Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Dusza reakcjonisty

Dusza reakcjonisty

Adam Danek

Nie jest tajemnicą, iż konserwatyści na ogół brzydzą się mentalnością współczesnego człowieka. Sposób, w jaki on myśli i określa swój stosunek do świata postrzegają jako rezultat duchowej degrengolady rodzaju ludzkiego, poszukując zarazem dróg jej przezwyciężenia. I vice versa – człowiek współczesny, uważający za normalny i naturalny stan rzeczy to, w czym konserwatyści widzą degenerację, ma ich albo za nieszkodliwych ekscentryków, albo za zwykłych czubków, albo też za przepełnionych złymi zamiarami ponurych wrogów tego, co uznaje za swój chlubny dorobek: demokracji, pluralizmu, tolerancji etc. Tak czy owak, ich postawa pozostaje dlań zasadniczo niezrozumiała. Dlatego szydzi z niej, wmawiając konserwatystom, że są marzycielami i utopistami, że zamiast przyjmować świat, jaki jest, obrażają się na niego. Niniejszy szkic chcę poświęcić objaśnieniu przyczyn ich rzekomego „obrażenia się”. Jego przyczyny nie tkwią bowiem – jak się często sądzi – w anachronicznym przywiązaniu do pewnych instytucji, ustroju politycznego lub społecznego ani epoki historycznej, lecz znacznie głębiej. Przyczyny te są natury duchowej. Konserwatysta wciąż zachowuje sposób przeżywania rzeczywistości, który dzisiaj dla ludzi nie stanowi już nawet odległego wspomnienia. Dlatego ma wszelkie powody, by we współczesnym świecie czuć się obco.

Na potrzeby mojego objaśnienia pozwolę sobie wziąć w nawias rozróżnienia pomiędzy konserwatystami a archaistami (reakcjonistami). Problem ów nie doczekał się rozstrzygnięcia; nauka anglosaska skłania się do uznania reakcjonizmu za odmianę konserwatyzmu, podczas gdy nauka francuska traktuje je jako dwie zupełnie odmienne filozofie. Aby jednak nie zaciemniać wywodu, zignoruję tę dystynkcję (przy pełnej świadomości jej istnienia). Za każdym razem, kiedy wspomnę o konserwatystach, będę mieć zarazem na myśli archaistów, choć dopuszczam się przez to uproszczenia.

I

Prezentację specyfiki konserwatywnego stylu myślenia dokonać można, odwołując się do ustaleń wybitnego religioznawcy i filozofa kultury prof. Mircei Eliadego (1907-1986), zaliczanego często do tzw. tradycjonalistów integralnych. Eliade dał bodaj najpełniejszy opis umysłowości człowieka tradycyjnego1 i zestawił ją z umysłowością nowoczesnych ludzi. Pierwsza stanowi biegunowe przeciwieństwo drugiej.

Człowiek nowoczesny za jedyne rzetelne narzędzia poznania rzeczywistości uznaje intelekt i zmysły (jego ponowoczesny synalek zwątpił i w nie, dochodząc do wniosku, że rzeczywistość nie ma sensu, o ile w ogóle istnieje). Nie ma zjawisk przekraczających ludzką zdolność pojmowania; nie istnieje nic, czego rozum jednostki nie mógłby wyjaśnić działaniem ziemskich, doczesnych przyczyn, a jeśli czegoś nie da się zobaczyć, dotknąć i zmierzyć, to mamy do czynienia z wymysłem lub złudą. Człowiek tradycyjny również posługuje się poznaniem rozumowym i zmysłowym, ale ich nie absolutyzuje i nie daje im wyłączności. Poza nimi znane mu są poznanie intuitywne, mistyczne, ekstatyczne itp., przy czym nie oddziela on od siebie poszczególnych rodzajów poznania, lecz stosuje je jednocześnie: przeżywa rzeczywistość w sposób całkowity, wszystkimi warstwami swej duszy.

Człowiek nowoczesny rozbiera świat na części, chcąc zrozumieć jego funkcjonowanie. Świat jawi mu się atomistycznie: jako mnóstwo odrębnych obiektów, które wchodzą ze sobą we wzajemne oddziaływania; żeby go poznać, należy badać konkretne zależności pomiędzy poszczególnymi obiektami i na ich podstawie formułować ogólniejsze wnioski. Co za tym idzie, człowiek nowoczesny nie uznaje istnienia prawdy (absolutnej), a dopuszcza co najwyżej prawidłowości (ograniczone, względne). Człowiek tradycyjny dostrzega w świecie ład, który przenika wszystkie jego poziomy, ogarnia wszystkie obiekty i porządkuje ich wzajemne relacje według wzorca starszego niż cokolwiek z rzeczy ziemskich, wzorca o Boskim pochodzeniu. Wie zatem, iż istnieje prawda – nawet jeśli w danym momencie nie może jej w całości ogarnąć– i ma ona charakter ponadczasowy. Pełnię bytu zapewnia poszczególnym obiektom wyłącznie zajmowanie przez nie właściwego miejsca w porządku świata. Skoro ład jest tożsamy z prawdą oraz bytem, wszelka jego kontestacja oznacza pogrążanie się w niebycie i fałszu. Człowiekowi nowoczesnemu świat jawi się przede wszystkim jako wielość, człowiekowi tradycyjnemu – jako organiczna jedność i całość.

