Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Marcin Wilk: „Jedyna. Biografia Karoliny Lanckorońskiej” (fragment)

„Jedyna. Biografia Karoliny Lanckorońskiej” (fragment)

Marcin Wilk

Kiedy w 1916 roku Karla kończyła osiemnaście lat, wojna wciąż trwała i nikt nie wiedział, jak się skończy, pojawiały się za to odważne postulaty. W czwartym numerze wydawanego w Wiedniu dwutygodnika dla młodzieży „Świt” na pierwszej stronie wydrukowano apel O najbliższym zadaniu młodzieży polskiej. Pisano w nim o bieżącej sytuacji politycznej i walce o niepodległość. Zwracano też uwagę, że już wkrótce potrzeba będzie krajowi sił ludzi inteligentnych. Apel kończył się następującym akapitem: „Nie tracić czasu! Niechżeż hasłem naszem będzie dziś słynne »carpe diem« – lecz jak najszlachetniej pojęte. Niebezpieczeństwo dla kraju wielkie – czasu mało – musimy więc sobie powiedzieć wszyscy »nie tracić czasu« i zaraz wziąć się musimy do pracy”1.

Wydawało się, że Karla jak mało kto wiedziała, o czym była mowa. Swoją powinność rozumiała nie tylko jako bezpośrednią pomoc, ale również jako szlifowanie wiedzy o historii, kulturze i języku polskim. Zapaliła się zwłaszcza do polskich romantyków, żarliwie powtarzała znane na pamięć wiersze, by się „ćwiczyć na tem pustkowiu polskości”. Rozczytywała się w dziełach Słowackiego i Norwida namiętnie, jednak nie bezkrytycznie. W jednym z listów do Rzeszotko relacjonowała po lekturze Mindowe Słowackiego2: „Trochę przy tem [się] znudziłam, choć niektóre miejsca bardzo mi się podobają” (KL-ER, 24 stycznia 1917). Po trzech dniach korygowała swoją opinię: „Mindowe skończyłam. Takie w tem prześliczne miejsca a jednak całe jakieś nieplastyczne, nie wiem, dlaczego. Akcyi chyba dość!!!” (KL-ER, 27 stycznia 1917).

Patriotyczne uczucia rozbudzane przez lekturę polskich autorów współgrały z coraz bardziej realistycznymi wizjami odrodzonej Polski. Karla na to czekała. W listach wielokrotnie pisała o tęsknocie za krajem, „a przede wszystkim o pożyciu z Polakami i o chodzeniu do polskiego teatru”: „Coby to była za radość! Moja jedyna, Eleonoro, będziemy jeździć do Warszawy i do Wilna! Tak się już cieszę, jakby wszystko już było postanowione” (KL-ER, 30 stycznia 1917).

***

Na razie Lanckorońska wciąż najwięcej podróżowała z ojcem. Zaglądała na przykład do Krakowa, gdzie mieszkała Róża Raczyńska (1849–1937), córka Adama Potockiego oraz Katarzyny z Branickich. Ciocia Rózia – tak na nią mówiła Karla i tak o niej pisała: „Była inna, zupełnie inna od reszty ciotek, którymi mnie obficie obdarzył los” (SW, s. 72). Ubrana „w czarną suknię do ziemi, z kołnierzykiem pod szyję, z perłami odbijającymi od tej czerni, w koronkowym czepku na głowie. Ale ta głowa była zawsze podniesiona, wzrok mocny, przenikliwy, nos orli, usta cienkie” (SW, s. 72). Pani Raczyńska lubiła młodych, była podziwiana przez Karola i codziennie dostawała, jak na Różę przystało, różę – od kochających ją mężczyzn: ojca, a potem narzeczonych i mężów.

