Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Fryderyk Hielscher

Fryderyk Hielscher

Adam Danek

Niemiecki prąd polityczno-intelektualny znany jako Rewolucja Konserwatywna od kilkunastu lat budzi w Polsce niesłabnące zainteresowanie uczonych, publicystów i myślicieli politycznych. W naszym Kraju wśród badaczy jej dziedzictwa przeważają głosy wobec niej życzliwe lub przynajmniej obiektywne – zupełnie inaczej niż w Europie Zachodniej, gdzie w pismach rewolucyjnych konserwatystów próbuje się głównie doszukiwać teoretycznych podstaw i uzasadnień dla późniejszych rządów Adolfa Hitlera. To jeden z wielu, niestety, przypadków dokonującego się na Zachodzie pisania historii od nowa wedle aktualnych kryteriów poprawności politycznej. W rzeczywistości jedynie niektórzy z heroldów Rewolucji Konserwatywnej – jak Werner Best (1903-1989) – zdecydowali się służyć III Rzeszy; Alfred Bäumler (1887-1968) został nawet jej oficjalnym ideologiem. Inni rewolucyjni konserwatyści – np. Ernst Jünger (1895-1998) i Friedrich Georg Jünger (1898-1977) – trzymali się z daleka od plebejskiej brunatnej dyktatury, a nie brakowało wśród nich jej ofiar, m.in. Ernst Niekisch (1889-1967) stracił zdrowie w nazistowskich więzieniach, zaś Edgar Julius Jung (+ 1934) został po prostu zamordowany przez gestapo podczas „nocy długich noży”. Niniejszy szkic chciałbym poświęcić rewolucyjnemu konserwatyście o sylwetce mocno powikłanej, zarówno w sensie biograficznym, jak i ideowym – Friedrichowi Hielscherowi. Idee ruchu, w którym działał, łączyły w sobie konserwatywne cele ze ściśle rewolucyjnymi środkami ich realizacji, stąd z prac jego protagonistów często wyłania się wizja świata zorganizowanej pracy, wyzwalającej ogromne energie, lecz ujętej w stalowe ramy pruskiej dyscypliny, zmilitaryzowanego i stechnicyzowanego narodu-armii czy rządów suwerennego dyktatora o żelaznej woli, wychowanego w „szkole władzy” rodem z dzieł Valeriu Marcu (1899-1942). Na tym tle Hielschera wyróżniał swoiście pojmowany tradycjonalizm i ezoteryzm, a także pewna… niechęć do przemocy. Ta ostatnia nie przeszkodziła mu jednak związać się w III Rzeszy z instytucją należącą do struktur SS. Ale nie uprzedzajmy faktów.

Urodzony w 1902 r. Hielscher wychował się w Gubinie nad Nysą Łużycką. Po zakończeniu I wojny światowej wstąpił do jednego z Freikorpsów, w którego szeregach przez krótki czas walczył przeciw Polakom na Górnym Śląsku. Po rozformowaniu jednostki przeniósł się do innego Freikorpsu, ten zaś został wkrótce przekształcony w regularny pułk Reichswery. Hielscher odszedł z armii w 1920 r., kiedy jako jedyny z żołnierzy pułku odmówił udziału w monarchistycznym puczu Kappa-Lüttwitza. Po ukończeniu studiów prawniczych za namową i pod protekcją matki – monarchistki i nacjonalistki – zaangażował się w bieżące życie polityczne, a nawet mimo młodego wieku zasiadał w parlamencie republiki weimarskiej. Z uczestnictwa w oficjalnym życiu publicznym szybko jednak zrezygnował, wybierając zejście do antysystemowego podziemia Rewolucji Konserwatywnej. Wszedł w krąg narodowych rewolucjonistów (reprezentujących tzw. żołnierski nacjonalizm) i w 1926 r. zadebiutował jako publicysta artykułem „Obywatelstwo a niemieckość” na łamach wydawanego przez nich periodyku „Arminius. Walczące pismo niemieckich nacjonalistów”. W tym też środowisku zawarł znajomość, a następnie przyjaźń z owianym już wówczas legendą Ernstem Jüngerem, sam z kolei wprowadził do otoczenia Jüngera byłego bojowca prawicowej terrorystycznej Organizacji „Consul”, Ernsta von Salomona (1902-1972). Ten ostatni w swych wspomnieniach tak opisuje mieszkanie Hielschera, gdzie spotykali się narodowi rewolucjoniści: „Bogumil [pseudonim literacki Hielschera – A.D.] mieszkał wówczas w jednym pokoju przy końcu Friedrichstrasse, w potwornej, ciemnej dziurze w jednym z potwornych, ciemnych domów tej trącącej wyblakłym splendorem ulicy, przez którą niegdyś przepłynęła elegancja stulecia, a która teraz służy żądnej rozrywki tłuszczy. Ale Bogumil umiał stworzyć z książek i dywanów nadające się do zamieszkania i odpowiednie dla siebie pomieszczenie, które widocznie pod urokiem Jüngerowskiego oddziaływania wyposażył też w osobliwe maski, nieudolnie wystrugane rzeźby, które niegdyś chyba mogły służyć celom kultowym lub magicznym.” Hielscher wszedł ponadto do elitarnego gremium uczestników tajnego kongresu przywódców ruchu nacjonalistycznego w Eichhof w 1929 r. O owym spotkaniu, którego treść i przebieg na dobrą sprawę nigdy nie wyszły na jaw, w środowiskach niemieckiej prawicy krążyły później legendy.

