec: „prześwietla” delikatnym i czułym, a jednocześnie niezwykle precyzyjnym aparatem poznawczym i empatycznym — niezmierzone bogactwo myśli, czynu i duchowości człowieka, który żył na tym świecie, ale był nie z tego świata; który żył tak, jak by już mieszkał „w domu Ojca swego”.

Swoją opowieść o „krzyżowcu XX wieku” prowadzi de Mattei w dopełniających się i systematycznie rozwijających, lecz ogniskujących wokół stałego jądra osobowości bohatera, koncentrycznych kręgach tematycznych. W kolejnych rozdziałach poznajemy środowisko społeczne i kulturowe arystokracji Sao Paulo, a także burzliwe tło polityczne Brazylii dawniejszej i współczesnej; wzrastanie oraz dojrzewanie młodego Plinia do rozpoznania sensu i specyfiki swojego powołania, zwieńczonego w pierwszym etapie służbą publiczną w parlamencie oraz redagowaniem „Legionário”; jego dramatyczną walkę o uratowanie Akcji Katolickiej przed ześlizgnięciem się w lewicowy progresywizm; olśniewająco precyzyjną teorię rewolucji i kontrrewolucji; wypracowanie dynamicznej i nowatorskiej formy współczesnego ruchu krucjatowego w postaci Stowarzyszenia Tradycja — Rodzina — Własność; heroiczne zmagania o zachowanie wytyczonego przez Boskiego Założyciela kursu Łodzi Piotrowej, podmywanej zdradzieckimi prądami podczas i po Soborze Watykańskim II; wreszcie filozofię i teologię dziejów Corrêi de Oliveiry — zarazem własną i oryginalną oraz zakorzenioną mocno w całej Tradycji katolickiej, a w szczególności w wizji zmagających się do kresu dziejów „Dwóch Miast” św. Augustyna i Hexameronu św. Bonawentury.

Trzeba podkreślić, że gdyby nawet książka de Mattei składała się tylko z pierwszych trzech rozdziałów, już stanowiłaby bezkonkurencyjne na naszym rynku wydawniczym kompendium wiedzy o Brazylii, jej historii, kulturze, życiu religijnym oraz oczywiście o samym bohaterze tego dzieła. Jakże bowiem nikłe miejsce w polskiej samowiedzy zajmuje ten największy przecież katolicki kraj na świecie! Cóż my wiemy o Brazylii, prócz kilku banalnych, szkolnych skojarzeń o ziemi trzciny cukrowej i kawy, albo — co gorsza — folderowych widokówek z orgiastycznego karnawału w Rio, kiczowatej telenoweli o „niewolnicy Izaurze”, lub gazetowej, lewackiej politgramoty o złych „obszarnikach”, nędzarzach z podmiejskich faveli i ekoterrorystycznych wrzasków o niszczeniu puszczy Amazonii? A czyż lepszy jest stan świadomości nawet katolickich elit w naszym kraju, którym Kościół brazylijski kojarzy się na pewno nie z „Doktorem Plinio” czy biskupem de Castro Mayerem, lecz z nie-świętej pamięci „czerwonym purpuratem” Dom Helderem Câmarą — ulubieńcem „postępowych” mediów, które z powodu jego prokomunistycznych sympatii wybaczają mu łatwo nawet wcześniejszą słabość do faszyzmu? Iluż ludzi w Polsce zna i pojmuje światopoglądowy sens obalenia Cesarstwa w 1889 roku przez ludzi wyznających antychrześcijańską ideologię pozytywizmu? Kto zna, już nie twórczość, lecz choćby nazwisko, „brazylijskiego Veuillota”, konwertyty Jacksona de Figuereidy? Kto u nas próbował przeprowadzić spokojny i uczciwy examen critique natrętnie wtłaczanej tezy jakoby źródłem biedy części Brazylijczyków — a przeto moralnym usprawiedliwieniem tzw. reformy rolnej, w istocie wywłaszczenia i kolektywizacji — była rzekoma nieproduktywność latyfundiów, w kraju, w którym ponad 50 procent areału ziemi i lasów zawsze należała do państwa!

Na te, i wiele innych pytań Czytelnik znajdzie wyczerpującą odpowiedź w książce profesora de Mattei. Będzie też miał radość odkrywania bogatej, subtelnej, wytwornej kultury „sanpaulińskiej” belle epoque, tego „brazylijskiego Paryża”, w którym arystokratyczny rytuał uprzejmości, traktowanej jak liturgia, nie wykolejał się w zmysłowość, lecz przeciwnie: był szczeblem umożliwiającym otwarcie się duszy na dar łaski i jej wspięcie się ku nadprzyrodzoności. Nie przypadkiem Włoch de Mattei, a więc reprezentant innego, wspaniałego odgałęzienia cywilizacji łacińskiej, tak plastycznie umie odtworzyć ten cudowny fenomen świata romańskiego, którego Plinio Corrêa de Oliveira — arystokrata i wróg egalitaryzmu oraz pokorny niewolnik Chrystusa i Maryi zarazem — był niepowtarzalnym uosobieniem, a który polega na szczególnej harmonii natury i nadnatury, woli i łaski; harmonii przejawiającej się w tym, że nadprzyrodzoność nigdy nie pognębia natury, tylko ją podnosi, a natura nigdy nie usiłuje zajmować miejsca transcendencji, lecz służy jej ozdabiając ją pięknem zmysłowym i zakorzeniając ją w doczesności.

