Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Kamil Kisiel: Krytyka Polityczna - festiwal hipokryzji

Krytyka Polityczna - festiwal hipokryzji

Kamil Kisiel

„Krytyka Polityczna” i Porozumienie 11 Listopada piórami swoich „walczaków” jeszcze wieczorem 11 listopada oświadczały, że żadnych antyfaszystów z Antify nie zapraszały. Lewacy jednak nie pozostali w tym  konsekwentni. Okazuje się, że Antifa była i niektórzy byli nawet dumni z jej obecności. Przypomina to tłumaczenie w stylu: nie palił — palił, ale się nie zaciągał — zaciągał się, ale nikomu to nie zaszkodziło — a nawet jak zaszkodziło, to inni szkodzili bardziej.

Prześledźmy więc publicystykę „KryPola” z ostatnich tygodni. Pierwszym był felieton p. Macieja Gduli. Pomijam fakt, że p. Gdula wciska w nasze usta słowa, które ani razu nie padły („Polska cała tylko biała”), co jest manipulacją, ale twierdzenie, że w stolicy dokonał się prawicowy festiwal destrukcji, to chyba mała przesada. Szedłem w środku Marszu obok spokojnych 20-25 tys. ludzi i jakoś nie zauważyłem destrukcji i dzikich tłumów. Cóż, jedziemy dalej.

Potem wyszło na świat oficjalne i totalne dementi. Obok płaczliwo-cukierkowatego przekonywania o pokojowym charakterze blokady (fajny oksymoron, co nie?) pojawia się fraza: Nie zapraszaliśmy żadnych bojówek i że nasza blokada była pokojowa. Zdjęcia zamaskowanych i bynajmniej niekolorowych antyfaszystów, tak jak i spory arsenał znaleziony w klubokawiarni „KryPola”, zdają się temu przeczyć. Ale spokojnie, następny przystanek.

Nieoceniony redaktor Jacek Żakowski przyszedł z odsieczą i w swojej odpowiedzi na tekst red. naczelnego „Rzepy” napisał, co następuje: Bulwersuje go to, że na obrzeżach „Kolorowej” stała grupa może 200 młodych ludzi gotowych bronić naszej demonstracji i rzeczywiście broniących jej przez chwilę, zanim policja podciągnęła posiłki i przegoniła bandytów.

Czujecie, że na Państwa twarzach pojawia się już szeroki uśmiech? Parę godzin wcześniej Kazimiera Szczuka i jej płacząca wręcz towarzyszka zaprzeczały, że na Kolorowej był ktokolwiek z nie-pacyfistycznymi zamiarami, a jak był, to nieproszony – a czy ktoś z ONR i MW zapraszał zadymiarzy? Też nie! Lewica żąda uczciwości, a sama na uczciwość gwiżdże.

Na szczęście red. Żakowski wyświadcza „KryPolowi” niedźwiedzią przysługę i mówi, że na obrzeżach (ja tam na zdjęciach widzę, że to samo czoło manify kolorowych) byli tzw. ochroniarze.

Tego samego dnia (13.11.) było jeszcze zabawniej, ponieważ do akcji włączył się p. Cezary „Taran” Michalski, człowiek wyspecjalizowany w cytowaniu „nawróconych liberałów”. Widać pewną ewolucję kolektywnej mądrości „KryPola”. Pan Michalski nie przeczy, że i radykalna lewica robi dintojry (jak pobicie prawicowców pod Sochaczewem przed MN 2010 i szpecenie pomnika Dmowskiego), lecz od razu stosuje taktykę „bodyslaming” i owym lewicowym wybrykom przeciwstawia nieporównywalnie cięższe przewiny uczestników MN (fakt, że sami organizatorzy potępili zadymiarzy, wydaje się całemu „KryPolowi” nieistotny).

Felieton p. Michalskiego zsynchronizował się idealnie z kolejnym dementi. Przypominam zatem, że na stronie Kolorowej Niepodległej ichni antyfaszystowski manifest pojawił się w 12 językach, a informacja o zaproszeniu niemieckiej Antify do Polski krążyła parę miesięcy wcześniej. W Berlinie, konkretnie w dzielnicy Kreuzberg-Friedrichshain, znanej z istnienia swoistych punkowych komun i młodzieży spod znaku kawiorowej lewicy, można było zobaczyć plakaty nawołujące do blokowania marszu faszystów w Warszawie. A jacyś Niemcy ostatecznie się w Warszawie pojawili.

