Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Awantury saudyjskie

Awantury saudyjskie

Adrian Nikiel

Nie pisnęłam ani słówka – dla pieniędzy byłam gotowa pracować na takich warunkach, ochroniarze tak samo. Wszyscy byliśmy najemnikami. (str. 238)

Mniej odporny czytelnik po lekturze xiążki może zostać – o zgrozo! – demokratą. Miłośniczką tejże formy rządu (a jeszcze częściej: nierządu) jest z pewnością Autorka: niespełniona zawodowo aktorka i producentka, którą zmienność fortuny zmusiła do przyjęcia posady kierowcy limuzyn w Los Angeles. Rozczarowania, smutki, ale też drobne radości związane z patrzeniem na socjetę Zachodniego Wybrzeża z perspektywy dość niskiego szczebla w hierarchii społecznej złożyły się na jej fabularyzowane wspomnienia. Jest to opowieść nie tylko o tytułowych arabskich xiężniczkach, lecz również o hollywoodzkim targowisku próżności, miejscu jakby z góry wyjętym spod praw obowiązujących zwykłych śmiertelników, w którym sensem życia jest używanie i nadużywanie. Jest to także zapis swoistej autoanalizy wyborów dokonanych w obliczu zderzenia różnych mentalności (żeby wręcz nie powiedzieć, że cywilizacyj).

Dzieło pani Jayne Amelii Larson można odczytywać, posługując się różnymi „kluczami” – począwszy od stwierdzenia, że to zręcznie napisane, wakacyjne czytadło, które każda kobieta może wziąć na plażę jako lekturę lekką, łatwą i przyjemną, acz z tragikomicznymi akcentami, aż do surowej konstatacji, iż Autorka bezlitośnie oddała stan, w którym dynastów i ich najbliższe otoczenie demoralizuje brak władzy i odpowiedzialności. Jak bowiem wiadomo, każda władza demoralizuje, ale korzystanie z jej przywilejów bez ponoszenia ciężaru obowiązków i odpowiedzialności demoralizuje absolutnie. Co ciekawe, tej demoralizacji najszybciej zdaje się ulegać służba średniego szczebla, która wprawdzie jest na każde skinienie swoich panów, lecz również może „dać wycisk” komuś stojącemu niżej: przerzucić odpowiedzialność, ośmieszyć lub po prostu wyładować zły humor. Zjawisko znane już z przypowieści ewangelicznych: a zatem wszystko płynie, rozwój przyspiesza, postęp nas bogaci co wiek, tylko człowiek zdaje się przewidywalny i niezmienny w swojej małości. W tych kategoriach można też postrzegać osobliwe dążenie, żeby dać z siebie wszystko, poświęcając nawet własne zdrowie, by w końcu uszczknąć choćby drobną cząstkę z mitycznych dwudziestu milionów dolarów, jakie saudyjska rodzina królewska rzekomo zapakowała do walizek, przygotowując się do zakupów i zabiegów z zakresu chirurgii plastycznej. Hojne napiwki miały rozwiązywać życiowe problemy czasowo zatrudnionych w służbie Ich Xiążęcych Wysokości mieszkańców Kalifornii. I właśnie niespełniona nadzieja na wielką życiową zmianę uczyniła z p. Larson popularną pisarkę. Koło fortuny obróciło się po raz kolejny.

Zaskakiwać może erotyczne napięcie, które przenika xiążkę. Z jednej strony: niemal doskonała separacja płci i stroje szczelnie okrywające kobiece ciała – ale w tych warunkach każdy gest, który w swojej niewinności w innym kręgu cywilizacyjnym nie wzbudziłby żadnego zainteresowania, może urosnąć do rangi co najmniej kokieterii, jeśli nie wprost przejawu zmysłowej pokusy. Z drugiej: bohaterki xiążki po opuszczeniu obszaru powietrznego Arabii Saudyjskiej zachowują się, jakby wzrok i wyroki Allacha sięgały tylko granic królestwa1 – wyzywające stroje, mocny makijaż, pęd do ciągłej zabawy i kolejne operacje plastyczne, rutynowe niczym mycie rąk przed posiłkiem. Z trzeciej: zażenowanie sceną pocałunku podczas seansu filmowego. Z czwartej: arabska xiężniczka musi być przygotowana, że jeszcze jako nastolatka może poślubić arystokratę starszego od niej o jedno, a może nawet dwa pokolenia. Z piątej: najdroższa zmysłowa bielizna kupowana w ilościach hurtowych (i inne zakupy przypominające zachowania kompulsywne). Wśród tych sprzecznych bodźców i oczekiwań próbują odnaleźć się spragnione rozrywek młode Saudyjki na wakacjach, nieustannie strzeżone przez nianie w hidżabach.

Erotyczne napięcie udziela się zresztą samej autorce, która po opisie przygód związanych z poszukiwaniem potrzebnych natychmiast 27 opakowań kremu do depilacji śmiało wprowadza czytelników w tajniki własnego życia bardzo osobistego. Jeden z przywołanych przez nią epizodów jest jak cytat z utworu Liroya: Chodzi do kościoła, śpiewa w chórze… Po tej erupcji rubaszności już nawet nie dziwi, że Autorka otwarcie deprecjonuje znaczenie monarchii i potrzebę zachowania hierarchii społecznej. Prywatne jest polityczne: nieuporządkowanie obyczajowe dopełnia i przekłada się na brak respektu dla – jak to ujmuje p. Larson – „boskiego prawa królów”. Jak widać, pozwolę sobie na sarkazm, samo doświadczenie śpiewania w modernistycznym chórze nie wystarczy do zrozumienia i zaakceptowania prawdy objawionej już w Starym Testamencie: per Me regnant reges.

Trudno uwolnić się od myśli, że te szokujące szczerością wspomnienia i przemyślenia p. Larson mają również zamierzony aspekt autopromocyjny. W jakimś sensie udało się – sława Autorki przekroczyła nawet granice Arabii Saudyjskiej, z niezbyt dla niej przyjemnymi konsekwencjami.

Pisałem, że omawiane dzieło można odczytywać na różnych poziomach. Jednak na każdym poziomie jest to xiążka przede wszystkim smutna, jako zapewne mimowolna ilustracja słów św. Augustyna: I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie.

Jayne Amelia Larson, Woziłam arabskie księżniczki, tłum. Dorota Malina, wyd. SIW Znak, Kraków 2014, str. 302.

znak.com.pl


1 Siadam w pierwszej klasie obok Saudyjki, która ma na sobie długą czarną szatę, czarne rękawiczki i czador – pełen zestaw. Nie mam pojęcia, jak wygląda, bo cała jest zasłonięta. (…) Moja sąsiadka idzie do toalety, a po chwili wraca stamtąd szykowny kociak na wysokich obcasach i w bardzo mini miniówce. Chanel od stóp do głów. Ta sama kobieta. Miała te ubrania pod spodem. (…) (str. 60).

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.