Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Historia pewnej rewolucji (moralnej)

Historia pewnej rewolucji (moralnej)

Adam Danek

„Rewolucja moralna to my!” – rzucił Jarosław Kaczyński w toku kampanii przedwyborczej. Tym krótkim zdaniem w imieniu swojego ugrupowania publicznie zadeklarował wolę wniesienia w polskie życie polityczne nowej jakości – przede wszystkim chęć podporządkowania polityki nowemu, lepszemu etosowi publicznemu. Od tamtej chwili lewicowe tytuły prasowe do znudzenia wyszydzają hasło p. Kaczyńskiego lub usiłują rozszyfrować ukryte w nim złowrogie (dla III RP) zamiary. Ich redaktorzy mimo swej przenikliwości przeoczyli fakt, że tego sloganu wcale nie wymyślił urzędujący premier. Na długo przed nim ktoś już obiecywał „rewolucję moralną” w polityce – niestety, bez pokrycia.

Pojęcie rewolucji moralnej sformułował przedwojenny myśliciel polityczny, piłsudczyk Adam Skwarczyński (1886-1934). W latach dwudziestych ubiegłego wieku głosił jej program na łamach miesięcznika „Droga”. W maju i czerwcu 1926 r., bezpośrednio po zamachu majowym i zdobyciu władzy przez Józefa Piłsudskiego, wydawał nawet osobne pismo poświęcone wyłącznie promocji tej idei – „Nakazy Chwili”, z podtytułem „sprawie rewolucji moralnej w Polsce”. Rewolucję moralną wyobrażał sobie Skwarczyński jako całościową przemianę form i treści polskiego życia zbiorowego, prowadzącą do poddania działań politycznych i społecznych surowym rygorom etyki. Rozpocząć ją miało objęcie rządów przez ludzi Nowej Polski, w przeszłości zasłużonych dla państwa, a obecnie głęboko przejętych jego upadkiem. Nad swoimi przeciwnikami mieli oni górować przede wszystkim nieskazitelnością charakteru – walorami moralnymi właśnie, a dopiero potem innymi. Zadaniem tych ludzi, nieuwikłanych w stare układy, było według Skwarczyńskiego wytępienie najgorszej zmory polskiego życia publicznego: partyjnictwa – wychowanie elit politycznych w duchu służby dobru publicznemu, a nie interesowi własnej kliki.

Bynajmniej nie próbuję sztucznie wciskać wydarzeń historycznych we współczesny kontekst – wszystkie powyższe sformułowania zostały żywcem zaczerpnięte z autentycznych artykułów przedwojennego publicysty. Ich autora szybko spotkał srogi zawód: tuż po przewrocie majowym marszałek oznajmił swoim współpracownikom, że żadnej całościowej przebudowy Polski nie planuje, bo trzeba liczyć się z realiami. Rozczarowany Skwarczyński dokonywał na łamach prasy cudów elokwencji, by udowodnić, że pomimo braku widocznych kroków obiecany przełom jednak się dokonuje. W końcu zaczął nazywać rewolucją moralną sam fakt zdobycia władzy przez swój obóz polityczny. Gloryfikowani przez niego ludzie Nowej Polski wyrośli z tej samej rzeczywistości historycznej i politycznej, co ich adwersarze, toteż po zajęciu ich stanowisk zaczęli ujawniać identyczne nawyki. Otrąbiona głośno rewolucja moralna nie wiadomo kiedy rozmyła się w bagnie doraźnych rozwiązań i załatwiania bieżących problemów.

Pan Jarosław Kaczyński już kilkakrotnie przedstawiał swoją opinię o projekcie konstytucjonalizacji ochrony życia dzieci poczętych. Bez względu na różnice zdań na ten temat nikt chyba nie wątpi, że owa kwestia ma charakter moralny w najściślejszym tego słowa znaczeniu, zmusza do zajęcia jednoznacznego stanowiska: albo-albo. Tymczasem urzędujący premier stwierdza, iż w tej sprawie najważniejszy jest kompromis. Rewolucja moralna Adama Skwarczyńskiego, człowieka bądź co bądź naprawdę ideowego i o szczerych intencjach, wylądowała na śmietniku historii; nie słyszał o niej pies z kulawą nogą. Gdzie znajdzie się za kilka lat rewolucja moralna p. Kaczyńskiego?

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.