Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Dom Gérard Calvet OSB — mnich, liturgista i apologeta Christianitas (w piątą rocznicę śmierci)

Dom Gérard Calvet OSB — mnich, liturgista i apologeta Christianitas (w piątą rocznicę śmierci)

Jacek Bartyzel

Pięć lat temu, 28 lutego 2008 roku odszedł do Pana po swoją nagrodę Dom Gérard Calvet OSB – wielki odnowiciel duchowości benedyktyńskiej i jeden z tych, dzięki którym Tradycja katolicka, zwłaszcza liturgiczna, przetrwała czas pustoszenia Winnicy Pańskiej.

Gérard Calvet urodził się 18 listopada 1927 roku w Bordeaux, w rodzinie cenionego kupca winiarza. W 1940 roku rozpoczął naukę w kolegium jezuickim w Maslacq, gdzie siedem lat później poznał słynnego katolickiego pedagoga (i brata wielkiego rzeźbiarza Henri’ego) André Charliera, który utwierdził w powołaniu zakonnym. Po odbyciu służby wojskowej w kawalerii (spahis) marokańskiej wstąpił w 1950 roku do wspólnoty benedyktyńskiej w pirenejskim klasztorze Notre-Dame de Madiran (przeniesionym rok później do Tournay). Tam 13 maja 1956 roku otrzymał świecenia kapłańskie. Jednakowoż, w 1970 roku, nie mogąc pogodzić się z „posoborowym” rozprzężeniem dyscypliny i z zakazem odprawiania Mszy trydenckiej, opuścił – za zgodą przełożonych – zgromadzenie i zamieszkał jako eremita w ruinach klasztoru przylegającego do opuszczonej romańskiej kaplicy św. Marii Magdaleny w prowansalskim miasteczku Bédoin. Wkrótce zaczęli dołączać do niego młodzi ludzie, pragnący wieść życie zakonne w wierności tradycyjnej Regule św. Benedykta oraz klasycznemu rytowi rzymskiemu. Początkowo nowa wspólnota zyskała akceptację Kongregacji ds. Zakonów, ale po udzieleniu niższych święceń kilku zakonnikom przez abpa Marcelego Lefebvre’a władze zakonu nakazały zamknąć klasztor. Dom Gérard apelował do Rzymu, lecz bezskutecznie.

W tej sytuacji mnisi z Bédoin zacieśnili związki z abp. Lefebvre’em. W 1978 roku Dom Gérard rozpoczął budowę nowego klasztoru w pobliskim Le Barroux, w stylu nawiązującym do romańskiego. Współpraca Le Barroux z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X zakończyła się jednak niedługo po dokonaniu (w 1988 roku) przez abpa Lefebvre’a konsekracji czterech biskupów bez zgody Rzymu (acz Dom Gérard był jeszcze obecny przy tym akcie). Dom Gérard zwrócił się wówczas do Kurii Rzymskiej z prośbą o uregulowanie statusu kanonicznego wspólnoty na mocy motu proprio Jana Pawła II Ecclesia Dei. Stało się to w 1989 roku, kiedy Le Barroux zostało opactwem pw. św. Marii Magdaleny sui iuris (tj. podlegającym bezpośrednio papieżowi), a Dom Gérard został jego pierwszym opatem. Klasztor uzyskał prawo do celebrowania Mszy Wszechczasów i stał się jednym z największych ośrodków tradycyjnego ruchu liturgicznego, acz nie obyło się bez kompromisów, jak sporadyczne uczestnictwo Dom Gérarda w koncelebrowaniu Novus Ordo. Z powodów zdrowotnych Dom Gérard złożył urząd opata w listopadzie 2003 roku. Po jego śmierci papież Benedykt XVI wyrażał wdzięczność za jego zasługi dla ocalenia piękna liturgii łacińskiej.

