Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Czarny Łoś i Ojciec Gall

Czarny Łoś i Ojciec Gall

Adam Tomasz Witczak

Fascynacja Frithjofa Schuona religią i kulturą Indian Prerii to fakt powszechnie znany. Tym, którym nazwisko Schuona coś mówi, w zasadzie nie potrzeba go przypominać. Pozostałym jest to zapewne obojętne.

Szwajcarski myśliciel reprezentował raczej ten typ osobowości i powołania, który Anglicy określają jako sage – czyli mędrzec; w odróżnieniu od proroka (prophet) czy uczonego (scholar). Schuon nie miał akademickiego wykształcenia religioznawczego, choć niewątpliwie był erudytą samoukiem. Religioznawstwo porównawcze było dlań zresztą tylko (i aż) narzędziem służącym zgłębianiu metafizyki – co do której sądził, iż skrywa się w ezoterycznym jądrze wielu religii. To przeświadczenie doprowadziło go, jak wiemy, najpierw do formalnego przyjęcia islamu (pomimo że na gruncie filozoficznym punktem wyjścia była dlań adwajta wedanta), a następnie do uformowania własnej ścieżki sufickiej, w której motywy muzułmańskie przeplatały się swobodnie z nawiązaniami do wierzeń Indian. To, czy w ten sposób wykroczył poza granice nauk Mahometa, nie musi nas interesować: jest to problem muzułmanów. Niektórzy z nich, jak Seyyed Hossein Nasr, bronią ekscentrycznej tariki Schuona, uważając ją za część islamskiej ortodoksji.

Szkoda, że nie wiemy, co o tym wszystkim myślał Eryk Schuon, starszy brat Frithjofa, urodzony w roku 1906, a zmarły w 1991. Przez wiele lat byli ze sobą dość blisko związani, zwłaszcza w pierwszej połowie XX wieku – ale ich losy ułożyły się diametralnie odmiennie. Obaj niewątpliwie reprezentowali typ kontemplatywny, obu łączyła fascynacja światem Indian. O ile jednak Frithjof dość szybko wkroczył na ścieżkę pluralizmu religijnego, wznosząc gmach swojej koncepcji „transcendentnej jedności religii”, o tyle Eryk już w roku 1921 – jako bardzo młody człowiek – wstąpił do zakonu trapistów. Właściwie całą resztę życia spędził w opactwie Notre-Dame de Scourmont w Belgii.

Tu na scenę wkraczają dwie inne postaci. Pierwsza to Mikołaj Czarny Łoś (Black Elk) – indiański szaman z plemienia Lakotów, żyjący w latach 1863–1950. Jego historia jest dość dobrze znana wśród katolików, nawet w Polsce. W początkach XX wieku nawrócił się, bynajmniej nie jako pierwszy w swoim szczepie, na rzymski katolicyzm. Porzucił profesję magicznego uzdrowiciela, ale nie znaczy to wcale, że odrzucił całą kulturę swego ludu. Jak wiadomo, mało która religia ma takie jak katolicyzm zdolności asymilacji wątków mitycznych, rytualnych czy – choć to oczywiście inne zagadnienie – filozoficznych.

Czarny Łoś po nawróceniu został gorliwym katechistą i misjonarzem. Spogląda się na tę postać z dwóch stron. Jedni podkreślają ortodoksję Czarnego Łosia i jego pełne oddanie sprawie katolicyzmu. Można przecież znaleźć cytaty, w których wprost przyznaje, że chrześcijaństwo jest lepszą religią niż dawne wierzenia Indian, a kult bałwanów należy porzucić. Inni – w tym perennialiści ze szkoły Schuona – koncentrują się na tym, co w jego przesłaniu było uniwersalistyczne, a więc na tym, w jaki sposób Black Elk łączył nową wiarę ze starą kulturą. Tym łącznikiem miałyby być podstawy metafizyczne – fundamentalne prawdy na temat duszy i Absolutu (Ostatecznej Rzeczywistości).

Jakkolwiek było, wszyscy są zgodni co do tego, że był człowiekiem pobożnym i wybitnym. W latach czterdziestych zwyczaje Indian nie były jeszcze zbyt dobrze znane wśród religioznawców – i to właśnie Frithjof Schuon był tym, który poradził młodemu badaczowi z Uniwersytetu w Montanie, Józefowi Epesowi Brownowi, by ów zainteresował się postacią żyjącego jeszcze wtedy Czarnego Łosia1. Brown odnalazł indiańskiego mędrca, owocem ich spotkań była zaś książka The Sacred Pipe: Black Elk’s Account of the Seven Sacred Rites of the Oglala Sioux, wydana w roku 1953.

O Czarnym Łosiu dowiedział się także brat Schuona. Eryk, zwany Ojcem Gallem, od bardzo dawna żywił wewnętrzne przeświadczenie o własnej tożsamości indiańskiej – co najmniej w sensie duchowego pokrewieństwa. Śnił o prerii i interesował się obyczajami Lakotów, pędząc przy tym życie zakonnika w przedsoborowym (jeszcze) klasztorze. Gdy Józef Epes Brown odwiedził Europę, zaprzyjaźnił się z naszym mnichem, ten zaś zwierzył mu się ze swoich obsesji i poprosił o możliwość kontaktu listownego z Czarnym Łosiem.

