Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Maciej Janowski: „Karpaty” (Wymierzyć, opisać, zarządzać [fragment])

Nowo przejęta przez Habsburgów Galicja bardziej jeszcze niż Siedmiogród wydawała się właściwym miejscem dla oświeceniowych eksperymentów. Zajęcie prowincji następuje w ciągu 1772 roku; niejako z rozpędu armia cesarska przejmuje także Bukowinę, uznając ją za część Pokucia; osłabiona Porta Ottomańska musi się na to zgodzić w 1775 roku. Ukoronowaniem ćwierćwiekowej działalności reformatorskiej jest wprowadzony w 1797 roku Kodeks Cywilny dla Galicji. Stanisław Vincenz niezwykle sugestywnie przedstawia szok, jaki był udziałem wschodniogalicyjskich chłopów. Jedną z zasad nowoczesnego prawodawstwa jest oczywiście powszechność jego działania. Lokalne prawo zwyczajowe musi ustąpić jednolitym kodeksom. Zaczyna obowiązywać zasada, że ciężkie przestępstwa są ścigane z urzędu niezależnie od tego, czy pokrzywdzona strona wniesie skargę. To oczywiście formalnie istniało w Rzeczypospolitej w odniesieniu do najpoważniejszych przestępstw już wcześniej, od kilkuset lat, ale w praktyce na poziomie lokalnym dawne prawo zwyczajowe, jak pamiętamy, preferowało ugodę, która eliminowała konieczność ciągnącej się przez pokolenia krwawej zemsty. I oto — oddaję głos Vincenzowi — pojawiają się księża, kształceni w kontrolowanych przez państwo seminariach, i mówią „ludziom górskim” rzeczy niesłychane:
wyraźnie powiedział jeden, drugi i trzeci młody ksiądz, każdy przytomny człowiek, nie pijany wcale, […] i to nie w karczmie niewiernej, lecz w cerkwi chrześcijańskiej powiadał: że „skasowała się” stara prawda chrześcijańska, bo prawo urzędowe wcale nie uznaje jednania się za krew, ani przebaczenia chrześcijańskiego. I nie pomoże nic, choćbyś zabójcy dziesięć razy przebaczył i zaświadczył to. Musi wisieć i basta1.
Cesarz Józef II podróżuje do Siedmiogrodu i do Galicji, aby osobiście zapoznać się ze stanem odległych prowincji. Maria Teresa z wyrzutem pisze doń, że jego miejsce jest w Wiedniu, a nie in den Carpathischen Gebürgen, „w górach karpackich” (jakby Karpaty były dla niej synonimem Galicji). Amerykański historyk Larry Wolff, z którego książki zaczerpnąłem ten cytat, podkreśla, że w całym liście, który jest po francusku, tę jedną frazę cesarzowa napisała po niemiecku, jakby chciała zwrócić uwagę na egzotykę tych gór2. Półżartem powiedzieć można, że oto w Karpaty przybywa pierwszy cesarz rzymski od czasów antycznych. Podczas swej pierwszej wizyty w Siedmiogrodzie, w 1773 roku, cesarz między innymi przebywał w okolicach Bystrzycy; osobiście przyglądał się przebiegowi granicy okręgu saskiego (o którą Sasi toczyli spór z sąsiednimi rumuńskimi wsiami) i skonstatował, że granica idzie „auf den höchsten Bergrücken”, po najwyższych grzbietach górskich3. Stamtąd skierował się w stronę Marmaroszu, jadąc doliną rzeki Samosz. Po drodze nocował w wiosce Poiana4, która od tej chwili zmieniła nazwę na Sântiosif (Święty Józef)5, nosiła ją aż do upadku monarchii habsburskiej w 1918 roku, po czym przywróciła poprzednią. Cesarz jechał drogą wiodącą koło góry Cucureasa (1392 m n.p.m.)6, przebył z pewnością z południa na północ w poprzek Góry Rodniańskie, miał więc okazję obserwować najwyższe pasmo Karpat Wschodnich w całej jego krasie. Jestem prawie pewien, że przekroczył przełęcz Rotunda, dzielącą Góry Rodniańskie od pasma Suhard. Z Marmaroszu skierował się do Galicji.
Potem był w Siedmiogrodzie jeszcze dwukrotnie (1783, 1786), już jako samodzielny monarcha, a nie współregent. Odwiedzał również Bukowinę, w 1775 — przypomnijmy — przyłączoną do monarchii. Jego ostatni pobyt pod Karpatami nie był szczęśliwy. W 1788 roku zdecydował się na wojnę z Turcją, właściwie bez powodu; zdaje się, że niestety „wybitny władca‑reformator pragnął jeszcze wzorem wielkich władców dynastii zdobyć laury na polach bitwy”7. Duża część ćwierćmilionowej armii wyginęła z chorób; gdy wojsko wreszcie zbliżyło się do nieprzyjaciela, w dolinie rzeki Temesz dzielącej Góry Bihorskie na dwa pasma, między miejscowościami Lugos a Karánsebes, doszło do kompromitującej klęski niemal bez walki: wybuchła panika, jedne oddziały zaczęły strzelać do drugich i wojsko — a z nim cesarz — ratowało się ucieczką. W tej nieszczęśliwej wojnie jednym z adiutantów Józefa II był książę Józef Poniatowski.
