Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Kontr-Kościół i gnoza

Kontr-Kościół i gnoza

Adam Tomasz Witczak

Nie wydaje się, by nazwisko Jana Vaquié było dobrze rozpoznawalne w naszym kraju. W istocie jest ono prawdopodobnie znane bardzo słabo, a jeśli już, to co najwyżej w wąskim kręgu entuzjastów Tradycji katolickiej – a i w tym środowisku będzie to znajomość raczej powierzchowna czy przypadkowa.

Oczywiście z nazwiskiem tym zetknęli się wszyscy ci, którzy znaleźli się w posiadaniu książeczki Okultyzm a wiara katolicka – podstawowe motywy gnostyczne, wydanej w roku 2007 przez radomski Polwen. Inna rzecz, że o autorze niczego się stamtąd nie dowiemy, trudno też powiedzieć, czy publikacja została na rynku dostrzeżona wystarczająco dobrze, na co chyba zasługuje.

Jan Vaquié urodził się w roku 1911, umarł natomiast w 1992. Był pisarzem, publicystą i działaczem głęboko związanym ze środowiskami konserwatywnej prawicy i katolickiego tradycjonalizmu. Z ogromną liczbą jego pism zapoznać można się na stronie virgo-maria.org, jakkolwiek są to publikacje wyłącznie w języku francuskim.

Vaquié przez lata wydawał i współtworzył pismo (czy też biuletyn) „Zeszyty Stowarzyszenia im. Augustyna Barruela” („Les cahiers de la Societe Augustin Barruel”). Nazwisko patrona, którego wybrał Vaquié, powinno wzbudzić nasze zainteresowanie. Barruel (1741-1820), francuski jezuita, ksiądz i historyk, był bowiem jednym z pierwszych autorów, którzy zwrócili uwagę na rolę wolnomularstwa i tajnych stowarzyszeń w dziejach rewolucji antyfrancuskiej i pokrewnych przewrotów w obrębie świata Zachodu. Naturalnie z tego powodu w mainstreamie informacyjnym uchodzi trochę za mitomana czy fantastę, niekoniecznie obiektywnego, a na pewno nie bezstronnego, nie musi nas to jednak w tym momencie zajmować. Czytelnik może zresztą sam ocenić oryginalne pisma Barruela, albowiem obszerna część jego głównej książki jest dostępna w polskim Internecie.

Wracając do głównego wątku, rzec możemy, iż Vaquié, podobnie jak ten, którego obrał sobie za wzór i patrona, również intensywnie zajmował się analizowaniem takich prądów ideowych jak gnoza, szeroko pojęty okultyzm, masoneria czy hermetyzm. Rzecz jasna prezentował tu nastawienie krytyczne, nie można jednak odmówić mu fachowości i rzeczowości, a już tym bardziej ciężko byłoby pochopnie umiejscawiać go w gronie pospolitych „oszołomów”.

Dowodem, a pewno poważną przesłanką na rzecz takiego poglądu, jest choćby wspomniana wyżej publikacja Okultyzm a wiara katolicka. Dziełko to jest bardzo zwięzłe, a jednak treściwe. Na mniej niż 70 stronach autor omawia fundamentalne pojęcia gnozy, gnostycyzmu czy rozmaitych post-gnostyckich idei, kwitnących na obrzeżach współczesnego życia intelektualnego. Chodzi m.in. o takie pojęcia jak egzoteryzm i ezoteryzm, hypertheos, manifestacja, teoria cykli, iluminacja, alchemia, androgynia, Graal czy uniwersalna tradycja i uniwersalny symbolizm.

Część czytelników może przy lekturze tekstów Jana Vaquié poczuć dreszczyk emocji i wrażenie, że w tym, co autor omawia i krytykuje, da się wyczuć pewne dziwnie znajome wątki. Istotnie – da się zauważyć, że Vaquié omawia (w tej publikacji, ale okazuje się, że także w wielu innych) nie tyle (albo – nie tylko) okultyzm czy gnostycyzm proweniencji stricte wolnomularskiej albo też wywodzącej się od Crowleya czy Austina Osmana Spare. Dość wyraźne sugestie – zresztą kilka razy poparte konkretnymi nazwiskami – zdają się prowadzić do millieu nieco innego, a mianowicie do (starego, dobrego – chciałoby się rzec) tradycjonalizmu integralnego vel perennializmu, przesycającego rozmaite kręgi współczesnej skrajnej prawicy.