Ernsta Jüngera irytowały u przyjaciela ciągoty mistyczne czy też chiliastyczne, a także fascynacja kulturami Wschodu, w szczególności tradycją chińską i japońską. W istocie, Hielscher głosił potrzebę zwrócenia się ku Orientowi, w którym dostrzegał przeciwieństwo zachodniego sybarytyzmu i dekadencji. Zachód w jego aktualnym stanie jawił mu się jako zlepek chorych, i destrukcyjnych ideologii: demokracji, liberalizmu, kapitalizmu, praw człowieka etc. Pod koniec lat dwudziestych pisał na łamach „Der Vormarsch. Pisma nacjonalistycznej młodzieży”: „Walka przeciw Zachodowi oznacza uwolnienie kuli ziemskiej od kapitalizmu.” Z powyższych powodów popierał walkę – jak je nazywał – „narodów uciskanych” przeciw supremacji Europy Zachodniej1. Najpełniejszy wyraz jego poglądów zawierała wydana w 1930 r. książka pod tytułem „Rzesza” („Das Reich”).

Tytułowa „Rzesza” nie oznaczała żadnej empirycznej formy państwa. Rzeszę pojmował Hielscher jako pewien byt idealny, lecz jak najbardziej rzeczywisty, stanowiący duchowe centrum Niemiec i całej Europy. Pisał: „Środek wiecznego czynu przewyższa wszelkie moce, bowiem wszystkie moce żyją za sprawą środka. Środek jest Rzeszą. Dlatego dzieją się w świecie, w ciele boga, wszystkie porządki w odniesieniu do miejsca, w którym dokonuje się Rzesza. Do Rzeszy, jako do wiedzącego i czyniącego w boskości, odnosi historia wszystkie pozostałe sfery duszy.” W tym „tajemniczym środku” „krzyżują się” losy Niemiec i całego świata. W historii Rzesza przejawiała się m.in. w dziele Fryderyka Wielkiego i Ottona von Bismarcka czy – z innej strony – Richarda Wagnera oraz Friedricha Nietzschego, z których każdy „pozostawał samotny” w swym złączeniu z Rzeszą. Najbliższy kontakt z Rzeszą mieli zawsze Niemcy, do czego predestynuje ich charakter narodowy: „Nasza istota zawiera wolę władzy, a nasza władza wolę do zachowania naszej wewnętrznej natury.” Natura Niemców jest makiaweliczna – mieści w sobie zarówno przebiegłość i bezwzględność, jak i pokorę czy łagodność, z których to cech czynią ich właściciele użytek w zależności od wymagań sytuacji dziejowej. Niestety, w miarę nasiąkania Niemiec kulturowymi wpływami Zachodu słabło w nich poczucie Rzeszy. Ostatni jej świetny przejaw ujrzał świat podczas I wojny światowej, gdy Niemcy zdobyli się na niebywałą jedność, dyscyplinę i energię. Po zakończeniu wojny utracili duchową łączność z Rzeszą i muszą ponownie odnaleźć do niej drogę. Rola straży przedniej przypada tu arystokratom ducha (Wissenden), którzy zdolni są wniknąć nim w treść Rzeszy. Zgłębiwszy ją, powinni przekazać tę wiedzę swym zaufanym uczniom (Vertrauenden), a następnie zanieść wszystkim Niemcom, którzy mimo utraty kontaktu z Rzeszą intuicyjnie przeczuwają nadejście nowej epoki dziejów. W ten sposób odrodzi się ład będący odbiciem Rzeszy w świecie doczesnym. Rzesza ma naturę czysto duchową: „Rzesza jest jednością duszy, która posiada poczucie wiary i czynu.” Aby obcować z „duszą Rzeszy” nie potrzeba zatem profańskiej nauki o rasie (Rassenlehre), która źródeł walorów człowieka oraz przyczyn jego „zewnętrznej i wewnętrznej nicości” upatruje w „cielesnej powłoce”. Drogę do ponownego zjednoczenia Niemiec z Rzeszą otworzy uzyskanie „wolności od Zachodu”. W celu oczyszczenia Niemiec z jego wpływów postulował Hielscher likwidację demokracji i parlamentaryzmu, wydalenie obcego kapitału oraz wyjęcie niemieckich katolików spod władzy papiestwa. Wzorów porządku państwowego poszukiwał w Prusach Fryderyka II i niektórych jego sukcesorów.