Jeszcze zanim to nastąpiło, podczas jednego z pobytów na Bukowinie Józef nakazał zwrócić do Suczawy relikwie cieszącego się powszechnym kultem Świętego Jana Nowego, które Jan III Sobieski podczas wojen z Turkami polecił wywieźć do Polski. Tutaj Józef II zachował się jak monarcha „dawnego typu” — objawił zarazem swoją hojność i pobożność, dwie z repertuaru klasycznych cnót monarszych8. Na ogół jednak nie lubił takich gestów; był wszak monarchą nowoczesnym, racjonalnym i oświeconym. Nie przepadał za barokowym przepychem, jeździł w stosunkowo małym orszaku i pasjonował się kwestiami praktycznymi. W trakcie swych siedmiogrodzkich podróży zwiedzał kopalnie soli — zjechał nawet na dół, do sztolni9. Rozwojowi siedmiogrodzkiego górnictwa poświęcał wiele uwagi, zresztą w każdej dziedzinie usiłował wyrobić sobie o wszystkim własne zdanie.
Tak na przykład podczas pobytu na Bukowinie odwiedził osadę starowierców. Byli to, jak wiadomo, prawosławni, przeciwnicy reform religijnych wprowadzonych w Rosji w XVII wieku, którzy woleli opuścić Rosję, niż zmienić swoje dawne formy liturgiczne. Na Bukowinie znaleźli się jeszcze przed zajęciem jej przez Austrię, jako osadnicy w dobrach klasztorów prawosławnych. Cesarz był usatysfakcjonowany i wyraził życzenie, aby ułatwić osiedlanie się kolejnym grupom starowierców. Zarazem uważał, że są to tacy sami prawosławni jak Wołosi (najwyraźniej nie słyszał o kontrowersjach teologicznych), tyle że przy liturgii nie posługują się językiem „wołoskim”, lecz „iliryjskim” (czyli pomylił język staro‑cerkiewno‑słowiański z językami Słowian znad Adriatyku), i w związku z tym zasugerował, że można im przysłać słowiańskiego księdza z Chorwacji10. Podobne nieporozumienia muszą występować w systemie tak scentralizowanym jak absolutyzm oświecony; świat jest zbyt skomplikowany, aby nawet człowiek niezwykle pracowity i oddany swemu monarszemu rzemiosłu, jakim był Józef II, mógł go dokładnie poznać.
Ale się bardzo starał; był przekonany, że „aby móc rządzić krajem, trzeba wcześniej go poznać”11. Już w latach sześćdziesiątych XVIII wieku zapadła decyzja o wykonaniu mapy wojskowej całej monarchii. Doświadczenia wojny siedmioletniej (1756–1763) pokazały bowiem, że dotychczasowe mapy nie spełniają swojego zadania. Aby zaś narysować mapę, trzeba dokonać pomiaru.
Zasada jest prosta. Bierzemy kartkę papieru, zaznaczamy na jej dolnej krawędzi punkt A — to ten, w którym stoimy. Następnie mierzymy w terenie odległość do kolejnego punktu, a potem w skali, którą sobie wybraliśmy, odmierzamy tę odległość na dolnej krawędzi naszej kartki i zaznaczamy tenże punkt jako B. Co robić dalej?
I tutaj pojawia się urządzenie genialne w swej prostocie — stolik geodezyjny, wynaleziony jeszcze w XVI wieku. Po tym, co było już powiedziane o znaczeniu kulturowym i gospodarczym miast spiskich, nie będzie zaskoczeniem, że pierwszy polskojęzyczny podręcznik pomiarów przy użyciu stolika został opublikowany (w Krakowie w 1664 roku) przez obywatela Kieżmarku, lekarza i geometrę Jana Petersona Haina12. Jak to działa? Na dokładnie wypoziomowanym stoliku leży arkusz papieru. Do stolika przymocowana jest luneta z celownikiem, obracająca się w poziomie i sztywno połączona z poziomą linijką przywierającą do papieru; w każdej pozycji lunety łatwo jest ołówkiem odrysować linię w kierunku obiektu, na który luneta jest wymierzona. Jeśli więc wycelujemy lunetę na dowolny obiekt C w terenie, możemy narysować linię od punktu A w kierunku owego obiektu C. Następnie przenosimy nasz stolik do punktu B (w terenie) i powtarzamy czynności: celujemy lunetą w obiekt C i rysujemy linię od punktu B w kierunku obiektu C. W miejscu, gdzie obie linie się przecinają, mamy na naszej kartce (która powoli staje się mapą) punkt C, odpowiadający obiektowi C w terenie. Teraz możemy zmierzyć odległości między punktami A i C oraz B i C, przemnożyć przez skalę i w ten sposób otrzymać odległość w terenie. Skoro zaś znamy położenie punktów A, B i C oraz kąty i odległość między nimi — znajdujemy w terenie dowolny punkt D, rysujemy za pomocą stolika linie od A do D i od C do D, otrzymujemy trójkąt, mierzymy odległości AD i CD — i tak dalej, ad infinitum, aż pomierzymy cały świat.

