Faszyzm cz. 3

Jacek Bartyzel

III. INTERPRETACJE

Interpretacji f. jest bez liku: tylko do 1985 powstało około 40 000 opracowań na jego temat, można więc śmiało założyć, że do końca XX wieku liczba ta co najmniej podwoiła się, wszelako ogromna część tej literatury stanowi bezwartościową makulaturę — propagandową lub/i prezentystyczną, częstokroć sprowadzającą się do bezmyślnego etykietowania mianem „faszysty” kogo popadnie (np. książka Waltera Laqueura Faszyzm. Wczoraj * Dziś * Jutro, gdzie, jeśli chodzi o Polskę współczesną, obiektami „inwigilacji” potencjalnych przynajmniej „faszystów” są m.in. … Lech Wałęsa i Kościół katolicki — bo zaangażował się w tak „kontrowersyjne inicjatywy”, jak zakaz dokonywania aborcji), tudzież wynajdywania mniemanych prekursorów f. (chyba swoisty rekord w tej dziedzinie ustanowił — zainspirowany „demaskatorskim” dziełem Karla R. Poppera: Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie — Paul M. Hayes, który za „prefaszystów” uznał m.in.: Heraklita, Platona, Arystotelesa, Machiavellego, Bodina, Hobbesa, Hegla i A.H. Müllera, a zatem niemal całą europejską filozofię polityki), a nawet do pospolicie barbarzyńskiego hasła „niszcz faszyzm!”, gdzie rzeczywisty, choć ukryty, akcent intencjonalny pada na słowo „niszcz” — dokładnie przeciwnie do przestrogi niezależnego socjalisty, George`a Orwella, aby przynajmniej dopóty nie mamy jasnej i powszechnie uznanej definicji f., używać tego określenia „nieco bardziej oględnie” i nie degradować go do rangi wyzwiska (I ślepy by dostrzegł, Kraków 1990, ss. 122, 129); osobną a ogromną część tego interpretacyjnego śmietnika stanowią „rozeznania” wypływające z ideologicznego „talmudu” marksistowsko-leninowskiego: „Komuniści często używają określenia 'faszystowski' jako terminu obraźliwego; nie oznacza to 'faszystowski' w ścisłym znaczeniu tego słowa, lecz ma zdyskredytować osoby lub grupy, które z jakichkolwiek powodów przeszkadzają komunistom w ich zamiarach. Słowo to używane jest także często jako inwektywa przez ludzi o mętnych poglądach 'lewicowych', z których wielu z powodu młodego wieku nigdy osobiście nie cierpiało ani nie znalazło się w poważnym niebezpieczeństwie wskutek faszyzmu” (H. Seton-Watson, Faszyzm, prawica, lewica [1966], [w:] Faszyzmy europejskie (1922-1945) w oczach współczesnych i historyków, Warszawa 1979, s. 389); szereg autorów zdaje się uważać za swój obowiązek rezygnację, w tym wypadku, z wymogu badania i pisania sine ira et studio, a dawania upustu swojej odrazy i nienawiści do f., a przecież naukowy obiektywizm, również w stosunku do f., „nie jest równoznaczny ani z olimpijską, wyniosłą obojętnością, ani z bojaźliwym wyliczaniem 'dobrych' i 'złych' cech”, lecz „stanowi on próbę zrozumienia zjawiska — a więc odtworzenia jedności przedmiotu równocześnie z ujawnieniem istniejących różnic. U podstaw tego obiektywizmu leżeć musi możliwość 'dopuszczenia do głosu' samego przedmiotu i wszystkich jego wybitnych przeciwników w szerokim sensie tego słowa i nieprzyjmowanie w sposób bezkrytyczny stanowiska jednej ze stron jako ostatecznej zasady własnej oceny. Niedostatki poszczególnych prób wynikają wówczas z osobistych słabości tych, którzy je podejmują, nie stanowią natomiast argumentu przeciwko obiektywizmowi, który również wtedy, gdy jest konieczny z punktu widzenia nauki, pozostaje obiektywizmem ludzkim i ograniczonym” (E. Nolte, Faszyzm jako charakter epoki [1963], [w:], Faszyzmy…, s. 362); do zdrowego rozsądku apelował, wołając jednak na puszczy, politolog z Uniwersytetu Hebrajskiego — Zeev Sternhell: „Kiedy Mussolini i Leon Blum, Franklin D. Roosevelt, Franco i José Antonio, Codreanu, Piłsudski, Henri de Man, Joseph McCarthy i Charles de Gaulle, każdy i wszyscy po kolei byli obdarzani etykietkami: faszysta, cóż wówczas mógł faszyzm oznaczać? I tak długo, jak socjaliści byli komunistom znani jako socjalfaszyści, podczas gdy pruscy junkrzy, włoscy konserwatyści albo francuski ruch Ognistego Krzyża byli piętnowani jako faszyści przez tych samych ludzi, których Togliatti, Thorez i Thälmann demaskowali jako faszystów, jak było możliwe, nawet dla większości politycznie doświadczonych ludzi rozpoznać, co faszyzm w rzeczywistości oznacza?” (Fascist Ideology, [w:] W. Laqueur, Fascism. A Reader`s Guide, Cambridge 1991, s. 315); do rzadkości u historyków orientacji lewicowej należy stwierdzenie — naznaczonego przecież traumatyzmem doświadczeń swojej rasy — De Felicego, iż f. „reprezentował w jakimś stopniu, przynajmniej w początkach swego istnienia, powszechne żądanie, aby przywrócić rangę człowieczeństwa zagrożonego przez kryzys spowodowany zmianami gospodarczymi i społecznymi, jakie wywołała wojna” (Interpretacje faszyzmu, Warszawa 1976, s. 29); co więcej, dokonane przezeń oddzielenie ruchu faszystowskiego od reżimu faszystowskiego spowodowało lawinę (ponad 100) obelg i pomówień o dokonywanie rehabilitacji f., wobec tego wzorcowo sumiennego badacza, tudzież sugestii (G. Gerrara), że wskutek poświęcenia życia takiemu tematowi jest on „troszkę nienormalny”, którą to kampanię wyhamował — co też należy mu oddać — dopiero komunista Giorgio Amendola; w podobnym duchu, polska badaczka zauważa, iż stereotyp f. jako „fenomenu, który zaszokował świat potwornym okrucieństwem i barbarzyństwem […] nie umożliwi zrozumienia czy wyjaśnienia jego istoty”, a f. „w okresie dojrzewania […] był […] nadzieją […] sił zorientowanych antykomunistycznie” (O. Hinz, Cywilizacyjna interpretacja faszyzmu, Toruń 1996, s. 5); usprawiedliwieniem dla odstępowania od obiektywizmu nie może być zatem także ogrom zbrodni popełnionych przez hitleryzm oraz te faszyzmy czy parafaszyzmy „lokalne”, których wyczyny (jak szowinistów ukraińskich z UPA, czy chorwackich „ustaszów”, którym przypisuje się wymordowanie aż 350 000 Żydów i Serbów) także sięgnęły poziomu ludobójstwa, ponieważ nie ma bezdyskusyjnych podstaw do utożsamiania nazizmu (i nieodłącznego odeń rasizmu) z f. tout court, ani do wyprowadzania jego ludobójczych praktyk z wielopostaciowej i niespójnej doktryny f.; Mussolini, Primo de Rivera czy Mosley nie byli winowajcami gazowania całych grup etnicznych w komorach Oświęcimia-Brzezinki czy innych obozów zagłady; analogicznie, ludobójstwo komunistyczne nie stanowi niezbitego dowodu zbrodniczości całego socjalizmu i nie obciąża wszystkich przedstawicieli jakiegokolwiek odłamu tego prądu; ludobójstwo francuskich jakobinów na Wandejczykach nie stanowi takiegoż dowodu zbrodniczości całego demoliberalizmu i nie obciąża wszystkich demokratów i liberałów; wreszcie, kilkusetletnia eksterminacja Irlandczyków nie prowadzi do uznania za zbrodniczą w ogóle monarchii angielskiej, a okresowe prześladowania chrześcijan przez niektórych cesarzy rzymskich nie spowodowały uznania Cesarstwa Rzymskiego za machinę zbrodni; jak zauważa E. Weber: „Z powodu braku dokładnej analizy faszyzmu i narodowego socjalizmu brak nam właściwych definicji obydwu tych ruchów i często je ze sobą mylimy. Tylko ignorant może jeszcze myśleć, że socjalizm i komunizm, choć mają wiele wspólnego, są jednym i tym samym. Ale nawet poważni naukowcy skłonni są mówić o 'niemieckim faszyzmie' i używać na przemian określenia faszyzm lub narodowy socjalizm” (Faszyzm jako połączenie prawicy i lewicy [1964], [w:], Faszyzmy…, s. 323); „totalna” w istocie konfuzja interpretacyjna ujawnia się już zazwyczaj na poziomie językowym (semantycznym), nie tylko w języku potocznym, ale i w niechlujnym prawodawstwie: konstytucje i kodeksy karne wielu dzisiejszych państw (łącznie z Polską) zabraniają propagowania f., ale ilekroć słyszymy o zatrzymaniu czy ukaraniu jakiegoś „propagatora”, okazuje się, że chodzi o osobnika (zazwyczaj o poziomie inteligencji imbecyla) malującego hitlerowskie swastyki, napisy „Żydzi do gazu”, czy w jakikolwiek inny sposób posługującego się symboliką nazizmu; znakomitą pożywką dla tak rozumianego „antyfaszyzmu” jest rozplenienie się pseudonaukowego „negacjonizmu”, którego przedstawiciele silą się dowodzić nieistnienia komór gazowych (albo niewykorzystywania ich do mordowania ludzi) w obozach zagłady; należy jednak zauważyć, że w przeciwieństwie do „negacjonistów Oświęcimia” nigdy i nigdzie nie ścigano administracyjnie i sądownie, ani nie stygmatyzowano piętnem publicznej hańby, „negacjonistów” Archipelagu Gułag: przeciwnie — wielu z nich (na czele z J.-P. Sartre`m) cieszyło się statusem nietykalnych i niekwestionowanych „autorytetów” moralnych.

Nie trzeba także być „negacjonistą” ani sympatykiem f., aby — w odniesieniu do f. w każdej jego postaci — dostrzec, że choć „prawdą jest, że działalność niemieckich narodowych socjalistów wiązała się z gwałtownymi metodami, które kojarzymy z faszyzmem”, to jednak „gwałt nie jest szczególnym przywilejem żadnego z tych ruchów” (tamże, s. 323); ustanowienie każdego nowożytnego typu reżimu (republiki, demokracji, socjalizmu, „dyktatury proletariatu”), po obaleniu monarchicznego ancien régime`u, kosztowało rzekę przelanej krwi, przynajmniej w tych krajach, które pierwsze (Francja, Rosja) wkraczały na tę drogę, albo (Hiszpania, Meksyk) napotykały szczególnie silny opór obrońców rodzimej tradycji; argument, iż f. zakłócił i obniżył parlamentarną „kulturę polityczną”, gdzie „głowy się liczy, a nie rozbija”, jest obłudny, jako że parlamentaryzm ów też został wprowadzony w drodze „rozbijania głów”, tyle że kilkadziesiąt, albo i sto lat wcześniej; na tym tle, paradoksalnie, sam „podbój państwa” był (we Włoszech) bezkrwawy, a w Niemczech nadto całkowicie zgodny z demokratycznym legalizmem; odmienność tkwi w tym, że terror narastał dopiero po zdobyciu władzy, a przejście nazizmu w stadium ludobójstwa stało się możliwe w warunkach wojny zewnętrznej (podczas gdy w Rosji czy w Chinach dokonywało się ono systematycznie w warunkach tak wojny domowej, jak w czasie pokoju); dowodzi to, że bez rozluźnienia hamulców i możliwości ukrywania ludobójstwa w warunkach wojennych, nawet w zdeprawowanym porządku prawnym III Rzeszy. przed wybuchem wojny realizacja Endlösung Żydów i Słowian nie byłaby możliwa, podczas gdy „klasowa” jurysprudencja bolszewicka dawała bezproblemowo możliwość ciągłego i masowego eliminowania „wrogów ludu”; świadectwo prawdzie daje też stwierdzenie Ernsta Noltego, we (wściekle atakowanym, m.in. przez J. Habermasa, za „bezczelne” porównywanie zbrodni hitlerowskich do stalinowskich) artykule Przeszłość, która nie chce odejść, że „Gułag był przed Oświęcimiem”, a każdy rodzaj i każda technika zbrodni (ludobójstwo, deportacje, obozy koncentracyjne), zastosowane przez hitlerowców, były stosowane przez inne (nie tylko komunistyczne) państwa i systemy, zarówno przed, jak i po powstaniu III Rzeszy — „z jednym wyjątkiem technicznej procedury zagazowania”, i że nie można też wykluczyć, iż Hitler i naziści popełnili wstrętny, „azjatycki czyn” ponieważ pamiętali zbrodnie, jakich od 1917 dopuszczali się bolszewicy, i mieli poczucie potencjalnego zagrożenia (Vergangenheit, die nicht vergehen will, „Frankfurter Allgemeine Zeitung” 6 VI 1986); równie mocny akcent daje (rozbieżny z Noltem w innych punktach) A. Piskozub: f. „wykoleił się w ideologię przemocy dopiero w zderzeniu z rosyjskim bolszewizmem” (Faszyzm w cywilizacji zachodniej jako ideologia kontestacji politycznej, „Arcana”, 34/2000, s. 85); faktem jest, iż f. wprowadził niespotykany w demokracjach parlamentarnych (choć znany tam już, werbalnie, z ust jej wrogów „z lewa”: zwłaszcza anarchistów i anarchosyndykalistów) ton gloryfikacji i egzaltacji przemocy, ale jej ofiarami byli również sami faszyści: w samym tylko okresie walk fasci z komunistami i socjalistami 1919-22 faszyści zabili około 1800 osób, ale też zginęło około 3000 „czarnych koszul”; nawet mając w pamięci, że w niektórych wypadkach zadanie śmierci było uzasadnione popełnionymi zbrodniami lub zdradą stanu, nie sposób nie zauważyć, że żaden ze współczesnych ruchów politycznych nie ma tak wysokiego jak f. wskaźnika zgładzonych, w ten lub inny sposób, swoich przywódców i ideologów; oprócz tych czołowych nazistów, którzy nie zdążyli (jak Hitler, Himmler, Goebbels, czy Ley) popełnić samobójstwa, i zostali skazani w licznych procesach, na czele z norymberskim, a także Mussoliniego, zginęli, zostali zamordowani bez sądu, lub skazani w pokazowych i dalekich od zwykłych reguł praworządności procesach, nieomal wszyscy „wodzowie”, a także teoretycy faszyzmów i parafaszyzmów europejskich; ich listę otwierają Hiszpanie: rozstrzelani na początku wojny domowej (1936) w więzieniach Primo de Rivera i Ledesma Ramos oraz poległy Redondo; następnie zamordowani: 1938 Rumun Codreanu i 1940 Flamand van Severen; gros zabitych to ofiary „czystek” od 1944: we Włoszech Gentile, zamordowany 1944 przez komunistyczną bojówkę w biały dzień, w centrum Florencji; zamordowani 1945 Farinacci, Starace, Pavolini, Buffarini i Bombacci; we Francji, jako ofiara „mordu sądowego”, 1945 Brasillach i zmarły samobójczo Drieu La Rochelle; 1946 skazani na śmierć i rozstrzelani Bucard i Darnard; w Holandii stracony po procesie 1946 Mussert; w Norwegii również skazany na śmierć i rozstrzelany 1945 Quisling (jego prochy, na znak wiecznej hańby, umieszczono w Muzeum Zbrodni w Oslo); w Wlk. Brytanii skazany i rozstrzelany 1946 „lord Haw-Haw” (Joyce); na Węgrzech skazany i powieszony 1946 Szalási; w Jugosławii (wydany przez Amerykanów) 1947 marszałek Slavko Kvaternik; dochodzą do tego faszystowscy liderzy, którzy ponieśli śmierć z rąk faszystów (De Bono i Ciano, skazani w procesie werońskim), bądź nazistów (Belg Hoornaert, Francuzi: Valois, Deloncle i, prawdopodobnie, Doriot oraz wymienieni wyżej polscy ONR-owcy); osobną kwestią jest sposób potraktowania poety Pounda, aresztowanego i przetrzymywanego kilka miesięcy w warunkach skrajnego poniżenia — w klatce dla zwierząt umieszczonej w miejscu publicznym, gdzie musiał na oczach rozbawionej gawiedzi załatwiać potrzeby fizjologiczne, a następnie osadzonego na 12 lat w szpitalu psychiatrycznym (w „psychuszce” umieszczono także 86-letniego Hamsuna); powyższe wyliczenie nie obejmuje tych wszystkich polityków, dowódców i intelektualistów, prawicowych, lecz nie wyłącznie, którzy 1936-56, od Hiszpanii po Europę Wschodnią, zostali zamordowani (jak J. Calvo y Sotelo, R. de Maeztu, V. Pradera, Philippe Henriot), skazani w farsowych procesach na karę śmierci (jak ks. Tiso, marszałek Antonescu, gen. Emil Fieldorf czy Adam Doboszyński) lub dożywocie (jak marszałek Pétain czy Maurras) jako „faszyści” i „zdrajcy”, choć nie byli ani jednymi ani drugimi; fizyczna likwidacja elity faszystowskiej była zresztą jedynie „wierzchołkiem góry lodowej” gigantycznej „czystki”, przeprowadzanej od 1943 pod hasłem „defaszyzacji” i „denazyfikacji” w całej Europie, od Pirenejów po Dniepr, przez uczestników „koalicji antyfaszystowskiej”, także pośród narodów (jak Polacy i Jugosłowianie) będących teoretycznie pełnoprawnymi uczestnikami tej koalicji; przeprowadzały ją zarówno bezpośrednio siły okupacyjne (sowieckie na Wschodzie, anglo-amerykańskie na Zachodzie), jak i kolaborujące z nimi siły miejscowe i ich agendy państwowe, a na własną rękę — w szczególności we Włoszech i we Francji — partie komunistyczne i ich bojówki; częstokroć, by zostać ofiarą tych samosądów, nie trzeba było być faszystą, ani nawet mieć cokolwiek wspólnego z polityką, a jedynie narazić się prywatnie oprawcom; nie podejrzany o sympatię do f. R. Eatwell stwierdza bez ogródek: „Komuniści szczególnie brutalnie rozprawiali się z resztkami zwolenników Mussoliniego […]. Ponadto wielu byłych faszystów osadzono w więzieniach, często bez formalnego oskarżenia. Jeszcze częściej byli bici, a także poniżani. Wyrównywano stare rachunki. Na przykład pewien lewicowiec z Turynu zmuszony do wypicia oleju rycynowego zamknął w butelce własne ekskrementy; po wyzwoleniu zmusił swego faszystowskiego oprawcę, by wypił to 'wino'” (Faszyzm. Historia, Poznań 1999, s. 314); we Włoszech liczba zamordowanych ofiar samosądów 1943-46 wyniosła od 10 000 do 15 000; nieco ograniczył jej rozmiar i nagiął do procedur sądowych 1945 Wysoki Komisarz ds. epurazione — Nenni; sądy wydały około 1000 wyroków śmierci, z czego jednak wykonano tylko 50; przed amnestią 1946 liczba więźniów wynosiła około 50 000; jeszcze szerszy zasięg miała épuration we Francji: największe rozbieżności panują co do rozmiarów czystki „dzikiej”, prowadzonej przez bojówki Thoreza; być może podana przez ministra spraw wewnętrznych (socjalistę) A. Tixiera liczba 110 000 „spontanicznych” egzekucji pomiędzy VI 1944 a II 1945 jest zawyżona, ale z kolei cyfra 10 522 podana 1952 przez ministra sprawiedliwości (chadeka) P.-H. Teitgena jest na pewno grubo zaniżona; najpoważniejszy historyk épuration — Robert Aron szacuje ją na 40 000; czystka „urzędowa” objęła z kolei, w różnych formach, około 2 mln ludzi, z czego 1 mln pozbawiono wolności, kilkaset tysięcy utraciło pracę, 158 000 objęto śledztwem, 110 500 stanęło przed sądem, na karę śmierci skazano 7040 osób (wykonano 784 wyroki), na dożywotnie ciężkie roboty — 2772, na terminowe kary ciężkich robót — 10 434, na czasowe kary więzienia — 26 529, na okresowe pozbawienie praw publicznych i honorowych — 57 852 (dane za: H.-R. Lottman, L`épuration 1943-1953, Paris 1986); nadto, w latach 90. rozpoczęło się ponowne (sic!) osądzanie tych samych osób (np. Paula Touviera), tym razem na podstawie odwróconego kryterium rasistowskiego; w Holandii aresztowano ponad 120 000 osób, orzeczono 14 000 wyroków więzienia, 154 wyroki śmierci (wykonano 40) i 40 000 pozbawienia praw obywatelskich; w liczącej zaledwie 3 mln mieszkańców Norwegii aresztowano 95 000 osób, wydano 18 000 wyroków więzienia i 131 śmierci (z czego 45 wykonanych), a 30 000 osób zostało pozbawionych praw obywatelskich i majątku; rekord w rzeziach pobito w Jugosławii, gdzie 300 000 ustaszów zostało zmasakrowanych przez komunistów Tito; najtragiczniejszym paradoksem „epuracji” jest jednak to, że pod pozorem „defaszyzacji” i „rozprawy ze zdrajcami” niszczono nie tylko i nie tyle f. czy „kolaborantów”, ile po prostu nie wytrzebione dotąd jeszcze resztki „starej Europy” chrześcijańsko-monarchiczno-arystokratycznej, i ostatnie w niej ślady „reakcji”, która mogłaby zagrozić panowaniu „postępu” oraz kondominium sowiecko-amerykańskiemu; znamienne, że pod gilotynę „defaszyzacji” poszły nie tylko monarchie w krajach „wyzwolonych” przez Armię Czerwoną i lokalnych komunistów (Węgry, Rumunia, Bułgaria, Jugosławia, Albania), ale również (w sfałszowanym referendum 1946) we Włoszech; z punktu widzenia celu „czyścicieli”, nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy mordowaniem walczących z Niemcami „faszystów” z Armii Krajowej, a mordowaniem francuskich rojalistów, nacjonalistów, czy nawet faszystów, walczących z bolszewikami; oczywiście poziom zinstytucjonalizowanego terroru w krajach zawładniętych przez Stalina był niepomiernie wyższy od represji w krajach zachodnich, i podczas gdy pierwsze z nich utraciły niepodległość, a niektóre (kraje bałtyckie) nawet formalną odrębność państwową, i został im narzucony polityczno-gospodarczy system komunizmu, to drugie spadły jedynie do rangi „przyjaciół-klientów” hegemona — USA, to jednak zasadniczy sens „czystki” wszędzie podporządkowany był (poprzez zniszczenie tradycyjnych elit i ich politycznego znaczenia) utwierdzeniu pax sovietico-americana i zapobieżeniu temu, by Europa mogła kiedykolwiek odzyskać przodującą rolę w świecie.

