Jesteś tutaj: Publicystyka » Filip M. Muszyński » Ecclesia Militans, czyli o walce, która wciąż trwa

Ecclesia Militans, czyli o walce, która wciąż trwa

Filip Maria Muszyński

Kościół jest doprawdy niesamowitą instytucją; z jednej strony ludzie lekceważą jej prawa podkreślając swoją całkowitą niezależność, z drugiej — za wszelką cenę chcą do niej należeć i obruszają się, kiedy nie udziela im sakramentów. Tak często zarzuca się Kościołowi, że hamuje działania artystyczne i naukowe, ale w rzeczywistości to właśnie dzięki jego działaniom rozwijała się nauka i sztuki piękne, to spośród ludzi Kościoła rekrutowali się liczni artyści, naukowcy i odkrywcy. Zarzuca się mu na przemian, to zbytnią ascezę, to znów rozpustę; to nadmierny mistycyzm, to znów nieokiełznany materializm; to niedostosowanie się do realiów, to znów zbytni pragmatyzm; a mimo tych wszystkich sprzeczności, krytykowanie Kościoła tak często uchodzi, samo w sobie, za owoc, dowód i motor postępu.

Czymże jest Kościół, skoro tak wielu ma wrogów? Wielu z nich odpowie, że instytucją, jak każda inna, która kiedyś rosła w potęgę, ale teraz, dzięki postępowi nauki traci swoją pozycję i wkrótce nadejdzie jej kres. Ale mimo tych wszystkich deklaracji, że to taka sama instytucja jak inne, że przedstawia tylko jeden z tysięcy sposobów rozumienia świata, to jednak właśnie Kościół Katolicki skupia na sobie uwagę tak wielu wrogów i jest ciągłym przedmiotem pełnych nienawiści ataków. Towarzyszyły one Kościołowi od samego początku jego istnienia.

Ledwo przyszedł na świat Pan nasz Jezus Chrystus, a już król Herod postanowił Go zgładzić. Jego późniejsze nauczanie i działalność, spotykała się z tak wielkim niezrozumieniem i nieuzasadnioną wrogością. Tej nocy, kiedy ustanowił Eucharystię został wydany, a następnego dnia zginął męczeńsko na Krzyżu. I to miał być koniec Kościoła. Apostołowie uciekli, Piotr się zaparł, pod Krzyżem została tylko Jego Matka, Jan, Jego uczeń i garstka osób. A jednak nie był to koniec Kościoła. Ci, którzy przedtem uciekli, okazali się odważni i szerząc naukę Chrystusa, mężnie oddawali dla Niego swoje życie. Szaweł, który prześladował chrześcijan, stał się wkrótce, jako Paweł, najgorliwszym misjonarzem Nowego Przymierza.

Religia, która miała upaść – rozrosła się; ale prześladowania się nie skończyły. W Cesarstwie Rzymskim trwały przez blisko 250 lat, poczynając od panowania Nerona, a na Dioklecjanie kończąc. Edykt mediolański, w 313 roku oznaczał koniec prześladowań, ale nie skończyły się ataki na Kościół, którego nauki podważane były przez licznych herezjarchów. Podobnie działo się już po upadku Cesarstwa. Walki z herezjami trwały przez całe Średniowiecze. Potem zaś nadeszły kolejne ruchy, których celem było zniszczenie Kościoła, bądź podważenie jego autorytetu.

W XVI wieku rozpoczęła się reformacja, która przyniosła Kościołowi i wiernym wiele dotkliwych strat. Kościół jednak dzielnie przetrwał tę próbę. Wiek XVII był czasem licznych wojen religijnych oraz narastającego zagrożenia ze strony Islamu, jednak dużo niebezpieczniejsze okazało się zagrożenie wewnętrzne: bezbożnictwo i libertynizm rozwijający się w wieku XVIII pod hasłami „oświecenia”. Zachłyśnięcie się tymi ideałami przez społeczeństwo chrześcijańskie wydało wkrótce gorzki owoc, jakim była rewolucja francuska, która za największego wroga obrała sobie właśnie Święty Kościół.

Zgubne idee rewolucji rozlały się, za sprawą Napoleona po całej Europie. Wiek XIX był niestety dla Kościoła Powszechnego czasem niezwykle trudnym. Rozwijały się idee państwa laickiego, wielu naukowców, filozofów i polityków jawnie walczyło z wszelkimi przejawami religijności. W opozycji do Kościoła powstały zjednoczone Włochy, Bismarck po zjednoczeniu Niemiec wypowiedział Kościołowi wojnę, jaką był Kulturkampf.