Taka metoda nazywa się triangulacją (łac. triangulum — trójkąt), bo pomiar polega na wyrysowywaniu trójkątów. Clou sprawy jest to, że wystarczy zmierzyć w terenie za pomocą miarki tylko jeden odcinek — między punktami A i B. Potem już rysujemy wyłącznie linie między danymi punktami i mierzymy odległości na mapie. Oczywiście w praktyce co któryś odcinek trzeba zmierzyć w terenie dla kontroli, bo nieuniknione drobne błędy pomiarowe kumulują się przy kolejnych pomiarach. Mając długość i szerokość geograficzną punktu, z którego rozpoczęliśmy, możemy ustalić — znając odległości i kąty — współrzędne geograficzne wszystkich innych punktów. Triangulacja była podstawową metodą tworzenia map aż do rozpowszechnienia się fotografii lotniczej, a później i satelitarnej w drugiej połowie XX wieku. Osuwające się w krzaki, spróchniałe i omszałe belki drewnianych wież triangulacyjnych (triangułów) możemy jeszcze czasem zobaczyć na górskich szczytach.
W wyniku triangulacji otrzymujemy więc na mapie siatkę obiektów o znanym położeniu. Ich gęstość zależy od naszej decyzji: mając dwa punkty A i B oraz odległość między nimi, możemy wyznaczyć położenie nie tylko jednego punktu C, ale dowolnej liczby punktów w granicach widoczności. Zawsze jednak większość terenu pozostaje poza tymi punktami. I teraz wszystko zależy od talentu cesarskiego mapera. Musi on na oko uchwycić odległości i wysokości, by pewnym ruchem ręki narysować na mapie to, co mieści się poza punktami triangulacyjnymi. Pomiar daje tylko „rusztowanie”. Mapy jednego regionu, nakreślone przez różnych kartografów na podstawie tego samego pomiaru, nigdy nie będą identyczne.
Stolik pomiarowy można skomplikować, montując lunetę w ten sposób, aby mogła się poruszać zarówno w poziomie, jak i w pionie, oraz umieszczając przy niej kątomierz pionowy — wtedy możemy odczytywać i kąty poziome, i pionowe. Jeśli do takiego przyrządu dodamy jeszcze rozmaite drobne a istotne udoskonalenia (np. metalowe ochraniacze na kątomierz poziomy i pionowy albo lupę dla łatwiejszego odczytu drobnych cyfr ze skali kątomierza), to otrzymamy urządzenie zwane teodolitem, pozwalające przeprowadzać pomiar o wiele dokładniej, zwłaszcza w terenie górskim13; jednak w czasach Józefa II austriaccy maperzy jeszcze się nim nie posługiwali.
W pierwszej ćwierci XIX wieku pojawia się nowa, stosowana do dzisiaj technika oznaczania wysokości na mapie: poziomice, czyli (przypomnijmy dla porządku) linie łączące na mapie punkty o tej samej wysokości nad poziomem morza. Jednym z pionierów był tu szwedzki botanik Göran Wahlenberg, który przebywał w Tatrach w 1813 roku.
Pierwszej triangulacji Galicji, wkrótce po zajęciu kraju przez Austrię, dokonał na polecenie kanclerza Wenzela Antona Kaunitza (a więc władz cywilnych) ksiądz Joseph Liesganig, jeden z pionierów kartografii austriackiej14. Jego mapa w skali 1:72 000, zredukowana potem do skali 1 : 144 000, była w użyciu władz administracyjnych, jednak poważne niedokładności sprawiły, że okazała się nieprzydatna do celów wojskowych. Kartografowie wojskowi zaczęli więc pracę od początku. Mapa, powstała na podstawie powyżej opisanych technik pomiaru w latach 1763–1785, znana w historiografii jako józefiński pomiar wojskowy (Josephinische Landesaufnahme), utrzymana jest w jednolitej skali 1:28 800 (jeden centymetr na mapie to 288 metrów w terenie). Już wcześniej, przed zajęciem Galicji, w latach 1770–1771, kartografowie wojskowi pod kierunkiem pułkownika Johanna Tobiasa Seegera opracowali wojskową mapę komitatu spiskiego w dokładniejszej skali 1:14 40015. Była potrzebna szybko ze względu na austriackie pretensje terytorialne do miast spiskich zastawionych przez Węgry Polsce w 1412 roku. Mapa całych Węgier (bez Siedmiogrodu) powstała w tym samym czasie co mapa Galicji — i w tej samej skali 1:28 800.
Spójrzmy, jak cesarscy kartografowie radzili sobie w takich trudnych warunkach, jakie musiały panować podczas pomiaru w Tatrach Wysokich. Józef Szaflarski zwrócił uwagę, że na przykład pasmo Tatr Bielskich biegnie na mapie Spiszu pułkownika Seegera inaczej niż w rzeczywistości, a jeziora w Dolinie Pięciu Stawów Polskich na mapie józefińskiej ułożone są w rządku, jak po sznurku. Nie w pełni konsekwentnie stosowano znaki umowne; wysokość nad poziomem morza oddawano cieniowaniem. Ale w sumie wyszło nie najgorzej — mapa józefińska jest wybitnym osiągnięciem i daje świetny obraz obejmowanych regionów. Problem z tym, że nigdy nie została wydrukowana i jako materiał ściśle tajny udostępniano ją tylko wyższym wojskowym. Z technicznego punktu widzenia było mankamentem, że mapa nie bazowała na wstępnie przyjętej matematycznej siatce geograficznej, która uwzględniałaby krzywiznę ziemi i z którą konfrontowano by wyniki pomiarów. Prowadziło to do niedokładności16. W trakcie wojen napoleońskich, w 1806 roku, rozpoczęto więc na podstawie jednolitej triangulacji ziem całej monarchii nowy pomiar wojskowy, zwany też franciszkańskim od imienia cesarza Franciszka I (Zweite Landesaufnahme). Utrzymano również skalę 1:28 800. W 1839 roku powstał w Wiedniu, z połączenia dwóch innych instytucji zajmujących się kartografią wojskową, Wojskowy Instytut Geograficzny (Militärgeographisches Institut), który aż do końca istnienia monarchii koncentrował w sobie cały proces tworzenia map wojskowych, kumulując doświadczenia i stopniowo dochodząc do coraz lepszych rezultatów.