Jak widać po zawartości jego głównej pracy, Hielscher był daleki od chrześcijaństwa. Wyznawał pogański panteizm, który sam opisał słowami: „Przecież nie wierzymy, jak chrześcijanie, w bezduszność świata, wiedząc wszak, że od najdrobniejszego ziarenka aż do bogów wznosi się hierarchia dusz, za którą każde ‘my’, od ‘ja’ do ‘ty’, ponosi odpowiedzialność przed Bogiem i nimi wszystkimi.” Tę wiarę w bóstwo przenikające i jednoczące w sobie wszystkie obiekty w świecie odnalazł w sobie jeszcze jako żołnierz Reichswery, rozmyślając podczas nocnej warty w Boże Narodzenie 1919 r. Krok w stronę usystematyzowania swych wierzeń uczynił w latach trzydziestych, kiedy założył nieformalny neopogański związek religijny. Pogaństwo stanowiło płaszczyznę, na której poglądy Hielschera spotykały się z ideologią nazistowską; faktycznie po pewnym czasie zbliżył się on do hitlerowców i postanowił zaangażować po ich stronie. Z punktu widzenia jego wcześniejszej ewolucji intelektualnej wcale nie było to oczywiste. W latach republiki weimarskiej Hielscher wstąpił do Towarzystwa Studiów nad Faszyzmem oraz Towarzystwa Studiów nad Związkiem Sowieckim, lecz uczynił to w celach czysto badawczych – nie identyfikował się jako zwolennik któregokolwiek z tych ustrojów. Co więcej, w pracy „Rzesza” krytykował partie nazistowską i komunistyczną za tandetny i prymitywny populizm, za podlizywanie się tłumom, na antypodach którego znajduje się „prawdziwa sztuka rządzenia państwem” – ze swej natury elitarna. W przeciągu kilku następnych lat musiał jednak gruntownie zmienić swój stosunek do narodowego socjalizmu, skoro wstąpił do utworzonej pod osobistym patronatem Heinricha Himmlera organizacji Ahnenerbe.

Towarzystwo Ahnenerbe (Dziedzictwo Przodków), powołane przez SS-Reichsführera w 1935 r., miało za zadanie znaleźć naukowe podstawy dla ideologii NSDAP. Zatrudnieni w nim antropolodzy i etnografowie organizowali wyprawy badawcze do rozmaitych dalekich krain, poszukując tam śladów germańskiej cywilizacji z zamierzchłych czasów. Najsłynniejsza z tych ekspedycji – zakończona kompletną kompromitacją – wyruszyła w latach 1938-1939 do buddyjskiego Tybetu. Uczeni z Ahnenerbe prowadzili również badania nad wzajemną wyższością i niższością ras. Współpracujący z nimi lekarze SS dokonywali chemicznych lub chirurgicznych eksperymentów na ludziach, które kończyły się dla ofiar śmiercią lub dotkliwym okaleczeniem. Hielscher nie brał jednak udziału w tym procederze. O swej działalności w Ahnenerbe opowiadał Ernstowi Jüngerowi, kiedy odwiedził go w 1943 r. w okupowanej Francji. Jünger wspomina: „Pytałem go o kilku znajomych, między innymi o Gerda von Tevenara, który zmarł niedawno, i usłyszałem, że to on go pochował. O Aretzu natomiast (…) powiedział: ‘Jemu dawałem ślub.’ W ten sposób potwierdził żywione przeze mnie od dłuższego czasu podejrzenie, mianowicie, że założył kościół. Siedzi teraz nad dogmatyką, podczas gdy z liturgią jest już bardzo zaawansowany. Pokazał mi zbiór pieśni i opracowanie świątecznego cyklu ‘Rok pogański’, które obejmuje kategoryzację bogów, uroczystości, barw, zwierząt, potraw, kamieni i roślin. Przeczytałem tam, że 2 lutego należy obchodzić święcenie świateł. Patronuje mu Berchta, której znakiem jest wrzeciono, zwierzęciem – niedźwiedź, a kwiatem – śnieżyczka. Jej barwy to rudość i śnieżność; za dar na jej święto uchodzi pentagram. Świąteczne jadło to śledź z kluskami, do tego napój foczy i gnieciuch jako pieczywo. Za to przy zapustach, obchodzonych na cześć Frei, natknąłem się na ozór, szampana i pączki.” W tej samej rozmowie Hielscher powiedział Jüngerowi, że współpracuje z opozycją antyhitlerowską, a nawet uczestniczy w przygotowaniach do zamachu na Hitlera: „Dał mi do zrozumienia, że w razie czego będzie sam zmuszony przygotować i pokierować tą akcją – poniekąd jak Starzec z Gór wysyłający swoich młodych ludzi do pałaców.”