Dwudziesty wiek okazał się być jeszcze gorszym. Wybuch rewolucji bolszewickiej oznaczał początek bezwzględnej walki z religią. Zatrute idee marksizmu rozlały się niestety po całym świecie wydając krwawy plon w licznych krajach Europy, Azji, Afryki oraz Ameryki Łacińskiej. Triumf komunizmu wszędzie oznaczał okrutne prześladowania Kościoła Katolickiego.

Mimo iż historia ta została przedstawiona w dużym skrócie i pełna jest ogólników, jednak uświadamia, że od początku swojego istnienia Apostolski Kościół wciąż jest atakowany, zwalczany i gnębiony, a jednak nie ugina się i niezmiennie głosi Prawdę. Walka z Kościołem trwa — trwa cały czas, również dziś, czego dowodem są pogromy chrześcijan w Indiach.

Ale nie tylko Indie są terenem zmagań, jest nim również nasza Ojczyzna i cała Europa, tyle że u nas walka ta przyjmuje postać bardziej wyrafinowaną. Wrogowie Kościoła nauczyli się, że przemoc i eksterminacja prowadzi tylko do poszerzenia orszaku Męczenników, dlatego niejednokrotnie przyjmują postawę przyjaciół, prowadząc chytrą grę, mającą na celu osłabienie naszego zaufania do Kościoła i podważenie jego autorytetu. Dzieje się to na różnych płaszczyznach, czasem w zupełnych szczegółach.

Całkiem niedawno oglądałem fragment odcinka kultowego serialu „M jak miłość”. Trafiłem akurat na moment, w którym troskliwa kobieta wchodzi do pijackiej meliny, by upomnieć jakiegoś alkoholika, aby nie dręczył swojej córki. Jak owa melina wyglądała? Na ścianie krzyż, obok obrazek Matki Boskiej Licheńskiej; na kolejnej ścianie kilim, również ze świętym obrazkiem. Zaintrygowało mnie to. Specjalnie zostałem do końca odcinka pilnie przypatrując się wszystkim mieszkaniom „porządnych ludzi” ukazanych w serialu. Czy Drogi Czytelnik myśli, że trafiłem tam na jakikolwiek symbol religijny? Ani śladu! Więc czy to jakiś zbieg okoliczności, że w serialu w kilku porządnych mieszkaniach nie ma nawet najmniejszego symbolu religijnego, a w pijackiej melinie są aż trzy? Czy rzeczywiście jest to absolutny przypadek? A może trafiłem na zły odcinek? Może w pozostałych odcinkach serialu symbole religijne są w każdym domu?

Obok tego typu drobiazgów, jakich jest niestety mnóstwo, niebezpieczni są również fałszywi przyjaciele Kościoła, którzy udając troskę o jego dobro i powołując się na konieczność „postępu” starają się go „reformować”. Tak więc często pojawiają się postulaty, że antykoncepcja, ani życie w konkubinacie nie powinny być grzechem, że powinna istnieć możliwość rozwodów, że Kościół powinien uznać równość wszystkich religii, zająć się wyłącznie działalnością charytatywną, a przy okazji zaakceptować związki homoseksualne i umożliwić kobietom przyjmowanie święceń kapłańskich.

O ile Kościół ma prawo pouczać swoich wiernych, bo jednym z jego zadań jest nauczanie, o tyle ludzie, którzy jawnie, świadomie i dobrowolnie głoszą rzeczy sprzeczne z jego nauczaniem, nie mają prawa wtrącać się wewnętrzne sprawy Kościoła, jako organizacji, do której nie należą. Katolik, który nie tylko kwestionuje, ale jawnie przeczy nauce Magisterium, przestaje być katolikiem. Dopóki nie porzuci swoich błędnych nauk, nie może wrócić na łono Kościoła, więc pozostaje poza nim. Dlaczego więc nadal chce się wtrącać w jego sprawy?

Mimo licznych przeciwieństw Kościół jednak nigdy nie upadnie, a naszym zadaniem, jest wciąż walczyć i stać w jego obronie nie zważając na trudności, bo jak powiedział nasz Pan Jezus Chrystus: Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. [J 15,20]

„Opcja na Prawo”, nr 10/82, październik 2008 r.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.