Jesteś tutaj: Publicystyka » Filip M. Muszyński » Imperium brzydoty, czyli o współczesnej architekturze użytkowej

Imperium brzydoty, czyli o współczesnej architekturze użytkowej

Filip Maria Muszyński

Czasami idąc przez miasto i chłonąc wzrokiem wszystko dokoła dochodzę do wniosku, że otacza nas zewsząd brzydota. Przytłaczająca większość nowo powstałych budynków jest po prostu brzydka i nie ma na to trafniejszego określenia. Brzydkie są nowe osiedla mieszkaniowe, domki jednorodzinne, sklepy, kioski, hale, fabryki i – co najgorsze –kościoły1. Jakby obowiązywała jakaś niepisana zasada, że wszystko, co powstaje musi być brzydkie, że nie można zbudować nic ładnego.

Dlaczego okna budynków nie są ujęte w obramienia, dlaczego przy drzwiach nie ma portali, dlaczego na elewacjach nie ma gzymsów i pilastrów. Czy wprowadzono jakiś zakaz? Dlaczego nikt nie odważy się zbudować dziś takiej zwykłej kamienicy, z cokołem, boniowaniem, fryzami, naczółkami, z rzeźbami w fasadzie? Czy komuś by to przeszkadzało? Przecież są to elementy architektury, które funkcjonowały przez setki lat i były przetwarzane prze architektów na różne sposoby. Dawniej główne wejście do budynku zawsze zdobił portal; mógł to być portal gotycki, renesansowy, barokowy; z kolumnami lub bez, z rzeźbami, płaskorzeźbami lub mozaikami, z czymkolwiek zresztą, bo architekt miał tu pole do popisu, ale nigdy nie była to dziura w ścianie. Dziś dominują dziury w ścianie: drzwi – dziura w ścianie, okno – dziura w ścianie i nic więcej.

Wydaje się, że w dzisiejszych czasach najważniejsze w ocenie architektury jest kryterium nowoczesności. Przecież gdybyśmy powrócili do klasycznych form, byłby to regres, przecież są one przestarzałe, a my potrzebujemy nowości. Jest to kryterium pod każdym względem idiotyczne i niemiarodajne. Po pierwsze – każdy obiekt po wybudowaniu jest nowy; choćby nie wiem jak dawne formy przybierał i tak stanowi część architektury najnowszej. Po wtóre – nic prędzej się nie starzeje niż nowość właśnie: jeżeli więc wartość budynku leży w tym, że jest nowy, od razu wiadomo, że straci ją w ciągu kilku lat.

Najbardziej reprezentacyjne współcześnie powstające galerie, centra handlowe i hotele nie dość, że starzeją się w zastraszającym tempie, to pozbawione są również znamion oryginalności. Wszystkie ranią nasze oczy tonami szkła i metalu, oraz przerażają swoją monotonią, czego nie niwelują wcale podolepiane do nich ze wszystkich stron tandetne plastikowe neony, ekrany i billboardy.

Nowoczesne budynki mieszkaniowe to z reguły proste bryły naładowane prostokątnymi otworami w ścianach, często różnobarwnie pomalowane, jakby mogło to zamaskować ich makabryczną szarość. Całość zaś tonie w chodnikach wykładanych zawsze taką samą — różowo-szarą — kostką betonową.

Jeszcze gorzej jest z halami, sklepami i supermarketami. Z reguły są to po prostu pudła zmontowane z falowanej blachy — widok dla oka wprost nieznośny. Dlaczego taki czy inny supermarket nie mógłby być ładny? Dlaczego nie może zachwycać? Dlaczego klient podczas robienia zakupów zawsze jest skazany na oglądanie wszystkich instalacji, rur i kabli ciągnących się pod sufitem? Czy wyjście na zakupy musi łączyć się z obcowaniem z brzydotą?

Mógłbym się z tym pogodzić, mógłbym przyjąć, że to konieczność, ale przecież tak nie jest. W minionych wiekach ludzie dbali o estetykę nawet w przypadku budynków niereprezentacyjnych. Pierwsza lepsza rzeźnia z XIX wieku mogłaby dzisiaj robić za pałac, podobnie jest z magazynami, fabrykami i budowlami inżynieryjnymi. Wobec tego, co się stało, co się zmieniło, że dzisiaj wszystko musi być brzydkie? Dlaczego nie wznosimy dzisiaj pięknych budynków?

Nie potrafimy? To jedna z odpowiedzi, która jednak nie wydaje się przekonywająca. Rzeczywiście pewne zdolności ludzkość traci w wyniku tego „wszystko ogarniającego postępu”, a jednak rozsądek nakazuje odpowiedzieć sobie, że skoro kiedyś potrafiliśmy, to potrafimy i dziś; a w każdym razie – moglibyśmy potrafić. Nawet jeżeli zaniknęły u naszych architektów, inżynierów i budowniczych pewne zdolności, to – gdyby chcieli – mogliby je odzyskać. Wreszcie – i to jest ostateczny argument – wystarczy spojrzeć na niektóre rekonstrukcje, by poznać, że sztuka budowania jeszcze zupełnie nie upadła. Przecież starówki takich miast jak Wrocław, Gdańsk, czy Warszawa; powstały na nowo po II wojnie światowej, w tym samym czasie, co całe mnóstwo koszmarnych peerelowskich pudeł. Drezdeński Frauenkirche, perła architektury barokowej, został odbudowany (właściwie z niczego) przed kilkoma laty. Czyli wszystko jest możliwe!

Brakuje pieniędzy? Ten argument pojawia się bardzo często jako ostateczny. Nie możemy sobie pozwolić na luksus stropów w centrach handlowych, pilastrów na ścianach fabryk oraz portali i naczółków w blokach mieszkaniowych, gdyż wiązałoby się to z dodatkowymi kosztami. Czy wobec tego mamy do czynienia z tak ogromnym regresem? Czy w XIX wieku i wcześniej ludziom przewracało się w głowach od dobrobytu, a dziś musimy twardo stąpać po ziemi? Prawda jest taka, że pieniędzy zawsze brakowało; istotą problemu nie są więc kwestie finansowe, ale hierarchia estetyki w nowym porządku wartości.

Estetyka zeszła niestety na dalszy plan, a potrzebę piękna zastąpił kult nowości. Wreszcie problemem jest również nowe spojrzenie na estetykę, wywrócenie do góry nogami tradycyjnych wartości w imię postępu i nowoczesności. W naszym spojrzeniu na sztukę dokonała się rewolucja, której efektem jest z jednej strony powszechne zaniedbanie kwestii estetycznych, z drugiej zaś celowe eksponowanie nowych „wartości”: chaosu, nieuporządkowania, niepokoju i braku harmonii, co nazywane jest dekonstrukcją. Odpowiedź na rozpatrywane pytanie jest więc krótka i smutna: budujemy brzydko, bo chcemy tak budować.

„Opcja na Prawo”, nr 5/89, maj 2009 r.


1 Nie będę rozwijał problematyki współczesnej architektury sakralnej, bo jest to temat na osobny tekst.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.