Tymczasem drugi pomiar wojskowy trwał bardzo długo, ponad pół wieku (1806–1869), a zanim się zakończył, monarchia miała już za sobą kolejną przegraną wojnę — z Prusami w 1866 roku. Podjęto decyzję o przeprowadzeniu następnego, trzeciego pomiaru wojskowego, od imion monarchy nazywanego pomiarem franciszkańsko‑józefińskim (Dritte Landesaufnahme), który trwał dużo krócej, bo w latach 1869–1887. Ten pomiar, utrzymany w skali 1 : 25 000, w pełni posługuje się poziomicami dla oddania ukształtowania terenu. Na jego podstawie, zredukowawszy skalę do 1 : 75 000, stworzono komplet map topograficznych całej monarchii i regionów ościennych, tak zwaną Spezialkarte (mapa szczegółowa). Te mapy były drukowane i — w liberalnym państwie — dostępne w księgarniach bez ograniczeń, powszechnie używane też do celów turystycznych. Treść map w ich kolejnych wydaniach była oczywiście aktualizowana, ale baza pomiarowa pozostawała ta sama. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, zanim po upadku komunizmu powstała nowa generacja map, z trudem zdobywane kserograficzne odbitki austriackiej Spezialkarte były niezbędnymi towarzyszkami turystycznych wędrówek po górach Rumunii. Obok poziomic mapa zachowuje także tradycyjny sposób prezentowania pochyłości terenu za pomocą szrafury — niewielkich kreseczek biegnących wzdłuż zbocza (a więc w poprzek poziomic). Dzięki temu sugestywnie oddaje charakter rzeźby terenu. Jej skala nie była przypadkowa:
Ponieważ […] na jeden krok wojskowy w Austrii liczy się średnio 75 cm długości, więc 1 cm na mapie szczegółowej odpowiada […] 1000 krokom, a 1 mm — 100 krokom miary wojskowej. Stanowi to wielką wygodę przy używaniu tej mapy na terenie17.
W 1896 roku rozpoczęto czwarty pomiar wojskowy (Vierte Landesaufnahme), w skali 1:25 000 i już z użyciem fotografii; do upadku monarchii nie wyszedł on jednak poza wczesną fazę. Dla interesujących nas terenów z tego pomiaru zachował się jeden arkusz mapy Tatr18.
Sam przebieg pomiaru topograficznego jest dla historii Karpat niemal równie ważny jak jego efekt, czyli mapa. Ogromny wysiłek logistyczny włożony w wymierzenie terenu całego w większości górzystego przecież państwa jest czymś fascynującym19. Oficer odpowiedzialny za pomiar józefiński obliczał w 1776 roku: jeden mappeur w Galicji w ciągu lata (zimą nie mapowano) może opracować 5,5 mili kwadratowej (mila austriacka to ok. 7,5 km, więc mamy ok. 280 km2, czyli kwadrat o boku jakichś 16 km). Przyjmując, że obszar Galicji bez Bukowiny to około 1400 mil kwadratowych, 30 maperów może w ciągu lata zmapować około 150 mil kwadratowych; oznacza to 15 stolików mierniczych, po dwie osoby do każdego. A do tego dodać należy jeszcze 15 „opisywaczy” (Beschreibern), „z których każdy, pracując z całą pilnością, może dobrze i dokładnie opisać 10 mil kwadratowych” w ciągu jednego lata. W sumie więc trzeba 10 lat na pełen opis Galicji20. „Opisywacze” to zapewne osoby wykonujące opis terenu z punktu widzenia przydatności do celów wojskowych. Każdy arkusz mapy józefińskiej był weń zaopatrzony.
Pomyślmy, ilu ludzi angażowano do tej pracy: oficerów przy stolikach miało być 30, ale przecież całej obsługi, woźniców, żołnierzy, ordynansów musiało być kilka razy tyle! Ile sprzętu, ile wypraw w góry z ciężkimi — bo przecież wykonanymi nie z plastiku, lecz z drewna lub z metalu — przyrządami. Wyobraźmy sobie tych oficerów w mundurach, w białych perukach według ówczesnej mody, jak z lokalnymi przewodnikami, z wynajętymi tragarzami albo z dźwigającymi sprzęt żołnierzami wdrapują się na mniejsze czy większe góry — nawet na najwyższe. Pruski oficer i jeden z pionierów poznania Tatr, Albrecht von Sydow, widział w latach dwudziestych XIX wieku jakieś przyrządy pomiarowe pozostawione przez kartografów na szczycie Łomnicy w wysokich Tatrach21. Musiały być używane przy drugim pomiarze wojskowym.
