Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » Glosa do affaire Geremek

Glosa do affaire Geremek

Jacek Bartyzel

Tandetny thriller rozpoczęty trzęsieniem ziemi w parlamencie Euro – Sojuza rozwija się, a napięcie nawet rośnie. Po operetkowej uwerturze w wykonaniu „śpiewaków strasburskich”, wśród których wybijał się tubalny baryton Schulza i piskliwy falsecik Cohn-Bendita, Euro – Bolszewia wytoczyła przeciwko Polsce cięższe działa w postaci rządów członkowskich. Zaprzęgła przy tym do gęgania prominentnych przedstawicieli tzw. prawicy – tej, która tak zachwyca publicystów „Der Dziennik”. W karnym szeregu z socjalistami, zielonymi i inną lewacką hołotą gęgają tedy irlandzki „konserwatysta” Pat Cox, „prawicowy” minister spraw zagranicznych Francji Philippe Douste-Blazy i „prawicowy” kandydat na prezydenta Nicolas Sarkozy. Wszyscy oni domagają się od władz polskich, aby „nie odbierały” prof. Geremkowi mandatu europosła.

Pomińmy już tym razem cały ten ideologiczny bełkot o metodach stalinowsko-faszystowskich czy klerykalno-autorytarnym rządzie, skupiając się wyłącznie na czysto prawnej stronie zagadnienia. Po pierwsze, skoro eurobolszewicy przeszli do apeli politycznych do rządu polskiego, to znaczy, że zaczął chyba docierać do nich fakt, że na gruncie prawnym – również prawa unijnego – ich „obrona prześladowanego” jest zupełnie beznadziejna, a utrata przezeń mandatu – oczywista. Po drugie, wszystko w tych apelach jest wierutnym fałszem. Żadne „władze polskie” nie „odbierają” Geremkowi mandatu. Mandat ów utracił on bowiem z mocy bezosobowego prawa. To ustawa, która przewiduje taką właśnie sankcję za niedopełnienie obowiązku złożenia oświadczenia lustracyjnego, pozbawiła europosła mandatu – a nie Państwowa Komisja Wyborcza, Marszałek Sejmu czy jakikolwiek inny organ władzy państwowej. PKW i Marszałek Sejmu jedynie notyfikują ów samoczynnie zaistniały fakt. Wprawdzie, jak się zdaje, organy te jeszcze tego nie uczyniły, niemniej nic innego legalnie uczynić nie mogą, zaś faktycznie Bronisław Geremek od dnia 19 kwietnia nie jest już europosłem. Koniec, kropka. Rozpatrując ów fakt prawny od strony, by tak rzec, psychologiczno – podmiotowej można by jedynie dodać, że swoją – podejmowaną przecież w stanie umysłowej przytomności – decyzją o niepoddaniu się oczywistemu wymogowi prawa, prof. Geremek sam „odebrał sobie” mandat.

Przypuśćmy teraz, że władze polskie – rząd, sejm czy prezydent – podda się (co nie daj Bóg!) temu bezczelnemu naciskowi i „nie odbierze” Geremkowi jego mandatu, tzn. ogłosi, że nie zastosuje wobec niego wybiórczo przepisów prawa; odbierze temu prawu moc obowiązywania. Co by to oznaczało? Otóż: jawne i zuchwałe podeptanie obowiązującego prawa, jednoznaczne z oświadczeniem, że ustawa ta – a zatem jakakolwiek ustawa, łącznie z konstytucyjną – jest tylko świstkiem papieru, który polityczny decydent może samowolnie zmiąć, podrzeć i wyrzucić do kosza! W języku demoliberalnych gęgaczy, którzy od trzech stuleci gardłują przeciwko arbitralności władzy a ubóstwiają rex lex, „rządy prawa” (pozytywnego przecież, jak ta ustawa, a nie jakiegoś prawa wyższego, transcendentnego!), byłby to najczystszy akt absolutystycznego, „dzikiego despotyzmu”! A także złamanie zasady bezosobowości prawa, które nie ma względu na człowieka, w tym sensie, że nie ma znaczenia kim obywatel jest: możnym pankiem czy maluczkim.

Zapamiętajmy sobie dobrze tę lekcję: czego domagają się od „władz polskich” zagraniczni adwokaci „drogiego Bronisława”, a za nimi, ich polityczno-medialna agentura w kraju? Ni mniej, ni więcej, tylko jawnego podeptania rzekomo świętych i nietykalnych zasad „demokratycznego państwa prawa”. Inaczej mówiąc, tego samego za co – gdyby zastosowano to wobec jakiegoś „faszysty” – pismacy z „WybGazety” czy pyskacze z TVN rozszarpaliby te same „władze” na strzępy. Taka jest naga prawda: kiedy chodzi o interes (naszego) „wielkiego autorytetu”, demoliberalne frazesy idą w kąt: liczy się czysto decyzjonistyczna norma: prawem jest to, co podoba się władcy. A co gorsza, prawdziwym władcą w tym wypadku jest ten, kto może skutecznie zażądać podeptania prawa; nie ten, kto ma to posłusznie wykonać.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.