Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Brzoza Volkoffa

Brzoza Volkoffa

Jacek Bartyzel

„Każda brzoza, nawet sowiecka, jest biała. Nie potrafi być marksistowska”1.

Na pierwszy rzut oka ta myśl powieściopisarza rosyjskiego z jestestwa a francuskiego z języka, w którym się wysławiał – tak mocna i dobitna – wydaje się także jednoznaczna, zwłaszcza jeśli się zna jego koleje losu, postawę i poglądy. To, co odbieramy w niej natychmiast i bez najmniejszych wahań, to hymn na cześć siły i potęgi życia, którego nie zdoła ugiąć ani zniszczyć czy wykorzenić żadna ideologia, jakkolwiek okrutnych i bezwzględnych metod by się nie imała. Narzuca się tu wręcz skojarzenie z maksymą Goethego: „każda ideologia jest szara, wiecznie zielone jest tylko drzewo życia”.

Przesłanie tej gnomy nie wydaje się przeto budzić żadnych wątpliwości. Sprawia ona wręcz wrażenie deklaracji – „wizytówki” pisarza, który był Biały do szpiku kości i do nerwów w koniuszkach palców; antybolszewickiego emigranta, monarchisty i prawosławnego chrześcijanina, dla którego opozycja „Biali – Czerwoni” nie była wykoncypowanym, abstrakcyjnym teorematem, lecz realnym, namacalnym i dziedziczonym po przodkach doświadczeniem wojny domowej o duszę i ciało jego rosyjskiej ojczyzny. Ta opozycja wyznaczała więc, jak niezawodna busola, kierunek jego życia i myślenia, pozycjonowała przyjaciół i wrogów, dostarczała podstawowego kryterium rozpoznawania przejawień w świecie i w ludziach dobra i zła. Spersonifikowany w Czerwonym, w sowieckim bolszewiku, diaboliczny marksizm, który zamordował jego – Białego – Rosję i przyczynił niewymownych cierpień wszystkim, którzy znaleźli się w orbicie panowania lub wpływów Związku Sowieckiego, jest więc dla autora niewątpliwie kwintesencją zła. Dlatego sprawa wydaje się prosta: Volkoff to antybolszewik, antykomunista, czyli także „antysowieciarz”, którego ból z powodu całego zła sprowadzonego przez komunistyczne Sowiety koi w jakiejś mierze satysfakcja z odkrycia, że mimo wszystko marksizmowi nie powiodło się przemalowanie „brzozy” na czerwono.

A jednak jest w tym zdaniu „drugie dno”, którego odkrycie zapewne ostudziłoby entuzjazm okazywany pisarstwu Volkoffa przez niejednego z naszych „antykomunistów” – gdyby je dostrzegli. „Brzoza” jest dla pisarza bez wątpienia metaforą Rosji; nie musimy się tego nawet domyślać, bo autor zupełnie jasno powiadamia nas o tym chwilę wcześniej, zanim wypowie cytowaną sentencję, pisząc: „Żaden Rosjanin – nieważne, zły czy dobry, nie mógłby patrzeć bez drżenia na brzozy…”; co więcej – ową nostalgię przypisuje także sowieckiemu ambasadorowi, który na paryskim bruku je zasadził. Skoro zatem brzoza esencjonalnie jest rosyjska, a jednocześnie Rosja, z którą utożsamia się autor jest Rosją Białą, cóż może oznaczać, iż nawet sowiecka brzoza pozostaje biała? Ni mniej, ni więcej, tylko to, że rosyjskość przemogła nawet i przeobraziła sowieckość, albowiem oparła się w ostateczności temu, co czerwone, co marksistowskie.

I w tym momencie drogi Volkoffa i „antykomunisty” (tak, koniecznie, w cudzysłowie!) pospolitego u nas chowu muszą się drastycznie rozejść. Konstatację Volkoffa tenże „antykomunista” – jeśli w końcu do niego ona dotrze – przywitać musi okrzykiem, w którym mieszać się będą pogarda z triumfalizmem: „Ach, więc Sowiety to tylko Rosja, zawsze Rosja, podstępni i brutalni Moskale, prymitywni i brudni Kacapi, mongolskie niewolnictwo wewnątrz i wielkoruski imperializm na zewnątrz!”. Albowiem „antykomuniści” tego autoramentu tak naprawdę wcale nie są antykomunistyczni, antybolszewiccy i antysowieccy w ścisłym znaczeniu tych pojęć; oni są tylko – i w natężeniu bliskim obsesji – antyrosyjscy; w ich oczach to nie marksizm w bolszewickim kostiumie zdeprawował Rosję i mając machinę Związku Sowieckiego jako narzędzie zniewolił połowę świata, lecz wszystkiego winni są, ontologicznie bliscy zwierzętom Rosjanie, zaś marksizm – ich zdaniem – chyba w ogóle nie miał w tym żadnego udziału. Jeśli nawet też używają epitetu „Czerwoni”, to jest on tylko pseudonimem „Ruskich” (i ich „agentów”).

Czas na puentę. Vladimir Volkoff, Biały Rosjanin, medytując nad swoją ojczyzną, którą – czyż to tak trudno zrozumieć szczeremu polskiemu patriocie? – miłuje, dostrzega z nadzieją, że rosyjska brzoza przetrwała, mimo sowieckiego piekła na ziemi, atak czerwonego, marksistowskiego syfilisu i pozostała biała. Pseudo-antykomunistyczny wróg „Ruskich”, jedynie Ruskich, wolałby zapewne, żeby ta brzoza sczezła, a czerwień go nie razi. Przynajmniej nie tak jak cień samej „brzozy”.


1 Vladimir Volkoff, Werbunek, przeł. Beata Biały, Klub Książki Katolickiej, Dębogóra 2007, s. 109.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.