Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Natalia Dueholm: Dlaczego warto zakazać aborcji

Dlaczego warto zakazać aborcji

Natalia Dueholm

W Polsce trwają działania mające na celu wprowadzenie całkowitej ochrony życia w fazie prenatalnej. Z sondaży (CBOS, GFK Polonia, IQS Quant), marszów za życiem, akcji „Zadzwoń do posła”, czy listów otwartych wynika, że zdecydowana większość społeczeństwa je jak najbardziej popiera. Podobnie zresztą jak Kościół Katolicki. To bardzo dobrze. Jednak, aby przekonać posłów do głosowania, musimy im pokazać, jakie korzyści przyniesie zakaz aborcji. Warto już teraz otworzyć taką dyskusję, bo posłów nie przekonuje sama zasada, że zabijać nie wolno.

Obecna ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży nie chroni życia każdego człowieka w fazie przedurodzeniowej. A ochrona ta jest potrzebna. Po pierwsze, z bardzo praktycznego powodu. Aby każdej kobiecie w ciąży, czyjejś matce, córce, żonie, siostrze, cioci zapewnić pełne bezpieczeństwo i opiekę u lekarza czy w szpitalu, prawo musi stanowić jasno, że życie jej i jej dziecka jest chronione. Życie każdego poczętego człowieka musi być traktowane godnie i musi być otoczone najlepszą możliwą opieką i starannością. To zresztą pomoże w przywróceniu należytego szacunku i godności macierzyństwu. Obecnie sytuacja jest taka, że prawo dopuszcza selekcję tych, którzy mają się nie urodzić. To prawo jest okrutne, niehumanitarne, niesprawiedliwe i dyskryminujące. Jak może czuć się kobieta nosząca w sobie dziecko niepełnosprawne, które lekarz przeznacza do tzw. terminacji? Jak czuje się zgwałcona kobieta w ciąży, której zamiast poważnej opieki i pomocy oferuje się zabicie dziecka? Jak czują się ludzie przeznaczeni do tzw. terminacji, którzy zdołali się urodzić, ale wiedzą, że ich życie dla innych nie było tego warte? Oto przykre konsekwencje obecnej ustawy. Najgorszą z nich jest śmierć ponad pół tysiąca niewinnych Polaków w samym tylko roku 2009.

Aborcjoniści czy specjaliści prenatalni?

Nie może przecież być tak, że mamy w Polsce dzieci, które traktujemy jak zlepek komórek, czy tkanek do usunięcia. Nawet z zgodnie z przepisem art. 2 ust. 1 Ustawy o Rzeczniku Praw Dziecka, dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do pełnoletności. Skąd więc to rozdwojenie jaźni, że nie zabijamy dzieci „tylko” embrion czy płód? Poza tym, jeżeli lekarz traktuje dzieci w fazie przedurodzeniowej jak kawałek mięsa, czy o wiele lepiej będzie traktować kobiety? Kobiety nie chodzą przecież do ginekologów-aborterów, aby ich prowadzili w ciąży. I nie bez przyczyny. Są w Polsce ginekolodzy, którzy nie zajmują się prowadzeniem ciąży, za to chętnie przepisują tzw. antykoncepcję kryzysową. Pozostaje pytanie: czy chcemy rozwoju tej właśnie specjalności czy raczej położnictwa jako medycyny macierzyństwa? Czy chcemy być również dumni ze specjalistów chirurgii prenatalnej, chorób genetycznych czy kardiologii dziecięcej? Jeśli będziemy zabijać malutkich i niewinnych pacjentów, tacy lekarze-cudotwórcy nie będą potrzebni. Dzięki wprowadzeniu nowej ustawy pozwolimy im za to prawdziwie się rozwijać i pracować dla zdrowia i życia każdego pacjenta. Dziś personel medyczny jest niekiedy zmuszany pod groźbą utraty pracy do uczestnictwa w aborcji. Kiedy mówimy o prawach kobiet, nie możemy zapominać o studentkach medycyny, położnych i lekarkach, które przeżywają z tego powodu dramaty i chcą odejść z zawodu. Czy dla feministek one się nie liczą?

Aborcyjne „furtki” czy „bramy”?

Pozostaje również pytanie: czy rzeczywiście ta ustawa jest tak restrykcyjna? Obecnie istniejące „furtki” zezwalające na aborcję z tzw. względów medycznych mogą się stać wielkimi i stale otwartymi bramami. Jeśli już takimi nie są. Zagraniczni aborcjoniści łamią przecież ustalane prawnie granice i nawet się z tym nie kryją. W ich publikacjach czytamy, że jeśli prawo dopuszcza przerywanie ciąży np. do 24 tygodnia, w karcie pacjentki można napisać 23. tydzień, choć kobieta może być w 26. Można twierdzić, że pacjentka chorowała na różyczkę, co oznacza, że płód może mieć zmiany rozwojowe. Nikt nie sprawdzi, czy była chora czy nie. Kwalifikuje się na aborcję. Jeśli polscy ustawodawcy nie chcą być naiwni, jeśli chcą być poważni w ograniczaniu aborcji, powinni poprzeć całkowitą ochronę życia człowieka w fazie przedurodzeniowej…

Pomoc kobietom

…A potem pomóc, a już na pewno nie przeszkadzać w organizowaniu dalszej pomocy kobietom i dzieciom. Bo na pewno można zrobić dla nich więcej. Wiele z nich potrzebuje poradni K z prawdziwego zdarzenia, z dostępem do psychologa. Taką pomoc na wysokim poziomie można organizować np. przy parafiach, gdzie są poradnie rodzinne. Osoby tam pracujące muszą być wyspecjalizowane w ciąży kryzysowej, znać syndrom poaborcyjny. Potrzebna jest również pomoc kobietom i ich bardzo chorym dzieciom w zakresie paliatywnej opieki perinatalnej. Do tego należy surowo ścigać aborterów, łącznie z odebraniem prawa wykonywania zawodu. Podobnie, jak i handlarzy pigułkami poronnymi, którzy ogłaszają się w internecie i są praktycznie bezkarni. Dlaczego nie zatrzymywać takich zagranicznych przesyłek, jak robi to w Irlandii służba celna? Aborcja nigdy nie zniknie, ale można i trzeba ją ograniczać. Można również zakazać wprost reklamy aborcji, łącznie z reklamą poprzez działalność grup aborcyjnych. Nie tolerujemy „mowy nienawiści”, a tolerujemy wzywanie do zabijania niewinnych?

Całkowita ochrona życia człowieka w fazie przedurodzeniowej przyniesie więc nam wiele korzyści. Oprócz zmiany świadomości, że każda aborcja jest złem, zapewni większe bezpieczeństwo oraz opiekę matkom i dzieciom. Pozwoli na obranie kursu na prawdziwą medycynę, która ma leczyć, pomagać, ratować, a nie zabijać.

Autorka jest publicystą, redaktorem „Opcji na Prawo”, inicjatorką Listu Dziennikarek przeciwko aborcji.

www.za-zyciem.pl

www.prawdaoaborcji.wordpress.com

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.