W okresie międzywojennym w Czechosłowacji i na Węgrzech nadal używano trzeciego pomiaru austriackiego; aktualizowano różne fragmenty mapy, ale nie zmieniano ich zasadniczo. W Polsce natomiast nowo powstały Wojskowy Instytut Geograficzny (WIG) podjął się trudnego zadania stworzenia integralnej mapy odrodzonego państwa. Nie zdołano w ciągu dwudziestu lat przeprowadzić pomiaru całości ziem Rzeczypospolitej, a więc podstawą dużej części nowych map były pomiary dokonane przez państwa zaborcze, ale ujednolicono formę i zakres treściowy. Efektem była mapa Polski w skali 1 : 100 000, kolorowa i niezwykle staranna pod względem graficznym. Arkusze obejmujące tereny szczególnie atrakcyjne były wydawane również w wersji turystycznej, z potrzebnymi turystom informacjami o przebiegu szlaków czy rozmieszczeniu schronisk. Mimo mniejszej skali od austriackiej Spezialkarte niejednokrotnie zawiera ona nazewnictwo nieumieszczone na tej ostatniej; jest też od niej czytelniejsza.
Mapy to nie wszystko — Józef II nakazuje dokonanie pierwszego spisu ludności poszczególnych prowincji22. Trzeba je też połączyć siecią dróg. W Galicji wytyczono cesarski trakt z Wiednia przez Cieszyn, Bielsko, Białą, Podgórze (dziś część Krakowa, wówczas osobne miasto), aż do Lwowa. Częściowo szedł szlakiem dawnych dróg, których jakość nie znalazła uznania u cesarskich maperów: „Droga krajowa z Andrychowa do Wadowic ma podłoże gliniaste i jest w wielu miejscach bardzo podmyta przez deszcze, tak że przy utrzymującej się mokrej pogodzie bardzo trudno poruszać się nią ciężkim wozom”23. Tym odcinkiem drogi przeprowadzony zostaje później fragment traktu cesarskiego.
Ślady cesarskiej drogi zachowały się do dzisiaj w postaci nazw ulic Wiedeńskiej przechodzącej w Cesarską we wsi Ogrodzona, między Cieszynem a Skoczowem, na terenie dawnego Śląska austriackiego (ulica ta idzie obecnie równolegle do drogi szybkiego ruchu Bielsko‑Biała–Cieszyn), a także w położeniu ulicy noszącej dziś nazwę 11 Listopada, a która — zabudowana domami z początku XIX wieku — może nam dać pojęcie, jak wyglądał jakieś dwieście lat temu fragment tego traktu przechodzący przez galicyjskie miasteczko Biała.
Budowa dróg stanowi ciągły przedmiot troski cesarskiej biurokracji. Trakt do Lwowa nie jest jedyny. Na przełomie XVIII i XIX wieku powstała droga równoległa do traktu cesarskiego, ale bardziej na południe, wzdłuż podnóży Karpat. Szła „od Białej przez Żywiec, […] Sambor, Stryj, Stanisławów, Kołomyję do Śniatyna na granicy z Bukowiną”24. Już w roku 1770 zaczynają się prace nad traktem łączącym Siedmiogród z Bukowiną, a dalej z Galicją. Ukończono go w 1786 roku25; idzie przez przełęcz Tihuţa (węg. Borgói) z Bystrzycy do Dornej Watry, a dalej do Czerniowców i Śniatyna26.
Jaka była jakość tych dróg? Dobra, ale nie idealna. Podobnie jak w całej działalności państwa austriackiego przeszkodę nie do pokonania stanowił brak pieniędzy. Nawet trakt cesarski do Lwowa budowano bez murowanego podkładu27. W 1827 roku jechał nim od Cieszyna do Wadowic wspomniany Albrecht von Sydow i był dość zadowolony: droga z wapiennych skał, „generalnie w bardzo dobrym stanie, choć wybudowana żadną miarą nie tak doskonale (splendide) jak nowe pruskie szosy”28. Drogi budowane około połowy XIX wieku były już makadamizowane29, to jest pokrywanie dwiema lub więcej warstwami tłuczonych kamieni, ugniatanych następnie walcem drogowym. Ukraiński badacz dziejów systemu komunikacyjnego wschodniej Galicji i Bukowiny cytuje ocenę dróg galicyjskich (czy chodzi tu właśnie o owe drogi makadamizowane?) dokonaną przez rosyjski sztab generalny w połowie lat pięćdziesiątych XIX wieku. Trwała wówczas wojna Turcji, Anglii i Francji z Rosją (tzw. wojna krymska) i liczono się z możliwością, że Austria przystąpi do koalicji antyrosyjskiej; stąd zainteresowanie rosyjskich wojskowych:
drogi wąskie, na nich w wielu miejscach ostre zakręty, zjazdy i podjazdy; zbudowane są z miękkich wapieni, które podczas suszy zamieniają się w drobny pył, szkodliwy dla ludzi i zwierząt, a w czasie ulewnych deszczy i tajania śniegów łatwo się rozpuszczają, w następstwie czego tworzą się głębokie koleiny […], tak że trudno poruszać ciężary bez pomocy ludzi30.
Nawet takie drogi były zdecydowanie lepsze od wszystkiego, co w tej dziedzinie istniało we wcześniejszych stuleciach.