Postronny człowiek „Krytyki Politycznej”, p. Maciej Nowak kontynuuje pokaz konsekwencji swojego środowiska: Skrajności „Nie” Jerzego Urbana czy „Gazety Polskiej” uchodziły za eksces. Teraz gwałtowność przelewa się do mediów i dyskusji głównego nurtu, następuje ostra polaryzacja postaw i poglądów. Nadchodzą ciekawe czasy. Dla Cimcirymci nie będzie już miejsca.

Zauważmy, że p. Nowak autentycznie cieszy się z zaostrzenia dyskursu. Jak to się ma do wcześniejszego dementi i potępienia przemocy? Ale to nie koniec. Oddajmy głos p. Hannie Gill-Piątek: Nie chcę nawet myśleć, jak wyglądałoby miasto, gdybyśmy zamiast w miarę zorganizowanej parady przemocy idącej do pomnika Dmowskiego mieli kilkadziesiąt grasujących, uzbrojonych w pały grupek, nad którymi policja nie miałaby żadnej kontroli. Zaręczam, że nie skończyłoby się tak miło jak teraz.

Gdyby nie było Antify, to tzw. zadymiarze i kibole nie mieliby pretekstu do pojawienia się w Warszawie, a tak, co można wyczytać na stronach Drogi Legionisty i kiboli GKS Katowice, zjednoczyli się specjalnie dla niemieckich bojówkarzy. Urocza Hania wciska także do głów, że uczestnicy MN krzyczeli „cała Polska biała”, co oczywiście nie ma żadnego pokrycia w faktach. Lewica zapomina, jak zwykle zresztą, że każda akcja pociąga reakcję. W tamtym roku nie było niemieckiej Antify i nie było rozrób. Ciekawa zależność, prawda? Tak samo wątpliwości uroczej Hani na temat zakazu zasłaniania twarzy (który na stadionach notabene już obowiązuje) rozumiem — w końcu nie tylko kibole, ale i Antifa musiałaby wtedy pokazać swoją twarz.

W sukurs przychodzi także p. Edwin Bendyk: Odbijaliśmy kolorowe piłki, tańczyliśmy, podśpiewując, choć w pewnym momencie z interwencją wkroczyła Kazia Szczuka, apelując o zaprzestanie, na prośbę policji, śpiewania Warszawianki. Zbyt bojowa, więc daliśmy sobie spokój, zmieniając repertuar na łagodniejszy. I tak się bawiliśmy nieświadomi, że Warszawę demoluje militarystyczna lewica.

Na filmie Nowego Ekranu pt. „Widziałem naziola” widać, że Kazia krzyczy te słowa w momencie, kiedy Antifa ucieka do lokalu „Krytyki Politycznej”. Drobiazg. Chciałbym jednak zadedykować p. Bendykowi słowa, które przyszły mi na myśl po obejrzeniu „Faktów” TVN: Szedłem w Marszu Niepodległości nieświadomy, że naziolska prawica demoluje Warszawę.

Wypadałoby być uczciwym wobec 25 tys. ludzi, którzy podczas Marszu Niepodległości zachowywali się spokojnie.

Ten dzień był zresztą dniem hiperaktywności „KryPola”. Pan Michał Bilewicz: Choć nie zgadzam się z użyciem jakiejkolwiek przemocy przez kogokolwiek na warszawskim Święcie Niepodległości, to doceniam tych wszystkich niemieckich przyjaciół, którzy dołączyli do nas, by pokojowo zaprotestować przeciw szerzącemu się w całej Europie neofaszyzmowi.

Zwróćmy uwagę na słowo jakiejkolwiek. Gdyby to była przemoc wyłącznie ze strony uczestników Marszu Niepodległości (czyżby?), p. Bilewicz nie ośmieliłby się chyba użyć tego słowa, ba, zaatakowałby z furią „brunatnych przemocników”. A tak… pokrętnie, pośrednio (jak na lewicę przystało) p. Bilewicz przyznaje się, że i jego „strona” dopuściła się aktów jakiejkolwiek przemocy. Dzięki, Michał!

Nadchodzi sądny dzień 15 listopada. Policja przekazuje informację, że w klubokawiarni „KryPola” znajdują się typowy dla pacyfistów ekwipunek: pałki, kastety, pojemniki z gazem, noże. W „KryPolu” panika i dementi do sześcianu i na domiar złego p. Olga Tokarczuk na dobre „wsypała” swoją lewicową brać: Wierzę jednak, że grupa niemieckich anarchistów, która otarła się o NWS, nie jest w stanie zasłonić sobą dwóch lat ciekawej działalności i ogromnej pracy wielu ludzi.