Karla, dziewczyna ulepiona z innej gliny, nie lubiła przesłodzonego imienia „Rózia”. Nie postrzegała jej jako osoby słodkiej, raczej widziała w niej siłę i mądrość. „Uważałam wówczas, że powinna nosić imię rzymskie” (SW, s. 73). Różnie bywało też u Raczyńskiej z miłością. Pierwszy narzeczony, wybrany bardziej z rozsądku niż z serca, Władysław Krasiński, wkrótce ustąpił miejsca mężowi „z wielkiej miłości” (SW, s. 80), Edwardowi Raczyńskiemu z Rogalina. Ciocia Róża uczyła potem synów z tego drugiego związku, Rogera i Edwarda – którzy wiele lat później odegrali ważną rolę w życiu Karli – patriotyzmu i siły charakteru, przy czym obce jej były, jak pisała Lanckorońska, „wszelkie nastroje »bogoojczyźniane«” (SW, s. 74).

Razu pewnego Karla, jej ojciec i ciocia Rózia poszli we troje na Wawel, gdzie Raczyńska pokazywała miejsce uwięzienia swojego ojca przez Austriaków (SW, s. 74–75). Dziewczyna zobaczyła w oczach ciotki blask dumy. Ze smutkiem zauważyła również, że ciocia Rózia nie dostrzegła wspaniałości wawelskiego dziedzińca. Nie zrobiła na ciotce także wrażenia odkryta niedawno romańska rotunda na Wawelu, pokazana gościom przez profesora Adolfa Szyszkę-Bohusza3, który zawiadywał wówczas zamkiem. „Dla ojca i dla mnie – relacjonowała Lanckorońska – wrażenie było oszałamiające. Byliśmy wstrząśnięci i zelektryzowani, nie mogliśmy się oderwać, obsypaliśmy profesora tysiącem pytań, a pani Raczyńska tam stała, opanowana, uprzejma, cierpliwa, lecz prawie nieobecna. […] Nie mogłam wówczas zrozumieć, jak taka kobieta może nie odczuwać wspaniałości dziedzińca zamkowego, ani wagi tego odkrycia czworolistnej rotundy, tu na Wawelu” (SW, s. 75).

Po latach, w opublikowanym w 1969 roku w Londynie szkicu poświęconym Raczyńskiej, Lanckorońska pisała, że ciotkę zawsze prowadził rozum, nie emocje ani uczucia. Być może dlatego nie dostrzegała uroków codzienności. Lanckorońska zasugerowała też, że ciotka nie była specjalnie wrażliwa na zjawiska artystyczne. „Jej myśl skierowana była zawsze ku rzeczom ważnym w świecie realnym. Ten realizm, w Polsce rzadki, wielu ludzi raził. Zarzucano jej, że zanadto dbała o dobra doczesne. Kto jej bliżej nie znał, nie mógł wiedzieć, że te dobra, o które rzeczywiście bardzo dbała, były w jej oczach przede wszystkim instrumentem, w który pragnęła uzbroić swoich najbliższych, przygotowując ich do służby. O ile jest łatwiej służyć i ponosić odpowiedzialności publiczne, w sytuacji osobiście niezależnej, a co dopiero w oparciu o dużą fortunę” (SW, s. 76).

Trudno powiedzieć, czy w ciotce Lanckorońska widziała pewne cechy, które z nią dzieliła. Wydaje się, że gdy pisała o jej żelaznej woli albo odróżnianiu spraw ważnych od błahych, brzmiał w tym pewien rodzaj podziwu. Czy to oznaczało, że Karla chciała być w przyszłości taka jak Raczyńska? Jeśli tak, to ten wzorzec bardzo zmodyfikowała, po swojemu. We wspomnieniu napisanym w 1993 roku określiła Różę Raczyńską mianem żelaznej damy, stawiając ją obok Hanny Suchockiej, ówczesnej premier Rzeczypospolitej Polskiej.

Jedyna. Biografia Karoliny Lanckorońskiej

***

21 listopada 1916 roku późnym wieczorem zmarł Franciszek Józef I. Dziewięć dni później odbył się pogrzeb, który osiemnastoletnia Karla obserwowała z okna wiedeńskiego zamku. „Przesuwał się przed naszymi oczami arcydługi pochód arcybiałych koni ciągnących karawan, wozy i powozy. Służba na koniach i przy powozach miała stroje hiszpańskie, znane nam z szesnastowiecznych portretów. Konie kroczyły szczególnym, »hiszpańskim« krokiem” (SW, s. 52). Lanckorońska widziała w tym teatralność, spektakl z dalekiej przeszłości, co przy jednocześnie toczącej się okrutnej wojnie tworzyło „kontrast jaskrawy”. Karla przyglądała się finis Austriae bez emocji, choć z ciekawością, tak dla niej charakterystyczną.