H.R. Trevor-Roper zauważa, że f. „jest wprawdzie ograniczony w czasie i miejscu, ma w historii powszechnej wyraźny początek i wyraźny koniec, wydaje się łatwy do zdefiniowania, ale ta jednolitość, ta definicja zostały mu sztucznie narzucone. Pod jedną nazwą kryją się setki rozmaitych odmian. Abstrakcja, bardzo dogodna jako inwektywa, jest zupełnie nieprzydatna dla definicji. W porównaniu, komunizm, jego ideologiczna antyteza, choć bywa również epitetem obraźliwym, jest jasny i dokładnie określony. Poprzez wszystkie herezje i odchylenia daje się sprowadzić do jednego źródła. Ma swoją doktrynę, czy dogmat, który daje się sformułować i którego tożsamość głoszą wszyscy jego zwolennicy na całym świecie. Faszyzmowi brak takich rygorów intelektualnych i uznanych proroków” (Zjawisko faszyzmu [1968], [w:] Faszyzmy…, s. 411); wynikająca stąd wielość i wielokrotnie wzajemna sprzeczność interpretacji f. przejawia się w uporczywie powracających i nigdy nie konkluzywnych, następujących (bez pretensji do ich wyczerpania) problemach-pytaniach: jak i przez co definiować f., jakie są jego cechy dystynktywne i które wchodzą koniecznie do, ogarniającego wszystkie jego wcielenia, „faszystowskiego minimum”? Czy istnieje doktryna f., czy też jest on jedynie chaotycznym „czynem bez ideologii”, ewentualnie pasożytującym na rozmaitych filozofiach politycznych i ideologiach? Czy f. jest bytem samoistnym, czy jedynie „reaktywnym”, a jeśli reaktywnym to na co: na demoliberalizm? na kryzys kapitalizmu? na bolszewizm? Czy jest on zakorzeniony w jakiejś tradycji (tradycjach), a jeśli tak, to w jakiej (w jakich), czy też może był modernistyczną „antytradycją”, a jeśli tak, to względem jak identyfikowanej tradycji: klasyczno-chrześcijańskiej? humanistycznej? oświeceniowo-liberalnej? Czy stanowi wytwór określonej cywilizacji — łacińskiej? bizantyjskiej?, i czy jest to nieuchronny produkt rozwojowy danej cywilizacji? Czy fenomen f. wyczerpuje się w płaszczyźnie polityki, czy też nosi on znamiona „świeckiej religii”? Czy był on prądem wyraźnie wyodrębniającym się spośród innych prądów ideowo-politycznych swego czasu, czy też przeciwnie — przenikającym się w osmozie z nimi, i to po obu skrzydłach spectrum ideowego, a może w ogóle powszechnie panującym, choć w różnym natężeniu, „duchem epoki”? Czy ukształtowany już system faszystowski stanowił jedną, co najwyżej szczególnie represyjną, z odmian „zwykłej”, autorytarnej dyktatury, czy też państwo faszystowskie to „coś więcej” i przeciwieństwo autorytaryzmu? Czy owo „coś więcej” winno być rozpoznawane i definiowane jako jedna (obok komunizmu, ewentualnie jakobinizmu i innych, bardziej lokalnych, systemów) z odmian „totalitaryzmu”, czy też „totalitaryzm” to pojęcie puste, albo faktycznie adekwatne jedynie w odniesieniu do nazizmu? Czy f., albo przynajmniej nazizm (jako „brunatny bolszewizm”), winien być łączony w bliźniaczą parę z komunizmem, czy też są to zjawiska z zupełnie różnych paradygmatów? Czy społeczna natura f. była klasowa czy ponadklasowa, a jeśli klasowa, to interesy jakiej klasy (klas) ruch ten reprezentował: wielkiej burżuazji? klas średnich? drobnomieszczaństwa? lumpenproletariatu? „lumpeninteligencji”? Czy w sensie ideowym f. był „prawicą” (a może nawet „skrajną prawicą”) czy „lewicą”, a może raczej „ani prawicą, ani lewicą”, lecz jakimś (jakim?) „centrum”, albo w ogóle „przezwyciężał” tę, anachroniczną już w XX wieku, diadę ideową? Czy był „autentycznie” rewolucyjny, czy też faktycznie kontrrewolucyjny i zachowawczy? Socjalistyczny i antykapitalistyczny, czy też „inaczej” burżuazyjny? Fundamentalnie antydemokratyczny, czy jedynie antydemoliberalny i antyparlamentarny, a „demokratyczny inaczej” (od demokracji liberalnej albo klasycznej)? Prymarnie nacjonalistyczny (jako „wyolbrzymiony” nacjonalizm), czy też — przynajmniej w logicznej konkluzji swego rozwoju — antynarodowy i uniwersalistyczny („europejski”)? Czy nazizm (a w konsekwencji antysemicki i antysłowiański rasizm) był kompletną i konsekwentną? uboczną i wynaturzoną? postacią f., czy też, zasadniczo różną i równorzędną, a jedynie w pewnych składnikach podobną do f. ideologią? Czy wreszcie f., jakkolwiek rozumiany, stanowi zamkniętą kartę historii, czy też przeciwnie — „wiecznie żywy”, objawia się w kolejnych przepoczwarzeniach i awatarach (neofaszyzm?, Nowa Prawica?, pewne „subkultury” młodzieżowe?), stanowiąc „zagrożenie” dla demokracji? postępu? cywilizacji? Europy? ludzkości?

Niektórzy badacze, ów interpretacyjny chaos próbowali opanować prezentując typologie interpretacji f., z których do najbardziej znanych i uznanych należą typologie Noltego i De Felice; Nolte, stosujący klucz ideowo-polityczny, rozróżnia interpretacje: chrześcijańską (f. jako neopogaństwo), konserwatywną (f. jako negacja tradycji przez masy), liberalną (f. jako jedna z form totalitaryzmu), nacjonalistyczną (f. jako produkt swoistego rozwoju historycznego niektórych narodów), marksistowską (f. jako klasowy produkt stosunków społeczno-ekonomicznych) oraz faszystowską autointerpretację; w poprzek podziału ideowego dzieli także te teorie na specyfikujące, czyli uznające f. włoski, i odpowiednio nazizm, za zjawiska niepowtarzalne, wyjątkowe i narodowe, i generalizujące, tj. poszukujące wspólnego dla wszystkich faszyzmów mianownika, a pośród tych drugich: etiologiczne (tj. szukające przyczyn zjawiska) i opisowe; wreszcie, jedne z teorii są heteronomiczne (tj. takie, które wyjaśniają f. przez odwołanie się do innych pojęć, jak militaryzm, dyktatura kapitału etc.), inne zaś autonomiczne (tj. akcentujące nowość i nieporównywalność fenomenu f. z istniejącymi wcześniej zjawiskami); De Felice wyodrębnia z kolei interpretacje „klasyczne” (f. jako „choroba moralna” Europy; jako produkt spóźnionych i nietypowych procesów rozwoju gospodarczego i zjednoczenia narodowego niektórych państw europejskich, z Włochami i Niemcami na czele; jako stadium schyłkowego kapitalizmu lub ostatecznego rezultatu walki klas); katolicką; „totalitarną” i „transpolityczną” (tj. Noltego), krzyżując je następnie z podziałem na interpretacje wypracowane przez nauki społeczne (psychospołeczną, socjologiczną i socjoekonomiczną); praktycznie należy także wyróżnić interpretacje powstałe przed i po wojnie, zróżnicowane oczywistą cezurą doświadczenia okrucieństw popełnionych w czasie jej trwania, a także te, które odnoszą się do f. w ogóle, i te, które interpretują wyłącznie „rdzenny” f. włoski, w świetle specyfiki historii społecznej i politycznej Włoch.

1. Autointerpretacje faszystowskie

Wszystkie autointerpretacje f. oscylowały pomiędzy biegunami woluntarystycznego „aktualizmu”, kładącego nacisk na poszukiwanie estetycznej swoistości „stylu” faszystowskiego, a usiłowaniem zakotwiczenia doktryny f. w formule społecznej, wyprowadzanej z „obiektywnych praw” rozwoju historycznego i społeczno-gospodarczego. Pierwszą tendencję — jeszcze za czasów reżimu faszystowskiego — wyrażał, i to ze szczególnie jaskrawą dezynwolturą, Curzio Malaparte (1898-1957), który (jeszcze jako Kurt Erich Suckert) sugestii „stylu renesansowego” przeciwstawiał „styl kontrreformacyjny” — wszelako ślizgając się właśnie jedynie po powierzchni skojarzeń: „Proroctwo Sorela, który przed dziesięciu już laty widział w Mussolinim reinkarnację naszego klasycznego typu kondotiera, jawi się dzisiaj, z naszego punktu widzenia, jako niestosowne. Albowiem wydaje się nam, że Mussolini należy raczej do tej wspaniałej rodziny odnowicieli praw katolickich (sic!), żołnierzy i proroków, rycerzy i męczenników, od której wziął imię straszny Ignacy Loyola, który był wodzem żołnierzy i zsiadał z konia, aby ująć krzyż” (L`Europa vivente. Teoria storica del sindicalismo nazionale, Firenze 1923, s. 33/34); tendencję drugą, w tej samej epoce, uosabiał natomiast historyk, który, zanim przyłączył się do f., stosował w swoich pracach metodologię marksistowską: Gioacchino Volpe (1876-1967); Volpego zajmowała zasadniczo geneza f., której nie poszukiwał zbyt daleko, bo jedynie w epoce Risorgimenta, czyli wysiłków zmierzających „do dania Italii pełnej świadomości narodowej, do stworzenia zjednoczonego państwa wraz z jego gorącym dążeniem do przyszłości godnej przeszłości”, ale jeszcze bardziej zwracał uwagę na dekady poprzedzające bezpośrednio przystąpienie Włoch do I wojny światowej, które cechowały „odnowicielskie impulsy […] karmione przekonaniem, że naród jest obecnie lepszy od swego rządu, że warstwy kierownicze wyczerpały się i należy zmienić ludzi i sposób rządzenia”; najważniejszy okazał się jednak ferment lat wojennych i tuż powojennych, ujawniający „kryzys starych partii, rewolucyjny interwentyzm, utratę prestiżu poszczególnych warstw i instytucji, […] głęboką świadomość problemów narodowych i społecznych, wywołaną przez wojnę u najlepszych jej bojowników, nacjonalistyczne rozdrażnienie i rozczarowanie zarówno eks-sprzymierzonymi, jak i rządem, który źle administrował majątkiem zwycięstwa, wznowienie i zaostrzenie się socjalistycznej ofensywy antywojennej oraz śmiałe nadzieje na natychmiastową i totalną rewolucję typu rosyjskiego; by wyjaśnić faszyzm, należy mieć na uwadze te wszystkie […] sprawy” (Storia del movimento fascista, Milano 1939, s. 20); jednocześnie Volpe zwrócił uwagę na czynnik społeczny rewolucji faszystowskiej, złożony z 2 elementów: młodzieży (dlatego rewolucja ta była dziełem nie tyle kombatantów, co ich dzieci) oraz drobnej i średniej burżuazji wiejskiej (popolo minuto), sympatyzującej z ideałami nacjonalizmu i posiadającej „zespół cech duchowych, możliwych do zaakceptowania […] także przez nieburżuazję” (tamże, s. 47), co ostatecznie pozwoliło f. zaprezentować się jako pierwsza włoska rewolucja ludowa.

„Pozytywną” i „konserwującą” cywilizację zachodnią — w przeciwieństwie do bolszewickiej, „negatywnej” i „destrukcyjnej” — specyfikę rewolucji faszystowskiej akcentował „przyłączony” do f. nacjonalista — Maurizio Maraviglia, który wywodził, iż f. „nie reprezentuje negatywnego momentu procesu historycznego i dialektycznego, w którym Bolszewizm miałby być momentem pozytywnym i konstruktywnym. Przeciwnie, Faszyzm powstał, aby przeprowadzić własną rewolucję, która jest rewolucją wybitnie konstruktywną, i tylko o tyle nabiera charakteru antybolszewickiego, o ile jej orbita spotyka się z orbitą rewolucji bolszewickiej. Faszyzm i Bolszewizm w swojej istocie są dwoma pojęciami rewolucyjnymi i dwoma ruchami rewolucyjnymi, powstałymi po rozkładzie systemu mieszczańsko-kapitalistycznego, który politycznie oznacza system liberalny i demokratyczno-parlamentarny. Jednakowoż pierwszy jest ruchem zmierzającym do odnowienia pewnych wartości, które, choć nie zostały odrzucone, były jednak zapomniane lub zdradzone przez stary świat burżuazji liberalnej, i dlatego jest rewolucją o charakterze europejskim, starająca się odnowić i przewartościować system kultury europejskiej. […] Drugi zaś dąży do zniszczenia tych zasadniczych wartości, chcąc zastąpić je zasadami innymi. […] Faszyzm i Bolszewizm to dwie rewolucje: jedna konstruktywna, o duchu europejskim, o podłożu idealistycznym; druga destruktywna, o duchu azjatyckim, o podłożu materialistycznym. Pierwsza dąży do podniesienia godności ludzkiej w Państwie korporacyjnym i indywidualności narodowych w systemie hierarchii i równowag międzynarodowych. Druga ciemięży osobowość człowieka aż do powszechnej niewoli politycznej i ekonomicznej, oraz niweczy indywidualności narodów systemem federalizmu międzynarodowego” (Antybolszewizm faszystowski, „Merkuryusz Polski Ordynaryjny” 32-33/1936, s. 958).

Doktrynalno-społeczny nurt autointerpretacji f. kontynuował w swoich powojennych pracach (My Answer, 1946; The Alternative, 1948) Oswald Mosley ; koncentrując się na zagadnieniach społeczno-gospodarczych tak dalece, że jego biograf (R. Skidelsky) uznał, iż przyjął on quasi-marksistowską logikę ekonomiczną, Mosley dążył jednak do syntezy pierwiastków materialnych, ideowo-politycznych i duchowych; za misję f. uznał przezwyciężenie każdej postaci materializmu, czyli odnalezienie gospodarczej „trzeciej drogi” pomiędzy kapitalistycznym liberalizmem i marksistowskim socjalizmem, to zaś prowadzi i do filozofii klasycznej, i do nauki chrześcijańskiej, z jej koncepcją służby, poświęcenia się dla sprawy i włączenia się jednostki we wspólnotę; na płaszczyźnie ustroju politycznego interwencjonizmowi gospodarczemu rządu odpowiada przejście od (pozornej) demokracji liberalnej do bezpośredniej (plebiscytowej), gdzie społeczeństwo w regularnych odstępach czasu akceptowałoby lub odrzucało rząd; Mosley dokonał także autokrytyki przedwojennego f. za zbytni nacjonalizm, i opowiedział się za pełnym zjednoczeniem „Narodu Europy” (już zresztą 1937 propagował Unię Europejską), motywując to zarówno względami natury gospodarczej (zbyt nikły rozmiar gospodarek narodowych w świecie zdominowanym przez 2 supermocarstwa), jak i politycznej (tylko „Europa Trzeciej Siły” będzie zdolna wyprzeć Amerykę i Rosję z kontynentu); musi to być jednak pełna integracja, a nie „żałosny kompromis federacyjny”; pod wpływem Mosleya międzynarodowa konferencja partii neofaszystowskich w Wenecji 1962 przyjęła Deklarację Europejską, która postulowała utworzenie Rządu Europejskiego.

Zupełnie odmienną — a krańcowo „estetyczną” — autointerpretację f. przedstawił najwybitniejszy powojenny intelektualista faszystowski, Maurice Bardeche (ur. 1909); deklarując się otwarcie jako pisarz faszystowski (je suis un écrivain fasciste) Bardeche dowodził, iż f. — pomimo posiadania 4 ideowych komponent: nacjonalistycznej, socjalistycznej, antykomunistycznej i autorytarnej, nie jest ideologią ani doktryną: „to wola tajemna i starodawna, wypisana w naszej krwi, w naszej duszy”, a „nosiciele idei faszystowskiej to ci, którzy silniej od innych, w bardziej desperacki sposób niż inni, wyczuwają ową tajemnicę życia i zdrowia, którą każdy gatunek biologiczny przechowuje jako najgłębszy instynkt swojego sumienia” (Qu`est-ce que c`est le fascisme?, Paris 1961, s. 164); „w każdym faszyzmie istnieje moralność i estetyka, jednakże ta moralność i ta estetyka mają charakter zdobywczy, toteż każdy faszyzm jest religią” (tamże, s. 128); zdaniem Bardeche`a, żadna konieczna i logiczna więź nie łączy f. ani z nazizmem, ani z rasizmem, toteż nie musi on brać na swój rachunek zbrodni popełnionych przez hitleryzm, natomiast winien być on zespolony z ideą tolerancji, „od której nazbyt długo był oddzielony” (tamże, s. 55); Bardeche — tak samo, jak niezliczeni obrońcy „socjalizmu idealnego”, którzy dowodzą, że idea Marksa i Lenina była prawdziwa i słuszna, a jedynie „zła praktyka” (zwłaszcza stalinizm) „socjalizmu realnego” ją wypaczyła — oddziela „faszyzm idealny” (będący także „prawdziwym socjalizmem”) od „faszyzmu realnego”; wszystkie aspekty wymagające potępienia, „z którymi obecny f. nie solidaryzuje się” (tamże, s. 14) wiążą się właśnie z f. „realnym”; nie chodzi tu jednak wyłącznie o zbrodnie, ale również o zdradę ideałów socjalistycznych, reprezentowanych przez (wyeliminowane przez Mussoliniego i Hitlera) skrzydła lewicowe (w nazizmie był to nurt reprezentowany przez braci G. i O. Strasserów), a (nazbyt późno) wdrożonych do realizacji dopiero w Republice Salo; „idealny” f., ewokowany w bardzo nietzscheańskich („dionizyjskich”) obrazach „silnego faszyzmu” (l`image forte du fascisme), podobnego „młodemu bogu”, to natomiast ideał mężczyzny — wojownika, odważnego, wspaniałomyślnego, wiernego, zdyscyplinowanego, przepojonego wiarą, jak rzymscy centurionowie, japońscy samurajowie, czy chrześcijańscy krzyżowcy, będący wszyscy „tylko wersjami geograficznymi i przypadkowymi” (tamże, s. 180) jednego i tego samego obrazu f., jakim jest „ład spartański”.

