Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Natalia Szpurko: Cios w pozytywistów szkiełko i oko

Cios w pozytywistów szkiełko i oko, czyli o przewrocie prawie kopernikańskim

Natalia Szpurko

Rzecz będzie o tzw. przewrocie antypozytywistycznym. Co prawda, materia ta należy do dziedziny zwanej filozofią nauki, jednak nie mam zamiaru pisać żadnych wydumanych elaboratów – dosyć ich już powstaje i często nikogo, poza samymi autorami, nie obchodzą. Zresztą, jak stwierdził niedawno pewien wykładowca w randze profesora, jeżeli pracownik naukowy nie potrafi w jednym, prostym zdaniu wyjaśnić treści całego wykładu, to znaczy, że nie rozumie o czym mówi, a cały potok uczonych słów ma przykryć jego niewiedzę. To się chyba nazywa „przeintelektualizowanie”, czyli największy (obok wysokich podatków) problem współczesnej Europy.

„Pozytywizm”. Każdy z nas kojarzy ten termin: z „Lalką” Prusa, z legendarnym „Nad Niemnem”, z myślą Comte’a, z głębokim oddechem po mrocznym romantyzmie. Wraz z pozytywizmem narodziła się również koncepcja stworzenia jednolitej metody uprawiania nauki, w tym także humanistyki oraz nowo narodzonej dyscypliny – socjologii. Istotna jest tu sama wizja nauki i droga dochodzenia do prawdy, gdyż to o nią rozpęta się zajadły spór, firmowany przez tak wielkie nazwiska, jak Weber czy Bergson. Ale po kolei. Według pozytywistów świat jest uniwersalny, jednostka ludzka racjonalna, a historia to samoudoskonalający się proces. Innymi słowy, optymistyczna wizja dziejów (może i stąd nazwa „pozytywizm”?). W tak radośnie urządzonym świecie nauka zajmuje poczesne miejsce – następuje kumulatywny przyrost wiedzy na drodze linearnego „postępu”. Mówiąc obrazowo, istnieje półprosta, której punkt zerowy stanowi epoka oświecenia (przed XVIII wiekiem istniały jedynie pseudonaukowe rozmyślania). Półprosta zmierza do prawdy, czyli stanu idealnego. Spełnić należy jednak bardzo istotny warunek umożliwiający dojście do celu – rygorystyczne odsiewanie wszystkiego, co nie jest nauką. A ponieważ humanistykę trudno uprawiać tak, jak nauki przyrodnicze (a pozytywiści, oddajmy im zasłużenie, próbowali), na pokładzie narastał bunt.

Znużeni pozytywną wizją dziejów i linearnym „postępem”, będącym słowem-wytrychem Comte’a i jego następców, powstali najpierw myśliciele niemieccy. Ze sprzeciwu wobec pozytywizmu uzurpującego sobie prawo do posiadania jedynej, prawomocnej metodologii badawczej, powstała tzw. „szkoła historyczna” z Diltheyem na czele. Historycyści przedstawili szacownej publiczności koło zamiast półprostej. Dzieje nie są już uporządkowane, nie podlegają żadnym ogólnym prawom, a społeczeństwa, mówiąc opisowo, „przelewają się” przez krąg historii. Kartezjusz i Pascal nie są już punktem na linii i zarazem stopniem, po którym wspinają się myśliciele oświecenia. Nie ma gradacji. Nauka jest żywiołem, a nie skostniałą strukturą, której pozytywiści odebrali potencjalnie ogromną liczbę zagadnień, stawiając na pewność nauki, a nie różnorodność jej dyscyplin. Ponadto Dilthey i jego zwolennicy uznawali „relatywizm historyczny”, czyli zmienność zjawisk społecznych i kulturowych w zależności od okresu, kondycji społeczeństwa, etc. Burzyły ich negatywne oceny średniowiecza – oceny wydawane ex cathedra, przy obecnym stanie wiedzy, bez wglądu w klimat epoki i ówczesną mentalność. Jednocześnie „Pieśń o Rolandzie” nie jest przedmiotem badania biologów ani chemików, co nie znaczy, że analizowanie jej treści nie wchodzi w poczet nauki. Analiza ta wymaga jednak zupełnie innych narzędzi intelektualnych, a także (co było nie do zaakceptowania przez pozytywistów) zmysłowego, a nie tylko rozumowego odbierania rzeczywistości.

Przewrót antypozytywistyczny, datowany na koniec XIX wieku, nie dotyczył jedynie nauki, ale także tendencji w sztuce. Nakreśliłam, w pewnym uproszczeniu, wycinek wielkiego sporu, aby zastanowić się, na czyją stronę przechyliła się szala zwycięstwa w walce o ludzkie umysły. A różnica jest fundamentalna. Gdy dla pozytywistów wartość przedstawia jedynie odpowiedź (pewna!) na pytanie, dla antypozytywistów tą wartością jest samo postawienie pytania. Przenosząc kwestię na polską szkołę, można dostrzec, iż niewątpliwie przez nauczycieli ceniona jest właściwa odpowiedź. Zdolność do refleksji stanowi atut chyba wyłącznie w toku studiów, i to na kierunkach humanistycznych czy społecznych. Po drugie, nawiązując do kwestii etykietowania epok historycznych, oświecenie nazywamy często „wiekiem świateł” (czy właśnie „oświeceniem”), podczas gdy pierwsza połowa średniowiecza określana jest „wiekami ciemnymi”. Lubimy także myśleć o sobie jako o samodzielnych i racjonalnych bytach, a nie zdeterminowanych przez kulturę i czas, w którym żyjemy. Czyżby zwycięstwo pozytywistów? Niezupełnie. Historycyści postawili pierwszy krok na drodze ku nowemu, za nimi poszli twórcy późniejszej socjologii humanistycznej, etnologii, antropologii, które zaproponowały jakościowe badania społeczeństwa umożliwiające powstanie tak wielkich i wybitnych dzieł, jak chociażby kilkutomowy „Chłop polski w Europie i Ameryce” Znanieckiego i Thomasa.

Artykuł ukazał się także na stronie http://www.goniecwolnosci.pl/cios-w-pozytywistow-szkielko-i-oko.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.