Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Rafał Mołdysz, Wojciech Mirocha: Habsburg ostatnim królem Polski? – recenzja

Habsburg ostatnim królem Polski? – recenzja

Rafał Mołdysz, Wojciech Mirocha

Zmiany cywilizacyjno-technologiczne mają nieunikniony wpływ na to, że ludzie czytają coraz mniej i coraz rzadziej. Jeszcze w latach 60-70 XX w. książka stanowiła sposób spędzania wolnego czasu dla dużej części społeczeństwa. Literatura była również ważnym tematem podejmowanym podczas spotkań towarzyskich. Dziś czytanie jest jedną z tysięcy przyjemności, jakie oferuje nam „przemysł” czasu wolnego, w dodatku przyjemnością, na którą decyduje się zdecydowana mniejszość. W naszych mieszkaniach coraz rzadziej widać meble przeznaczone dla książek, a i same książki uważane są przez niektórych za „zbieracze kurzu”. Ludzie, którzy kupują dzieła literackie, dzielą się z kolei na dwie grupy – tych, którzy kupują z zamiarem czytania ich, oraz tych, którzy kupują z zamiarem posiadania, ponieważ książka pozostaje dla nich ważnym elementem wyposażenia domu – taki sympatyczny snobizm. Zupełnie inną grupą są ludzie, którzy chcą czytać, ale na kupno książek często nie mogą sobie pozwolić. Wszystko to wpływa na to, że sprzedaż nowych wydawnictw maleje.

Pomimo tych negatywnych aspektów rynek wydawniczy w Żywcu kwitnie. Wydawane są nie tylko pozycje naukowe, popularnonaukowe, ale także powieści.

Najnowsza książka na lokalnym rynku wydawniczym to Ostatni król Polski – Karol Stefan Habsburg autorstwa Adama Tracza i Krzysztofa Błechy. Już sam jej tytuł powoduje zaskoczenie czytelnika – jest kontrowersyjny, prowokujący i moim zdaniem niezbyt trafiony. Autorzy we wstępie wyjaśniają jego znaczenie, jednak w samej treści książki, a zwłaszcza w rozdziale „Karol Stefan – król Polski”, trudno znaleźć „żelazne” argumenty na to, że Habsburg był pewnym kandydatem na króla Polski, trafniejszym określeniem byłoby tu stwierdzenie, że był „kandydatem na kandydata”.

Trudno jednoznacznie sklasyfikować tę książkę. Przypisy wskazują na publikację naukową, jednakże poważnym brakiem jest brak bibliografii, indeksu rzeczowego lub indeksu osób. To poważny zarzut i w kolejnym wydaniu warto byłoby to niedociągnięcie poprawić. Sporym mankamentem są również niedopracowane przypisy, są one prawidłowo zbudowane, jednak brakuje w nich numerów stron, na których autorzy znajdowali poszczególne informacje, na pewno będzie to utrudniało zainteresowanym bezpośrednie dotarcie do fragmentu źródła. Na wiarygodność książki wpływa też niepewność samych piszących, często są nieprecyzyjni lub niepewni tego, co piszą (np. „Maria Teresa według pewnych relacji ukończyła Akademię Sztuk Pięknych” – czyje to relacje i skąd pochodzą – nie wiadomo – s. 173). Ponadto wspomniany brak stron w przypisach może wywołać u bardziej wymagających czytelników wątpliwości, czy aby na pewno autorzy bezpośrednio korzystali z podanych źródeł. W kilku kwestiach zabrakło korekty merytorycznej. By nie być gołosłownym, warto przytoczyć kilka przykładów. Kto zna historię i rozwój techniki, na pewno nie uwierzy w historię o lekarzu, który przyleciał samolotem z Wiednia do Żywca w zimie roku 1912 (s. 166). W przypisie 23. autorzy piszą, że Piotr Komorowski – od roku 1467 właściciel Żywiecczyzny – to krewny Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, podczas gdy jest to zupełnie inna linia rodowa – Mikołaj Komorowski był ostatnim dziedzicem państwa żywieckiego i łodygowskiego1, a jego syn Krzysztof był ostatnim męskim przedstawicielem rodziny Komorowskich herbu Korczak z Żywca. Cała linia wygasła wraz ze śmiercią Konstancji Krystyny w roku 16752. Warto te niedociągnięcia poprawić w kolejnych wydaniach, gdyż w znaczący sposób obniżają jakość wydawnictwa. Zarzuty skierować należy również w stronę osób odpowiedzialnych za korektę językową książki. Czytelnikowi na pewno przeszkadzać będą kolokwializmy [„(…) Z pewnością wiele młodych arystokratek maślanymi oczami patrzyło za nim (…)” (s. 81); „(…) nawet jak kierowali się zasadą, że państwo tak czy siak musi funkcjonować (…)” (s. 220)], neologizmy – co nie przystoi publikacji o tym charakterze [„Dla wielu postronnych ta wiadomość była mega sensacją” (s. 150)], bądź pleonazmy [„(…) grabili liście, zbierali jakieś śmieci lub odśnieżali śnieg (…)” (s. 131)]. Autorzy starają się być obiektywni, jednak momentami można odnieść wrażenie, że postać arcyksięcia jest idealizowana. Chyba zresztą jak w większości żywieckich publikacji o Habsburgach. Fakty historyczne pozwalają twierdzić, że arcyksiążę był raczej osobą zapobiegliwą, inteligentną i przewidującą, a niekoniecznie polonofilem, jak chciałaby większość Żywczaków.