Inny francuski intelektualista, który, w przeciwieństwie do Bardeche`a, z f. zerwał definitywnie już 1938, przechodząc po wojnie na pozycje konserwatywno-liberalne, atoli działając również na płaszczyźnie federalizmu europejskiego — Alfred Fabre-Luce (1899-1983) zauważał, że słowo f. „nie miało nigdy jasno określonego znaczenia doktrynalnego. […] W moim ujęciu, oznaczało ono przede wszystkim pragnienie unowocześnienia. Świat zachodni był zbyt konserwatywny, zbyt 'prawniczy', zbyt rozkawałkowany […]. Przeciwko komunizmowi, który zmierzał do zniszczenia zdobyczy szacownej cywilizacji, poszukiwałem obrony prewencyjnej w innej rewolucji, która ustanowiłaby współpracę klas i narodów w ramach Europy. […] To, czego sobie życzyłem, zostało do pewnego stopnia zrealizowane. Począwszy od 1950 Europa organizuje się, aby stawić czoła sowieckiemu zagrożeniu. […] Ani liberalizm, ani marksizm: ta dewiza naszej epoki jest 'faszystowska', jednak nikt tak jej nie nazywa, ponieważ określenie to zostało zdyskredytowane przez zbrodnie nazistów” (Vingt-cinq années de liberté, Paris 1962, s. 162-3).

Autointerpretację „rozliczeniową” przedstawił faszysta lewicowy i „krytyczny” — Giuseppe Bottai, który we wspomnieniach Dwadzieścia lat i jeden dzień konstatował: „Dramat reżimów masowych polega przeważnie na tym, że większość (a w mniejszości, która posiada władzę kierowniczą, skupia się tylko mentalność i zapóźnienie większości) żyje w przeszłości, opierając się na zasadzie, która do wczoraj jeszcze dawała dobre rezultaty, a dzisiaj już nie; dławi się wezwania do powstania, kiedy sytuacja wymaga praw i zmiany porządku, w sumie stawia coraz bardziej i bardziej fałszywe akcenty” (Vent`anni e un giorno (24 luglio 1943), Cernusco sul Naviglio 1943, s. 14); jednak „nie żyje się dwadzieścia lat w reżimie totalnym, w którym każdy akt ma znaczenie polityczne, aby opuścić go według własnego widzimisię, kiedy wydaje się to stosownym. Reżimy tego typu niosą ze sobą wspólną odpowiedzialność historyczną, od której nie można się uchylić według własnej woli. Lecz właśnie dlatego odpowiedzialność tę muszą przeżyć i stawić jej czoła aż do samego końca ci, którzy ją podzielali choćby w najmniejszym stopniu” (tamże, s. 97); Bottai odrzucał jednak pojęcie 'totalitaryzmu', jako pozytywną autokwalifikację reżimu, ponieważ f. oznaczał dla niego „czysto włoską” oryginalność i awangardowość, a totalitaryzm — tyranię i uniformizację: „Z wprowadzeniem słowa 'totalitaryzm' do języka najpierw propagandy, później — po jego opracowaniu — do doktryny, nastąpił wyraźny zmierzch sensu organicznego, tego zróżnicowania w jedności, jakie przymiotniki 'faszystowski' i 'korporacyjny' niosły za sobą. A my staliśmy się prowincją jakiegoś totalitaryzmu, obcego założeniom naszego idealistycznego ruchu. Między nogami zaczęli się nam plątać wszyscy 'duce' i 'führerzy' całego wszechświata, poszukujący władzy. Staliśmy się żyrantami odpowiedzialnymi za reakcję, która uważała się za rewolucję. Wystarczyło nam, żeby jakiś watażka nazwał się 'autorytarnym', aby uznać go zaraz za człowieka z autorytetem; Rzym stał się Mekką wszystkich Mosleyów i Mussertów oraz Degrelle`ów i im podobnych” (tamże, s. 56).

2. Interpretacje marksistowskie

2.1. Komunistyczne

Dokonywane przez komunistów interpretacje f. były splotem kilku czynników: kurczowego trzymania się litery „talmudu” marksistowsko-leninowskiego, nakazującego postrzegać każde zjawisko przez pryzmat układu sił klasowych i „bazy” ekonomicznej; irytacji spowodowanej stanięciem przez f. w poprzek drogi ogólnoeuropejskiej rewolucji bolszewickiej; pragnienia ukrycia i zatarcia wszelkich podobieństw strukturalnych i ideologicznych rewolucyjno-masowego ruchu faszystowskiego do bolszewickiego.

Referent na IV Kongresie Kominternu, obradującego tuż po „marszu na Rzym” 5 XI — 5 XII 1922, Grigorij Zinowjew określił f. jako zjawisko reakcyjne i kontrrewolucyjne, niemniej wyraził pogląd, iż w ostatecznym rachunku wyjdzie ono na dobre „klasie robotniczej”, jako że obalając (co przewidywał) zarówno monarchię, jak i demokrację burżuazyjną, stworzy sytuację rewolucyjną; polemizował z nim Karol Radek, którego zdaniem zwycięstwo faszystów było największą porażką „proletariatu” od czasu rewolucji październikowej, sam zaś ruch faszystowski określił jako (drobnomieszczański) „socjalizm małego człowieka”; szef sekcji włoskiej — Amadeo Bordiga twierdził z kolei, że nie ma żadnej istotnej różnicy pomiędzy reżimami: burżuazyjno-demokratycznym a faszystowskim; podczas konferencji komunistycznej III 1923 we Frankfurcie Radek, w słynnej „mowie o Schlageterze” (Niemcu z okupowanego Zagłębia Ruhry, rozstrzelanym przez Francuzów za sabotaż), zastanawiał się nawet, czy ruch komunistyczny nie powinien wykorzystać rewolucyjnego potencjału niemieckiego nacjonalizmu (nb. już po latach — w Intervista sull`antifascismo, Bari 1976, s. 72 — Giorgio Amendola przyznał, że aż do 1924 włoscy komuniści porozumiewali się jeszcze z Mussolinim); oficjalne stanowisko Kominternu wyrażał referat Klary Zetkin na konferencji Komitetu Wykonawczego MK 12-13 VI 1923, gdzie f. oceniono jako szczególnie niebezpiecznego i groźnego wroga „proletariatu”, przyznając wszelako, iż nosicielem f. „nie jest nieliczna kasta, lecz szerokie warstwy społeczeństwa, wielkie masy, obejmujące również część samego proletariatu”, oraz że zawiera on „elementy rewolucyjne”, tyle tylko, iż zostały one „zwyciężone i spętane przez elementy reakcyjne” (Walka przeciwko faszyzmowi, [w:] Faszyzmy…, ss. 54-5, 62); w przeciwieństwie do rezolucji tej konferencji, podkreślającej, że f., choć stał się „niebezpieczną siłą kontrrewolucyjną w służbie burżuazji”, to jednak „do pewnego stopnia wykorzystywał żądania i programy proletariatu”, późniejsza o rok rezolucja V Kongresu MK stwierdzała już wyłącznie i pryncypialnie, iż f. jest „narzędziem w ręku burżuazji dla zwalczania proletariatu”; VII Plenum KW MK 1926 sformułowało również pojęcie „socjalfaszyzmu”, uznając, że w dobie „zaostrzania się walki klas” każde państwo burżuazyjne musi przybrać formę faszystowską.

Nieco bardziej indywidualne podejście reprezentowali w ruchu komunistycznym: August Thalheimer, który uznał f. za zjawisko pokrewne XIX-wiecznemu bonapartyzmowi, co zresztą pozwoliło mu określić (za VII Plenum MK) mianem faszystowskiej także dyktaturę Piłsudskiego (O faszyzmie [1930], [w:] Faszyzmy…, s. 117) oraz Włosi: Palmiro Togliattii Angelo Tasca ; Togliatti, choć 1928 głosił, iż f. jest „systemem reakcji całkowitym i najbardziej konsekwentnym” (A proposito del fascismo), to jednak później zmienił zdanie i bronił tezy, iż f. może przybierać różne formy, że jest on ruchem masowym, mobilizującym i burżuazję, i drobnomieszczaństwo, a nie „synonimem reakcji, terroru itp.”; że elementem wspólnym wszystkich ruchów faszystowskich jest „zaciekły nacjonalizm”, i że ideologia faszystowska stanowi „romantyczną” odmianę socjaldemokracji, „podkradającą” komunizmowi rozmaite pomysły (Podstawowe cechy dyktatury faszystowskiej [1935], [w:] Faszyzmy… , ss. 137, 141-2); Tasca wyraził (podobny do Volpego) pogląd, iż zdefiniować f. „to przede wszystkim napisać jego historię”; że nie ma f. „bez kryzysu ekonomicznego”; że jego główną bazę społeczną stanowią średnie klasy miejskie, a istotę — organizacja zbrojna; że choć „od samego początku” był on ruchem reakcyjnym, to jednak „nie jest reakcją w stanie czystym, lecz reakcją posługującą się metodami masowymi” (Faszyzm: narodziny i objęcie władzy [1938], [w:] Faszyzmy…, ss. 187-8, 194-6); najinteligentniejszy z komunistów — którego „metapolityczną” strategią zdobywania przede wszystkim „władzy kulturowej” karmi się obficie po dziś dzień cała, już nie tylko marksistowska, lewica — Antonio Gramsci, prócz wygłaszania typowych sloganów o „słudze kapitalizmu”, „agenturze kontrrewolucji” i rewolcie „najniższych warstw burżuazji”, spostrzegł jednak, że burżuazja tworzyła „niemą i utajoną opozycję” wobec f., a „tradycyjne siły burżuazyjne […] nie dały się okupować przez faszyzm” (Socialismo e Fascismo. L`Ordine Nuovo 1921-1922, Torino 1966, s. 299).

Przedsmak najbardziej „dojrzałej” retoryki interpretacyjnej epoki stalinowskiej dał — już w samym tytule: Faszyzm jako dyktatura rozpadającego się kapitalizmu (1934) — anglosaski bolszewik Rajani Palme Dutt, piętnujący szukanie wyjaśnienia zjawiska f. w jakichkolwiek innych kategoriach poza „obnażenie[m] jego podstawy klasowej”, i odkrywający, iż był on „od samego początku karmiony, żywiony, utrzymywany i subsydiowany przez wielką burżuazję, wielkich właścicieli ziemskich, finansistów i przemysłowców” (w: Faszyzmy…, s. 126); Dutt „zapomniał” jednak wyciągnąć podobnie daleko idące wnioski z faktu, iż przewrót bolszewicki też był „od samego początku” sfinansowany przez wielki kapitał finansowy z Wall Street, a następnie przez dziesięciolecia „karmiony, żywiony, utrzymywany i subsydiowany przez wielką burżuazję”, choćby za pośrednictwem takich „postępowych kapitalistów”, jak Averell Harriman. Przypieczętowaniem tej interpretacji i ustaleniem „kanonicznej” definicji f. w komunizmie był słynny referat Georgija Dymitrowa na VII Kongresie Kominternu 25 VII — 20 VIII 1935, gdzie f. został określony jako „jawna terrorystyczna dyktatura najbardziej reakcyjnych, najbardziej szowinistycznych i najbardziej imperialistycznych elementów kapitału finansowego”; „najbardziej reakcyjną” odmianą f. mianowany został niemiecki narodowy socjalizm, nie mający, jakoby, „nic wspólnego z socjalizmem”, zidentyfikowany natomiast jako „średniowieczne (sic!) barbarzyństwo” i „szturmowa kolumna międzynarodowej kontrrewolucji”; f. „to władza samego kapitału finansowego”, a nie drobnomieszczaństwa, to „zamiana jednej państwowej formy klasowego panowania burżuazji — demokracji burżuazyjnej — przez inną formę […]”, to „wściekła reakcja i kontrrewolucja”, a wymienioną z nazwisk triadę najbardziej „wściekłych” faszystów stanowią: Mussolini, Piłsudski i Hitler (Faszyzm a klasa robotnicza, [w:] Faszyzmy…, ss. 149-51, 153-4).

W okresie zmiany taktyki walki komunizmu z cywilizacją chrześcijańską na budowę „frontu ludowego” oraz (1941-45) współtworzenia tzw. koalicji antyfaszystowskiej, a następnie od czasu tzw. destalinizacji, oficjalna wykładnia f. i jej terminologia ulegały kosmetycznym zmianom; interpretacje samodzielne należały jednak do wyjątków: np. podziwiany przez Miłosza i Kołakowskiego „Tygrys” — Tadeusz Kroński, zanim jeszcze uznał, że z choroby „irracjonalizmu” należy leczyć Polaków przy pomocy kolb sowieckich karabinów, sformułował kilka interesujących spostrzeżeń na temat f., jak to, że pragnie on „nachalnie” zidentyfikować się z całą tradycją europejską; że nie ma on żadnego stałego (ideowego) punktu odniesienia, toteż mógłby się zwrócić również przeciw nacjonalizmowi, zniekształcić go i odrzucić, „aby na jego miejsce wprowadzić jakiś 'europeizm' lub po prostu 'aryjskość' i karać śmiercią za to, czego wczoraj żądał: za miłość do ojczyzny” (Faszyzm a tradycja europejska [1942-1943], [w:] Rozważania wokół Hegla, Warszawa 1960, s. 297); że jego „wyabsolutniona racja stanu” nie ma, wbrew pozorom, nic wspólnego z „makiawelizmem”, jako że cynizm Makiawela jest cynizmem hipotetycznym, opartym na doświadczeniu — radą, by „problematyka etyczna nie mąciła jasnej linii postępowania księcia”, a nie uniwersalną regułą, świadomie obrażającą poczucie etyczne ludzkości (tamże, s. 309, 331); ostatecznie, f. „nie jest doktryną, ale […] raczej postawą psychiczną, modyfikującą określone punkty składające się na doktrynę” (tamże, s. 345); również inny polski marksista — Franciszek Ryszka, przyznał, że „spiskowa” teoria Dymitrowa była „prymitywna”, gdyż „to nie wielki kapitał 'wymyślił' Hitlera i innych charyzmatycznych wodzów” (Przedmowa do: Państwo stanu wyjątkowego. Rzecz o systemie państwa i prawa Trzeciej Rzeszy, Wrocław 1985[3], s. 39), i w ogóle rzeczowo i wyczerpująco przedstawił dystynkcję pomiędzy f. a autorytaryzmem; jednak do samego końca istnienia „obozu socjalizmu i postępu” całe kohorty komunistycznych „uczonych” wywodziły, że interpretacja komunistyczna, mimo iż „nie wolna od błędów” czy ujęć „sekciarskich”, zawsze jednak była „jedynie słuszna”, w przeciwieństwie do „nauki burżuazyjnej”, która — również ex definitione — jest „niesłuszna”; naukowe „koła burżuazyjne”, albowiem, zainteresowane są głównie „odwracani[em] uwagi od niewygodnych im prawd historycznych”, a „prawdy o faszyzmie […] niewygodne są […] dla wszystkich klas posiadających, […] dla wszelkich niemarksistowskich ośrodków naukowych”, skąd prosty wniosek, iż „z góry można by przyjąć założenie, że nauka burżuazyjna uczyni w sprawie badań nad faszyzmem wszystko co możliwe i niemożliwe, z wyjątkiem tylko jednego: rzeczywistego odsłonięcia społecznych korzeni faszyzmu, wyświetlenia jego genezy, wyjaśnienia jego prawdziwej natury, dokonania ściśle zgodnego z prawdą opisu jego dziejów i poczynań oraz ich następstw. Krótko mówiąc, w dziełach nauki burżuazyjnej o faszyzmie spodziewać się można wszystkiego, z wyjątkiem tylko całej prawdy” (A.J. Kamiński, Faszyzm, Warszawa 1971, s. 8); „cała prawda” jest zatem nadal „objawiana” przez naukę „postępową” i lewicową — niekoniecznie już komunistyczną i „ortodoksyjnie” marksistowską, bo przesuwającą akcenty z ekonomicznej „bazy” na ideologiczną „nadbudowę”, ale obficie korzystającą z takich ustaleń, jak „reakcyjny” czy „skrajnie prawicowy” charakter f.; co więcej, ta rozmyta w ogólnym sosie lewicowości interpretacja f. (zidentyfikowanego nadto z nazizmem, i zdefiniowanego przez „skrajny nacjonalizm”, rasizm i antysemityzm) jako zjawiska wysuniętego „najbardziej na prawo”, i przez to właśnie będącego figurą Zła absolutnego (bo bycie „skrajnym prawicowcem” to, na przykład, „głoszenie nienawiści do obcych”, albo „negacjonizm” oświęcimski), stała się „standardem”, wbijanym codziennie do milionów głów przez „postępowe” media, system publicznej edukacji i inne ośrodki indoktrynacyjne; istota sytuacji polega na tym, że opinie odmienne i prawdziwie krytyczne mogą być tolerowane w wąskim obiegu akademickim czy niskonakładowych pism teoretycznych, ale w obiegu masowym mają prawo znaleźć się i być nagłośnione jedynie „poprawne” interpretacje f. jako „skrajnej prawicy” i wskazujące jako jego definiens „wyolbrzymiony” (H. Michel, J.W. Borejsza), „radykalny” (P. Śpiewak), albo „drapieżny” (M. Zmierczak) nacjonalizm, czy „palingenetyczną formę popularnego ultranacjonalizmu”, stanowiącą „mityczne jądro” ideologii faszystowskiej (Roger Griffin); z tą samą powagą nie jest natomiast traktowany socjalistyczny komponent f., uważany, w ślad za Dymitrowem i innymi kominternowcami, za pozór lub świadome oszustwo — z powodu solidarystycznego charakteru socjalizmu faszystowskiego i jego deklarowanej chęci przezwyciężenia „walki klas”, co, jak widać, stanowi okoliczność „obciążającą”, a nie „łagodzącą” w jego ocenie; w tym stanie rzeczy, komunizm, nawet jeśli porównywany czasem i ostrożnie do f. lub nazizmu, musi być czymś od niego „lepszym”, ponieważ, przynajmniej ze swojej istoty, nie jest „nacjonalistyczny”; personifikacjami Złego („Hitlerami”) mogą być zatem tacy „faszyści”, jak Franco, Pinochet czy Le Pen, ewentualnie także Stalin (ale nie dlatego, że bolszewik, lecz dlatego, że „antysemita”), ale nie mogą być nimi „internacjonaliści” Lenin, Trocki czy „Che” Guevara; „Złym” może być dopiero (post)komunistyczny „nacjonalista” Milosevič, bo dzięki niemu można „udowodnić”, że „ostatnim stadium” totalitarnego komunizmu jest nacjonalizm.

2.2. Socjaldemokratyczne

Interpretacje dokonywane przez socjalistów nie odbiegały daleko od komunistycznych, przyjmując to samo założenie, iż studiowanie f. musi się zaczynać od analizy sytuacji kapitalizmu; zasadniczo różniły się jedynie skromniejszą dawką wyzwisk; właściwy socjaldemokratom schemat interpretacyjny przedstawił w eseju Fascismo, Socializmo, Democrazia, i w przemówieniu na II Kongresie Międzynarodówki Socjalistycznej w Brukseli 1928, przywódca socjalistów włoskich Filippo Turati ; jego zdaniem, f. nie jest zjawiskiem czysto włoskim, lecz szczególnym przypadkiem sytuacji ogólnej, tj. następstwem plutokratycznego zwyrodnienia kapitalizmu, a także wojny; sam zresztą jest „wojną, która trwa wewnątrz każdego narodu i przeciw niemu się kieruje” (cyt. za: R. De Felice, dz. cyt., s. 196); inny lider socjalistyczny — Pietro Nenni zauważał atoli, iż f. nie jest „tylko” ruchem reakcyjnym (bo wówczas łatwo byłoby go zlikwidować), lecz także ruchem, który „zagrał zręcznie” na włoskim kompleksie niższości (Sei anni di guerra civile, Milano 1945, s. 227); socjaldemokrata austriacki Otto Bauer wywodził, że f., „który w służbie burżuazji łamie opór klasy robotniczej, ale choć jest na żołdzie kapitalistów, wyrasta im samym ponad głowę, tak że wreszcie muszą oni uczynić go samowładnym panem całego ludu, a przez to również siebie samych” (Faszyzm [1936/8], [w:] Faszyzmy…, s. 223); od komunistów różni Bauera żal, iż dyktatura faszystowska niszczy „najcenniejsze prawne i kulturalne zdobycze całej epoki rozwoju kapitalistyczno-burżuazyjnego — od reformacji, poprzez rewolucję burżuazyjną, aż do burżuazyjnej demokracji. […] Miażdży swobody demokratyczne, które ongiś burżuazyjny liberalizm wydarł absolutyzmowi […]” (tamże, s. 235); poza tym, Bauer powtarzał tezę, iż f. (podobnie jak dyktatura Piłsudskiego) to „kontrrewolucja” i „nowo wynaleziona forma dyktatury klas kapitalistycznych” (tamże, s. 206) oraz wynik 3, splecionych ze sobą, procesów społecznych: deklasacji kombatantów, powojennej pauperyzacji drobnomieszczaństwa i chłopów oraz obniżenia, wskutek kryzysu, zysków kapitalistów; kładł również nacisk na to, że pierwszą warstwą, która uległa ideologii faszystowskiej, była inteligencja, a „milicja faszystowska stała się zbiorowiskiem ludzi zdeklasowanych wszystkich klas” (tamże, s. 216), co wytworzyło „swoist[ą] równowag[ę] sił klasowych” (tamże, s. 222).