W kwestii rozumienia świata przez człowieka nowoczesnego kluczowa kategoria to pojęcie – arbitralny twór jego własnego intelektu, o znaczeniu nadanym umownie (można je więc dowolnie przerabiać, odrzucać stare, wymyślać nowe etc.), w którego ramy wtłacza następnie rzeczywistość sztucznie porozbijaną na części pierwsze. Dla człowieka tradycyjnego kluczowa kategoria to symbol – ukazujący bezpośrednio istotę rzeczywistości, a raczej będący zarazem rzeczywistością i jej przedstawieniem. Świat jest pełen symboli, wzajemnie ze sobą powiązanych; w każdej części porządku odbija się jego całość. Człowiek nowoczesny myśli na sposób analityczny i pojęciowy, człowiek tradycyjny – na sposób syntetyczny i symboliczny.

Wszystkie te duchowe cechy mają określone skutki w podejściu ich obu do społeczeństwa. W człowieku tradycyjnym tkwi głęboka świadomość, że instytucje i więzi społeczne muszą odzwierciedlać wieczny, metafizyczny wzorzec; każda próba jego ulepszenia czy zastąpienia wymyślona przez ludzi wiedzie prędzej czy później do rozpadu społeczeństwa. Dla człowieka nowoczesnego nie ma żadnego obiektywnego ładu, więc rzeczywistość społeczną można organizować wedle woli na różne sposoby, zaprojektowane przez racjonalną jednostkę lub uzgodnione przez wiele jednostek2.

II

„Konserwatywny umysł” – jak w swej klasycznej pracy nazwał go jeden z jego posiadaczy Russell Kirk (1918-1994)3 – w znacznej mierze pokrywa się ze skrupulatnie przez Eliadego przebadanym umysłem człowieka tradycyjnego. Znawca myśli konserwatywnej prof. Bogdan Szlachta (ur. 1959) określa jej styl mianem „myślenia całościami”. Konserwatysta ogląda rzeczywistość nie z punktu widzenia jednostek kierujących się własnym widzimisię, lecz z punktu widzenia żywych, uporządkowanych pomiędzy sobą całości-wspólnot: rodzin, wolnych korporacji, prowincji, narodów, państw, kultur, Kościoła. Wizja społeczeństwa jako zbieraniny wolno fruwających cząsteczek musi mu się wydawać nihilistyczna – niszczycielska i heretycka. Jak wskazuje prof. Szlachta, konserwatyzm posiada charakter „antyteoretyczny”4, tzn. pozostaje wrogi ideologiom, głoszącym, iż człowiek może zapanować nad światem przy pomocy skonstruowanych przez siebie teorii, które mają go wyjaśniać i reguł działania pozwalających go zmieniać. Nawet bardzo umiarkowany zachowawca prof. Stanisław Estreicher (1869-1939) stwierdza, iż „społeczeństwa ludzkie są tworem najwyższej woli światem rządzącej, a ich celem jest cel metafizyczny, od świadomości intelektualnej jednostki niezależny”, iż cel ów ogarniają „jednostki lepiej swoim uczuciem, aniżeli rozumieją intelektem”, toteż niemożliwa do zlekceważenia jest „przewaga pierwiastków emocjonalnych i irracjonalnych nad racjonalistycznymi w życiu społecznym, nieśmiertelnych nad śmiertelnymi”5.

Zasady konserwatywne wyprowadzone są wprost z porządku świata, którego część stanowi niezmienna natura człowieka i społeczeństwa, niemożliwa ani do zignorowania (jak chciałby liberalizm), ani do ulepszenia (jak chciałyby wszelkiej maści determinizmy). Konserwatyzm oznacza więc obronę tego, co naturalne przed majstrowaniem przez zadufanych w sobie poprawiaczy Pana Boga. Dlatego lord Cecile Hugh widzi w nim „skłonność, tendencję ludzkiego umysłu”6. Wincenty Kosiakiewicz (1863-1918) źródeł konserwatyzmu szuka wprost we wrodzonych ludzkich odruchach. O ile katolicyzm należy w pełni do sfery kultury i może być praktykowany wyłącznie świadomie, o tyle konserwatyzm należy do sfery natury i można go realizować zupełnie instynktownie: „Ileż w konserwatyzmie instynktów. Własność jest instynktem człowieka. I popęd do rodzinnego życia jest instynktem. I gromadne, towarzyskie życie ludzi jest instynktem. I tworzenie się klas, mających solidarne interesy, i tworzenie się władzy, walczącej z chaosem społecznym, ze zbrodniczymi porywami ludzkiego zwierzęcia – to instynkty. I język, narzędzie porozumienia się ludzi, jest instynktem (…)”7. Człowiek żyje tym wszystkim spontanicznie. Opisany przez Eliadego człowiek tradycyjny nie pisał przecież traktatów o różnicach między myśleniem pojęciowym a symbolicznym albo o wyższości społeczeństwa organicznego nad zatomizowanym, w ogóle nie znał takich terminów – po prostu działał zgodnie ze swą naturą.