Józef II, mimo że monarcha absolutny, nie miał nigdy aż tak potężnej władzy, aby wprowadzić pełną równość wobec prawa karnego i cywilnego w swoich państwach, choć taki zapewne byłby jego ideał. Starał się więc zbliżyć systemy prawne poszczególnych państw pozostających pod jego berłem, a także złagodzić podziały stanowe i upodobnić sytuację prawną różnych grup społecznych. Chłopom nadano wolność osobistą i prawo wychodu ze wsi, a także możność apelacji do sądów państwowych od wyroków sądu pańskiego (patrymonialnego). Podjęto też kroki ku zmianie prawnej sytuacji Żydów. Dokuczliwą dla ludności stroną tych modernizacyjnych reform było wprowadzenie służby wojskowej obejmującej chłopów, mieszczan, a także Żydów. Była ona obowiązkowa, ale nie powszechna: to władze wojskowe decydowały, kogo wziąć do wojska. To wszystko wpłynęło ogromnie na życie ludzi i na politykę, ale to nie jest specyfika dziejów gór, można zresztą o tym łatwo przeczytać w każdym podręczniku historii Austrii (choćby u Oswalda Balzera czy Henryka Wereszyckiego). Większe znaczenie dla gór miał edykt tolerancyjny Józefa II — od jego wydania zaczną się coraz częściej pokazywać kościoły protestanckie. Najistotniejsza zaś dla ziem karpackich była działalność kolonizacyjna, rozwijana szczególnie w Galicji i na Bukowinie. Cesarz i jego współpracownicy wyobrażali sobie, że Niemcy sprowadzeni do regionów najbardziej zacofanych — „barbarzyńskich”, jak lubiono mówić w epoce oświecenia — będą świecić przykładem i staną się dla lokalnych mieszkańców nauczycielami nowoczesnych technik rolnych, pracowitości, higieny, porządku i ogólnie tego, co tak cenili monarchowie i intelektualiści tamtych czasów. Wyszło, jak wyszło. Niemieccy osadnicy rzeczywiście przybyli i założyli wsie o regularnym układzie, z eleganckimi murowanymi domami. Fragment takiej zabudowy józefińskich kolonistów możemy zobaczyć we wsi Gołkowice Dolne (dawniej Gołkowice Niemieckie), kiedy jedziemy samochodem ze Starego Sącza do Krościenka. Nagle przez moment wydaje się, że jesteśmy w jakiejś saskiej wsi Siedmiogrodu, z murowanymi domkami ustawionymi szczytami do ulicy; idealną rekonstrukcję takiej wsi możemy zwiedzić w skansenie w Nowym Sączu. Jednak wpływ niemieckich osadników na resztę ludności był bardzo ograniczony.
Ważniejszy teren kolonizacji stanowiła Bukowina. Podobno w chwili zajęcia przez Habsburgów gęstość zaludnienia wynosiła tam zaledwie sześć osób na kilometr kwadratowy, co dawało w sumie około sześćdziesięciu tysięcy mieszkańców31. Sam Józef II wyraził swój pogląd podczas pobytu w Czerniowcach 19 czerwca 1783 roku: „Zwiększenie liczby ludności w tym kraju jest sprawą najważniejszą i w tym celu trzeba użyć wszystkich środków, byle bez większych wydatków”32. Sprzeczności oświeconego absolutyzmu widać jak na dłoni. Przekonanie, że dobrobyt jest w prostej linii efektem wzrostu liczby ludności, należało do elementarza oświeceniowej polityki społecznej. Zarazem brak pieniędzy był stałą i największą przeszkodą. Gdyby tak wszystko dało się zrobić bezkosztowo… ale się nie dało i w efekcie cesarz zmienił zdanie — w swym piśmie z 6 sierpnia 1786 roku, po kolejnej wizycie na Bukowinie, uznał, że ponieważ podstawową działalnością gospodarczą w tym regionie jest hodowla bydła, to nie warto dążyć do zwiększenia jego zaludnienia33. Kolejna ważna cecha oświeceniowych reform: ich twórcy często zmieniają zdanie po pierwszym niepowodzeniu, co jeszcze bardziej zmniejsza szanse sukcesu.
Mimo wahań cesarza, osadnictwo trwało nadal, również za panowania jego następców. Na większą skalę zaczyna się w 1786 roku, kiedy Bukowina wyjęta zostaje z zarządu wojskowego i przyłączona do Galicji. Przyjeżdżają niemieccy osadnicy w związku z planami prac górniczych: szklarze z niemieckich regionów Czech. Obok dążenia do zapewnienia fachowców i wzorców do naśladowania wzrost zaludnienia ma się też przyczynić do poskromienia bandytyzmu i zapewnienia bezpieczeństwa34. Podróżnik i profesor uniwersytetu lwowskiego Baltazar Hacquet widział piękne, eleganckie wsie zbudowane dla osadników szeklerskich z Siedmiogrodu (najprawdopodobniej tych, którzy uchodzili ze swych dawnych wsi po wprowadzeniu Pogranicza Wojskowego) — i ubolewał, że często są one porzucane przez nowych mieszkańców35.
Pojawiają się zarazem koncepcje racjonalnego (przynajmniej w oczach pomysłodawców) przeorganizowania istniejącego osadnictwa. Już w 1785 roku władze austriackie sądzą, że jest niedopuszczalne, aby Huculi, którzy siedzieli w górach w dobrach należących niegdyś do klasztoru Putna (a teraz przejętych przez państwo), nadal mieszkali w swych pojedynczych, oddalonych od siebie domostwach. Jest trudno bowiem zarówno dbać o bezpieczeństwo publiczne, jak i egzekwować ich zobowiązania. Planowano liczne przesiedlenia, urzeczywistniono tylko jedno: w latach 1816–1817 przeniesiono grupę Hucułów do wsi Breaza (w połowie drogi między Mołdawicą a Kirlibabą). To doskonały przykład owej połowiczności austriackich zamysłów modernizacyjnych. Mieszkańcy zostali przesiedleni, ale z powodów biurokratycznych nadano im dużo mniej ziemi, niż było im to obiecane, więc przez kilkadziesiąt lat musieli ratować się dzierżawieniem gruntów — tak samo jak w ich dawnych miejscach zamieszkania36. Sądzę, że coś podobnego mogło się stać także we wsi, którą oglądał Hacquet — były pewnie jakieś powody, niewidoczne dla zewnętrznego obserwatora, że owa wieś okazała się dla osadników nieatrakcyjna. Mogły się one kryć (jak w powyższym przykładzie wsi huculskiej) w niedotrzymaniu warunków przesiedlenia albo w zastosowanym wobec przesiedleńców przymusie.