2.3. Marksistowsko-psychoanalityczne

Pośród „nieortodoksyjnych” interpretacji lewicowych, łączących marksizm z freudyzmem, najbardziej kuriozalna jest, bez wątpienia, Psychologia masowa faszyzmu (1933) Wilhelma Reicha, który w f. odkrył psychologię polityczną mas sfrustrowanych przez wielowiekowy „ucisk seksualny”, a inaczej mówiąc — tłumienie seksualności przez społeczeństwo oparte na gospodarce prywatnej, małżeństwie monogamicznym i rodzinie patriarchalnej; głównym winowajcą okazuje się tu „mistyczna filozofia moralna” oraz „organizacja seksualno-polityczna” Kościoła, „której celem jest wytępienie” — w interesie burżuazyjnej klasy panującej — „rozkoszy seksualnej człowieka, a zatem i zmniejszenie szczęścia ludzkiego na ziemi”; ma to ponoć „sens socjologiczny w związku z rozkwitającym odtąd wyzyskiem ludzkiej siły roboczej”; w „państwie klasowym” Kościół i rodzina (będąca „fabryką” struktury i ideologii państwa) sprzysięgły się celem „upośledzenia genitalnej seksualności małego dziecka”, aby uczynić je „bojaźliwym, nieśmiałym, bojącym się autorytetów, posłusznym”, a w dalszym życiu — obywatelem „dostosowanym do społeczeństwa gospodarki prywatnej, który by je znosił bez względu na nędzę i upokorzenia”; dziecko, które przejdzie w fazie wstępnej przez „autorytarne miniaturowe państwo, jakim jest rodzina” pod władzą ojca — przedstawiciela „wielkiego” państwa autorytarnego, reprodukuje miliony „drobnomieszczan”, mających „bierny, poddańczy stosunek […] do postaci wodzów”, takich jak Hitler (w: Faszyzmy…, ss. 669-71, 687); mniej ekscentryczny, przez co łatwiejszy do popularyzacji, wariant „psychospołecznych” źródeł f. przedstawił inny markso-freudysta — Erich Fromm, którego — łatwo wpadająca w sentymentalne ucho — słynna diagnoza „ucieczki od wolności” (Ucieczka od wolności, Warszawa 1970), stała się jednym z najpospoliciej wałkowanych komunałów na temat f.; nie należy jednak lekceważyć oddziaływania ani ględzeń Fromma, ani andronów Reicha (który zresztą zakończył żywot w obłędzie, a wcześniej zdążył popaść w konflikt z amerykańskim wymiarem sprawiedliwości z powodu eksperymentów w wymyślonym przez siebie „laboratorium orgazmu”), albowiem ich pomysły, na czele z „odkryciem” tzw. osobowości autorytarnej, „rozcieńczone” i zarazem „unaukowione” typowo „germańskim” stylem filozofowania przez przedstawicieli „neomarksistowskiej” Szkoły Frankfurckiej (T. Adorno, M. Horkheimer, J. Habermas) stały się intelektualną podstawą zastosowanej przez anglo-amerykańskie władze okupacyjne strategii „denazyfikacji” powojennego pokolenia Niemców; przyjęcie fałszywego założenia, że podłożem f. i nazizmu są te pierwiastki ładu cywilizacyjnego (religia i oparta na niej moralność, naturalne autorytety ojca, władcy, oficera, duchownego etc., wzorce tradycyjnej kultury itp.), na których brunatny nihilizm w ostateczności właśnie połamał sobie zęby, doprowadziło do ukształtowania społeczeństwa zupełnie wykorzenionego z tradycji, religii, moralności, patriotyzmu, i wydanego całkowicie na łup „kultury” masowej; jeszcze jeden przedstawiciel tej szkoły (i uczeń Reicha) — Herbert Marcuse stał się zaś „ojcem” i głównym ideologiem nowej, „kontrkulturowej” postaci rewolucji, która sama siebie nazwała „rewolucją seksualną”; „owocami” walki z „osobowością autorytarną” są tedy: terroryzm Frakcji Czerwonej Armii, teoria i praktyka „antypedagogiki”, trybalistyczne, neobarbarzyńskie techno- i Love Parades w Berlinie, „małżeństwa” homoseksualistów oraz… uliczne walki gangów gastarbeiterów z gangami skinheadów i neonazistów; w świetle teorii f. jako „ucisku seksualnego” zrozumiałe też staje się, dlaczego w obecnej dobie „faszystą” jest ten, kto nie akceptuje nieograniczonego promiskuityzmu, seksualnych dewiacji, czy jakiejkolwiek innej niegodziwości.

3. Interpretacje liberalne

Seria drukowanych od 18 X 1920 artykułów: Nazionalfascismo liberalnego historyka Kościoła — Luigiego Salvatorelli, wydana w postaci książkowej 1923, jest w ogóle chronologicznie pierwszą krytyczną interpretacją f.; autora interesowała głównie geneza ruchu, którą postrzegał w kryzysie (radiosomaggismo) „interwentyzmu” wojennego 1915; za klucz ideologiczny „nacjonalfaszyzmu” uznał antyliberalizm i nacjonalizm, a jego zaplecze społeczne widział w drobnomieszczaństwie „humanistycznym”, toteż wyobcowanym — właśnie z racji typu otrzymanego wykształcenia ogólnego — z procesu produkcji w społeczeństwie kapitalistycznym (tę ostatnią tezę autora skrytykowano natychmiast, wskazując liczne przykłady zaangażowania w f. drobnej burżuazji „technicznej”); faszystowski antykapitalizm nie jest, jak się wielu (także faszystom i filofaszystom) wydaje, absurdem, lecz istnieje rzeczywiście: f. zatem jest „rewoltą drobnomieszczańską” oraz „wyrazem 'walki klasowej' drobnomieszczaństwa, tkwiącego między kapitałem a proletariatem jak ów trzeci między dwoma uczestnikami sporu” (Faszyzm narodowy, [w:] Faszyzmy…, s. 43, 45); wynikającym z odrzucenia samego pojęcia „klasy”, i zastąpienia go pojęciem „narodu”, celem polityki społecznej f. jest doprowadzenie do „absolutystycznego paternalizmu”, mającego być „ojcowskim darem państwa-narodu”, co zbliża go do praktyki „socjalreformizmu” (tamże, ss. 47-8); tezę Salvatorellego doprecyzował po latach Renzo De Felice, definiując f. jako ruch, który był idealizacją i wyrazem pragnień określonego typu średnich warstw społecznych, które pną się w górę(dz. cyt., s. 770).

Zmarły przedwcześnie (1925), w następstwie pobicia przez bojówkę faszystowską, radykalny demokrata i teoretyk „rewolucji liberalnej” — Piero Gobetti interpretował f. jako „samodemaskację Włoch” i „autobiografię narodu”, tj. syntezę całej historii Italii po Risorgimento; zdaniem Gobettiego, nieprawdziwa jest teza o krachu państwa liberalnego, ponieważ tego, w „prawdziwym” sensie, we Włoszech nie było, głównie z powodu, że nie doszło tam nigdy do religijnej rewolucji protestanckiej, będącej ideowym źródłem liberalizmu; w przedfaszystowskiej Italii „tylko pojedyncze i nie znajdujące oddźwięku [sic!] epizody z życia kulturalnego i politycznego mogłyby z pełnym prawem wejść do zarysu historii liberalizmu” (La rivoluzione liberale, Torino 1948[2], s. 70).

Liberalny premier 1919-20 i współzałożyciel (1926) emigracyjnej Koncentracji Antyfaszystowskiej (który jednak do 1922 pozytywnie oceniał społeczno-polityczny radykalizm f., nazywając jego pierwotną postać „złagodzoną formą kolektywizmu”) — Francesco Salverio Nitti był jednym z pierwszych, którzy złączyli w bliźniaczą — fundamentalnie antyliberalną, co w jego rozumieniu znaczyło także: antykulturalną i neobarbarzyńską — parę f. i bolszewizm; akcentował on myśl, iż oba te systemy „nie opierają się na przeciwstawnych zasadach”, gdyż „oznaczają one zaprzeczenie tych samych zasad wolności i ładu, zasad 1789 roku, zasad amerykańskiej konstytucji i angielskiego prawa publicznego. Są więc zaprzeczeniem wszystkich podstaw nowoczesnej cywilizacji” (Bolschewismus, Faschismus und Demokratie, München 1926, s. 53); jako typowy demoliberał, Nitti chciał zwalczać oba systemy w imię demokracji parlamentarnej, ale — co też dla tej formacji typowe — jego ocena komunizmu była, mimo wszystko, mniej surowa, gdyż posiada on, jakoby, pewne ideały nieobce tradycji europejskiej; o ile pierwotny f. był ruchem rewolucyjnym, to już przed „marszem na Rzym” stał się „ruchem reakcyjnym”, wyrażającym „sposób myślenia” (Gesinnung), „który zniszczył wolność i demokrację” (tamże, s. 37); Nitti zaprezentował się również jako osobliwy „filozof dziejów”, nazywając charakterystyczne dla faszystów urzeczywistnianie własnych poglądów przez siłę „powrotem do średniowiecza” (tamże, s. 43).

„Patriarcha” włoskiego liberalizmu — Benedetto Croce sprawił zawód nie tylko Gentilemu, odrzucając f., ale również antyfaszystowskim wielbicielom swojego intelektu, motywując odmowę napisania historii f. … swoją do niego nienawiścią: „tak nienawidzę faszyzmu, że zabraniam sobie samemu próbować nawet pomyśleć o jego historii” (Scritti e discorsi politici (1943-1947), Bari 1963, t. 2, s. 214); w krótkim szkicu Kto jest „faszystą”? (1944) wyszydził jedynie epidemię lekkomyślnego obrzucania przeciwników epitetem „faszysta” oraz marksistowskie pseudowyjaśnienia „klasowe”, opowiedział się natomiast za traktowaniem f. (i nazizmu) jako niewytłumaczalnej w kategoriach racjonalnych „choroby intelektualnej i moralnej”: były one „chorobą uczuć, wyobraźni i ogólnie ludzkiej woli, kryzysem zrodzonym z utraty wiary, nie tylko w racjonalny liberalizm, ale także i w marksizm” (w: Faszyzmy…, s. 301); f. nie został wymyślony przez żadną z klas społecznych, ale był powojenną depresją i „zagubieniem się” poczucia wolności; sięgnięcie „w głąb ludzkich umysłów” — zamiast stosowania „powierzchownych i mechanicznych schematów klas ekonomicznych i ich sprzeczności” — posiada też, zdaniem Crocego, walor jedynej „terapii”, która rokuje nadzieję na uzdrowienie z „choroby” f. (tamże, s. 303); nie omieszkał Croce również przypomnieć, że już 1925 Manifest Intelektualistów Antyfaszystowskich jego autorstwa ukazał zasadniczy rys f. jako „nowej wiary”, która jawi się „bezstronnemu obserwatorowi jako niespójna i dziwaczna mieszanina demagogii i powoływania się na autorytety, poszanowania praw, które głosił, i aktów pogwałcenia prawa, koncepcji ultranowoczesnych i omszałych staroci, postaw absolutystycznych i tendencji bolszewickich, niewiary i umizgów wobec Kościoła katolickiego, odrazy do kultury i jałowego dążenia do kultury zawieszonej w próżni, mistycznych niesień i cynizmu” (cyt. za: tamże, s. 303); to na czym Crocemu zależało najbardziej: wykazać, że f. nie był uwieńczeniem Risorgimenta i całej włoskiej historii, lecz przeciwnie — ich radykalnym zaprzeczeniem i chwilowym „wykolejeniem” z etyczno-politycznej „historii wolności”, starał się udokumentować jego ulubiony uczeń, historyk Adolfo Omodeo .

Począwszy już od Nittiego, który używał sformułowania „totalitaryzm faszystowski”, myśl liberalna, nie tylko włoska, zdominowana została w interpretacji f. przez teorię totalitaryzmu ; oczywiście nie tylko liberałowie i demokraci, ale również niektórzy myśliciele konserwatywni i katoliccy odwoływali się do tej teorii, z tą zasadniczą różnicą, że o ile dla liberałów totalitaryzm był przeciwieństwem i zakwestionowaniem ładu demokratycznego, o tyle dla konserwatystów — ładu tradycyjnego i religijnego; literatura na temat totalitaryzmu — i sama ilość głównych wariantów tej teorii (m.in. F. Borkenau, H. Arendt, J.L. Talmon, C.J. Friedrich, K.D. Bracher, A. Del Noce, J. Freund, C. Polin, Z. Brzeziński) — jest ogromna, a nie mniejsza — koncepcji refutujących tę teorię z różnych powodów; pojęcie to jednak, jakkolwiek oceniane z punktu widzenia ogólnej zasadności, w najlepszym razie tylko po części dotyczy problematyki f., a w poszczególnych zastosowaniach i ujęciach analizowane jest w zależności od zainteresowań posługujących się nim badaczy, już to f. i nazizmu, już to wyłącznie nazizmu, już to wyłącznie komunizmu, już to f., nazizmu i komunizmu traktowanych jako „triada” lub „diada”, już to wreszcie poszukujących formuły ogólnej i egzemplifikowanej innymi, często odległymi w czasie od XX wieku, ideologiami i systemami (np. rewolucyjnym jakobinizmem, jako prafenomenem „demokracji totalitarnej”); sytuację poznawczą komplikuje dodatkowo fakt pierwotniejszego posługiwania się tym terminem — w znaczeniu dodatnim i autoafirmującym — przez twórców f. włoskiego, i to jedynie włoskiego, albowiem akurat nazizm i komunizm nigdy się w ten sposób pozytywnie nie autodefiniowały, a drugi z nich nawet odrzucał to określenie z oburzeniem, jako „burżuazyjne oszczerstwo”; wprawdzie z ustaleń historyka niemieckiego Jensa Petersena wynika, że po raz pierwszy słowa „totalitaryzm” użył, jako określenia pejoratywnego, socjalista Lelio Basso, to jednak przejął je i nadał mu znaczenie pozytywne, już w przemówieniu 5 I 1925, Mussolini, mówiąc o „naszej bezwzględnej woli totalitarnej”, i wiążąc je początkowo z wolą wybitnego przywódcy, który dzięki potędze swego umysłu może dokonać totalnego przeobrażenia społeczeństwa i polityki; nieco inaczej ujął sens tego pojęcia — głoszący „totalną koncepcję życia” — Gentile, który przeciwstawił go atomizacji społecznej w gospodarczym systemie kapitalizmu i politycznym demoliberalizmu; totalitaryzm, w jego ujęciu, miał oznaczać zasypanie przepaści pomiędzy elitą (klasą polityczną) a ludem, czyli był to sens nieodległy od solidaryzmu; w zasadzie również wszyscy bezstronni badacze stwierdzają zgodnie, iż faktycznie państwo Mussoliniego nie stało się „totalitarne” — przynajmniej do końca lat 30. — w sensie właściwym tej teorii, tzn. wszechobecności ideologii oraz pełnej kontroli nad każdą instytucją i społeczeństwem: np. Hannah Arendt była zdania, że f. był „raczej zwykłą nacjonalistyczną dyktaturą zrodzoną z trudności wielopartyjnej demokracji” (Le origini del totalitarismo, cyt. za: R. De Felice, dz. cyt., s. 99); nawet „nieortodoksyjny” marksista włoski Alberto Aquarone przyznał, że „pod rządami faszyzmu nie udało się nigdy stworzyć państwa totalitarnego, w sensie całkowitej integracji społeczeństwa z państwem”; że „nie nastąpiła wcale całkowita dyskredytacja Korony: monarchia przez cały okres faszystowski była ośrodkiem władzy i wpływów politycznych, […] zatem nieuchronnie elementem, który rozbijał jednorodność i zwartość faszystowskiej klasy rządzącej”, a sprzeczność „nie do pogodzenia” pomiędzy wiernością wobec dynastii i wiernością wobec reżimu była „kulą u nogi faszyzmu przez cały czas jego panowania”; że „proces faszyzacji wojska nie został nigdy w pełni doprowadzony do końca”, a u większości oficerów „przywiązanie do króla przez cały czas przeważało na wiernością faszyzmowi”; że poza zasięgiem władzy reżimu pozostawał całkowicie Kościół; że „większość faszystów pozostała zasadniczo socjalistami, jeśli mieli socjalistyczną przeszłość, katolikami — jeśli należeli uprzednio do Włoskiej Partii Ludowej, liberałami — jeśli wywodzili się z szeregów liberalnych”; że wreszcie z szeregów „lewicowego faszyzmu […] później rekrutować się będzie wiele najlepszych [sic!] elementów partii komunistycznej” (Państwo totalitarne a dyktatura personalna [1965], [w:] Faszyzmy…, ss. 487-9, 493).

3.1. Liberalno-konserwatywne („libertariańskie”)

W oczach przedstawicieli — nawiązujących do klasycznego liberalizmu arystokratycznego oraz wyznających leseferyzm ekonomiczny — współczesnego neoliberalizmu f. był ideologią i ruchem bez reszty lewicowym, wyłącznie jedną z odmian socjalizmu; dobitnie wyraził to stanowisko już (eks-socjalista) Franz Borkenau, stwierdzający, iż f. to nic innego jak „brunatny kolektywizm”, a nawet „najbardziej skrajny typ socjalizmu” (The Totalitarian Enemy, London [1940], ss. 32, 104), jednak najszerzej uzasadnił je i wsparł swoim autorytetem naukowym Friedrich August von Hayek ; w dedykowanej „socjalistom wszystkich partii”, ostrzegawczej pracy Droga do niewolnictwa (1944) Hayek przestrzegał, iż każdy, nawet najłagodniejszy w metodzie, socjalizm i interwencjonizm gospodarczy państwa musi prowadzić do socjalizmu faszystowskiego i „narodowego”, dowodził też, że Hitler zrealizował w praktyce wszystkie idee socjalistyczne; to również socjalizm jest całkowicie identyczny z totalitaryzmem; za nieistotny uznał Hayek konflikt pomiędzy narodowo-socjalistyczną „lewicą” i „prawicą”, sprowadzając go do typowo „rodzinnych” nieporozumień „w rodzaju tych, jakie zawsze powstają między rywalizującymi frakcjami socjalistycznymi” (Droga do niewolnictwa, bmw 1988 /II obieg/, s. 8), oraz do zjawiska religijnych sekt, zarzucających sobie nawzajem „herezję” w stosunku do „ortodoksji”, ale reprezentujących umysłowość podobnego typu; w praktyce, i dla narodowego, i dla „międzynarodowego”, socjalisty wrogiem rzeczywistym jest „liberał starego typu. Gdy dla nazisty komunista, dla komunisty nazista, a dla obydwu socjalista są ulepionymi z właściwej gliny potencjalnymi rekrutami (choć słuchającymi fałszywych proroków) — to obydwaj wiedzą, że nie może być kompromisu między nimi, a tymi, którzy rzeczywiście wierzą w indywidualną wolność” (tamże, s. 19); zdaniem Hayeka, faszyści i niemieccy narodowi socjaliści są socjalistami „dojrzalszymi” o kilka etapów dalej niż „socjaliści demokratyczni”, a zupełnie błędne jest tłumaczenie ich „specyfiki” niemieckością czy „prusactwem”: „Tym co Niemcy mają wspólnego z Włochami [faszystowskimi] i z Rosją [komunistyczną] nie jest prusactwo, lecz panowanie poglądów socjalistycznych. I to nie z klas pogrążonych w pruskim tradycjonalizmie […] — lecz z mas ludowych wyrósł Narodowy Socjalizm” (tamże, s. 8); do identycznych co Hayek konkluzji dochodził brytyjski pisarz F.A. Voigt, stawiając nawet „kropkę nad i” stwierdzeniem, że to „marksizm doprowadził do faszyzmu i narodowego socjalizmu ponieważ zasadniczo on jest faszyzmem i narodowym socjalizmem” (cyt. za: tamże, s. 18); oraz, nieco ostrożniej, socjolog francuski (przez pewien czas ekspert kanclerza Adenauera ds. komunizmu) Jules Monnerot, wg którego f. „stawia na porządku dziennym zasadę solidarności społecznej historycznego kolektywu, który Mussolini określał terminami narodowymi, a Hitler rasowymi. Byłby to więc w sensie etymologicznym ruch socjalistyczny” (Sociologie de la révolution, Paris 1969, s. 592); również w Polsce ta sama teza ma obecnie swoich propagatorów, zarówno pośród publicystów (z „konserwatywno-libertariańskiej” UPR — J. Korwin-Mikke, S. Michalkiewicz), jak historyków (M.J. Chodakiewicz, G. Kucharczyk).