Dom Gérard Calvet OSB był również autorem kilku dzieł liturgicznych i apologetycznych, z których wyróżnia się szczególnie napisane pięknym i podniosłym stylem, opublikowane w 1986 roku Demain la Chrétienté; książka ta została przełożona na język polski przez Ewę Waliszewską i opublikowana pod tytułem Jutro Chrześcijaństwa w 2001 roku przez Klub Książki Katolickiej. Tytułowe Chrétienté należy rozumieć tu nie jako religię chrześcijańską sensu proprio, lecz jako Christianitas, chrześcijanizm (w archaicznej już nieco polszczyźnie) wcielony w doczesność, cywilizację chrześcijańską. Wyjątkowość tej cywilizacji Dom Gérard widział w jej związku z mistyczną transcendencją Boga Jedynego, Prawdziwego, Osobowego i Objawionego. Chrześcijaństwo nie niszczyło zresztą cywilizacji pogańskiej, tylko podnosiło ją do wymiaru nadprzyrodzonego, kierując ku Niebu to, co istniało już jako fundament w postaci prawa naturalnego. Złotym Wiekiem Christianitas było zachodnie średniowiecze, które umiało wcielić w życie społeczne – odziedziczoną po Platonie i oświetloną prawdą Ewangelii – „teorię boskiego egzemplaryzmu”, która domaga się, iżby społeczeństwo ludzkie było w jakimś stopniu podobne do „społeczeństwa” Osób Boskich.

W hołdzie natchnionemu autorowi przytoczmy na koniec (za wspomnianym polskim przekładem) kilka wyimków z tego dzieła szczególnej urody, głębi duchowej i nieprzemijającej aktualności.

Kościół potrzebuje cywilizacji, jak dusza potrzebuje ciała, (…) jak żyznego pola; świat chrześcijański potrzebuje Kościoła jak światła. Kościół daje Chrześcijaństwu skarb łączności z Bogiem, posmak wieczności i oderwania od czasu; Chrześcijaństwo przekazuje Kościołowi swój związek z ziemią, swoje ludzkie cnoty i wpisanie w historię. Kościół ofiarowuje swój skarb na srebrnym półmisku; Chrześcijaństwo nosi go w glinianym naczyniu. Kiedy skarb będzie zagrożony, Chrześcijaństwo go osłoni.

Herezja luterańska rozwinęła się z subiektywizmu: związki duszy z Bogiem ustalają się w indywidualnej świadomości; żaden autorytet ludzki, nawet papieski, nie ma prawa ingerować w ten proces. Jest to negacja wszelkiej hierarchii i narodziny indywidualizmu, samo zarzewie rewolucji. Taka wolność religijna oparta na subiektywnej świadomości nie zna granic. Najważniejsze są szczere intencje jednostki. Odtąd odrzuca się interwencję jakiegokolwiek prawa, nawet jeśli wynika ono z wyraźnej woli Stwórcy. Chrześcijański porządek społeczny traci znaczenie i autorytet, a królowanie Chrystusa, zepchnięte na dno świadomości, pozostanie bez wpływu na porządek społeczny i polityczny, przystosowując się do aktualnych wymogów.

Dzisiaj naszym oczom ukazuje się godne pożałowania widowisko: chrześcijaństwo w agonii, wątpiące samo w siebie, nie jest w stanie odważnie przedstawić swego przesłania, nie jest w stanie wpisać go w obyczaje, sztukę i instytucje. Chrześcijaństwo (…) z uśmiechem porzuca zasady i wolno ewoluuje, schlebiając przeciwnikom Boga, oddając im ster kultury i cywilizacji. (…) Do tego stopnia odzwyczailiśmy się od rozpatrywania rzeczywistości doczesnej w świetle wiary, że sama idea polityki chrześcijańskiej niemal zupełnie zniknęła z refleksji współczesnego człowieka.

Organizacja Narodów Zjednoczonych to jedno wielkie bluźnierstwo. Jak inaczej nazwać jednoczenie ludzi poza Ojcem, który ich stworzył, poza Synem, który ich odkupił, poza Duchem Świętym, który jako jedyny może ich zjednoczyć w miłości?

Czy fenomen królewskiej władzy Chrystusa wspartej o świat doczesny należy kojarzyć wyłącznie z historycznymi uwarunkowaniami minionych epok? A może jest to tęsknota niektórych uczniów Chrystusa za restauracją dawnego świata? Prawda jest zupełnie inna. Jezus Chrystus, za przyczyną swej boskiej natury, sprawuje niczym nieograniczoną władzę nad światem. Można nawet powiedzieć, że był królem, zanim stał się kapłanem. Syn Boży wkracza do ogrodu stworzenia jako król i władca. Jest kapłanem i ofiarą przebłagalną ze względu na grzech człowieka, dla naszego zbawienia. Jest królem z samej Swej istoty.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.