Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Natalia Rybak: Dlaczego nie będzie u nas fińskiego cudu edukacyjnego

Dlaczego nie będzie u nas fińskiego cudu edukacyjnego

Natalia Rybak

Rokosz sandomierski, moi drodzy, był w roku 1609. Wiem to na pewno, tak brzmiało bowiem jedno z pytań, jakie mi zadano na maturze ustnej z historii. Nie mam bladego pojęcia, o co chodziło, kto się buntował oraz przeciwko komu, ale datę podam wyrwana z najgłębszego snu.

Inna rzecz, że żyję już czterdzieści parę lat i jak dotąd wiedza ta do niczego mi się nie przydała. Tak przy okazji: wiem również, co się uprawiało na Nizinie Chińskiej trzydzieści lat temu, bośmy z koleżanką w siódmej klasie ułożyły o tym piosenkę, żeby łatwiej zapamiętać. Właściwie moglibyśmy sobie wspólnie zrobić spis bezużytecznych rzeczy, których nauczyliśmy się w szkole – powstałaby bardzo wesoła książka opatrzona melancholijną refleksją, czy aby nie należało tracić czasu na coś innego.

Fiński model oświaty

Co jakiś czas tęsknie wzdychamy za modelem fińskiego szkolnictwa, które jest najlepsze na świecie, co potwierdzają międzynarodowe badania.

Dzieci w Finlandii mają świetne wyniki w nauce, choć w szkole spędzają najmniej czasu, czytają też najwięcej książek spośród rówieśników na całej planecie. Nie istnieje tam instytucja repetowania klasy (ani płatnych korepetycji) – poziom nauczania dostosowuje się do indywidualnych potrzeb, a od czwartej klasy jedna trzecia przedmiotów jest do wyboru. W dodatku jedyny egzamin w szkole Finowie zdają po zakończeniu obowiązkowego etapu edukacji, w wieku lat 16 (do pierwszej klasy idą siedmiolatki). Celem nadrzędnym szkoły w tym dziwnym kraju jest przygotowanie do dorosłego życia, nauka samodzielności i rozwiązywania problemów. Fińskie dzieci nie wiedzą, kiedy był rokosz sandomierski, nie znają nazwisk dowódców w bitwie pod Verdun, lecz wiedzą, co to jest podatek dochodowy, potrafią wypełniać urzędowe formularze i przygotować prostą umowę, a zamiast zadawać im formułki do wykucia na pamięć, uczy się je, gdzie dane informacje można znaleźć i do czego wykorzystać. Zawód nauczyciela jest bardziej prestiżowy niż zawód lekarza, na studia pedagogiczne trudno się dostać, a do pracy w szkołach trafiają najlepsi absolwenci.

Szkoły i samorządy mają dużą autonomię; samorządy – bo to one decydują o przebiegu roku szkolnego (w różnych okręgach nauka zaczyna się w różnych terminach, w zależności od regionu i pogody); szkoły – bo każdy nauczyciel ma wolność wyboru takich metod nauczania, jakie uzna za najefektywniejsze.

Zaufanie do obywateli

Podstawa programowa to bardzo ogólny ramowy dokument, reszta leży w gestii pedagogów, bez odgórnych kontroli i biurokracji. Fińskie władze najwyraźniej mają do swoich obywateli zaufanie (bardzo dziwne) i wydaje im się, że nauczyciel powinien uczyć, a nie pisać sprawozdania (jeszcze dziwniejsze). W dodatku fińskie władze uważają chyba, że nie mają monopolu na rację (oszaleli!) i pozwalają obywatelom robić, co chcą (Boże, Ty widzisz i nie grzmisz…). Czytałam wywiad z przedstawicielem tamtejszego ministerstwa oświaty na temat nowej reformy, która weszła rok temu (zakłada m.in. większy udział projektów interdyscyplinarnych zamiast tradycyjnego podziału na przedmioty) – pogodny facet zupełnie spokojnie mówi, że część nauczycieli jest przeciwna, więc pewnie będzie tak, że niektóre szkoły się zreformują, a inne nie – i luz. Bardzo dziwny kraj…

Nie ma obawy, nam się nic takiego nie przydarzy. Finowie budowali swój system edukacji konsekwentnie przez 40 lat, a nie wywracali go do góry nogami co cztery lata. Byli zgodni (!) co do tego, jaki ma być wynik końcowy. Zdawali sobie sprawę, że jeżeli jedyne bogactwo naturalne tego niezbyt ludnego kraju stanowi drewno, to sensownym rozwiązaniem jest inwestować w myślenie. My jesteśmy krajem większym, klimat tu łagodniejszy, prócz drewna mamy węgiel, wieprzowinę i jabłka oraz poruszającą poezję romantyczną, więc nie musimy się uciekać do tak drastycznych metod.

Nie wiem, czy zauważyliście, ale wszystkie nasze panie minister edukacji, i ta poprzednia, i ta obecna (ja ich nie rozróżniam zresztą), wyglądają podobnie, są nadęte i zazwyczaj mają minę, jakby im coś ostro śmierdziało. Znamienne.

Pierwodruk: Natalia Rybak, Dlaczego nie będzie u nas fińskiego cudu edukacyjnego, „Obywatelska” nr 149, 15-28 września 2017 r., str. 3

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2009 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.