Interpretacja f. i nazizmu jako „czystego” socjalizmu może odwołać się do wielu faktów i deklaracji, jak np. do wypowiedzi Degrelle`a: „Jeśli Europa miałaby znów stać się Europą bankierów, grubych, skorumpowanych burżujów […] wolelibyśmy, aby komunizm zwyciężył i zniszczył wszystko. Wolelibyśmy, aby to wszystko wyleciało w powietrze, niż mielibyśmy oglądać zgniły [system] w jego splendorze. Europa walczy w Rosji, ponieważ [Europa] jest socjalistyczna. Młodzież Europy raz wziąwszy w swoje ręce karabiny maszynowe nie popełni tego błędu, który zrobiła młodzież w 1918 roku. Nie zamieni swych karabinów na kapcie. Zatrzymamy nasze rumaki i kiedy zapłacimy komunistycznej barbarii, wycelujemy w plutokratów, na których zachowujemy swoje ostatnie ładunki. […] W tej wojnie interesuje nas najbardziej rewolucja, która się po niej odbędzie. […] Wojna nie może się zakończyć bez triumfu rewolucji socjalistycznej, bez interwencji rewolucyjnej młodzieży, aby ocalić robotników rolnych i przemysłowych” (cyt. za: E. Weber, Varieties of Fascism, New York 1964, s. 47); stanowi ona jednak nazbyt daleko posunięty redukcjonizm, rozważający zagadnienie tylko na osi poglądów gospodarczych, wyznaczanej biegunami: leseferyzm — socjalizm, a nie uwzględniający innych ideowych komponent f.; kardynalny w tym aspekcie problem komponenty nacjonalistycznej przedstawiciele orientacji neoliberalnej usiłują rozwiązać wyrokując, iż nacjonalizm jest także doktryną par excellence lewicową, w czym powołują się na autorytet XIX-wiecznych klasyków konserwatywnego liberalizmu: lorda Actona, widzącego w socjalizmie i nacjonalizmie bliźniaczą parę „bękartów” (nieliberalnej) demokracji masowej oraz J.C. Burckhardta, wieszczącego nadejście „Wielkiego Symplifikatora”.

4. Interpretacje katolickie i konserwatywne

Tylko formalna okoliczność noszenia sukienki duchownej oraz sprawowanego przywództwa partii chadeckiej (popolari) nakazuje zaliczyć, czysto liberalną w istocie, interpretację don Luigiego Sturzo do grona katolickich; sformułował on jednak lapidarną, ujętą „kontrapunktowo”, definicję równoległą f. i bolszewizmu, która wyraziście oddaje antyfaszystowski, antykomunistyczny i demoliberalny consensus zarówno laickich, jak i chrześcijańskich partyzantów demokracji parlamentarnej: „Bolszewizm jest komunistyczną dyktaturą, albo lewicowym faszyzmem, a faszyzm jest konserwatywną dyktaturą, czyli prawicowym bolszewizmem” (cyt. za: M. Zmierczak, Spory o istotę faszyzmu, Poznań 1988, s. 107).

Bardziej wnikliwą, i wolną od prezentyzmu, interpretację przedstawił neotomistyczny filozof Jacques Maritain, wprawdzie w fazie przechodzenia politycznej ewolucji, od konserwatywnego rojalizmu na pozycje centrowe, niemniej zachowujący jeszcze rezerwę wobec liberalizmu; stanowisko Maritaina jest nieco podobne do poglądu Crocego o „chorobie moralnej” i sytuuje się w obrębie (obejmującej f., nazizm i komunizm) teorii totalitaryzmu, ale główny akcent kładziony jest na antychrystianizm tych ideologii i systemów; Maritain zauważył jednak, że we Włoszech był on — z uwagi na konieczność liczenia się ze Stolicą Apostolską i z religijnością ludu — mocno przytłumiony; myśliciel ten dociekał jednak głębszych i odleglejszych praprzyczyn powstania systemów totalnych, odnajdując je w nowożytnym kryzysie, wywołanym przez — wyłącznie antropocentryczny — humanizm odrodzenia oraz reformację, które rozbiły duchową i intelektualną jedność chrześcijaństwa, wytworzyły natomiast indywidualistyczny liberalizm, będący siłą czysto negatywną (żyjącą z przeszkód stawianych mu przez absolutyzm), dlatego niezdolną do przeciwstawienia pozytywnie czegokolwiek „aparatowi przebiegłości i przemocy politycznej makiawelizmu”; kryzys spowodowany przez indywidualistyczną cywilizację liberalną, usprawiedliwia do pewnego stopnia („według prawidłowości, rzec by można, biologicznych”), a przynajmniej czyni zrozumiałymi, reakcje antyliberalne, w tym „różne rodzaje faszyzmu powstałe jako odruch obronny przeciwko procesowi egzystencjalnemu, a jednocześnie przeciwko komunizmowi” (Humanisme intégral [1936], cyt. za: R. De Felice, dz. cyt., ss. 89/90), atoli jedynym trwałym rozwiązaniem dramatu duchowego Europy może być tylko „humanizm integralny”, tj. zorientowany teocentrycznie.

Po części w obrębie teorii totalitaryzmu sytuuje się również jedna z najgłębszych interpretacji f., której autorem jest konserwatywny filozof katolicki Agostino Del Noce ; podobnie jak Eric Voegelin (Die politischen Religionen, Stockholm 1939), Del Noce zidentyfikował nowoczesne totalitaryzmy jako polityczne „religie świeckie”, zrodzone wskutek kryzysu religijno-moralnego cywilizacji zachodniej, a w szczególności ekspansji ateizmu, i usiłujące dostarczyć odciętym od spirytualistycznej tradycji platońsko-chrześcijańskiej, „wydrążonym ludziom” (termin T.S. Eliota) namiastki prawdziwej (transcendentnej) religii; f. jest tedy, tak samo jak nazizm i komunizm (a także demoliberalizm), „problemem ateizmu” (problema dell`ateismo) i przejawem „epoki sekularyzacji” (epoca della secolarizzazione); sam autor określił to jako „transcendentalną” definicję f.; na jej gruncie Del Noce stawia i rozwiązuje 2 kardynalnej wagi problemy: relację między f. w ogóle a nacjonalizmem i konserwatyzmem oraz między f. w węższym sensie a nazizmem, zapytując wpierw: „Czy można łączyć pod wspólnym pojęciem kontrrewolucji tak ruchy konserwatywne i nacjonalistyczne, wszystkie niemal odwołujące się w zakresie inspiracji doktrynalnej do Action Française, jak i faszyzm i nazizm, i to w taki sposób, aby można było mówić o wspólnej ich istocie […], czy też należy zwrócić większą uwagę na różnice między nimi? Jeśli [zaś] wybierzemy owo drugie wyjście, to zarysują się […] dwie możliwości interpretowania: 1) czy odróżnić trzeba ruchy nacjonalistyczne od faszyzmu i nazizmu uznając wspólną istotę dwóch ostatnich zjawisk? 2) czy faszyzm i nazizm należy traktować jako zjawiska różne?” (L`epoca della secolarizzazione, Milano 1970, s. 117); odpowiedź Del Nocego na pierwsze pytanie stanowczo przekreśla obiegową a płytką tezę o identyczności f. z nacjonalizmem: „Rozróżnienia zarówno faszyzmu, jak i nazizmu od nacjonalizmu sensu stricto dokonać można z łatwością. Nacjonalizm jest w istocie tradycjonalizmem, dąży do uwiecznienia jakiegoś dziedzictwa. Faszyzm natomiast rozumie pod pojęciem 'naród' nie dziedzictwo wartości, ale wzrastanie w siłę. W przeciwieństwie do nacjonalizmu nie pojmuje on historii jako jakiejś wierności tradycji, ale jako bezustanny akt tworzenia, któremu wolno obalić na swej drodze to wszystko, co mu się przeciwstawia [podkr. moje — J.B.]” (tamże, s. 118); równie stanowczo przecząca jest odpowiedź na drugie pytanie, albowiem f. (włoski) i narodowy socjalizm są zjawiskami różniącymi się od siebie, i w zarodku, i w rezultacie: „Nazizm i faszyzm należą do odmiennych kontekstów historycznych. Pierwszy z nich — do 'dramatu filozoficznego Niemiec'” (Il Fascismo, Bologna 1961, s. 383), drugi powstał — z jednej strony — na bazie oderwania się idei rewolucyjnych od materializmu marksistowskiego i złączenia ich, w ruchu Mussoliniego, z rzeczywistością narodową, zamiast klasowej, z drugiej zaś — jest także wynikiem specyficznie włoskich doświadczeń serii wypadków historycznych, takich jak: wojna światowa, sposób, w jaki przebiegała interwencja, Caporetto, przeobrażenie bitwy pod Vittorio Veneto w mit kalekiego zwycięstwa, rewolucja rosyjska, czerwone dwulecie itd.; w punkcie dojścia natomiast okazało się, ze f. nie stał się nawet „ułomnym” totalitaryzmem.

Na „dramacie filozoficznym Niemiec” skupiła się, ze zrozumiałych powodów, uwaga konserwatystów niemieckich, toteż gros ich prac dotyczy albo wyłącznie nazizmu, albo nazizmu w kontekście totalitaryzmu, niewiele zaś — ogólnej problematyki f.; wielce charakterystyczne w tym kontekście jest wyjaśnienie towarzyszące odmowie przyjęcia odznaczenia za „działalność antyfaszystowską” — a w rzeczywistości za udział w antyhitlerowskim ruchu oporu — przez austriackiego monarchistę Ericha von Kuehnelt-Leddihna, że nie jest mu ono należne, skoro nie miał on nigdy okazji uczynić czegokolwiek przeciwko reżimowi Mussoliniego; konserwatyści niemieccy rozpoznawali tedy nazizm jako: „rewolucję nihilizmu”, identyczną w totalitaryzmie ze stalinizmem, ale nie mającą nic wspólnego z prawdziwym nacjonalizmem niemieckim (Hermann Rauschning, po zerwaniu z nazizmem, którego był przez kilka lat lokalnym dygnitarzem); diaboliczną rewolucję szumowin społecznych (Percyval ks. von Reck-Malleczewen, zamęczony w obozie koncentracyjnym); „niemiecką katastrofę”, a f. w ogóle, jako „zadziwiające wypaczenie” linii ewolucyjnej, po której poruszała się dotychczas Europa oraz skutek rozluźnienia tradycyjnych więzi społecznych i „poruszenia mas” wywołanego rewolucją francuską (historyk Friedrich Meinecke); rezultat załamania się etyki regulującej dotąd stosunki między moralnością a siłą, nadto „zaciekłego” dążenia do dobrobytu z jednej, a poszukiwania „surogatu religii”, z drugiej strony (Gerhard Ritter); „brunatny jakobinizm” (Emil Franzel); „brunatny bolszewizm” (Ludwig Freund); nagłego wybuchu sił irracjonalnych i demonicznych, stanowiących wypadkową zespołu przyczyn wynikających z kryzysu powojennego (Golo Mann); wyłącznie nazizm studiował również amerykański konserwatysta Peter Viereck — autor (słusznie) krytykowanej, za symplifikacje, dysertacji doktorskiej Metapolitics: From the Romantics to Hitler (1941), sadzający na „ławie oskarżonych” cały niemiecki romantyzm.

Pisarz z kręgu włoskiej „rewolucji konserwatywnej” — Giuseppe Prezzolini również był zdania, że f. — tak samo jak bolszewizm — był wytworem epoki powojennej oraz wciągnięcia mas do polityki; w sytuacji kryzysu „potrzebny był człowiek bezkompromisowy w polityce, o wielkiej energii i ufności w swoje siły, umiarkowany barbarzyńca” — i takim okazał się Mussolini, „syn wieku szybkości, techniki i kapitalizmu” (Faszyzm, Warszawa 1926, ss. 57-8, 60); drugą stroną jego modernizmu jest jednak „pewna wulgarność plebejusza […]. Razi w nim zły gust karierowicza, nie umiejącego się trzymać w karbach dobrego tonu” (tamże, s. 62); uwidocznioną z całą siłą po dojściu do władzy cechą f. jest „nadmiar parweniuszy”, toteż „partia utworzona w znacznej części z ludzi niewiadomego pochodzenia, bez kultury i wykształcenia politycznego, uległa szybko rozkładowi moralnemu pod wpływem stolicy” (tamże, s. 64); w sensie społecznym f. jest jednak również „rewoltą klas średnich, poczętą w duchu tendencyj narodowych i konserwatywnych, a skierowaną swym ostrzem przeciwko skrajnym żądaniom proletariatu i wyuzdaniu grup kapitalistycznych” (tamże, s. 35), natomiast politycznie — „partią o niewyraźnych tendencjach demokratycznych, na czele której stoją wodzowie wyszli z szeregów socjalizmu rewolucyjnego”, stępionego dopiero dzięki fuzji z obozem nacjonalistycznym w taki sposób, że „dokonała się transfuzja: faszyzm przejął teorię nacjonalistyczną, nacjonalizm — praktykę faszystowską” (tamże, s. 145).

Dostrzeżony przez Prezzoliniego, „parweniuszowski” i istotnie demokratyczny charakter f. „widzianego z prawa” (dal punto di vista della Destra), wydobył po latach i pogłębił „tradycjonalista integralny”, Julius Evola w wyśmienitej interpretacji f. jako wytworu modernitá i kolejnego wcielenia plebeizmu, a także „państwa totalitarnego” jako „fałszywki” państwa organicznego, z powodu braku sakralnej legitymizacji „wodza”, będącego w istocie „namiestnikiem plebsu”; na ścisły związek f. ze społeczeństwem masowym i z, katastrofalnym dla Europy, zjawiskiem „buntu mas”, już 1925 wskazywał (w eseju Sobre el fascismo) hiszpański filozof konserwatywno-liberalny — José Ortegay Gasset ; i f., i bolszewizm, to „typowe ruchy ludzi masowych” (Bunt mas i inne pisma socjologiczne, Warszawa 1982, s. 107), a spowodowane wejściem mas do polityki „zmiany polityczne ostatnich lat zwiastują nie co innego, jak polityczną dyktaturę mas” (tamże, s. 12).

Znaczący wkład do interpretacji f. — zwłaszcza w aspekcie filozoficzno-prawnym — wniósł polski konserwatysta, Władysław Leopold Jaworski ; zdefiniował go, jako pozbawiony teorii i doktryny, „kierunek na wskroś empiryczny”, nie posiadający także elementu zarówno filozoficznego, jak religijnego: „O tej charakterystyce faszyzmu trzeba przede wszystkim pamiętać i nie dać się łudzić wiadomościami o takim czy innym stosunku faszyzmu do Kościoła. Ojciec Święty znalazł sposobność, aby z naciskiem zaznaczyć, że w faszyzmie znajdują się rzeczy niezgodne z nauką Kościoła”, a z faszystowskiego „katechizmu” dla dzieci i młodzieży, uczącego, że Bogiem Włochów jest Naród, wyprowadzić należy wniosek, że „bóg” f. to „Bóg tylko italski, [i] z monoteizmu sprowadza faszyzm swoje stronnictwo do monolatrii [podkr. moje — J.B.]” (Ze studiów nad faszyzmem, „Przegląd Współczesny” 10/1928, s. 175); deklaratywnie f. jest wrogiem determinizmu, i zwalcza światopogląd materialistyczny, ale stosując i gloryfikując gwałt, i determinizm, i materializm potwierdza; w dziedzinie ustroju społecznego i państwowego „podjął się rozwiązania dwóch kwestii: walki klas i parlamentaryzmu. Żadnej z tych kwestii [jednak] nie rozwiązał, a tylko usunął je na bok, po prostu je zignorował. Kwestii walki klas nie rozwiązał, bo przesunięcie punktu ciężkości ze sprawy podziału dóbr na sprawę produkcji nie usuwa przecież z widowni świata tej pierwszej. […] Kwestia parlamentaryzmu jest kwestią mniejszości. Faszyzm mniejszość unicestwia, w taki czy inny sposób pozbawia ją uczestnictwa w państwie, państwo jego bowiem jest państwem jednakowo myślących. […] Absolutyzm faszystowski, jak każdy absolutyzm, jest niebezpiecznym z obydwu stron. Po stronie rządzących wiedzie do rządów kliki. Po stronie rządzonych zaś do degeneracji” (tamże, ss. 177/8); zarówno w f., jak w bolszewizmie, „osiągnięto szczyt” — identycznej z monopartyjną demokracją totalitarną — Rousseau`owskiej volonté générale, „nie popełniając niekonsekwencji przez przyjęcie zasady większości” (znamiennej dla parlamentaryzmu demoliberalnego), natomiast „w sposób zaiste dziwnie prosty: zredukowano naród do jednej partii. Wszyscy, którzy znajdują się poza partią, do narodu nie należą” (tamże, s. 181).

Generalnie rzecz ujmując, naczelną zasługą interpretacji katolickich i konserwatywnych jest ukazanie zasadniczo antychrześcijańskiej i antytradycjonalistycznej natury f. — pomimo pewnych pozorów „kontrrewolucyjności”, które długo zwodziły wielu partyzantów „partii porządku”; umieszczenie go na — specyficznie tylko odchylonej — orbicie zasadniczego toru „nowoczesności”, zapoczątkowanej oświeceniową walką zabsolutyzowanego rozumu jednostkowego z autorytetem religijnym i politycznym; wreszcie rozbicie mitu (ukutego przez wyjątkowo przebiegłego propagandystę Kominternu — Willi Münzenberga) o „niedemokratyczności” f. (co, a rebours, prowadzić miało, i prowadziło, do uznania komunizmu za ruch demokratyczny, a przynajmniej za antyfaszystowskiego „sojusznika” demokracji), przez wykazanie, że nie istnieje żadna sprzeczność pomiędzy f. i nazizmem a demokracją, jako taką (gdyż „lud” jest w nich także „źródłem” władzy, tyle że pojętym — za Rousseau — jako „wola powszechna” ujednoliconej masy popolo lub Volk, wyrażana przez acclamatio, i wcielana w myśl i czyn Duce/Führera), a jedynie z demokracją klasyczną (republikańską) — gdzie do ludu należy władza (potestas), ale nie auctoritas pozwalająca decydować, co jest prawdą i dobrem, oraz z demokracją liberalną, gdzie naczelną wartością jest wolność jednostki; dlatego, „w system demokratyczny można wpasować ideologię totalitarną. Demokracja faszystowska może istnieć tak samo jak demokracja liberalna” (N. Bończa-Tomaszewski, Demokratyczne źródła faszyzmu, „Fronda” 1999 nr 15/16, s. 164).

5. Interpretacje socjologiczne

Pierwszą poważną analizę socjologiczną f. przeprowadził 1924 (politycznie związany z antyfaszystowską grupą Gobettiego) — Guido Dorso ; w La rivoluzione meridionale zwracał on uwagę na, nierozwiązaną przez reżim liberalny zjednoczonych Włoch, społeczną „kwestię Południa”; na sprzeczności pomiędzy rewolucyjnym programem pierwotnego f. a koniecznością dokonania przez jego elitę kompromisu z establishmentem, jako warunkiem realnego dokonania się rewolucji politycznej; oraz na taktykę oscylowania przez Mussoliniego pomiędzy nowymi sojusznikami, a faszystami „nieprzejednanymi”, z powodu niezdolności do zniszczenia „liberalnej fikcji” rządu ponadpartyjnego, ani pełnego wprowadzenia jakobińskiej koncepcji „państwa-partii”.

Socjolog polityki (sympatyzujący z socjaldemokracją) — Karl Mannheim, w wydanej 1929 Ideologie und Utopie, w której wyróżnił 5 — odpowiadających obrazowi świadomości określonych grup społecznych — współczesnych modeli myśli polityczno-historycznej (konserwatywno-biurokratyczny, konserwatywno-historycystyczny, liberalno-demokratyczny, racjonalistyczny i faszystowski), f. określił jako element zupełnie nowy i typowy dla XX wieku, z powodu wtargnięcia na scenę polityczną bezrozumnych mas, lecz kierowany przez wyizolowanych ze społeczeństwa intelektualistów; jako koncepcja jest on „atawistyczny i irracjonalny, […] pozostaje on przede wszystkim w związku z irracjonalnymi filozofiami i teoriami politycznymi epoki nowoczesnej. Szczególnie idee Bergsona, Sorela i Pareta zostały, po koniecznej rewizji, włączone do faszystowskiego Weltanschauung. Momentem zasadniczym jego doktryny i praktyki jest apoteoza akcji bezpośredniej, zaufanie do poczynań jakiejś kierowniczej elity. Dla faszyzmu istota polityki polega na rozpoznaniu i wykorzystaniu potrzeb chwili. Ważne są nie tyle programy, co bezwarunkowe poddanie się wodzowi. Historii nie tworzą masy ani też idee czy siły 'działające w milczeniu', ale elity […]. Irracjonalizm tego rodzaju ma jednak swoją specyfikę: nie jest porównywalny z irracjonalizmem konserwatystów […], ale jest to irracjonalizm aktywny, który odrzuca każdą interpretację historii […], uważając ją za czystą fikcję, która musi zniknąć wobec akcji potrzebnej w danej chwili. Dla ideologii faszystowskiej historia nie ma żadnego sensu; […] nadczłowiek, wódz, wie, że wszystkie idee polityczne i historyczne to mity. Jest on z nich całkowicie wyzwolony, ale bierze je równocześnie pod uwagę […], ponieważ to one pobudzają […] entuzjazm i wprawiają w ruch irracjonalne żywioły w człowieku: są więc tymi siłami, które wiodą ku aktywności politycznej” (cyt. za: R. De Felice, dz. cyt., ss. 125/6); Mannheim przeszedł jednak do porządku nad faktem, iż tak rozumiany irracjonalizm nie jest właściwy wyłącznie f., a wszystkie ideologie — także te deklaratywnie „racjonalistyczne”, posiadają swoją „mitologię polityczną” („rządy ludu”, „społeczeństwo bezklasowe”, „niewidzialna ręka rynku”), i muszą — w epoce kartki wyborczej — podobnymi sztuczkami „pobudzać entuzjazm” i „wprawiać w ruch irracjonalne żywioły”.