W owym czasie jeszcze silniej zarysowała się różnica poglądów i charakterów między Karlą a jej ojcem. O ile Lanckorońska myślami była już w Polsce, o tyle Karol wciąż snuł wizje monarchii wielonarodowej. Pozostawał w tych poglądach bliski zaprzyjaźnionemu Leonowi Pinińskiemu4, który we wrześniu 1916 roku pisał ze Lwowa do Watykanu, do księcia Adama Stefana Sapiehy, biskupa krakowskiego, poruszając kwestię polską i postulując, by przyszły kraj opierał się na „sprawiedliwej idei zneutralizowania”5. Wybitny prawnik o międzynarodowej renomie, były namiestnik Galicji, imponujący pod wieloma względami również Karli, opowiadał się za przekształceniem dualistycznej monarchii austro-węgierskiej w monarchię trialistyczną. Tę trzecią część miała stanowić Galicja oraz „jak najznaczniejsza przestrzeń ziem polskich”6.

Rzeczywiście w tamtych latach można było mieć rozmaite plany i oczekiwania wobec kształtu przyszłej Polski. Gdy siły Austrii i Niemiec słabły, oba mocarstwa postanowiły mocniej związać z sobą Polaków. We wrześniu 1917 roku Niemcy i Austriacy utworzyli Radę Regencyjną sprawującą najwyższą władzę w Królestwie Polskim i mającą działać do chwili powołania króla lub regenta. W jej skład weszli: Aleksander Kakowski, arcybiskup warszawski, Józef Ostrowski, niegdysiejszy członek rosyjskiej Rady Państwa, i książę Zdzisław Lubomirski. Ledwie kilka dni po jej powstaniu Rada Regencyjna była goszczona w pałacu Lanckorońskiego przy Jacquingasse. Spotkała się tam z wiedeńską Polonią, a wśród obecnych była również Karla. „Podawałam ciastka, przy czym wszyscy trzej Regenci bardzo uprzejmie rozmawiali z panną domu. Pierwszy nie wywarł na mnie większego wrażenia. Drugi wydawał się »niepokojąco« stary – miał wtedy sześćdziesiąt siedem lat. Jedyny z nich pełen życia był Zdzisław Lubomirski, o którym wiedzieliśmy, że był zainteresowany problemami społecznymi i wielce zasłużonym prezydentem miasta Warszawy”7 – pisała niemal osiemdziesiąt lat później w paryskich „Zeszytach Historycznych”. Lubomirski był jej dalekim krewnym, którego jednak wcześniej nie znała. Zadawał młodej Karli pytania, które wymagały obszernej odpowiedzi. „Doskonale wyczułam, że tą drogą bada gatunek mojej polszczyzny”8. Lanckorońska nie tylko doskonale to wyczuła, ale i intuicyjnie rozumiała: w końcu kształciła się w Wiedniu, a jej matką była Prusaczka. Egzamin musiała zdać, skoro w późniejszych latach, już w innych okolicznościach, Lubomirski okazywał Karli wiele towarzyskiego zainteresowania.

***

Gdy rok później prasa codzienna ogłaszała przybycie 11 listopada rano do Warszawy Józefa Piłsudskiego w towarzystwie podpułkownika Kazimierza Sosnkowskiego, Karol Lanckoroński raczej nie podzielał entuzjazmu zgromadzonej na dworcu kolejowym garstki publiczności. Do Piłsudskiego miał dystans. Z jego wiedeńskiej perspektywy sprawy nie przedstawiały się tak jasno i radośnie jak dla wielu milionów ludzi na polskich ziemiach, którzy naprawdę cieszyli się z nowego początku. Pytany przez Karlę o brygadiera Piłsudskiego ojciec miał odpowiadać wymijająco, że „konspiratorom rzadko się udaje” (SW, s. 60). Wolał wizję cesarstwa jako wielkiej mozaiki narodowościowej. Największe zagrożenie widział w Rosji jako wrogu Europy. Chciał jej podbicia i powstania cesarstwa austro-węgiersko-polskiego. Austrię traktował jako gwarancję porządku. Powtarzał córce: „Nie możesz jeszcze wiedzieć, ile trudności rozwiązuje Austria wewnątrz swoich granic” (SW, s. 60). Ale na marzeniach musiało się skończyć. Śmierć cesarza i kres monarchii w kształcie mu znanym przeżył więc boleśnie.