Spośród innych grup etnicznych możemy pominąć garstkę Ormian, ale musimy uwzględnić Polaków, którzy prawdopodobnie nie mieszkali w Bukowinie w momencie zajęcia jej przez Austriaków wcale, a mimo to spis ludności sto dwadzieścia lat później wykazał ich dwadzieścia cztery tysiące. Nie byli to tylko chłopi, których potomkowie żyją jeszcze w paru bukowińskich wsiach, ale też urzędnicy. Właśnie licznym Polakom w c.k. biurokracji Bukowiny zawdzięczamy fakt, że w niemieckich nazwach wielu miejscowości tego regionu używano w XIX wieku polskiej ortografii (Czernowitz przez „cz”, a nie przez „tsch”); sama oficjalna nazwa kraju „Bukowina” również przeszła do niemczyzny z polskiego (niemiecki „Buchenland” jakoś się nie przyjął)37. Żydzi imigrowali na Bukowinę bez najmniejszych zachęt biurokratycznych, a raczej wbrew stawianym im przeszkodom. W 1869 roku liczyli dwieście rodzin38, w 1890 roku było już ponad trzynaście tysięcy osób. Władze habsburskie na przełomie XVIII i XIX wieku kilkakrotnie rozważały możliwość ich osadzenia na roli, ale nic z tego nie wyszło. Podobnie nie udało się uczynić rolników z Cyganów39.
W 1812 roku wiedeński periodyk przedstawił piórem podróżnika podpisującego się inicjałami ER przerażający obraz komitatu marmaroskiego: zabobonności, bandytyzmu i dzikości tamtejszych Wołochów. Czytelnik oczekiwałby, że po takim opisie nastąpi konkluzja o trudnościach w „cywilizowaniu” nieszczęsnych mieszkańców owego komitatu. Wniosek był jednak zupełnie inny: jest to „lud w gruncie rzeczy dobry, który przez oświecenie i właściwie zaplanowane instytucje oświatowe z pewnością wkrótce mógłby być wychowany na użytecznych obywateli państwa”40. Wiara w oświeceniową moc przemiany człowieka pozostaje niewzruszona.
[…]
Maciej Janowski, Karpaty. Opowieść o pewnych górach, Międzynarodowe Centrum Kultury, Kraków 2025, ss. 804, oprawa twarda, ISBN: 978-83-66419-77-3.
1 Stanisław Vincenz, Na wysokiej połoninie, cz. 1: Prawda starowieku, Sejny 2002, s. 423–424.
2 Larry Wolff, Idea Galicji. Historia i fantazja w kulturze politycznej Habsburgów, tłum. Tomasz Bieroń, Kraków 2020, s. 34.
3 Virgil Șotropa, Împăratul Iosif II în Districtul Năsăudului, „Arhiva Someșană. Revistă istorică-culturală” 1926, nr 4, s. 1–11 (tu: s. 3).
4 Tamże, s. 5.
5 Doru Radosav, Arătarea împăratului. Intrările imperiale în Transilvania și Banat (sec. XVIII–XIX). Discurs și reprezentare, Cluj-Napoca 2002, s. 69.
6 Virgil Șotropa, Impăratul…, dz. cyt., s. 5. Góra Cucureasa leży na wschód od wsi Rodna Nova; ani na mapie dzisiejszej (dostępnej na portalu mapy.cz), ani na mapie drugiego pomiaru wojskowego z pierwszej połowy XIX wieku nie jest na niej zaznaczona żadna droga. Prawdopodobnie chodzi o istniejącą wówczas i dzisiaj drogę idącą od Năsăud przez Rodna Nova wzdłuż rzeki Samosz, a dalej przez Góry Rodniańskie i przełęcz Rotunda (1271 m n.p.m.) do Kirlibaby.
7 Jerzy Skowronek, Książę Józef Poniatowski, wyd. 2, Wrocław 1986, s. 26.
8 Doru Radosav, Arătarea impăratului…, dz. cyt., s. 81.
9 Madalina-Valeria Veres, Putting Transylvania on the Map: Cartography and Enlightened Absolutism in the Habsburg Monarchy, „Austrian History Yearbook” 2012, t. 43, s. 141–164.
10 Powyższy akapit na podstawie: Melchior Jakubowski, Facing the Old Believers. The Experience of Austrian and Prussian Officials in Bukovina and Neuostpreussen, „Acta Poloniae Historica” 2020, nr 122, s. 247–275 (tu: s. 263–264).