Francuski badacz ustroju faszystowskiego (politycznie chrześcijański demokrata) — Marcel Prélot doszedł do wniosku, że również dla twórców reżimu najważniejsze było socjologiczne uzasadnienie jego instytucji totalnych (lecz przy odrzuceniu podstawy prawnonaturalnej), w tym znaczeniu, iż f. „dopuszcza istnienie jednej tylko, uprzywilejowanej zbiorowości; […] tą uprzywilejowaną zbiorowością jest zbiorowość narodowa; faszyzm utożsamia naród z państwem. Za pomocą tych trzech odstępstw faszyzm osiąga przydatność socjologizmu, jako swej doktryny politycznej i czyni z niego swoistą doktrynę, którą można nazwać statologizmem. Socjologizm klasyczny ustanawia prymat czynnika społecznego nad indywidualnym. Statologizm faszystowski przyjmuje ten punkt widzenia, przeinacza go jednak bardzo istotnie, uznając istnienie jednej tylko społeczności, lub raczej jednej społeczności powołanej, zupełnej i żywotnej. Ludzkość nie jest w istocie rzeczy społecznością, lecz zwykłym faktem biologicznym, wobec czego przestaje ona być źródłem praw i obowiązków” (Państwo faszystowskie, Warszawa — Kraków 1939, s. 85).

Interpretację socjo-ekonomiczną przedstawił w pracy The Stages of Political Development (1965) A.F. Kenneth Organski, umieszczając f. w ramach ogólnego schematu nowoczesnego rozwoju gospodarczego i związku zachodzącego między nim a sytuacją polityczną; w myśl tego schematu rozwój ów przechodzi (w Europie od XVI wieku) przez 4 stadia: prymitywnej unifikacji, uprzemysłowienia, dobrobytu narodowego i dostatku (bogactwa); zjawisko f. wiązać się ma z drugim okresem, natomiast narodowego socjalizmu z trzecim, albowiem „terminu faszyzm będziemy używać […] w odniesieniu do jednej z odmian uprzemysłowienia”, a w tym świetle — ponieważ Niemcy były w pełni uprzemysłowione, kiedy Hitler doszedł do władzy — „nazizm nie był jakąś formą polityki uprzemysłowienia, lecz wariantem polityki dobrobytu” (cyt. za: R. De Felice, dz. cyt., s. 140); konsekwencją tego zróżnicowania jest uznanie f. za ruch drobnomieszczaństwa, a do reżimów faszystowskich zaliczać się będą (bez stosowania ocen moralistycznych czy politycznych) wszelkie „reżimy synkretyczne”, jak np. peronizm, które znajdując na drodze uprzemysłowienia, wytworzą „takie systemy polityczne, które nie będą ani burżuazyjne, ani socjalistyczne, pomimo zapewnień ich rządów, że są właśnie takimi” (tamże, s. 142); ów prawdziwy „faszyzm-synkretyzm” nie zależy tedy, jak mniemają marksiści, od domniemanego pochodzenia klasowego, ale od rytmu, w jakim przeprowadza on rozwój przemysłowy: „Marksiści mylą się, gdy twierdzą, że faszyzm jest tworem burżuazji”; równie fantastyczna wydaje się atoli teza autora, iżby „rząd synkretyczny” był „ostatnim zwycięstwem arystokracji ziemiańskiej” (tamże, s. 142).

Podejście socjologiczne z politologicznym łączy Seymour Martin Lipset, wychodzący od koniecznego, jego zdaniem, w tym wypadku przewartościowania tradycyjnych kategorii stratyfikacji politycznej społeczeństwa, tj. lewicy, centrum i prawicy, jak również — przyjętego zarówno przez XIX-wiecznych konserwatystów, jak i marksistów — przekonania, że najważniejszy we współczesnym społeczeństwie jest podział socjalno-ekonomiczny; tymczasem identyfikowanie lewicy z reformami socjalnymi i egalitaryzmem, a prawicy z arystokracją i konserwatyzmem, jak również analiza zagadnień politycznych w kategoriach walki klas, zaczęły zbytnio upraszczać i zniekształcać rzeczywistość; dodatkową symplifikacją stało się łączenia pojęcia „ekstremizmu” („skrajności”) wyłącznie z ideologiami i ruchami prawicowymi (antydemokratycznymi zwolennikami przywrócenia monarchii lub arystokracji) oraz lewicowymi (antydemokratycznymi komunistami), podczas gdy „centrum” (obrońcy demokracji) niezmiennie miało pozostawać „umiarkowane”; ponieważ nie dało się nie zauważyć „ekstremistycznego” charakteru f., a cała lewica niefaszystowska (jak również większość demokratów i liberałów) nie chciała przystać na „kalanie” dobrego imienia lewicy kojarzeniem jej z f., automatycznie uznano, że ekstremizm faszystowski nie może być inny, jak prawicowy — oto źródło milionkroć powtórzonego sloganu o f. jako „skrajnej prawicy”; przyczyna tego nonsensu tkwi właśnie w niedomyśleniu faktu, iż „centrum” może być także „ekstremistyczne”, że „ideologie i grupy ekstremistyczne można klasyfikować i analizować w tych samych kategoriach, co grupy demokratyczne, tj. jako lewicę, prawicę i centrum . Te trzy kierunki są podobne do swoich demokratycznych odpowiedników zarówno pod względem podłoża społecznego, jak i treści haseł” (Faszyzm jako ekstremistyczny kierunek centrum [1959], [w:] Faszyzmy…, s. 305); centrum demokratyczne reprezentowane jest zazwyczaj przez partie liberalne, tak pod względem politycznym, jak gospodarczym, niechętne zarówno arystokratyzmowi, jak egalitaryzmowi, a w dziedzinie kultury — antyklerykalne i antytradycjonalistyczne; pod względem społecznym korzysta ono głównie z poparcia klas średnich; analogicznie, prawica umiarkowana korzysta głównie z poparcia klas wyższych, a umiarkowana lewica — niższych; prawidłowość ta dotyczy jednak również wszystkich nieumiarkowanych postaci tych kierunków: prawicy autorytarnej i reakcyjnej, lewicy radykalnej (komunistycznej), a zatem również i ekstremistycznego centrum, którym jest f. i nazizm; jego podstawowa baza społeczna jest dokładnie taka sama, jak demokratycznego liberalizmu: np. analiza wyników wyborów w Niemczech i Austrii przed 1933 dowodzi, że partia hitlerowska wzrosła na elektoracie partii centrowych, a nie prawicowych; f. zatem „jest zasadniczo ruchem klasy średniej, wyrażającym protest w równej mierze przeciwko kapitalizmowi, jak i socjalizmowi, przeciw wielkim przedsiębiorcom i wielkim związkom” (tamże, s. 308); faszystowskich ekstremistów centrum różni jeszcze zasadniczo od ekstremistów prawicy (np. węgierskich horthystów, austriackich korporacjonistów, salazarystów, gaullistów /sic!/ i monarchistów) to, że antydemokratyczna prawica jest konserwatywna i religijna, a f. rewolucyjny i bez- lub wręcz antyreligijny: „Ideałem ekstremisty prawicy nie jest władca totalitarny, lecz monarcha lub tradycjonalista, który postępowałby jak monarcha. Wiele z tych ruchów — w Hiszpanii, Austrii, na Węgrzech, w Niemczech i Włoszech — było zdecydowanie monarchistycznych. De Gaulle przywrócił uprawnienia i przywileje monarsze prezydentowi Francji. […] Podobnie reżim Franco, którego popierają wprawdzie hiszpańscy faszyści — Falanga — opanowany był przez autorytarnych konserwatystów” (tamże, ss. 308, 315); pewne zamieszanie sprawia jedynie fakt oportunizmu faszystów, którzy dla utrzymania władzy gotowi są wchodzić w koalicje, a z drugiej strony kalkulacje prawicy, zdającej sobie sprawę, ze jest za słaba, by sama mogła stawić skuteczny opór marksizmowi; dlatego „Hitler, ekstremista centrum, zjednał sobie poparcie konserwatystów, którzy spodziewali się, że będą mogli wykorzystać nazistów przeciw marksistowskiej lewicy”, a f. włoski „stanowił koalicję ekstremizmu centrum [faszystów] i prawicy [nacjonalistów], kierowaną przez typowego oportunistę”; przeciwwagą tych ewidentnych porażek prawicy niemieckiej i włoskiej jest fakt, że prawicy hiszpańskiej (frankistowskiej) udało się „zachować centrystów [falangistów] wśród swoich zwolenników, nie powierzając im kierownictwa nad ruchem” (tamże, ss. 314, 316).

6. Interpretacje politologiczno-historyczne

W podobnym, co Lipset, kierunku zmierzało, i do podobnych konkluzji dochodziło, lecz na gruncie analizy polityczno-historycznej, wielu historyków idei; wybitny amerykański znawca europejskiej (głównie francuskiej) prawicy — Eugen Weber identyfikował f. i narodowy socjalizm jako „połączenie prawicy i lewicy”, będące zespoleniem XIX-wiecznego nacjonalizmu i socjalizmu, lecz w nowej, „mniej humanitarnej [i] mniej liberalnej” postaci niż ich wcześniejsze manifestacje (dz. cyt., s. 322); korzeni f. poszukiwał bardzo (i nazbyt) szeroko: w „organicznym nacjonalizmie” Rousseau, w myśli Hegla, w „romantycznej afirmacji prymatu subiektywnych namiętności, instynktu i woli” (tamże, s. 321), w ideach filozoficznych F. Nietzschego, H. Bergsona i É. Durkheima, w autarkicznej teorii ekonomisty F. Lista, w socjalizmie F. Lassalle`a, w działalności wilhelmińskiego polityka F. Naumanna i chrześcijańsko-społecznego burmistrza Wiednia — antysemity K. Luegera, w nacjonalizmie M. Barresa i Ch. Maurrasa, w rewolucyjnym syndykalizmie G. Sorela, a nawet w idealnym Państwie „totalitarnym” Platona i w (co do mentalności faszystowskiej) w platońskiej postaci Kalliklesa z Gorgiasza; Weber kwestionował pogląd, że „doktryna narodowosocjalistyczna nie ma żadnego znaczenia […]; że manifesty faszystów lub program niemieckiej narodowosocjalistycznej partii robotników są bez znaczenia, gdyż nigdy nie zostały zrealizowane”: „W rzeczywistości oświadczenia te stały się podstawą działań, i to w zaskakującym stopniu” (tamże, s. 325); z kolei wspólną cechą f., nazizmu, socjalizmu i komunizmu jest antyliberalizm, zwłaszcza ekonomiczny (antyleseferyzm); pozytywnie, faszystowską mieszankę prawicy i lewicy należy określić jako „narodowy kolektywizm”, który jest „jak gdyby jakobinizmem naszej epoki”, w której nie ma „nic reakcyjnego” (tamże, s. 339): „identyfikowanie faszyzmu i reakcji jest jak najbardziej niesłuszne”, natomiast, zdaniem Webera, „bardziej zrozumiałe i uzasadnione jest identyfikowanie faszyzmu z narodowym socjalizmem” (tamże, s. 341), choć można „znaleźć między nimi różnice, choćby tylko na płaszyczyźnie doktrynalnej”: „etos faszystowski jest emocjonalny i sentymentalny”, zaś „narodowy socjalista […] wydaje się znacznie bardziej teoretykiem. […] słowa i idee są dla niego tak samo ważne jak czyny, a niekiedy je zastępują” (tamże, s. 342); należy pamiętać, że mówiąc: „narodowy socjalista”, Weber miał na myśli również nieniemieckich teoretyków, takich jak Déat.

Brytyjski historyk Hugh Seton-Watson proponuje „neutralną” emocjonalnie (choć świadomą subiektywnych znaczeń tego słowa) definicję f. jako „niemarksistowskiego totalitaryzmu”; wszystkie ruchy faszystowskie łączą, jego zdaniem, „reakcyjną ideologię ze współczesną organizacją masową”, a „ich przywódcy, jeśli są w opozycji, wychwalają tradycyjne cnoty, lecz zwracają się o poparcie do mas i wykorzystują każdą formę ich niezadowolenia” (dz. cyt., s. 390); wprawdzie „ich pierwotne idee przypominają często idee staroświeckich konserwatystów”, ale „ich metody walki, a nawet całe pojęcie organizacji politycznej nie odpowiada wyidealizowanej przeszłości, lecz teraźniejszości. Ich poglądy są może nostalgiczne, a na pewno elitarne, lecz jako siła polityczna są raczej demokratyczni niż oligarchiczni [podkr. moje — J.B.]” (tamże, s. 390); pomimo podobieństwa idei faszystowskich do występujących w całej Europie około 1914 idei reakcyjnych (kontrrewolucyjnego konserwatyzmu i nacjonalizmu) f. jest „czymś więcej niż ideologią reakcyjną; jest ruchem, którego podstawę stanowi znaczne poparcie mas. Wszystkie ważniejsze ruchy faszystowskie powstały w opozycji do istniejących reżimów. Wszystkie musiały walczyć o władzę, a niektóre były surowo prześladowane. Wszystkie uważały swoje zwycięstwa (niektóre krótkotrwałe) za triumf idei rewolucyjnej. Żaden z tych ruchów nie starał się przywrócić przeszłości. Ich ideologie były zasadniczo reakcyjne, lecz nie można ich określić jako 'kontrrewolucyjne', bo nie starały się przywrócić czegoś obalonego przez poprzednią rewolucję. Były to w zasadzie ruchy rewolucyjne” (tamże, s. 399) [nb., na podstawie tej samej przesłanki: braku marzenia f. o powrocie do dawnego „złotego wieku”, wprost przeciwne etykietki nadawał lewicowy historyk francuski — Henri Michel, którego zdaniem f. był reżimem konserwatywnym i rewolucyjnym w technice władzy, ale nie reakcyjnym — Introduction sur le „Fascisme”, „Revue d`histoire de la deuxieme guerre mondiale” 4/1967, s. 1]; o Włoszech można — paradoksalnie — powiedzieć, że były „mniej faszystowskie” niż inne reżimy (tamże, s. 400); w niektórych krajach (Węgry, Rumunia) f. stał się potężnym ruchem masowym, popieranym przez chłopów i robotników, w innych (Hiszpania, Polska) prawie wyłącznie przez intelektualną młodzież; „ważną cechą faszyzmu, którą się często pomija, a której nigdy nie można dobrze wytłumaczyć, jest charyzmatyczny przywódca” (tamże, s. 403); jedynym silnym reżimem faszystowskim, powstałym już po wojnie był rząd Perona w Argentynie, ale pewne podobieństwa do f. widzi Seton-Watson w systemach stworzonych poza cywilizacją europejską — przez Nassera w Egipcie czy Sukarno w Indonezji.

Tezę o odmienności „dynamicznego” f. od „klerykalnego” konserwatyzmu wsparł także Hugh R. Trevor-Roper, pomimo iż lekkomyślnie pozwalał sobie na stwierdzenia o wywodzeniu się f. „w prostej linii” z idei Burke`a czy Carlyle`a, acz reflektował, że „ludzie ci byliby niewątpliwie wstrząśnięci, gdyby zobaczyli, jaką postać przybrał ostatecznie ruch, któremu przysłużyli się swymi ideami” (dz. cyt., s. 412); wprawdzie obydwa są autorytarne, antyliberalne i antyparlamentarne, są jednak różne: „właściwy”, czyli „dynamiczny” f. to „kult siły gardzącej ideami religijnymi i tradycjonalnymi, samoobrona rozjątrzonej niższej klasy średniej w osłabionym społeczeństwie przemysłowym” (tamże, s. 422); dla uwypuklenia różnicy pomiędzy nimi Trevor-Roper odwołuje się do analogicznej różnicy historycznej pomiędzy „uświęconym wolą boską absolutyzmem Stuartów, a jawnym, nieuświęconym, absolutyzmem Hobbbesa” (tamże, s. 422); choć oba te kierunki faktycznie mieszały się ze sobą, gdyż „połączył je wspólny strach przed komunistycznym socjalizmem”, to jednak nie należy ich ze sobą mylić, gdyż pomieszanie to wynikało ze względów taktycznych: „żeby uzyskać władzę 'faszyści', jak Hitler, udawali konserwatystów, a 'konserwatyści', jak Franco, udawali faszystów”, co zresztą powodowało obustronne nieporozumienia: „Niemieccy konserwatyści przekonali się, że zamiast zyskać posłuszne narzędzie, obudzili Frankensteinowskiego potwora, który nienawidził Kościoła i którego ostatecznym celem była likwidacja arystokracji europejskiej. Hitler ze swej strony skarżył się, że przelał krew i poświęcił fundusze, aby ugruntować władzę Franco w Hiszpanii, a w końcu przekonał się, że pomógł podźwignąć się godnemu pogardy pachołkowi arystokratów i kleru” (tamże, s. 422); również „słownik lewicy nie rozróżniał tych dwu prądów. Nienawidząc jednych i drugich socjaliści często traktowali ich jednakowo i potępiali jako 'faszystów' zarówno Dollfussa w Austrii, jak Franco w Hiszpanii, czy też Horthyego na Węgrzech. Wszędzie mieszały się te dwa pojęcia […]. Jest to […] niewybaczalne dzisiaj, kiedy faszyzm już nie istnieje, a naszym zadaniem jest nie walczyć, lecz zrozumieć” (tamże, ss. 422/3); istnieje także wewnętrzna różnica pomiędzy f. włoskim i jego pochodnymi a f. niemieckim: tylko ten ostatni oraz te faszyzmy, które (jak „strzałokrzyżowcy”) zostały bezpośrednio uzależnione od jego potęgi, były antysemickie; Trevor-Roper przypuszcza, że „gdyby nie fatalna zależność od nazistowskich Niemiec”, f. włoski ewoluowałby w kierunku zwykłej dyktatury: f. „byłby wówczas inny, bez rasizmu, bez jawnego ateizmu, bez nordyckich bredni lub niemieckiego Schadenfreunde. Jedynie siła Niemiec, tylko ona, nadała jednakowe, ohydne cechy krajowym ruchom antykomunistycznym; tak np. pod jej wpływem partia autonomii Flamandii nabrała zabarwienia nazistowskiego, a lokalne napięcia na Bałkanach zaogniły się” (tamże, s. 434); zlepioną ze strzępków różnych ideologii, i nieusystematyzowaną do końca doktrynę f. postrzega Trevor-Roper zasadniczo jako „ruch wojującego nacjonalizmu”; całe zjawisko f. jest jednak wyraźnie ograniczone w czasie i krótkotrwałe, a jego rozpowszechnienie się było jedynie okresem kilkuletnim: teoretycznie, mógłby powtórzyć się układ podobnych okoliczności, które go wywołały, bo istnieją pewne niezmienne skłonności charakterystyczne dla f., lecz nie byłby to już ten sam układ i dlatego nie należałoby używać tej samej nazwy — nazwy, która łączy się ze ściśle oznaczonym okresem albo też jest inwektywą bez żadnego znaczenia (tamże, s. 434).

