Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » …bo tylko ona na mnie czeka

…bo tylko ona na mnie czeka

Adrian Nikiel

W naszej literackiej podróży po krajach skandynawskich docieramy tym razem do Danii. Xiążka pani dr Joanny Cymbrykiewicz (z Katedry Skandynawistyki UAM) to publikacja niewątpliwie specjalistyczna, ale przede wszystkim oryginalna i niezwykle interesująca. Szczególnie ważna, gdyż na ten temat jedyna w polskim (i nie tylko polskim!) obiegu naukowym i literackim. Niewiele wiemy o literaturze duńskiej, a szczególnie o poezji.

Tym bardziej pionierską pracą (pierwotnie doktorską) musi być dzieło poświęcone tak specyficznym gatunkom, czy może odmianom gatunkowym, jak poezja epitafijna, czyli wiersze zwykle odnoszące się do konkretnej śmierci i imiennie wskazanych zmarłych, oraz poezja tanatologiczna, czyli mówiąc bardziej precyzyjnie: wyrażająca postawy tych, którzy pozostali, wobec odejścia bliskich lub wobec własnego nieuchronnego przemijania. Poezję epitafijną i tanatologiczną można zatem zamknąć ostatecznie w zmaganiu, niepewności, pytaniu i próbie odpowiedzi: jak sam się zachowam wobec tak niepowtarzalnego doświadczenia granicznego, jakim jest śmierć?

W studium historyczno-literackim Autorka obszernie przedstawiła stan badań nad motywem i tematem śmierci w poezji duńskiej, jak również charakterystykę gatunku. Następnie skupiła się na prezentacji tradycji i historii poezji żałobnej w liryce duńskiej, ze szczególnym uwzględnieniem jej rozkwitu w epoce baroku i romantyzmu. W głównej części pracy twórcy współcześni, żyjący w XX wieku, reprezentowani są przez takich artystów jak: Morten Nielsen, Thorkild Bjørnvig, Inger Christensen, Søren Ulrik Thomsen i Henrik Nordbrandt. W ramach omówienia poznamy bliżej siedem tomów poetyckich ich autorstwa. Dr Cymbrykiewicz odwołuje się także do pojedynczych utworów innych autorów.

Obcujemy zatem z twórczością najwyższej próby poetów zaliczanych do ścisłej czołówki nordyckiego Parnasu (co ciekawe, w polskiej Wikipedii są nieobecni lub wzmiankowani nad wyraz skąpo). Pięcioro wybitnych autorów i bardzo zróżnicowane, zindywidualizowane formy i środki wyrazu. Wśród nich wiersze białe, sonety, cykle i wiersze experymentalne. Trudno byłoby w krótkiej recenzji przedstawić całe bogactwo kunsztownych motywów i szczegółowe rozważania interpretacyjne zawarte w tej publikacji, dlatego przede wszystkim skupię się na jednym wątku – eschatologicznym. Dla polskiego odbiorcy może być on zaskoczeniem. Jako czytelnika wychowanego w odmiennym, katolickim kręgu kulturowym i którego sposób myślenia o życiu i śmierci został szczęśliwie określony przez katechizmowe prawdy o Rzeczach Ostatecznych, uderzyła mnie przede wszystkim areligijna Nicość czająca się – jak można rozumieć wymowę dzieł przywołanych wyżej poetów – za progiem śmierci. W tych wierszach, opublikowanych w znaczącym, bardzo obszernym wyborze w drugiej części xiążki (w języku oryginału i tłumaczeniu filologicznym), Bóg jest nieobecny. Nie ma dla Niego nawet tyle miejsca, ile zwyczajowo poświęcają Mu wojujący ateiści, aby przekonywać, że Go nie ma. Dowolne uczucia wyrażające różne formy emocjonalnego stosunku ludzi do Stwórcy, miłość, bojaźń, strach, brak wiary czy nawet nienawiść zastąpione zostały doskonałą Obojętnością. A przecież cytowani autorzy nie są obojętni na jakąkolwiek duchowość, bo w pewnych utworach przywołują postacie i terminy zaczerpnięte z mitologii grecko-rzymskiej i egipskiej. Co ciekawe, mitologie z obszaru śródziemnomorskiego wywarły na nich wpływ tak przemożny, że wyrugowały z ich twórczości możliwe przecież odniesienia do rodzimej mitologii skandynawskiej. Pośredni, ale mocny dowód, że współcześni Europejczycy, choćby mieszkali na Północy, pochodzą z Aten i Rzymu. Szkoda tylko, że z tych z okresu pogańskiego… A może to wyraz homogenizacji kulturowej? W konsekwencji można też zauważyć ewidentne zerwanie – odmiennie niż stało się w przypadku literatury polskiej – z tradycją nordyckiego romantyzmu i dziewiętnastowiecznego odrodzenia narodowego.