Jak daliśmy do zrozumienia, niektóre nazwiska (Evola i Guénon – jakież by inne?) padają wprost. W istocie jednak Vaquié ogromną część swego życia i dorobku poświęcił badaniu, demaskowaniu, a nierzadko wprost zwalczaniu wpływów nie tylko tych dwóch tuzów, lecz i wielu innych, znanych może bardziej we Francji czy Europie Zachodniej, niźli u nas. Jan Hani, Jan Parvulesco, Rajmund Abellio (wł. Jerzy Soules), Jan Borella, Alan de Benoist, Frithjof Schuon – oni i wielu innych znaleźli się na celowniku naszego bohatera tudzież autorów z nim współpracujących.

Inna rzecz, że nie tylko Nowa Prawica i tradycjonalizm integralny zaprzątały uwagę Jana Vaquié. Na łamach „Zeszytów” znaleźć można także materiały poświęcone neoplatonizmowi („reakcji antychrześcijańskiej pierwszych wieków”), jansenizmowi („herezji trzeciej drogi”), antropozofii Rudolfa Steinera czy związkom gnozy z romantyzmem i buddyzmem.

Dziełko, wokół którego cały czas tu krążymy, tj. książka wydana przez Polwen, jest podwójnie interesujące – po pierwsze jako po prostu krótki podręcznik podstawowych terminów i koncepcji obecnych w gnostycyzmie, okultyzmie i teorii magii, po drugie – z uwagi na ów evoliańsko-guenoniański kontekst, w którym można ową pojęciowość umieścić.

Wydaje się, że Vaquié przedstawia przedmiot swych badań rzetelnie (choć skrótowo), ale możemy też zapewnić czytelnika, że przeprowadza jego krytyczną analizę. A zatem w niemal każdym rozdziale możemy dowiedzieć się nie tylko tego, co o androgynie, Graalu czy uniwersalnej tradycji sądzą rozmaici gnostycy i post-gnostycy, ale również tego, jak na sprawy zapatruje się Tradycja katolicka czy też Magisterium.

O szczegółach książki pisać tu nie będziemy. Choć może nie odbiła się szerokim echem, to jednak – wbrew pozorom – jest relatywnie łatwo dostępna w sprzedaży czy nawet w wypożyczalniach.

W zamian niech przemówi sam autor. Poniżej kilka interesujących fragmentów:

[o podziale na ezoteryzm i egzoteryzm]

U wszystkich pisarzy gnostycznych spotykamy dwa pojęcia, które pojawiają się zawsze razem, połączone ze sobą niczym bliźnięta: ezoteryzm i egzoteryzm. Pisarze tego nurtu usiłują rozróżnić w każdej religii poziom doktryn od poziomu praktyk, czyli biorąc rzecz ogólnie, wyodrębniać dwie nałożone na siebie warstwami religie.

Poziom powierzchniowy i widoczny nazywany jest poziomem egzoterycznym. Jest to poziom właściwy dla ludu, czyli dla tych, którzy w sprawach wiary zorientowani są bardzo pobieżnie. Egzoteryzm jest formą publiczną i oficjalną religii, zawierającą jej sformułowania dogmatyczne, praktyki kultowe, rozgraniczenia terytorialne, jej regulamin…

Poziom wewnętrzny, zarezerwowany dla wtajemniczonych, nazywany jest ezoterycznym. Jest to poziom bardzo wnikliwych objaśnień, które nie byłyby zrozumiałe dla szerokiego ogółu, a które elitarnej grupie wiernych dostarczają możliwość głębszego, mniej formalistycznego, za to bardziej uniwersalnego zrozumienia oficjalnych ustanowień. Poziom ezoteryczny wszystkich religii miałaby stanowić ta sama infrastruktura i byłaby ona z pokolenia na pokolenie przekazywana w każdej religii. W ten sposób każda religia, bez wiedzy jej wyznawców, miałaby być związana z tą samą pierwotną tradycją.