Rozbierzmy to zdanie na części pierwsze. Pani Tokarczuk przyznaje, że na manifie kolorowych byli niemieccy anarchiści — zwrot otarła się to taki rozpaczliwy eufemizm. W dodatku, skoro p. Tokarczuk się od nich odżegnuje, znaczy to, że ci niemieccy anarchiści musieli zrobić coś niegrzecznego i niegodnego afiszowania się z nimi.

Należałoby p. Oldze Tokarczuk podziękować, tak jak p. Żakowskiemu, za spektakularne wsypanie (się). Kiedy przesłuchuje się na komisariacie dowolną szajkę przestępców, cała sztuka przesłuchania polega na tym, by jej członkowie wsypywali się nawzajem, składając sprzeczne zeznania.

http://wyborcza.pl/1,76842,10642439,Zalujcie__ze_nie_przyszliscie.html: Niemcy, bo od nich dziś zaczyna rozmowę każdy patriota, zjawili się 11.11.11, by wesprzeć polską antifę. To był rewanż, bo nasi jeżdżą blokować neofaszystów w Dreźnie. Ot, międzynarodówka antyfaszystowska. „Chciałbym im podziękować za przybycie i przeprosić, że media nazywały ich »importowanymi bojówkarzami«” — mówił mi Rafał Złotopolski z Warszawskiej Akcji Antyfaszystowskiej.

Teraz szybki przegląd organizatorów kolorowej blokady: http://11listopada.org/strona/porozumienie-11-listopada

Na pozycji 41. jest nasza Warszawska Akcja Antyfaszystowska, wsparcia udzielił też jako drugi antifashop.pl (nawiasem mówiąc: Antifa i sklep? to przecież takie kapitalistyczne!). Pan Złotopolski, współorganizator przyznaje się BEZPOŚREDNIO do zaproszenia niemieckiej Antify. Tej samej, która miała być wg Jacka Żakowskiego na obrzeżach, a według p. Tokarczuk otarła się. Robienie z ludzi kompletnie bezmyślnych debili to specjalność lewicy, ale tutaj bezczelność przekracza wszelkie granice.

Od siebie dodam, że Antifa do Drezna wcale nie jedzie po to, by pokojowo blokować neonazistów. Wie to każdy normalny człowiek w Niemczech, zapewne wie o tym i p. Złotopolski.

Piotr Laskowski, historyk, filozof z UJ, uczestnik Kolorowej Niepodległej, był gościem Anny Laszuk w Komentarzach Radia TOK FM. W czasie gdy p. Złotopolskiego rozpierała duma z zaproszenia Antify, p. Laskowski zapodał nam takie dementi: Rzeczą, którą trzeba powiedzieć już na początku to, że to duże starcie to było starcie uczestników marszu niepodległości czyli tego narodowo-radykalnego z policją. Nie brali w tym udziału żadni Niemcy ani uczestnicy blokady czy Kolorowej Niepodległej, ponieważ byli oddzieleni podwójnym kordonem, a pomiędzy policjantami było 200 metrów wolnej przestrzeni (…).

Nikt z zatrzymanych nie jest członkiem ONR, MW i innych ruchów narodowo-radykalnych. Oczekiwanie uczciwości od lewicy podchodzi jednak pod myślenie życzeniowe, więc wypowiedź p. Laskowskiego po prostu zignorujemy.

16 listopada nastąpiło „szczytowanie” hipokryzji i niekonsekwencji. Felieton p. Tymańskiego nie pozostawia złudzeń.

Cytaty:

Z marszu zagrałem parę numerów, począwszy od prowokacyjnego „Dymać Orła Białego“od razu zrobiło mi się cieplej.

A przecież, do cholery, jasnej anielki, ponoć nikt z Kolorowej nie prowokował i nie miał takiego zamiaru!

Gdyby nie policja oraz ludzie z polskiej i międzynarodowej Antify, rozpieprzyliby nas w drobny mak.

Gdyby was nie było, nie byłoby czego rozpieprzać, p. Tymański. Ale mimo to dzięki za potwierdzenie obecności Antify, jak i zdradzenia jej „ochroniarskiego” przeznaczenia, ty mój prowokatorze odważny, chowający się za policją!