Amerykański politolog Stanley G. Payne, nie tylko że rozróżnił prawicę konserwatywną od f., ale również jedną i drugi od prawicy radykalnej (Fascism. Comparison and Definition, Wisconsin 1980), a nawet pokusił się o skonstruowanie odpowiednich tabel korelacyjnych [faszyzm (1), prawica radykalna (2), prawica konserwatywna (3)]; egzemplifikacje te, niestety, budzą w szeregu wypadków, poważne wątpliwości; o ile na przykład — przy założeniu, że w ogóle trafne jest nazywanie „prawicą konserwatywną” ruchów i polityków broniących status quo, i częstokroć liberalnych — zakwalifikowanie w Niemczech NSDAP do (1), Stahlhelmu, DNVP Hugenberga i von Papena do (2), a Hindenburga, Brüninga i Schleichera do (3) da się jeszcze obronić, o tyle we Włoszech, gdzie PNF ma poz. 1, nacjonalistyczne ANI — 2, a liberałowie: bar. Sonnino i Salandra — 3, już nie bardzo; zaś zupełnym nonsensem jest zakwalifikowanie jako „prawicy konserwatywnej” (3) w Polsce — Piłsudskiego i BBWR (gdzie odpowiednio poz. 2 zajmuje narodowa demokracja, a poz. 1 — ONR i Falanga); nie do przyjęcia jest także wprowadzone przez Payne`a pojęcie „systemu nacjonalistyczno-autorytarnego” dla aż 7 odmian reżimów od 1/ III Rzeszy, jako „pełnej” postaci f., poprzez: 2/ nie w pełni faszystowskie Włochy Mussoliniego, gdzie partia była podporządkowana państwu; 3/ satelickie lub na wpół satelickie, wobec III Rzeszy, państwa z okresu II wojny światowej; 4/ systemy władzy wojskowej skombinowane z partiami nacjonalistycznymi i z faszystowską zasadą wodzostwa (jak Hiszpania Franco); 5/ autorytarne reżimy pluralistyczne, bez masowej bazy społecznej (jak Węgry Horthy`ego); 6/ konserwatywne, paternalistyczne lub biurokratyczne systemy, usiłujące mobilizować masy (tu, w jednym „worku”: m.in. Portugalia Salazara, Brazylia Vargasa, Polska Piłsudskiego, Austria Dollfussa i znów Węgry Horthy`ego; po 7/ systemy „pretoriańskie”, obywające się bez mobilizacji mas (jak dyktatura greckich pułkowników 1967-74).

Również wg Renza DeFelice „elementem, który odróżnia reżim faszystowski od reżimów reakcyjnych i konserwatywnych, jest mobilizacja i zaangażowanie mas. To, że owa mobilizacja przybiera formy demagogiczne, to już inna sprawa: założeniem jest czynne uczestnictwo mas, nie odsunięcie ich od rządów. […] Inny element rewolucyjny — to fakt, że włoski faszyzm stawia sobie za zadanie […] przekształcenie społeczeństwa i jednostki w sposób, który nigdy dotąd nie był wypróbowany ani zrealizowany” (Wywiad na temat faszyzmu [1975], [w:] Faszyzmy…, s. 779); nie ma natomiast, jego zdaniem, wspólnego mianownika dla Włoch Mussoliniego i Niemiec hitlerowskich: „Różnice między faszyzmem włoskim a nazizmem są ogromne; są to dwa światy, dwie tradycje, dwie historie, do tego stopnia różne, że jest bardzo trudno połączyć potem we wspólnej ocenie” (cyt. za: tamże, s. 18); w tym wypadku jednak chodzi o to, że nazizm jest mniej „nowoczesny”: „porusza się na podwójnym torze” — rewolucyjnym i „odwiecznie” rasowym, chce „wyzwolenia człowieka aryjskiego”, a nie „nowego typu człowieka” (tamże, s. 780).

Ani prawica, ani lewica” — obwieszcza już sam tytuł (Ni droite ni gauche. L`idéologie fasciste en France, Paris 1983) książki izraelskiego historyka Zeeva Sternhellaof. francuskim; osobliwy użytek czyni jednak z tej tezy włoski filozof (i socjalista) Norberto Bobbio, który wychodząc od stwierdzenia (jeszcze nieproblematycznego), że tytuł ten można by zapisać także jako: „i prawica, i lewica”, co oznaczałoby ich syntezę, przeskakuje zaraz ponad ową „diadą” ideową, lądując na starym gruncie „skrajnej prawicy”, obejmującej f. i nazizm, a ogólnie „prawicy”, obejmującej f. i konserwatyzm łącznie (Prawica i lewica, Kraków — Warszawa 1996, ss. 46, 95-6); po „syntezie” zatem nie pozostaje żadnego śladu.

Syntezę przekonań lewicowych i prawicowych — z wyraźną jednak przewagą tych drugich — dostrzega w f. politolog brytyjski — Roger Eatwell ; istotę ideologii f. definiuje on jako poszukiwanie „holistyczno-nacjonalistycznej radykalnej trzeciej drogi” (dz. cyt., s. 52; [przez „holizm” należy tu, zgodnie z definicją słownikową, rozumieć podkreślanie prymatu „całości” nad „częścią”, a zatem antyindywidualizm]); definicja Eatwella odsyła zatem zasadniczo do celów społeczno-gospodarczych f. — osiągnięcia (w myśl dążeń socjalizmu) powszechnego dobrobytu wszystkich, ale w zgodności (jak wymaga tego nacjonalizm) z celami wspólnoty, co zapewnić winna jednolita organizacja wszystkich uczestników procesu produkcyjnego (czyli metodą proponowaną przez syndykalizm); unikając jednak jak ognia (logicznego także w świetle jego własnej definicji) powiązania pojęcia f. z „centrum”, i starając się udowodnić, że faszystowska rewolucja społeczna więcej zawdzięczała prawicy, Eatwell przyznaje mimo to, że jego ujęcie „pozwala wyraźnie wykluczyć wiele rzekomych przykładów faszyzmu, takich jak konserwatywna w istocie dyktatura generała Franco w Hiszpanii” (tamże, s. 52); niesłychanie rozbudowuje także genealogię f., acz przestrzega przed upraszczającym traktowaniem Rousseau, Hegla, czy Nietzschego, jako (odpowiednio) „pierwszego faszysty”; pomijając przesadne akcentowanie nacjonalizmu i ów nazbyt abstrakcyjny „holizm” — samo pojęcie „trzeciej drogi” wydaje się zupełnie adekwatne w opisie dążeń f., i to właśnie na przekór, tu i ówdzie wysuwanym obawom, możliwości kojarzenia się z programem „trzeciej drogi” T. Blaira czy G. Schrödera, które jest zupełnie na miejscu; jeśli skoncentrować się na kwestiach społeczno-ekonomicznych to, na dobrą sprawę, „trzecia droga” jest tak „wielopasmowa”, że f. z powodzeniem mieści się na jednym z jej „pasm”, a na „poboczach” znajdują się jedynie „czyści” leseferyści („libertarianie”) i „czyści” socjaliści.

7. Interpretacja fenomenologiczna

Wyjątkową, już choćby ze względu na wypracowanie samodzielnej metodologii porządkowania i badania zjawiska, pozycję pośród interpretatorów f. zyskał niemiecki historyk Ernst Nolte — najwybitniejszy, zapewne, znawca tego nurtu (co wcale nie wyklucza problematyczności, niektórych przynajmniej, jego tez), który wnosi do tematu coraz to nowe ujęcia już od prawie 4 dziesięcioleci, począwszy od fundamentalnej pracy: Faszyzm w swojej epoce (1963); metodę badawczą Noltego nawet przeciwnicy określają jako „wyrafinowaną”; kluczowym w niej pojęciem jest — zgodnie z ogólną zasadą fenomenologii — fenomen (zjawisko), tu: fenomen historyczny, tj. takie zjawisko społeczne, które posiada samoświadomość, wyrażoną w obrazie świata, ideologii i stosunku do innych fenomenów; fenomenem może być więc czyjś światopogląd indywidualny, doktryna polityczna, wypracowana przez szereg osób, ruch polityczny, instytucja polityczna (np. Rzesza Niemiecka), wytwór kulturotwórczej, sensownej działalności człowieka (np. kościół, pałac czy obraz), ale nie przedmiot czy instytucja użytkowa (np. fabryka); poznanie fenomenologiczne wymaga „empatii” wnikającej do wewnątrz danego fenomenu, a więc ujęcie go takim, jakim on sam rozumie i przedstawia siebie oraz ujmuje swój stosunek do świata; błędem, z tego stanowiska, jest zatem wyjaśnianie zjawiska przez umieszczanie go w polu innego fenomenu i odwoływanie się do innych zjawisk, jak np., co charakterystyczne dla marksistów wszelkiej maści, do kapitalizmu, albo do, ulubionej przez liberałów i konserwatystów, teorii totalitaryzmu (zakłada to więc także zasadniczą odrębność f. od komunizmu), który dla Noltego jest pojęciem pustym, odartym z treści, formalnym, nie mówiącym nic o rzeczy najważniejszej dla danego typu dyktatury, tj. o jej celu i sensie (nb. Nolte odrzucenia tego dokonuje niejako wbrew sobie, bo z przekonań jest właśnie liberalnym konserwatystą); aby poznać obraz świata faszystów, należy zatem także „udzielić im głosu”; rekonstruując światopogląd faszystów Nolte konfrontował jednak ich idee z ich czynami, pokazywał ich rodowód i umieszczał je na tle wydarzeń epoki; pierwsza praca Noltego była prezentacją 3 ruchów, uznanych przez niego za 3 formy tego samego zjawiska (atoli nie powiązane związkiem przyczynowo-skutkowym): tj. Action Française (jako „prefaszyzmu”), f. włoskiego (jako f. „normalnego”) i niemieckiego narodowego socjalizmu (jako f. „radykalnego”); każda część zawierała opis wydarzeń, doktryny i praktyki.

Teza o samoistności zjawiska f. jest u Noltego identyczna także z tezą o ograniczoności ram chronologicznych: f. jest fenomenem zamkniętym epoką wojen światowych, a ściślej — latami 1917-45, gdzie datę początkową wyznacza — warunkujący powstanie f. fakt wybuchu rewolucji bolszewickiej, a końcową — jego klęska; odtąd jest on już faktycznie martwy, „bo chociaż po roku 1945 istnieje faszyzm […], to na pewno nie można mu przypisywać znaczenia dla obrazu epoki” (dz. cyt., s. 350); myśl, wokół której obraca się interpretacja Noltego jest właśnie ta, że f. stanowi typowe i powszechne zjawisko epoki, a zatem epoka ta jest też „faszystowska”; nie musi to oznaczać, że wszystko w tej epoce było „faszystowskie”, ale przecież „historyk, który mówi o 'epoce kontrreformacji', [też] nie wysuwa bynajmniej tym samym tezy, że kontrreformacja panowała wtedy wszędzie […], i że nie napotykała oporu” (tamże, s. 354), tylko określa rodzaj motywów kształtujących tę epokę, i fenomen najbardziej dla niej charakterystyczny; w fazie rozkwitu f. (lata 30.) myślenie „faszystoidalne” było tak powszechne, że nawet w Ameryce F.D. Roosevelta, zarówno entuzjaści, jak przeciwnicy New Deal, przyrównywali jego reformy do działań Mussoliniego.

Definiowanie f. przez Noltego dokonywa się na kilku poziomach: poziom elementarny, jako zjawiska wewnątrzpolitycznego, wyznacza wskazanie wroga politycznego, którym jest marksistowski komunizm: f. „to antymarksizm, który zmierza do zniszczenia przeciwnika przez rozbudowanie radykalnie przeciwstawnej, a jednak zbliżonej ideologii i przez zastosowanie prawie identycznych i charakterystycznie zabarwionych metod, zawsze jednak w nieprzekraczalnych ramach narodowego samozachowania i autonomii” (Der Faschismus in seiner Epoche, München 1971[2], s. 51), przy czym przez sformułowanie „nieprzekraczalne ramy…” należy rozumieć nacjonalizm; chociaż korzeni myślowych (pre)faszystowskiego nacjonalizmu szuka Nolte w tradycji kontrrewolucyjnej prawicy reakcyjnej, od de Maistre`a i de Bonalda, to sam f. jest nie tyle „reakcyjny”, co „reaktywny” — jako reakcja na marksizm, ale realizowana metodami prawicy nieznanymi, „kontrrewolucja” realizowana środkami rewolucyjnymi; specyfiką f. jest także wprowadzenie wątków „sprawiedliwości społecznej” i zniesienia walki klas, na czym właśnie polega charakterystyczne dla niego połączenie motywu socjalistycznego z nacjonalistycznym; ściślej rzec ujmując — „reaktywność” f. jest dwojakiej natury: a/ może się on narodzić tylko „na gruncie systemu liberalnego” i b/ „nie istnieje faszyzm bez pojedynku z bolszewizmem” (cyt. za: R. de Felice, dz. cyt., s. 100).

Na drugim poziomie f. definiowany jest przez wskazanie jego celu, identyfikowanego jako wojna „na śmierć i życie”, prowadzona o „absolutną suwerenność”, ale stanowiąca cel sam w sobie, z czego wynika, że przeciwnikiem w tej wojnie jest nie tylko „wróg konkretny”, ale również sam proces historyczny, historia w ogóle; ta definicja odnosi się w pełni jedynie do nazizmu, ale tylko dlatego, że Mussolini miał mniejsze możliwości władcze, natomiast jego poglądy na wojnę i jej sens teoretycznie nie różniły się do poglądów Hitlera.

Na najwyższym — filozoficznym — poziomie interpretacji Nolte definiuje f. jako zjawisko transpolityczne, tzn. „opór przeciwko transcendencji praktycznej i zarazem walkę z transcendencją teoretyczną” (tamże, s. 544); wrogość f. wobec transcendencji bierze się z tego, że transcendencja — czy to religijna, czy to filozoficzna — dostrzega istnienie sensu poza konkretnymi jednostkami, umożliwia zatem praktycznie zadzierzganie więzi międzyosobowych pomiędzy nieograniczoną ilością ludzi (w tym sensie przejawem „transcendencji praktycznej” jest także kapitalizm, z jego mobilnością, industrializacją, zasadą wymiany itp.).

Inna fundamentalna praca Noltego — wydana 1987 Europejska wojna domowa 1917-1945, po której ukazaniu się lewicowy establishment oraz środowiska żydowskie usiłowały uczynić go nieomal apologetą nazizmu i zepchnąć, w oczach opinii publicznej, do inferna „rewizjonistów” holocaustu — prócz ściśle „wewnątrzniemieckiego” problemu interpretacji spuścizny III Rzeszy, pogłębiła wątek współzależności, pokrewieństwa, ale i śmiertelnej nienawiści dwu systemów: bolszewickiego i narodowosocjalistycznego; f. i nazizm stawiały sobie wprawdzie cele wręcz odmienne od bolszewizmu, ale dążyły do zniszczenia go takimi samymi, jak stosowane przez niego, metodami, w poczuciu, iż w przeciwnym razie to bolszewizm zniszczy świat; tym samym „europejska wojna domowa” była nieunikniona (nb. w tej fazie swojej twórczości Nolte przyjął właściwie, przynajmniej w części, teorię totalitaryzmu); f. i narodowy socjalizm trzeba zatem widzieć w aspekcie historycznym, a nie jako mit; dokonywać ich oglądu ze wszystkich, naukowo uzasadnionych, perspektyw, a nie jednostronnie — na przykład wyłącznie w optyce holocaustu, czy we wzburzonym stanie emocjonalnego „antyfaszyzmu”.

Istotną słabością koncepcji f. jako zjawiska „epokowego” jest jednak, zwłaszcza w pierwotnym ujęciu jej autora, nadmierne rozszerzenie pojęcia f. na ruchy i doktryny bardzo od niego odległe — szczególnie kontrowersyjne w odniesieniu do tradycjonalistycznej i rojalistycznej Action Française, z którą związane zostało pojęcie „prefaszyzmu”; intencja autora jest wprawdzie poza podejrzeniem: szło mu o wskazanie bardzo szeroko pojętych motywów „faszystoidalnych”, które — w danej epoce — nieuchronnie „wędrują” po bardzo różnych obozach i formacjach ideowych, niemniej przyczynił się on swoją koncepcją bezwiednie do ponownego rozpowszechnienia się, wyhamowanej uprzednio już nieco, tendencji szafowania terminem f. „na prawo i lewo” (a właściwie — wyłącznie na prawo); konfuzja ta mogłaby stracić znaczenie jedynie wówczas, gdyby desygnacja f. czy choćby „parafaszyzmu” straciła sens politycznego donosu i moralnego pohańbienia, na co jednak — o czym przekonywa los samego Noltego — rychło się nie zanosi.

8. Interpretacja cywilizacyjna

Najnowsza poważna i oryginalna koncepcja interpretacyjna f. jest dziełem polskiego badacza cywilizacji — Andrzeja Piskozuba; można zauważyć, że na nauce polskiej ciążył swoisty dług obowiązku wypracowania takiej właśnie teorii, zważywszy pionierską rolę w nauce o cywilizacjach w ogóle, Feliksa Konecznego ; twórca teorii „wielości cywilizacyj” nie zdążył jednak, niestety, sam opracować teorii f.; z szeregu drobniejszych jego studiów oraz luźnych uwag na marginesie opracowań tych cywilizacji, które opisał oddzielnie, można jedynie wywnioskować, że f. włoski — oceniany przed wojną dodatnio — zaliczał do cywilizacji łacińskiej, natomiast hitleryzm — od początku oceniany bezwzględnie ujemnie — wiązał z cywilizacją bizantyjską, umieszczając go w ciągu wyodrębnionego, jako kultura tej cywilizacji, bizantynizmu niemieckiego; spostrzegał także, iż nazizm, choć nienawistny żydostwu, przejął zadziwiająco dużo cech z cywilizacji żydowskiej (należy nadmienić, że cały socjalizm Koneczny uważał za kulturę należącą do tej cywilizacji): monizm prawa publicznego i prywatnego; ograniczenie własności prywatnej; nienawiść do chrześcijaństwa; plemienną monolatrię; pojęcie wybraństwa narodowo-rasowego; nieuznawanie niewspółplemieńców za ludzi; pychę i pożądanie cudzej własności; dopuszczenie niewolnictwa; utylitaryzm, kolektywizm (gromadność), mechanicyzm i aprioryzm, jako wyznaczniki tej metody życia zbiorowego (Cywilizacja żydowska, Londyn 1974, s. 389-94).

Koncepcja cywilizacyjna Piskozuba dystansuje zarówno: Noltego koncepcję f. jako „zjawiska epoki”, teorię totalitaryzmu, jako „bałamutny wytwór faszystowskiej nowomowy”, jak i przeciwstawianie f., jako „skrajnej prawicy”, bolszewizmowi, jako „skrajnej lewicy”, oraz wszelkie interpretacje obu tych formacji w kategoriach „klasowych”; ani bolszewizm nie był „proletariacki”, ani f. „wielkokapitalistyczny” czy „drobnomieszczański”; odmienny charakter obydwu wyjaśnia natomiast ich przynależność cywilizacyjna; bolszewizm wyrósł z podglebia cywilizacyjnego Rosji, będącej mieszanką 2 cywilizacji: bizantyjskiej i turańskiej (stepowo-azjatyckiej), stąd też był całkowicie obcy cywilizacji zachodniej, jako brutalna negacja wszystkich jej wartości: własności prywatnej, religii, ojczyzny i rodziny; na Zachodzie mógł on wywołać jedynie przerażenie, stąd też „odruch rozwścieczonego Europejczyka” wyartykułował się w f., jako w kontr-bolszewizmie.

F. natomiast jest wytworem cywilizacji zachodniej, atoli źródła jego są bardziej powikłane; dla ich rozwikłania Piskozub odwołuje się do tzw. cyklu Kondratiewa, który w graficznej formie drzewa genealogicznego ukazuje kolejne wyłanianie się w kręgu cywilizacji zachodniej nowych idei politycznych w wiekach XIX i XX, inspirowanych przez romantyzm; 6 nurtów w owym modelu „dendrycznym” podzielono symetrycznie na „ideologie władzy politycznej” w sekwencji: demokracja — nacjonalizm — socjalizm oraz na „ideologie kontestacji politycznej” w analogicznej triadzie: anarchizm — nihilizm — faszyzm; należy dodać, że ideologie pierwszej triady też genetycznie były „kontestacyjnym podziemiem”, ale w sprzyjających warunkach wszystkie zostały dopuszczone na polityczne „salony”, i udało im się wejść kolejno do establishmentu; odmiennie przedstawiały się losy tych nurtów, dla których kontestacja była nie „przypadłościową”, lecz immanentną cechą ich ideologii: anarchizm („mit absolutnej wolności”) i nihilizm („przewartościowanie wszystkich wartości”) popadłyby w sprzeczność z samymi sobą, gdyby stały się ideologiami władzy; podobnie powinno być z f., którego mitem rdzennym był „mit szlachetnego rewolwerowca”, na własną rękę, z pominięciem „dziurawego” prawa stanowionego, usuwającego zło, tolerowane przez sprzedajnego sędziego oraz skorumpowanego szeryfa; stało się jednak inaczej: „rewolwerowiec”, co stało się przyczyną wykolejenia tego nurtu, który wyszedł z właściwej sobie roli; gdyby natomiast „ruch ten utrzymał się trwale w tym kontestacyjnym nurcie, gdyby sytuacja międzywojenna nie zniewoliła go do stania się jeszcze jedną ideologią władzy politycznej, ze wszystkimi stąd płynącymi następstwami — byłby obok anarchizmu i nihilizmu pozostał trzecią odmianą drożdży służących społecznemu fermentowi. Nie byłoby wówczas podstaw do tych potępień i wyroków, jakie spadły na faszyzm, zwłaszcza na jego narodowosocjalistyczną odmianę. Pozostałyby tylko pomówienia i zniesławienia tego rodzaju, jakich władze i autorytety nie oszczędziły anarchistom czy nihilistom” (dz. cyt., s. 68); zdaniem Piskozuba, wszystkie trzy ideologie kontestacyjne są światopoglądami o szlachetnej intencji, dopóki odrzucają pokusę gwałtu i przemocy; ich przedstawiciele powinni być zatem karani nie za poglądy, które głoszą — bo te są „zdrowym, społecznym sprzeciwem”, ale za konkretne czyny — i nie jako anarchiści, nihiliści, czy faszyści, lecz jako przestępcy, jeśli stali się nimi.