11 Cyt. za: Josef Paldus, Die Einverleibung Galiziens und der Bukowina in die österreichische Monarchie im Jahre 1772 und die Landesaufnahme durch den k.k. Generalquartiermeisterstab 1775–1783, „Mittheilungen der kaiserlich-königlichen Geographischen Gesellschaft” 1916, t. 59, s. 417–455 (tu: s. 422).
12 Kazimierz Sawicki, O pierwszym polskim podręczniku pomiarów stolikowych, „Kwartalnik Historii Nauki i Techniki” 1968, t. 13, z. 1, s. 23–39.
13 Cały fragment o pomiarach na podstawie bardzo przystępnie napisanej książki Mieczysława Lipińskiego, Jak powstaje mapa. Geodezja dla wszystkich, wyd. 2 popr. i uzup., Warszawa 1956 (tu: rozdz. 2 i 4).
14 Ludomir Sawicki, Pułkownika Antoniego barona Mayera von Heldensfeld zdjęcia topograficzne w Polsce w latach 1801–1804, Kraków 1928, s. 14 (karta tytułowa i wstęp w języku polskim, ale praca w języku niemieckim).
15 Józef Szaflarski, Poznanie Tatr. Szkice z rozwoju wiedzy o Tatrach do połowy XIX wieku, Warszawa 1972, s. 235–238; podstawowe dane o trzech pomiarach wojskowych w Austrii: Ján Jakubík, Vývoj vojenskej kartografie na území Slovenska, „Kartografické listy / Cartographic letters” 2012, t. 20, nr 1, s. 28–38.
16 Ludomir Sawicki, Pułkownika Antoniego barona Mayera…, dz. cyt., s. 73.
17 Herman Libiński, Jak czytać austryackie mapy wojskowe i oryentować się z ich pomocą w terenie?, Kraków 1912, s. 7.
18 Ján Jakubík, Vývoj…, dz. cyt., s. 31.
19 Pokrótce przedstawia ten proces Franciszek Paweł Faluszczak, Kartografia Galicji Wschodniej w latach 1772–1914, Rzeszów 2011, s. 35–38.
20 Josef Paldus, Die Einverleibung Galiziens…, dz. cyt., s. 438.
21 Albrecht von Sydow, Bemerkungen auf einer Reise im Jahre 1827 durch die Beskiden über Krakau und Wieliczka nach den Central-Karpathen als Beitrag zur Characteristik dieser Gebirgsgegenden und ihrer Bewohner, Berlin 1830, s. 115; o autorze i książce zob. Józef Szaflarski, Poznanie Tatr…, dz. cyt., s. 400 i nn.
22 Dla Siedmiogrodu zob. Madalina-Valeria Veres, Putting Transylvania on the Map…, dz. cyt.
23 Galicja na józefińskiej mapie topograficznej 1779–1783, oprac. Waldemar Bukowski, Bogusław Dybaś, Zdzisław Noga, t. 1, cz. A, Kraków 2012, s. 77 (Wadowice).
24 Ігор Жалоба [Ihor Żałoba], Інфраструктурна політика австрійського уряду на північному сході монархії в останній чверті XVIII–60-х роках XIX ст. (на прикладі шляхів сполучення), Чернівці 2004, s. 65.
25 Tamże, s. 65.
26 Tamże, s. 63–64.
27 Kalikst Wachtel, Komunikacya. Gościńce i drogi w lwowskim okręgu administracyjnym w roku 1856, w szczególności ze względem na kolej żelazną, Lwów 1857, s. 4.
28 Albrecht von Sydow, Bemerkungen…, dz. cyt., s. 45.
29 Kalikst Wachtel, Komunikacya…, dz. cyt., s. 14.
30 Ігор Жалоба, Інфраструктурна політика…, dz. cyt., s. 80.
31 Raimund Friedrich Kaindl, Das Ansiedlungswesen in der Bukowina seit der Besitzergreifung durch Österreich mit besonderer Berücksichtigung der Ansiedlung der Deutschen, Innsbruck 1902, s. 3.
32 Tamże, s. 13.
33 Tamże, s. 14.
34 Tamże, s. 26.
35 Baltazar Hacquet, Neueste physikalisch-politische Reisen in den Jahren 1788 und 1789 durch die Dacischen und Sarmatischen oder Nördlichen Karpathen, t. 1, Nürnberg 1790, s. 115–116.
36 Raimund Friedrich Kaindl, Das Ansiedlungswesen…, dz. cyt., s. 135–141.
37 Tamże, s. 156.
38 Tamże, s. 158.
39 Tamże, s. 166 i nn.
40 „Ein Volk von guten Anlagen, welches durch Aufklärung […] bald zu nützliche Staatsbürgern gebildet werden könnte”, E.R., Die Marmaroscher- Gespannschaft und ihre Merkwürdigkeiten. Fortsetzung, „Vaterländische Blätter für den österreichischen Kaiserstaat” 1812, nr 57 (15 lipca), s. 337–344 (tu: s. 337); inicjały autora podane po ostatnim odcinku tekstu, „Vaterländische Blätter…” 1812, nr 59 (22 lipca), s. 353; o czasopiśmie por. Kamil Ruszała, „Galicja na zawsze pozostanie Galicją”. Kraj koronny na kresach imperium na łamach „Vaterländische Blätter für den österreichischen Kaiserstaat”, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Historyczne” 2021, nr 148, z. 1, s. 69–84. Większość czasopism z okresu do 1918 roku cytowanych w tej książce jest dostępna na stronie Austriackiej Biblioteki Narodowej: „ANNO — AustriaN Newspapers Online”.