W tym samym czasie nieoficjalny rzecznik „KryPola”, p. Jan Kapela prześledził w swoim artykule karierę krewkiego p. Rafała Golucha. Owszem, znam jegomościa i wiem, że nie jest bynajmniej niewiniątkiem. Ale to akurat on był w grupie 5 osób zaatakowanych przez setkę Antifowców. Nie ma tutaj usprawiedliwienia, niezależnie od tego, co p. Goluch głosi – żadna grupa pięcioosobowa, może poza japońskimi kamikadze, nie rzuca się na 20 razy liczniejszą od siebie grupę. Elementarna logika podpowiada, że było odwrotnie i że ostatecznie obala to tezę, iż wszyscy uczestnicy kolorowego pochodu byli faktycznie pokojowi i kolorowi. Na poparcie tej oczywistości krąży w Internecie filmik, jak to pokojowi Antifowcy atakują człowieka z biało-czerwoną flagą (dawaj kurwę!).

Jeszcze tylko p. Kinga Dunin i jej błazenada (niemieckie wampiry zaatakowały Warszawę…) i zaraz dojdziemy do podsumowania:

Komentarz Likusa na „KryPolu”: A ja przewrotnie wcale nie uważam, że to przedstawianie lewicy jako potężnej siły ulicznej posiadającej potencjał nawet bojówkarski, jest takie do końca złe. Od lat na ulicach rządziły bojówki faszystowskie, a tutaj nagle okazuje się, że lewica także może spuścić łomot. W Polsce to nie do pomyślenia. Niemcy, Włochy, Francja — tam to tak, ale u nas? U nas ulice od 20 lat należą do skrajnie prawicowych oszołomów. A teraz masz babo placek — tłuką naszych! :)

Jest to ta sama duma, która wyrywa się z piersi p. Złotopolskiego. A skoro można cytować p. Golucha, to można i p. Likusa.

Widać też, jak na nowo zostaje zawiązany sojusz pomiędzy „KryPolem” a grupą ITI, która wyemitowała długi reportaż na temat tego, jak to niemieccy lewacy dają się spokojnie wyprowadzić z lokalu „Krytyki Politycznej”, zostawiając tam narzędzia codziennego użytku. Myślałem, że odbudowa sympatii pomiędzy lewicą a mediami zajmie tygodnie, a tutaj, patrz pan: 5 dni i pozamiatane.

Wobec tego chyba i mnie pozostaje cieszyć się ze spalenia wozu transmisyjnego TVN – w 68’ zachodnia lewica miała ubaw z palenia samochodów należących do koncernu Axel Springer, o czym dzisiaj pewnie woleliby nie wspominać. A wystarczy zajrzeć do raportów berlińskiej policji, by przekonać się o liczbie ekscesów niemieckiej Antify, by dostrzec, że gdy ona gdzieś jedzie, to nigdy z pokojowymi zamiarami. Zresztą, co tam antifowa wylęgarnia, spójrzmy na protest Oburzonych w Rzymie, gdzie liczba zatrzymanych pokojowych manifestantów z Niemiec jest podobna do tej z Warszawy.

Wiadomo też, że lewica cierpi obecnie na brak męczenników, jako żywego dowodu prawicowego / kapitalistycznego terroru. Nie będę czarował – grupy kibolskie same przyznały się do rozrób, lecz pretekst do tego dostały na srebrnej tacy. Należy podkreślić, że nie zatrzymano żadnego członka grup narodowo-radykalnych (ba, członka żadnej organizacji). Zadymiarze, którym puściły nerwy, powinni swoje odsiedzieć i przemyśleć (jeśli potrafią) – ale szans na przemyślenia po drugiej stronie nie ma, mimo haniebnego przejścia z totalnego dementi do pewnego rodzaju dumy z obecności lewicowych ochroniarzy.

Kto podejmuje jakąś akcję, musi się liczyć z reakcją — o to właśnie mediom i lewicowcom chodziło. To sprawdzian dla nas wszystkich, sprawdzian, czy wytrzymamy nerwowo prowokacje i manipulacje i czy pojawimy się za rok w Warszawie 2-3 razy liczniejsi. O ile nie wyjdziemy na ulice wcześniej z powodu kryzysu państwa opiekuńczego.

„Krytyka Polityczna” niech urządzi sobie za rok swoje kolorowe po(d)chody w Puszczy Kampinoskiej i zaprosi tam TVN, który zrobi dłuuugi reportaż o tym, jak to fajnie i grzecznie bawi się lewica.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.