W tym kontekście wiersze, zwykle autentycznie poruszające i piękne, są okazją do poczynienia pewnych uogólnień, bo zdają się wyrazem kultury duchowej Danii, swoistym artystycznym potwierdzeniem i zwieńczeniem docierających do Polski wypowiedzi, opinij czy relacyj, że społeczeństwo duńskie jest coraz bardziej achrześcijańskie, nawet nie tyle wrogie, ile obojętne w obliczu Chrystusa, społeczeństwo, gdzie bez sprzeciwu wiernych (?) „pracownikiem religijnym” w parafii może być ktoś otwarcie deklarujący ateizm. Gdzie moralność ma źródło w prawie, a nie prawo w moralności. Bezpieczeństwo socjalne, welfare state, rzeczywiście zabija dusze, a ludziom rozleniwionym powszechnym dostatkiem Królestwa Duńskiego trudniej wejść do Królestwa Niebieskiego. Symboliczne zastąpienie przez bożków olimpijskich Trójcy Świętej potwierdza także, iż ten, kto odstępuje od wiary Kościoła katolickiego, stopniowo będzie w stanie uwierzyć dosłownie we wszystko. Ostatecznie rewolucja protestancka zakończyła się ateizmem. I nawet trudno dostrzec lęk przed Nieznanym. Obserwując duchową pustkę świata postchrześcijańskiego, pozwolę sobie na szczerą reflexję, że gdybym miał akceptować realną egzystencję starożytnego panteonu, wierzyłbym tylko w Nyks, Nemezis, Hekate, Kery, Mojry i Erynie… Jeżeli Bóg nie jest potrzebny osobom obdarzonym nadzwyczajnym słuchem metafizycznym, cóż mówić o „zwykłych śmiertelnikach” ulegających powszechnej tabuizacji śmierci?

W tym kontekście nie dziwi informacja o zaangażowaniu lewicowym jednej z najwybitniejszych poetek duńskich (I. Christensen) czy np. całkowity brak w omawianej twórczości rozpowszechnionego w literaturze europejskiej wzniosłego motywu a jeśli kiedyś umrę, to chciałbym umrzeć za Boga, za królestwo, za króla (trudno umrzeć za elegancki dodatek do demokracji). Nie ma go nawet w twórczości liryka, który tworzył w okresie hitlerowskiej okupacji Danii, kiedy, wydawać by się mogło, takie odniesienia byłyby najbardziej naturalne (M. Nielsen). Nie wiemy, po której stronie walczył i zginął przyjaciel Nielsena, ochotnik podczas wojny domowej w Hiszpanii, bohater wiersza. Dla duńskich poetów śmierć ma wymiar prywatny, niepozwalający sprowadzić jej – zwłaszcza na polu literatury – do jednego mianownika, doświadczenia wspólnego. W takim ujęciu naturalnie niknie sens pięknej śmierci, wynikającej z pewności, że zostanie ona uhonorowana przez historyczną wspólnotę trwałą pamięcią, a przez Boga doceniona w ostatecznym bilansie życia trwającego krócej niż mrugnięcie oka. Śmierć u Nielsena zdaje się być zwieńczeniem wielkiego zmęczenia, a nie heroicznym wyborem. Tym bardziej trudno oczekiwać takiego ujęcia tematu od autorów tworzących po 1945 r. w kraju, który nie był zaangażowany w zbrojne konflikty. Strach przed śmiercią, kult młodości i złuda nieśmiertelności zamknęły proces umierania w przestrzeni ściśle intymnej. 

* * *

Jak wspomniałem, dzięki pracy p. Cymbrykiewicz obcujemy z liryką najwyższej próby i bardzo trudno byłoby w ramach przedstawionego wyboru ustalić jakąś hierarchię talentu i piękna. Na koniec ocena całkowicie subiektywna: gdybym miał wybrać, wskazałbym w zaprezentowanym wyborze wiersze H. Nordbrandta, jako najciekawsze i najpiękniejsze, najgłębiej poruszające, bardzo mocno skonkretyzowane – osadzone w osobistym doświadczeniu. Odwołujące się do tradycji klasycznej, a równocześnie innowacyjne. Co ważne, jedyne, gdzie wzmiankowany jest Jezus Chrystus (choć „na równi” z Edypem) i gdzie występuje choćby symboliczne odwołanie do istnienia Nieba. To niewiele, ale i tak się wyróżniają na tle liryki programowo areligijnej.

Autor w swoim dziele Ormene ved himlens port prowadzi czytelnika przez trzy fazy żałoby po niespodziewanej śmierci młodej przyjaciółki: szok, reakcję i pogodzenie z tym, co nieodwracalne. Pisze sugestywnie, chwilami wręcz boleśnie przejmująco – budzi rzeczywiste współczucie odpowiadające każdej z tych faz. Rzecz jasna, wśród wierszy pozostałych czworga poetów również mógłbym wskazać dzieła ważne, zmuszające wrażliwego odbiorcę do utożsamienia z podmiotem lirycznym (np. Dentysta. Grób. Obrączka ślubna Thomsena). Porusza lapidarne Na śmierć matki E. Knudsena, przywołanego w pracy, jako autor pojedynczych utworów o śmierci. Ale dzieło Nordbrandta wydaje mi się najbardziej kompletne.

* * *

Zasygnalizowałem zaledwie kilka wątków tej bogatej publikacji. Zachęcam do lektury i jako lokalny patriota cieszę się, że wrocławskie wydawnictwo opublikowało tak wartościowy tytuł.

Joanna Cymbrykiewicz, Motyw śmierci we współczesnej poezji duńskiej, Oficyna Wydawnicza ATUT – Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe, Wrocław 2008, str. 297.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.