Indiański szaman, bardzo wyczulony na znaki, symbole, zbiegi okoliczności oraz wszelki nadprzyrodzony wymiar życia, był bardzo przejęty całą sprawą. Z początku sądził nawet, że Ojciec Gall może być jego… nieślubnym synem, spłodzonym w czasie pobytu Łosia w Paryżu. Nie było to oczywiście możliwe: Eryk urodził się ponad szesnaście lat później, co skutecznie podważało ową hipotezę2. Niemniej Czarny Łoś zachwycił się belgijskim zakonnikiem. Korespondencyjnie (słowo to brzmi w tym kontekście cokolwiek obcesowo, ale tak było) postanowił przyjąć go do swego szczepu. Eryk Schuon otrzymał imię Two Men (Dwóch Ludzi), albowiem było w nim dwóch ludzi: Europejczyk i podświadomy Lakota. Co więcej, Łoś zaadoptował Eryka jako swego syna. Swoją drogą, jego młodszy brat także został – kilka lat później – włączony do plemienia indiańskiego, a nawet do dwóch plemion: Lakotów i Kruków.

Józef Jackson w książce Black Elk: The Life of An American Visionary podaje, iż Ojciec Gall był niezwykle uradowany obrotem spraw, a włączenie do Lakotów przyniosło mu wielki pokój ducha. Co więcej, pozostając w murach opactwa, postanowił – na tyle, na ile pozwalały reguły zakonne oraz ograniczenia religijne – przyjąć indiański tryb życia. Wybudował sobie tzw. sweat lodge, czyli szałas obrzędowy, który rdzennym Amerykanom służy do rytualnych oczyszczeń. W lesie wokół klasztoru wykroił sobie mały obszar, który nazywał swoim „rezerwatem”. Ubierał się po indiańsku: nosił pióropusz, mokasyny etc. Do swojego pustelniczego schronienia zaprosił słynnego Herge, twórcę komiksowej postaci Tin-Tina – a nawet wypalił z nim fajkę pokoju (kalumet)3.

Frithjof przeżył brata o siedem lat. Umarł w Bloomington w Indianie, w gronie swoich uczniów. Jego reputacja była już jednak osłabiona, a to co najmniej z dwóch powodów. Pierwszym było pogłębiające się przez lata odstępstwo od islamskiej ortodoksji, uwidaczniające się właśnie w niekłamanym popędzie do religijnego synkretyzmu, który przecież nominalnie krytykował. Sam sobie jednak nań pozwalał, co zapewne wiązało się z drugą kontrowersją: jego rosnącym (i skutecznie wzmacnianym przez wyznawców) przekonaniem o wyjątkowości własnej misji i osoby. Wiązały się z tym zresztą skandale, w szczególności ten największy, obyczajowy – albowiem u progu lat dziewięćdziesiątych Schuona oskarżono o zapraszanie nieletnich dziewcząt do nagich czy też półnagich tańców rytualnych, w których on sam wiódł prym. Trudno powiedzieć, czy jego motywy były z rodzaju tych najniższych. Być może zresztą bardziej smutne jest to, że mogły być „wysokie” – i oparte na wątpliwej jakości „mistyce nagości”. Albo – metafizyce, jak pewnie sam wolałby rzec.

Eryk Schuon odszedł do wieczności w roku 1991. Niewiele dziś o nim wiadomo, pozostaje więc mieć nadzieję, że jego ostatnie lata były bardziej owocne niż końcowe dni brata. A także – że nie oddalił się od ortodoksji, i to tej ścisłej, katolickiej. Dziś przepastne zasoby wyszukiwarek internetowych wykrywają tylko kilka wzmianek o Ojcu Gallu – wszystkie w kontekście jego brata oraz ich wspólnych indiańskich fascynacji.

P.S. Autor zabierał się do napisania tego krótkiego tekstu już od dawna, ale odkładał rzecz z tygodnia na tydzień, a potem zapomniał o niej zupełnie. Przypomniał sobie na trasie Polskich Kolei Państwowych, zmierzając do stolicy, gdy przypadek sprawił, że pewna nieznajoma osoba przeglądała czasopismo, w którym znajdował się artykuł na temat Czarnego Łosia. Z czego zresztą wynikła sympatyczna rozmowa. Ale, jak pewnie powiedziałby sam Black Elk, przypadków tak naprawdę nie ma. Pozdrawiam!


1 Taką wersję podają w każdym razie entuzjaści Schuona, zwłaszcza członkowie jego sekty. Marek Koslow, były wierny tego zgromadzenia, obecnie ateista i ewolucjonista, twierdzi, że osobiście rozmawiał z Brownem w roku 1991 – i ten w ogóle nie wspominał o udziale Schuona w powstaniu Sacred Pipe. Koslow uważa, że Brown chciał w ten sposób zamazać przeszłość, wstydząc się dekad, w których postrzegał szwajcarskiego myśliciela jako swojego mistrza duchowego.

2 Czarny Łoś podróżował po Europie pod koniec lat osiemdziesiątych XIX wieku, na długo przed swoim nawróceniem — najpierw z cyrkiem słynnego Buffalo Billa, potem z inną trupą tego rodzaju. Zwiedził Anglię, Francję, Niemcy i Włochy.

3 Wzmiankę o tym można znaleźć na witrynie klasztoru.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.