Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Cenzuro wróć!

Cenzuro wróć!

Adam Danek

Niedawno na ekrany polskich kin trafiła pewna produkcja filmowa z Europy Zachodniej. Hasło na jej plakatach reklamowych brzmi: Film zawiera sceny o niespotykanym stopniu okrucieństwa. Przedstawiają zaś one postać suto zbryzganą krwią, wyszczerzoną w grymasie, który upodabnia ją już nawet nie do zwierzęcia, a do jakiejś bestii. Plakaty te, duże i rozmieszczone w dobrze widocznych punktach, codziennie mijają przechodnie prowadzący ze sobą dzieci.

Od lepiej poinformowanej osoby słyszałem, iż we wzmiankowanym obrazie pojawiają się m.in. sceny kazirodztwa i kanibalizmu. Nie zamierzam tego sprawdzać osobiście. Wystarczy mi wiedzieć, że u jego źródeł leży zamysł eksponowania wyrafinowanej, okrutnej do granic obrzydliwości przemocy dla celów komercyjnych. I że znajdzie się niemało chętnych, którzy z ochotą uiszczą drobną sumę, by móc ją oglądać.

W stanie ducha współczesnych Europejczyków jest coś bezgranicznie, niewypowiedzianie wręcz ohydnego. Łudząco przypominają oni schyłkowych Rzymian: brzuchatych, pławiących się w zbytku, poszukujących egzotycznych rozrywek, a dla zaznania bezpiecznego dreszczyku emocji spieszących do Koloseum, żeby popatrzyć na rozdzieranych przez cyrkowe lwy chrześcijan. Brutalność i prymitywizm ludów niecywilizowanych mogą budzić przerażenie, ale przemoc w ich wykonaniu – nawet uprawiana na dużą skalę – ma w pewnym sensie zwykły charakter, tzn. wynika z nieznajomości, a nie ze świadomego odrzucenia światła prawdziwej wiary i zasad etycznych. Barbarzyńcy mają przynajmniej szczątkowe poczucie godności i potrafią się zdobyć na szacunek dla czegokolwiek, choćby i dla nagiej siły. Nie lękają się też samych siebie wystawiać na cudzą przemoc. Co innego jednak gnijąca od nadmiernego dobrobytu cywilizacja, sceptyczna i wyuzdana, która z najbardziej zwyrodniałego bestialstwa czyni towar i rozrywkę. Ta nie budzi już nawet strachu ani oburzenia – a jedynie wstręt, niczym dotyk oślizgłej larwy, którą ma się ochotę natychmiast rozdeptać.

Tak, stan ducha współczesnych Europejczyków zamyka się w jednym słowie: degeneraci. Są w autentycznym szoku, odkrywając, iż ich przeciętny przedstawiciel potrafił latami więzić w piwnicy własną córkę i płodzić z nią dzieci. Dawszy upust zgrozie, produkują, kolportują i promują film, którego bohater oddaje się analogicznym praktykom. A potem po raz kolejny bez skrupułów ćwiartują żywcem najbardziej bezbronną osobę, skrytą jeszcze w łonie matki. I kogo ta mierzwa ludzka uważa za złoczyńcę, przed jakim należy chronić porządnych ludzi? Kto jest w jej oczach „czarnym ludem”? Zmitologizowany „faszysta”. Ha! W porównaniu z tym plemieniem zniewieściałych, rozpustnych skrytobójców, najprawdziwszy faszysta pragnący pałką wbić ludziom do głowy swoje racje, jawi się niemalże wzorem cnót chrześcijańskich i klasycznego humanizmu!

Już słyszę głos jednego z produktów tego rozkładu – demokraty czy innego liberała – jak ględzi kaznodziejskim tonem: mamy wolność sumienia i wolność mediów, ludzie mają prawo tworzyć i oglądać również filmy uważane przez innych za szkaradne i nikomu nie wolno im zabronić, a pana przecież nikt do tego nie będzie zmuszał. Odpowiadam: stul pysk, parchu, i na kolana. To ty stajesz w obronie każdego plugastwa z gębą pełną „praw człowieka”, „samorealizacji” i „wolności obywatelskich”. Ale gdy w grę wchodzą inicjatywy podejmowane dla ratowania resztek naszej cywilizacji, nigdy nie można na ciebie liczyć, ba, pierwszy je oprotestujesz jako „zagrożenie dla demokracji”. Więc zacznij się kajać, zgniłku. Masz coraz mniej czasu.

Ktoś musi na powrót wpoić Europejczykom duchową karność i rudymentarne poczucie przyzwoitości, choćby kijem. Jeśli nie prawowity autorytet, niech zrobi to bojówkarz w czarnej koszuli. A jeśli nie on – to mułła czy kalif. Ale tak dalej być nie może.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.