Sprawa opozycyjnego zaangażowania Hielschera wypłynęła w latach 1946-1947 podczas tzw. procesu lekarzy nazistowskich w Norymberdze. Jeden z oskarżonych w procesie, sekretarz generalny Ahnenerbe SS-Standartenführer Wolfram Sievers zeznał, że Hielscher gromadził wokół siebie wewnętrzną opozycję i starał się dla niej pozyskać nawet prominentów ze ścisłego kierownictwa III Rzeszy. Konspiratorzy mieli m.in. planować likwidację Heinricha Himmlera. Późniejsze badania historyków nie potwierdziły rewelacji Sieversa, choć z innych źródeł wiadomo, iż Hielscher utrzymywał kontakty z niedoszłym zabójcą Hitlera, pułkownikiem Clausem Schenkiem hrabią von Stauffenbergiem. Ten ostatnie miał mu zdradzić zamiar dokonania zamachu na dyktatora już w 1943 r., a później w jakimś stopnie wtajemniczył w przygotowania do akcji.

Po II wojnie światowej Hielscher całkowicie odciął się od nazistowskich wątków swej biografii. W wydanych w latach pięćdziesiątych wspomnieniach notorycznie nazywa nazistów szajką oprawców wyniesionych do władzy przez ciemną tłuszczę i obrzuca wszelkimi możliwymi inwektywami. Oto dość typowy fragment: „(…) nikt nie jest winien wierności zbrodniczemu narodowi i państwu takiemu, jak narodowosocjalistyczne. Ta zgraja to nie nasz naród, to państwo to nie nasza Rzesza, ta umundurowana horda to nie nasze wojsko, te kampanie mordu i pożogi to nie nasza wojna. A kto niszczy tylko jedną z tych pluskiew, ten spełnia dobry uczynek, ze względu na Boga i prawo jako sędzia władzą pełnomocnictwa, które człowiek uczciwy otrzymał przeciw motłochowi.” W latach powojennych Hielscher sformułował własną wizję ładu europejskiego. Przewidywał w niej zniesienie państw narodowych, a przyszłą Europę wyobrażał sobie jako wielką federację wolnych plemion, szczepów czy klanów. Wspominając rozmowę odbytą w latach czterdziestych z przyszłym prezydentem RFN Theodorem Heussem, pisał: „Dosiadłem mojego ulubionego konika: likwidacja państw narodowych i odnowienie dawnych plemion w charakterze członków federacji zachodnioeuropejskiej, w której zatem nie istnieliby ani Niemcy, ani Francuzi czy Włosi albo Brytyjczycy, albo Hiszpanie, lecz tylko Ślązacy, Bawarczycy, Frankończycy wschodni, zachodni i nadreńscy, Szwabi, Alemanowie, Alzatczycy, Szwajcarzy, Burgundowie, Lombardowie, Andaluzyjczycy, Katalończycy, Baskowie, Flamandowie, Holendrzy, Fryzyjczycy, Szkoci, Bretończycy, Irlandczycy, Walijczycy, Anglicy, Norwegowie, Duńczycy, mieszkańcy Szlezwiku i Holsztyna, Meklemburczycy, Jutowie, Szwedzi i tak dalej.” Ta nawiązująca do idei Nowego Średniowiecza koncepcja upowszechniła się później w kręgach europejskiej Nowej Prawicy pod nazwą „Europy stu flag”, ukutą przez lidera tej formacji Alaina de Benoista.

Rewolucyjny konserwatysta Friedrich Hielscher zmarł w 1990 r. W jego myśli i życiu łączyły się poglądy tak różnorodne, że aż sprzeczne. Zdeklarowany przeciwnik materializmu i rasizmu, w swoim czasie znalazł zatrudnienie w instytucji, która miała uwiarygodnić materialistyczny rasizm hitlerowców. Przedwojenny zwolennik mocarstwowości swej ojczyzny i wielkości narodu, po wojnie opowiedział się za całkowitym odejściem od państwa narodowego. Nieprzerwanie natomiast wyznawał kulturowy i polityczny antymodernizm, jakkolwiek specyficznie pojmowany i zmienny w formach. Być może zasługuje więc, by – jak czynią niektórzy — zarzucić mu nieprzejrzystość przekonań, ale na pewno nie ich nieoryginalność.


1 „Załącznik biograficzny”, [w:] E. Jünger „Publicystyka…”, s. 520

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.