Rozróżnienie tych dwóch poziomów, egzoterycznego i ezoterycznego, uznają obecnie wszystkie szkoły gnostyczne. I we wszystkich z naciskiem zaznacza się, że stosuje się ono również do religii chrześcijańskiej, która miałaby zatem, czego nie podaje się w ogóle w wątpliwość, tę samą pobudowę ezoteryczną, jak wszystkie inne religie.

*

Zbadajmy teraz, skąd bierze się to rozdwojone pojęcie. Rozróżnienie pomiędzy nauczaniem ezoterycznym a egzoterycznym jest prawdziwe tylko w religiach powiązanych z misteriami szatańskimi, które – jako że są tajemnicami ciemności – aby przetrwać, potrzebują mrocznego kręgu. Religie te istotnie zawierają w sobie poziom wewnętrzny, który musi pozostać ukryty, zastrzeżony dla wtajemniczonych, dla „oświeconych”, tych, którzy zostali dopuszczeni do owych szatańskich tajemnic. Istnieje ezoteryzm islamski, tak jak istnieje ezoteryzm w religiach irańskich oraz wschodnich. A istnieje on w tych religiach dlatego, że są one podsycane przez mistykę z porządku mrocznego.

Rozdzielanie tych dwóch poziomów nie stosuje się jednak do religii chrześcijańskiej, ponieważ jej mistyka związana jest z misteriami z niebios, a te są misteriami światłości: „To, co Ja mówię światu, mówię jawnie. Nigdy nie nauczałem w sekrecie”. Światło, które przyniósł Jezus Chrystus, nie powinno być trzymane pod korcem, lecz umieszczone na świeczniku, tak by mogło rozjaśnić cały dom. W Kościele katolickim nie ma tajnego nauczania. W tajemnice niebios wprowadzają sakramenty; sakramenty nie są praktykami okultystycznymi, udziela się ich jawnie.

(str. 13-14)

[o Hypertheosie]

Neognostycy, podążając za Rene Guenonem śladem „Najwyższej Zasady”, przenoszą Bożą jedność poza i ponad Trójcę Świętą, która staje się wówczas rodzajem hypotheos, podbogiem, stwórcą – być może, ale drugorzędnym i względnym („zróżnicowanym”, jak to oni mówią), zawsze podporządkowanym absolutowi „Najwyższej Zasady” i jej logice.

Zupełnie inaczej przedstawia się to w wierze katolickiej. Jedność i nieskończoność Boga nie mogą być oddzielone od Jego Troistości; nie mogą być uważane za bardziej istotne niż Boża Trójca. (…) Uważajmy więc na tych, którzy przychodzą do nas ze swym hypertheosem.

[o koncepcji manifestacji]

Pisarze ezoteryczni nie określają świata mianem „kreacji”. Nazywają go przejawem, manifestacją. Czynią ze świata egzystencjalną emanację Najwyższej Zasady. Dla nich świat nie został stworzony w takim znaczeniu, w jakim my to rozumiemy; świat jest realizacją jednej z zawartych w Najwyższej Zasadzie potencjalności. (…) Opuściwszy Zasadę jako forma duchowa, każda manifestacja staje się siedliskiem powolnego procesu materializacji. Gdy zmaterializowanie świata osiąga swe maksimum, następuje rodzaj wybuchu, unicestwienia – i cykl rozpoczyna się na nowo. (…) Nauka Kościoła jest bardzo daleka od tego, co głosi gnoza. (…) Świat nie jest „wyemanowany z Boga”, nie jest czymś, co wyciekło na zewnątrz z boskiej substancji, taki bowiem świat sam byłby boski, a to równałoby się panteizmowi. Świat został stworzony ex nihilo, a mówiąc dokładniej, Bóg sprawił, że świat pojawił się tam, gdzie nie było nic. W ten sposób, pomiędzy Stwórcą a stworzeniem istnieje przepaść, którą tylko Stwórca może przekroczyć. Kosmologia chrześcijańska nie jest „emanacyjna”, to kosmologia kreacjonistyczna.

(str. 18-19)

[o Sophii]

We współczesnej gnozie postać Sophii będzie zastępowana pojęciami o większym stopniu abstrakcji. Zostanie bardzo rozwinięte zdwojenie terminologiczne „Dziewica” i „Matka”. Posługując się obficie liryzmem, który pozornie, przy braku wyostrzonej uwagi, sprawia bardzo przyjemne wrażenie, neognostycy bez umiaru wyolbrzymiają rolę Maryi jako małżonki Ducha Świętego. A jednocześnie, paradoksalnie, temuż Duchowi Świętemu nadadzą cechy kobiece. I w ogóle będą przepajać seksem powstawanie Słowa oraz pochodzenie Ducha Świętego [por. Frithjof Schuon – przyp. ATW].