Cała „historia naturalna” f. dokonała się, w ujęciu Piskozuba, w 7 „odsłonach”: 1/ „przesłania Zaratustry”, czyli nietzscheańskiego ideału „nadczłowieka” (lata 80. XIX w.); 2/ „przesłania szlachetnego rewolwerowca”, czyli narodzin legendy westernowego bohatera, przywracającego sprawiedliwość z coltem w dłoni, najpierw w literackiej postaci książek Karola Maya (ulubionego pisarza Hitlera), rychło w wersji ekranowej (ostatnia dekada XIX w.) [swoisty revival tego mitu dokona się VI 1989 na plakacie wyborczym „Solidarności”, z Gary Cooperem jako szeryfem z filmu W samo południe]; 3/ przesłania anarchosyndykalisty Georgesa Sorela, którego apoteoza przemocy oraz koncepcja „mitu politycznego”, zwłaszcza „strajku generalnego”, zainspiruje zarówno Lenina jak Mussoliniego (pierwsza dekada XX w.); 4/ bolszewickiego wyzwania „Dżyngis chana z maszyną do pisania” (1917); 5/ faszystowskiej „kontry” dla bolszewizmu — „marsz na Rzym” (1922); 6/ „kontry” Hitlera — powstanie III Rzeszy (1933); 7/ „zderzenia cywilizacji”: zachodniej z bizantyjsko-turańską — wojna III Rzeszy i jej sojuszników z ZSSR, poprzedzona „preludiami” w Hiszpanii i Finlandii (1941-45).

Pomimo zakwestionowania koncepcji „epokowości”, w kwestii „reaktywności” Piskozub jest najzupełniej zgodny z Noltem: f. „jako system władzy, stał się 'kontrą' wobec zagrożenia bolszewickiego i przeszedł z nurtu kontestacji politycznej do nurtu władzy politycznej tylko dlatego, że zagrożenie komunistyczne wcześniej się pojawiło. Gdyby zagrożenia nie było, nie byłoby też racjonalnych przesłanek do faszystowskiej 'kontry'. Wówczas faszyzm, jako system władzy politycznej, albo nie pojawiłby się w ogóle, albo też jego incydentalne wystąpienie byłoby zjawiskiem w takiej sytuacji zupełnie irracjonalnym” (tamże, ss. 74/5); cały program f., jako partii władzy (już zainfekowanej sorelowską doktryną przemocy), sprowadza się do stworzenia siły równie brutalnej jak komunizm, zdolnej skutecznie mu się przeciwstawić; jak zwięźle ujął to poeta K.I. Gałczyński: „chcesz się bić z chamem, to bądź cham” (Audycja dla inteligencji, „Prosto z Mostu” 17/1935, s. 2); rzekoma „zagadka” poparcia udzielanego faszystom i przez konserwatywnych, i przez liberalnych obrońców Zachodu, ma zatem proste wyjaśnienie w tym, że „wartości, w imię których faszyzm wystąpił do walki z komunizmem, były w rzeczywistości wspólnymi dla ogółu narodów cywilizacji zachodniej” (tamże, s. 75), zagrożonymi przez komunizm; to dlatego Croce, zanim zmienił zdanie i zaczął „nienawidzić” f., mógł udzielając 1923 poparcia Mussoliniemu zatytułować swój wywiad: Zachować wierność liberalizmowi i wiernie pomagać faszyzmowi; niezależnie od rasistowskich obsesji Hitlera, i dokonanych z tego powodu zbrodni, wojna na Wschodzie 1941-45 była faktycznie starciem cywilizacji europejskiej z rosyjską mieszanką bizantyjsko-turańską; przegranie jej przez Niemcy i ich sojuszników było następstwem jej niedostatecznej „internacjonalizacji” i złego (właśnie z powodu obłędnego rasizmu) zdefiniowania wroga, którym „powinien być system komunistyczny Sowietów, a nie ludność tego więzienia narodów, która we wkraczających najeźdźcach z Zachodu widziała wyzwolicieli ze stalinowskiego piekła” (tamże, s. 80); z tego samego powodu, klęska III Rzeszy była także obiektywnie klęską Europy i jej cywilizacji; mimo wszystko, choć „zdominowane przez Niemcy narody Europy odrzuciły Nowy Ład Europejski Trzeciej Rzeszy”, to jednak „same zaraz z własnej inicjatywy wkroczyły na tę drogę takiej samej integracji kontynentu, tyle że innymi metodami. Bo kierunek historii zaczął taką integrację wymuszać jako warunek utrzymania cywilizacyjnej tożsamości Europy” (tamże, s. 80).

Drugą konkluzją Piskozuba jest stwierdzenie, że gdyby to nie Stalin, tylko „oś” faszystowska wygrała II wojnę światową, 2 połowa XX wieku przyniosłaby — analogiczną do erozji i upadku komunizmu — erozję i upadek reżimu faszystowskiego; cykle rozwojowe obu ideologii są w każdym etapie identyczne: obie wyrastają z idei Sorela; narodzonemu 1917 bolszewizmowi odpowiadają narodziny 1922 faszyzmu, a Leninowi — Mussolini; ich apogeum 1930-45 przypada na tyranie Stalina i Hitlera; niedługo po powojennej delegalizacji f. dochodzi 1956 do odgórnej destalinizacji; epigońskiemu i rachitycznemu neofaszyzmowi odpowiada faza słabnącego neokomunizmu; wreszcie, po ostatecznym rozkładzie komunizmu, obie ideologie się „europeizują”, jako eurofaszyzm i eurokomunizm, ale są to mutacje nie mające już nic istotnie wspólnego ze swoimi poprzednikami.

Wysoce odświeżająca i rzucająca zupełnie nowy, w wielu punktach, snop światła interpretacja cywilizacyjna ma jednak także punkty wątpliwe: ignoruje czysto marksistowskie źródła komunizmu sowieckiego, których nie można umiejscowić w rosyjskiej „mieszance” bizantyjsko-turańskiej; trafnie wskazując na ważną dla obu nurtów, założycielską postać Sorela, nie wyjaśnia jednak dlaczego jego idee mogły zadziałać jednocześnie w różnych cywilizacjach; najpierw wyklucza zdecydowanie hipotezę przejścia anarchizmu i nihilizmu na pozycje „ideologii władzy”, a potem, w analizie apogeum f., przypomina sobie nagle, za Rauschningiem, że narodowy socjalizm zainspirował bardziej nihilizm, zaś f. włoski — jednak również anarchizm; wreszcie, w całym wywodzie więcej jest, często frapujących, hipotez co do tego, czym f. mógłby być, gdyby jego rozwój przebiegał po innej trajektorii, niż czym był (poza rolą odegraną w zderzeniu cywilizacji) realnie.

*

Świadomie synkretyczna, zbierająca wyniki dociekań różnych szkół i pojedynczych badaczy, definicja f. mogłaby brzmieć następująco:

Faszyzm to wielowymiarowe — przede wszystkim polityczne, ale również społeczne i transpolityczne (duchowe) — zamknięte w czasie zjawisko epoki sekularyzacji, narodzone i występujące w obszarze całej cywilizacji zachodnio-europejskiej (łacińskiej), ale rozprzestrzeniające się gdzieniegdzie także na obszary innych cywilizacji (bizantyjskiej, turańskiej, chińskiej, arabskiej i żydowskiej), mające swoje praźródło i praprzyczynę w nowożytnym kryzysie cywilizacji chrześcijańskiej, wywołanym przez rewolucję religijną protestantyzmu, a w konsekwencji deizmu, ateizmu i laicyzmu, i rewolucję polityczną, obalającą porządek monarchiczny, jak również rewolucję kulturalną racjonalistycznego oświecenia, a bliższą przyczynę w romantycznym przesileniu kultury, generującym ideologie kontestujące ład naturalny i cywilizacyjny oraz w pozytywistycznym „bankructwie nauki”; wyłonione bezpośrednio z rewolucyjnego syndykalizmu i z socjalizmu, ale absorbujące od samego początku treści doktryny nacjonalistycznej; mające, w swojej rdzennej — włoskiej — postaci, ścisły związek z drogą rozwojową tego narodu, w innych zaś — cechy swoiste, wynikające z ich problemów narodowych, kulturalnych, społecznych i ekonomicznych; charakteryzujące się przez cały czas swojego istnienia przewagą woluntarystycznego aktywizmu i swoistego „stylu” („estetyki przemocy”) nad teorią i doktryną oraz autodefiniowaniem się przede wszystkim w kategoriach negatywnych, ale dążące do wypracowania pozycji doktrynalnych w drodze syntezy heterogenicznych ideowo elementów; starające się nade wszystko o połączenie pierwiastków niemarksistowskiego i odrzucającego walkę klas socjalizmu oraz nietradycjonalistycznego nacjonalizmu, na płaszczyźnie syndykalistycznej albo korporacyjnej organizacji całości życia społecznego; antykapitalistyczne i antyplutokratyczne, ale nie negujące własności prywatnej, a jedynie odrzucające leseferystyczny model ekonomii i poszukujące gospodarczej „trzeciej drogi”; antyliberalne i wrogie liberalnej demokracji parlamentarnej, lecz plebejskie i demokratyczne w sensie kolektywistycznej „demokracji totalitarnej”; poprzez antyliberalizm i antyparlamentaryzm posiadające cechy wspólne z reakcyjną (monarchistyczną i nacjonalistyczną) prawicą radykalną, i w pewnych płaszczyznach z nią współpracujące, ale zasadniczo od niej różne, bo niekontrrewolucyjne, niekonserwatywne, niereligijne i nie dążące do przywrócenia ładu tradycyjnego; egzaltujące uczucia narodowe w sposób doprowadzający je do karykaturalnego szowinizmu, ale w konsekwencji ich wyolbrzymienia dochodzące faktycznie i teoretycznie do odrzucenia nacjonalizmu konserwującego państwo narodowe, i przechodzące na pozycje ponadnarodowego (europejskiego) uniwersalizmu; poprzez swój eklektyzm ideologiczny sytuujące się ani nie na prawicy, ani nie na lewicy, lecz na pozycjach „skrajnego” (tj. radykalnego w metodach) centrum, i tam odnajdujące swoją podstawową bazę społeczną w klasach średnich; rozpoznawalne w szczególności po wyrazistej symbolice, rytuałach, umundurowaniu, oraz posiadaniu i kulcie charyzmatycznego wodza; w większości swoich wcieleń wrogie religii chrześcijańskiej, lub przynajmniej konkurujące o „rząd dusz” z Kościołem, i starające się samemu stać „religią świecką”; stawiające sobie „statolatryczny” cel zbudowania totalitarnego „Państwa-Absolutu”, ale nigdzie — oprócz hitlerowskiej III Rzeszy — nawet nie przybliżające się w praktyce do tego „ideału”; w swojej szczególnej odmianie, wzrosłej na gruncie „dramatu duchowego Niemiec” — hitlerowskim narodowym socjalizmie — złączone z biologicznymi i materialistycznymi doktrynami darwinizmu socjalnego i rasizmu antropologicznego, a w konsekwencji doprowadzone tam do skrajnego terroru i ludobójstwa, a przede wszystkim planowej eksterminacji ludności żydowskiej i słowiańskiej, uznanej za rasy „niższe” i „bezwartościowe”; będące od początku swego istnienia reakcją na komunistyczny bolszewizm, powstałą do walki z nim w obronie cywilizacji zachodniej, ale zaczerpniętymi od niego, równie bezwzględnymi i okrutnymi metodami; w bezpośrednim z nim starciu — noszącym wyraźne znamiona pojedynku nie tylko politycznego i geopolitycznego, ale również „zderzenia cywilizacji” — ponoszące ostatecznie totalną i bezprzykładną klęskę, która — uzupełniona powojenną czystką — zakończyła jego realne istnienie; jako „życie po życiu”, występujące w śladowych postaciach epigońskiego i nostalgicznego „neofaszyzmu”, albo „postfaszyzmu” i „eurofaszyzmu”, wchodzących wszelako w zupełnie nowe konstelacje ideowe i polityczne.

G. Sarrocchi, Sulla politica interna. Socialismo e fascismo, Roma 1921; A. Labriola, La due politiche. Fascismo e riformismo, Napoli 1923; L. Salvatorelli, Nazionalfascismo, Torino 1923; C. Avarna Di Gualtieri, Il Fascismo, Torino 1925; F. Cambo, Autour du fascisme italien, Paris 1925; E. Ciccotti, Il Fascismo e le sue fasi, Milano 1925; G. Dorso, La rivoluzione meridionale, Torino 1925; Generale Filareti [C. Alemagna], In margine del fascismo, Milano 1925; G. Lumbroso, La crisi del fascismo, Firenze 1925; F.S. Nitti, Bolschewismus, Faschismus und Democratie, München 1926; G. Prezzolini, Faszyzm, Warszawa 1926; L. Sturzo, Italia e fascismo, London 1926; E. Beckerath, Wesen und Werden des faschistichen Staates, Berlin 1927; W.L. Jaworski, Ze studiów nad faszyzmem, „Przegląd Współczesny” 10 (1928); M. Rocca, Come il fascismo divenne una dittatura, Milano 1952; H. Lemaître, Les fascisme dans l`histoire, Paris 1959; T. Kroński, Faszyzm a tradycja europejska, [w:] Rozważania wokół Hegla, Warszawa 1960; M. Bardeche, Qu`est-ce que le fascisme?, Paris 1961; C. Casucci (red.), Il fascismo. Antologia di scritti critici, Bologna 1961; G. Salvemini, Scritti sul fascismo, I-II. Milano 1961-1966; E. Nolte, Der Faschismus in seiner Epoche. Die Action française — Der italienische Faschismus — Der Nationalsozialismus, München 1963, 1971[2]; J. Evola, Il fascismo. Saggio di una analisi critica dal punto di vista della Destra, con Note sul III Reich, Roma 1964, 1979[2]; E. Weber, Varietes of Fascism, New York 1964; A. Aquarone, L`organizzazione dello stato totalitario, Torino 1965; R. De Felice (red.), Il fascismo e i partiti politici italiani, Bologna 1966; E. Nolte, Die faschistischen Bewegungen, München 1966; H. Seton-Watson, Fascism, Right and Left, „Journal of Contemporary History” 1 (1966); H. Michel, Introduction sur le „Fascisme”, „Revue d`histoire de la deuxieme guerre mondiale” 4 (1967); E. Nolte (red.), Theorien über den Faschismus, Köln-Berlin 1967, Königstein 1984[3]; R. Paris, Les origines du fascisme, Paris 1968; J.A. Gregor, The Ideology of Fascism, New York 1969; J. Monnerot, Sociologie de la révolution. Mythologies politiques du XXe siecle. Marxistes-leninistes et fascistes. La nouvelle stratégie révolutionnaire, Paris 1969; S.J. Woolf, The Nature of Fascism, New York 1969; A. Del Noce, Appunti per una definizione storica del fascismo, [w:] L`epoca della secolarizzazione, Milano 1970; (zb.), Il problema storico del fascismo, Firenze 1970; G. Allardyce (red.), The Place of Fascism in European History, New York 1971; F.L. Carsten, The Rise of Fascism, Berkeley — Los Angeles 1971; A.J. Kamiński, Faszyzm, Warszawa 1971; W. Wippermann, Faschismustheorien. Zum Stand der gegenwärtigen Diskussion, Darmstadt 1972; J.A. Gregor, On Understanding Fascism, „American Political Science Reviev” 67 (1973); P.F. Hayes, Fascism, London 1973; A. Aquarone, M. Vernassa, Il regime fascista, Bologna 1974; A. Gramsci, Sul fascismo, Roma 1974; A.J. Gregor, Interpretations of Fascism, Morristown 1974; A.J. Gregor, The Fascist Persuasion in Radical Politics, Princeton 1974; N. Poulantzas, Fascisme et dictature, Paris 1974; R. De Felice, Intervista sul fascismo, Bari 1975; E. Gentile, Le origini dell`ideologia fascista (1918-1925), Roma-Bari 1975; R. De Felice, Interpretacje faszyzmu, Warszawa 1976; J. Dülffer, Bonapartism, Fascism and National-Socialism, „Journal of Contemporary History” 4 (1976); W. Laqueur (red.), Fascism: A Reader`s Guide, Analysis, Interpretations, Bibliography, Berkeley and Los Angeles 1976, Cambridge 1991[3]; R. Saage, Faschismustheorien. Eine Einführung, München 1976, 1977[2]; W. Schieder (red.), Faschismus als soziale Bewegung, Hamburg 1976; Faszyzm — teoria i praktyka w Europie, [w:] „Studia nad Faszyzmem i Zbrodniami Hitlerowskimi” 3 (1977); H. Michel, Les fascismes, Paris 1977; E. Nolte, Marxismus, Faschismus, Kalter Krieg, Stuttgart 1977; Ch.S. Maier, Kilka nowych prac o faszyzmie, „Dzieje Najnowsze” 2 (1978); G.L. Mosse (red.), International Fascism. New Research and New Methodologies, London 1978; D. Roberts, The Syndycalist Tradition in Italian Fascism, Manchester 1978; F. Ryszka, Faszyzm europejski. Definicje, typologia, perspektywy badań porównawczych, „Dzieje Najnowsze” 1 (1978); G. Allardyce, What Fascism Is Not: Thought on the Deflation of a Concept, „American Historical Reviev” 2 (1979); R. Bourderon, Le fascisme, idéologie et pratiques, Paris 1979; T. Buron, P. Gouchon, Les fascismes, Paris 1979; Faszyzmy europejskie (1922-1945) w oczach współczesnych i historyków (opr. J.W. Borejsza), Warszawa 1979; A.J. Gregor, The Young Mussolini and the Intellectual Origins of Fascism, Berkeley 1979; G.L. Mosse (red.), International Fascism: New Thoughts and New Approaches, London 1979; S. Larsen i in. (red.), Who Were the Fascists? Social Roots of European Fascism, Bergen-Oslo-Tromsö 1980; S.G. Payne, Fascism: Definition and Comparison, Madison 1980; J. Żarnowski, Faszyzm „wielki” i „mały”, [w:] „Studia nad Faszyzmem i Zbrodniami Hitlerowskimi” 6 (1980); N. O`Sullivan, Fascism, London 1983; T. Filipiak, Polityczna i społeczna doktryna faszyzmu. Główne założenia i interpretacje, Wrocław 1985; L. Passerini, Fascism in Popular Memory, Cambridge 1987; M. Zmierczak, Spory o istotę faszyzmu. Dzieje i krytyka, Poznań 1988; E. Collotti, Fascismo, fascismi, Firenze 1989; E. Gentile, Fascism as a Political Religion, „Journal of Contemporary History” 2-3 (1990); R. Griffin, The Nature of Fascisme, London 1990; I. Berlin, Joseph the Maistre and the Origins of Fascism, [w:] H. Hardy (red.), The Crooked Timber of Humanity, London 1991; R. Vivarelli, Interpretations of the Origins of Fascism, „Journal of Modern History” 1 (1991); W. Kozub-Ciembroniewicz, Doktryny włoskiego faszyzmu i antyfaszyzmu w latach 1922-1939, Kraków 1992; R. Visser, Fascist Doctrine and the Cult of the Romanita, „Journal of Contemporary History” 1 (1992); R. Griffin, Was Nazist Fascist?, „Modern History Reviev” 1 (1993); R. Griffin (red.), Fascism, Oxford 1995; M. Radzikowski, Odwrotna strona medalu. Rozważania o faszyzmie, „Szczerbiec” 6/7 (1995); O. Hinz, Cywilizacyjna interpretacja faszyzmu, Toruń 1996; G.L. Mosse, Il fascismo. Verso una teoria generale, Roma-Bari 1996; A. Piskozub, Bolszewizm a faszyzm: powstanie — rozwój — rozkład obu „mitów XX wieku”, [w:] Cywilizacje w czasie i przestrzeni, „Zeszyty Naukowe Katedry Nauki o Cywilizacji” Toruń 2 (1996); N. Tranfaglia, Un passato scomodo. Fascismo e postfascismo, Roma-Bari 1996; W. Laqueur, Faszyzm. Wczoraj. Dziś. Jutro, Warszawa 1998; N. Bończa-Tomaszewski, Demokratyczne źródła faszyzmu, „Fronda” 15/16 (1999); M. Szczepanowski, O stylu faszystowskim, J. Frejlak, Faszyści, naziści, samuraje, „Fronda” 17/18 (1999); A. Piskozub, Faszyzm w cywilizacji zachodniej jako ideologia kontestacji politycznej, „Arcana” 34 (2000).

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.