Żyjemy w kulturze papieru i twardych okładek, dlatego wydawcy kładą nacisk na to, by książki były starannie wydane. Nie inaczej jest w przypadku publikacji Tracza i Błechy – książka jest bardzo ładnie wydana – twarda, szyta oprawa z tłoczonymi napisami, kredowy papier i fotografie w bardzo dobrej jakości. Stanowi to duży atut tej publikacji, nie może jednak być jedynym kryterium, które ma świadczyć o jakości wydawnictwa.

Książka będzie uzupełnieniem biblioteki osób zainteresowanych Habsburgami. Pomimo że publikacja jest raczej rzetelnym zbiorem dotychczasowych informacji, to czytelnik znajdzie w niej też nowe wiadomości. Zaliczyć do nich należy nie tylko relacje służących Karola Stefana, ale także liczne anegdoty o arcyksięciu. Autorzy podejmują polemikę z Timothym Snyderem, przekonująco podważają argumenty amerykańskiego historyka, zawarte w Czerwonym Księciu. Ponadto w rozdziale „Wasyl Wyszywany” podają dużo nowych i ciekawych faktów z biografii Wilhelma – kontrowersyjnego syna Karola Habsburga3. Walor publikacji to dużo wyjątkowych i nigdzie wcześniej niepublikowanych fotografii. Wszystko to sprawia, że każdy miłośnik historii, a szczególnie historii Habsburgów, powinien mieć w swoich zbiorach tę książkę. Oczywiście każdy amator dziejów znajdzie w omawianej publikacji pewne braki. Ciekawym uzupełnieniem książki byłoby więcej informacji na temat przemysłu, gospodarki prowadzonej przez Habsburgów, wiadomym jest jednak, że w jednym studium trudno zawrzeć wszystkie zagadnienia. W zamian za to czytelnik zdobędzie interesujące informacje o stosunkach Habsburga ze społecznością Żydów, która zamieszkiwała Zabłocie, a nawet ciekawostki na temat kontaktów Zygmunta Freuda z dworem Habsburgów.

Pomimo kilku potknięć językowych książkę czyta się bardzo dobrze i jest napisana przystępnym językiem. Publikacja na pewno warta przeczytania, szczególnie dla osób, które o Habsburgach wiedzą niewiele.

Od Redakcji Portalu Legitymistycznego: Na portalu zywiecinfo.pl — pod textem recenzji — toczy się ożywiona dyskusja z udziałem autorów, recenzentów i czytelników. Zachęcamy do lektury!


1 Zob. Przyboś A., Komorowski Mikołaj w: Polski Słownik Biograficzny, T. XIII/3 Z. 58, red. Rostworowski E., Wrocław, Warszawa, Kraków 1968, s. 426; Ruśniaczek J.W., Ikonografia rodziny Komorowskich, maszynopis, s. 1-17, Archiw./1321/MŻ, s. 8.

2 Zob. Ruśniaczek J. W., Ikonografia rodziny Komorowskich, w: „Karta Groni”, Żywiec 1980, nr IX-X, s. 41.

3 Rozdział ten wzbudza kontrowersje wśród internautów, dyskusję na ten temat można przeczytać: http://austro-wegry.info/tematy_3110.htm.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.