Czy tak jest nadal? Nie. Tak było, dopóki szerokiego wpływu nie zyskali rewolucyjni ideolodzy ze swymi pytaniami: a właściwie po co własność? a niby dlaczego życie rodzinne? a może by tak społeczeństwo bezklasowe? a czyja jest ta władza i dlaczego? a kto każe się wstydzić porywów zwierzęcia w sobie? Swą sofisterią nauczyli ludzi wątpić w rzeczy oczywiste; wmówili im, że to, co od niepamiętnych czasów było dla nich zupełnie naturalne, zostało sztucznie narzucone, naturalne zaś jest to, co sami wymyślili i zawarli w swych doktrynach. W rezultacie współczesny człowiek z jednej strony ma dojmujące poczucie kompletnego wykorzenienia, a z drugiej wierzga na samą myśl o poddaniu się jakiemukolwiek ładowi – i, żeby było zabawniej, nie dostrzega pomiędzy tymi faktami żadnego związku. Co ciekawe, o ile oświeceni mędrkowie minionych epok zachęcali człowieka do dekonstrukcji dawnego porządku za pomocą własnego rozumku, o tyle ich obecne odpowiedniki raczej zniechęcają go do krytycznej refleksji nad stanem, w jaki się w ten sposób wprawił – bo jeszcze doszedłby do wniosku, że z tego stanu trzeba się podźwignąć, a wtedy los najdonioślejszych zdobyczy postępu mógłby stanąć pod znakiem zapytania.

Zdaniem Kosiakiewicza to wydźwignięcie się z upadku wymaga „uświadomienia” konserwatyzmu, przeniesienia go ze sfery natury w sferę kultury8. By odzyskać równowagę ducha, odbudować swą tożsamość, na powrót zanurzyć się w prawdzie, człowiek współczesny musi się nauczyć świadomie żyć tak, jak człowiek tradycyjny żył spontanicznie. Musi na powrót odnaleźć duchową jedność z metafizycznym porządkiem, wpasować się weń. Jak wskazuje Eliade, na tym właśnie dla człowieka tradycyjnego polegała wolność – na włączeniu się w Boski ład, co z dzisiejszą, porewolucyjną koncepcją wolności nie tylko nie ma nic wspólnego, ale jest jej przeciwstawne9. Jedynie uczestnictwo w owym ładzie, w którym wszystko ma swe miejsce, swój czas i swój sens, gwarantuje człowiekowi wolność od złych zachcianek, ulotnych obiektów pożądania, demagogicznych wpływów i tyranii tłumu. Prawdziwa wolność wymaga odbudowy prawdziwego porządku, najpierw we własnym wnętrzu, a następnie w otaczającym świecie. To też, jak sądzę, czynią lub czynić powinni konserwatyści.


1 Sam Eliade, o ile wiem, nie posługiwał się tym terminem, pisał zaś o człowieku kultur archaicznych, człowieku kultur orientalnych itp.

2 Mircea Eliade „Kosmologia i alchemia babilońska” Warszawa 2000, s.17-48; tenże „Traktat o historii religii” Warszawa 2000, s.48-50, 145, 175-176, 188, 209; tenże „Obrazy i symbole. Szkice o symbolizmie magiczno-religijnym” Warszawa 1998, s.11-64; tenże „Mit wiecznego powrotu” Warszawa 1998, passim.

3 Russell Kirk „The Conservative Mind: From Burke to Eliot” Washington 1985.

4 Bogdan Szlachta „Polscy konserwatyści wobec ustroju politycznego do 1939 roku” Kraków 2000, s. 12-13.

5 Tamże, s. 11, przyp. 3.

6 Adam Wielomski, „Filozofia polityczna francuskiego tradycjonalizmu”, Kraków 2003, s. 37

7 B. Szlachta, „Polscy konserwatyści…”, s. 42, przyp. 3.

8 Tamże.

9 M. Eliade „Kosmologia i alchemia babilońska”, s. 53.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.