(str. 27)

[o alchemii]

Niezawodnym symptomem, świadczącym o przynależności do współczesnej szkoły gnostycznej, jest motyw alchemii. (…) Zarówno alchemię praktyczną, jak i spekulatywną, charakteryzuje ta sama mentalność: mentalność transmutacji. Nastawiona jest ona na to, by uwznioślić naturę (naturę rzeczy materialnej lub naturę ludzką), wykorzystując przy tym siły, które zawiera w sobie sama natura. (…) Zwróćmy uwagę, że alchemiczna mutacja świata nie potrzebuje boskiej interwencji. Jest to autosublimacja, która mieści się w porządku natury, zaś alchemik winien ją jedynie wspomóc i przyspieszyć.

(str. 47)

[o androgynii]

Wśród tematów szczególnie chętnie podejmowanych przez pisarzy ezoterycznych bardzo często pojawia się wątek androgyni (hermafrodyty). Ich zdaniem, człowiek jako projekt (zamiar) występujący w Bożej myśli, jeszcze przed swym zaistnieniem miałby być zarazem mężczyzną i kobietą. (…) Wreszcie pojawia się nam pojawienie jeszcze jednej androgynii, nazwijmy ją androgynią eschatologiczną: będzie to wtedy, gdy już nastąpi „ustanowienie na nowo wszystkich rzeczy”, gdy człowiek znów przybierze formę obupłciową, ponieważ to ona, jak wszystko na to wskazuje, jest jego formą istotową. (…) Czego na ten temat naucza Kościół? Prawdę powiedziawszy, cała ta hipoteza jest tak absurdalna, że Urząd Nauczycielski Kościoła nigdy się tym zagadnieniem obszerniej nie zajął.

(str. 49-50)

[o Graalu]

Pracą bardzo wyraźnie wskazującą na ostateczny cel, ku któremu zmierza cały ten „graalowski ruch”, jest dzieło Juliusza Evoli, noszące tytuł „Mit Graala i gibellińska idea cesarska”. Pod tym sformułowaniem wyraźnie pulsuje tęsknota za Świętym cesarstwem gnostycznym. Opowieść o Graalu (…) stanowi jeden z ulubionych motywów ezoterystów chrześcijańskich, pozwala bowiem przez szereg, często nieuchwytnych przekształceń, dokonać przejścia od chrześcijaństwa do gnozy.

(str. 58)

[o Uniwersalnej Tradycji]

Gnostycy nazywają siebie depozytariuszami „odwiecznej tradycji”, która, jeśli im wierzyć, zawiera wierne ślady „pierwotnego objawienia”. Mówi o tym jedna spośród wielu innych, wielkich myśli Rene Guenona. (…) Tradycja pierwotna może nosić również miano tradycji uniwersalnej, jako że to właśnie ją, zachowaną z mniejszą lub też większą wiernością, znajdujemy na dni ezoterycznym oficjalnych, wielkich wyznań. (…) Wielkie wyznania religijne uczynią potężny krok ku swej jedności, otaczając dbałością swe wspólne źródło, jakim jest tradycja uniwersalna.

(…)

Zapytajmy teraz, czego na tak ważny temat naucza Kościół.

Nić pierwotnej tradycji została cudownie zachowana przez Abrahama. Najważniejszą częścią tej tradycji była zapowiedź Zbawiciela, który miał nadejść „w wyznaczonym czasie”. Zapowiedź ta, w niczym niezmieniona, przetrwała ostatecznie tylko pośród ludu Izraela.

Głównymi punktami orientacyjnymi autentycznej tradycji są zatem: Adam, Noe, Abraham i Mojżesz. Jest ona zawarta w Starym Testamencie. A prowadzi do Naszego Pana Jezusa Chrystusa, który jest jej spełnieniem jako zapowiedziany Zbawiciel.

(str. 60-62)

Jean Vaquié, Okultyzm a wiara katolicka. Podstawowe motywy gnostyczne, POLWEN 2007.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.