Przecież jednak wspomniane zalety stanowią zaledwie przedsmak treści zawartych w książce, których radości poznawania nie będziemy odbierać Czytelnikowi. Napomknijmy jedynie czego może się spodziewać, i dzięki temu wzbogacić i odrodzić — kto wie? — nie tylko własny intelekt, lecz także własną duchowość. To na przykład wiedza o tym, dlaczego autentyczny katolik może być tylko na prawicy, ale nie byle jakiej, lecz tylko na „prawicy Boga”, prawicy boskiego ordo i boskiej caritas. To dogłębne rozpoznanie natury, warstw, faz i psychologicznego podłoża (nieuporządkowanych namiętności i pychy) szatańskiej rewolucji, a dzięki temu — uzbrojenie się w niezniszczalny pancerz wiary, dogmatu i doktryny kontrrewolucji. To odkrycie, w jaki sposób mądrościowa estetyka „miary, wagi i liczby”, podług których Bóg stworzył świat, staje się drogą człowieka do Boga — Piękna Absolutnego. To pouczenie jak przetrwać ten straszliwy „Wielki Piątek” Kościoła, sprowadzony nań przez fałszywych proroków, co otworzyli okno, przez które wślizgnął się „dym szatana” — w absolutnym posłuszeństwie Bogu, będącemu całą Prawdą, a jednocześnie w niezachwianym, lecz autentycznym posłuszeństwie widzialnej hierarchii; autentycznym — to znaczy takim, które nigdy nie może przeczyć Prawdzie i dobru najwyższemu, czyli zbawieniu dusz. To uprzytomnienie sobie złowrogiej pułapki fałszywego ekumenizmu, jaką jest prowadzenie niekonkluzywnego „dialogu”, opartego o relatywistyczną dialektykę równowartościowości cząstkowych „prawd”. To wreszcie przeniknięcie opatrznościowego wymiaru dziejów — historia salutis — i wyprostowanie błędnych ścieżek nazbyt doczesnego millenaryzmu (który zwiódł nawet wielu świątobliwych chrześcijan, jak Joachim de Fiore), a odsłonięcie prawdziwie ortodoksyjnej apokaliptyki, w której odrodzona Christianitas średniowieczna, zapowiedziane w Fatimie „Królestwo Maryi”, nie będzie, bo nie może być, identyczne z Paruzją Chrystusa i Królestwem Bożym, lecz tylko jego wspaniałą zapowiedzią i przygotowaniem, po której jeszcze nastąpi czas ostatniej i największej próby — panowania Antychrysta.

Historia kontrrewolucji stającej do walki z niepoliczalnymi hufcami Mordoru, z zastępami ziemskich sług Księcia Ciemności, ma wielu bohaterów. Zważmy jednak, że zazwyczaj działali oni na różnych polach, i bardzo często — niestety — czyny ich kłamały słowom, albo przynajmniej im nie dorównywały. Kontrrewolucja ma swoich wielkich „doktorów” — od de Maistre`a i Bonalda po Maurrasa (szczególnie jaskrawy przypadek „dramatu duszy”, nazbyt może surowo przez Corrêę i jego biografa potraktowany). Ma swoich dzielnych żołnierzy i wodzów — od „woźnicy z Andegawenii” po generała Franco. Ma wreszcie natchnionych kapłanów i mistrzów życia duchowego — od ojca de Cloriviere`a po ojca Pio. Nie znam jednak w całej historii kontrrewolucji osoby, w której te trzy wymiary: wyborny intelekt, niezmordowany czyn i podniosła, mistyczna wręcz duchowość, spotkałyby się i złączyły w tak doskonałej harmonii, jak w „Doktorze Plinio”. To był „człowiek kompletny”, apostoł kontrrewolucji, w którego duszy była powaga Piotra, mądrość Pawła, i wizjonerstwo Jana; intelekt Doktora Anielskiego, słodycz Doktora Serafickiego i mistyczny żar Doktora Miodoustego. I na tym właśnie polega wyjątkowość tego niezwykłego bojownika Ecclesia Militans, która nas — słabych i błądzących — może tylko w najwyższym stopniu zawstydzać. Także jako wyzwanie do podniesienia się z duchowej nędzy i brudu, w których tkwimy, i odwagi pójścia tą samą drogą.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2024 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.