Dwudziestoletnia Lanckorońska, jeśli chodzi o poglądy polityczne, nie zgadzała się z ojcem. „Gdyby była chłopakiem, uciekłaby do legionów”9 – mawiał z przekąsem Karol. Sama była dumna z bycia socjalistką, taką właśnie w duchu Piłsudskiego, jeszcze tego sprzed Wielkiej Wojny. Dla niej, podobnie jak dla wielu ludzi, nadchodzący czas oznaczał spełnione nadzieje.

Marcin Wilk, Jedyna. Biografia Karoliny Lanckorońskiej, Wydawnictwo Znak, Kraków 2025, ss. 480, oprawa twarda, ISBN 978-83-240-6860-9.


1 Kulessa, O najbliższem zadaniu młodzieży polskiej, „Świt”, nr 4 (22 II 1916), s. 1.

2 Mindowe. Król litewski. Obraz historyczny w pięciu aktach – pierwszy dramat Juliusza Słowackiego napisany w 1829 roku, opublikowany w 1832 w Paryżu. Dramat, wyraźnie inspirowany twórczością Szekspira, zaczyna się chrztem pogańskiego księcia, który przyjmuje sakrament z ręki rycerza krzyżackiego, a zarazem legata papieskiego, Hejdenricha. Kiedy jednak Mindowe dowiaduje się, że odtąd ma płacić papieżowi daninę, matka przeklina go za zdradę wiary przodków i nikt na dworze – nawet jego narzeczona Aldona – nie kryje nienawiści, postanawia wrócić do pogaństwa, co pociąga za sobą splot dramatycznych i krwawych wydarzeń.

3 Adolf Szyszko-Bohusz (1883–1948) – architekt, konserwator zabytków, profesor Politechniki Lwowskiej i Politechniki Krakowskiej. Zasłynął z prac restauracyjnych na Wawelu, gdzie m.in. odkrył relikty romańskie i kierował odbudową zamku królewskiego. Projektował także liczne gmachy użyteczności publicznej, łącząc modernizm z szacunkiem dla tradycji. Jego krakowskie dzieła to m.in. gmach PKO przy ul. Wielopole, dom Towarzystwa Ubezpieczeń „Feniks” w Rynku Głównym, na rogu ze św. Jana, oraz jego willa w Przegorzałach, nawiązująca kształtem do odkrytej przez niego rotundy na Wawelu.

4 Leon Piniński (1857–1938) – hrabia, ziemianin, polski prawnik, historyk sztuki i polityk. Namiestnik Galicji (1898–1903), tajny radca (1898), poseł do austriackiej Rady Państwa (1889–1898), dożywotni członek austriackiej Izby Panów (od 1903). Profesor i rektor Uniwersytetu Lwowskiego. Erudyta. Przekładał Szekspira, pisał o malarstwie, ale i o Wagnerze. Opublikował rozprawy o Marku Aureliuszu, Dantem, Goethem. Pisał o Jacku Malczewskim, Arturze Grottgerze, Rafaelu. Po przejściu na emeryturę poświęcił się badaniom nad historią sztuki, szczególnie nad malarstwem włoskim. Był także mecenasem kultury i kolekcjonerem dzieł sztuki.

5 List Leona Pinińskiego z 8 września 1916 roku cytowany w artykule Marcina Marynowskiego Wizja Pinińskiego, „Karta” 2017, nr 92, s. 6.

6 Por. Marcin Marynowski, dz. cyt., s. 5–7.

7 Karolina Lanckorońska, Rada Regencyjna, „Zeszyty Historyczne” 1995, z. 113, s. 149.

8 Tamże.

9 Por. SW, 60.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2026 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.