Jesteś tutaj: prof. Jacek Bartyzel » Publicystyka » „Górale” wykańczają Dantona

„Górale” wykańczają Dantona

Jacek Bartyzel

Z chwilą obalenia Kazimierza Marcinkiewicza rewolucja moralna Prawa i Sprawiedliwości osiągnęła ten sam etap, którym podczas rewolucji francuskiej było posłanie na gilotynę jakobina „umiarkowanego” Georgesa Dantona przez jego radykalnych adwersarzy – „górali” (les montagnards) – na czele z Maximilienem Robespierre’em. Upadek Macinkiewicza wieńczy zatem ten okres przejściowy, rozpoczęty wygraniem wyborów pod hasłem budowy IV Rzeczypospolitej, który w grubszym zarysie (i w większym skrócie) odpowiada we Francji okresowi od ustanowienia I Republiki do przejęcia pełni władzy przez Komitet Ocalenia Publicznego. Skrót jest większy dlatego, że we Francji dojście do władzy jakobinów poprzedziły rządy demoliberalnych i leseferystycznych żyrondystów, podczas gdy polscy żyrondyści – czyli oczywiście Platforma Obywatelska – wyeliminowali się już na starcie sami, zaślepieni własną pychą. Nawiasem mówiąc, podobieństw PO do Żyrondy jest, prócz „burżuazyjności” i demoliberalizmu, więcej, jak na przykład ich „prowincjonalność” (tu departament Gironde mogą symbolizować Kaszuby) czy szybciutka ewolucja od wojowniczego potrząsania włócznią (wypowiedzenie wojny Austrii i Prusom – sławetne Nice, ou la mort Rokity) do podkulania ogona przed niemiecką „Europą”.

Sygnały o konflikcie pomiędzy premierem a faktycznym rozgrywającym, czyli prezesem Jarosławem Kaczyńskim i twardym „pecetowskim” jądrem PiS, od dawna już były czymś więcej niż tylko przeciekami. Wszystko wskazuje na to, że głównym ich powodem była nazbyt, z punktu widzenia kierownictwa partii, samodzielna polityka personalna Prezesa Rady Ministrów w obsadzaniu stanowisk w spółkach skarbu państwa i radach nadzorczych, ostatnio także na urzędzie ministra finansów; podobno również opieszałość w likwidowaniu WSI. Dlatego właśnie analogia pomiędzy „sprzedajnym” Dantonem a „nieprzekupnym” Robespierre’em nasuwa się sama. Nie w tym sensie, broń Boże, aby można ją było odnosić osobiście do ustępującego premiera, który jest człowiekiem nieposzlakowanej uczciwości. Chodzi raczej o monotematyczną koncentrację – by nie powiedzieć obsesję – „pisiaków” na punkcie „układów”, korupcji i tolerancji dla niej. Ta monotematyczność nawet już nie jest w stanie skrywać rozpaczliwej nicości intelektualnej „kaczyzmu”, jego niezdolności do odkrycia i sformułowania prawdziwych zasad ładu politycznego. Już nie mówię – tych zasad transcendentnych ładu organicznego i tradycyjnego, które po raz ostatni w historii próbował przywrócić tak dziś zohydzany Franco, ale przynajmniej tych względnych zasad porządku politycznego konstytucji gaullistowskiej czy polskiej, kwietniowej, których Kaczyńscy podobno są admiratorami.

Od dzisiaj mamy zatem sytuację tego rodzaju, że po wyeliminowaniu „Dantona”, co oznacza dalszą marginalizację narodowo-chrześcijańskiego kwiatka b. Przymierza Prawicy do PiS-owskiego kożucha, pełnia władzy przechodzi w ręce „patriotów roku II” – zwolenników centralistycznej „republiki jednej i niepodzielnej”, przekonanych etatystów z socjalnym zacięciem (na szczęście przynajmniej nie wrogów chrześcijaństwa). Przy boku Robespierre`a – Kaczyńskiego wzrośnie jeszcze z pewnością rola jego wiernego Saint-Justa – Ludwika Dorna, no i, gdy tylko zacznie działać Centralne Biuro Antykorupcyjne, prokuratora Fouquier-Tinville’a – Mariusza Kamińskiego. Dialektyka rewolucji nakazywałaby teraz „góralom” rozprawić się z demagogami po lewej stronie („wściekłymi” i „hebertystami”), którą to rolę w naszych warunkach odgrywa Samoobrona. Tu sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, ponieważ bądź co bądź, mamy system parlamentarny, a nie dyktaturę ocalenia publicznego, i „kreski” czambułów Leppera wciąż są Kaczyńskiemu potrzebne. Co więcej, w nowym rozdaniu, będzie musiał za poparcie zapłacić im dużo większą ilością posad i synekur, niż dotychczas, co znów kompromituje ideę sanacji moralnej.

Tak czy inaczej, IV Rzeczpospolita coraz bardziej nieuchronnie staje się jakąś fata morgana, i ci intelektualiści prawicy, których dojście PiS do władzy pobudziło do snucia marzeń o odrodzeniu „polskiego republikanizmu”, już niedługo będą przeżywać ostatni etap swojej podróży do Syrakuz. Wcale tego nie piszę z jakąś schadenfreunde. Przeciwnie, wciąż uważam, że ta dziwna krzyżówka potomków Sarmatów i XIX-wiecznych insurekcjonistów z francuskimi jakobinami była najmniej złym rozwiązaniem w istniejących realiach. Ale wiem też, że klęska PiS-owskiej rewolucji moralnej jest nieuchronna, zaś ich thermidor – coraz bliższy. Boję się myśleć jaki to Dyrektoriat ich zastąpi. Będą to ci sami komunistyczni złodzieje, których chcą rozliczyć, okraszeni paroma liberałami, raczej jednak „moralnymi” niż gospodarczymi. Ten Dyrektoriat – może nawet z Robertem Biedroniem jako ministrem edukacji – będzie tak tańczył jak mu Herr Schulz zagra. I wtedy będziemy już w pełni Europejczykami.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.