Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Ku temu, co własne

Ku temu, co własne

Adam Danek

Pewne poruszenia na runku wydawniczym oraz internetowym pokazują, iż w Polsce istnieje zapotrzebowanie na myśl prawicową (polityczną i nie tylko) – oczywiście nie masowe, niemniej stabilne. Szczególnie liczy się udział, jaki w owym zapotrzebowaniu mają ludzie młodzi. Obecność w Kraju młodzieży pochłoniętej kwestiami o większym ciężarze, niż bieżący kalejdoskop błazeństw z parlamentarno-partyjnej menażerii, poszukującej pogłębionej refleksji nad historią, kulturą i polityką – wcale nie zakrawa przecież na oczywistość. Nie można dopuścić, aby to zainteresowanie rozmyło się w przyziemnej rutynie, aby zbanalizowało się, zwiędło na jałowym nawozie prasowej publicystyki. Możliwości oddziaływania niskonakładowych pism i książek napotykają na łatwo przewidywalne ograniczenia. Paradoksalnie, w sukurs przychodzi Prawicy internet – najbardziej demokratyczne z mediów. Pomijając elitarne centra w rodzaju Ośrodka Myśli Politycznej, to głównie tam odbywa się wymiana poglądów i wiedzy, której towarzyszą skromne próby pracy koncepcyjnej. Całokształtu owego procesu nie można wartościować inaczej niż dodatnio, lecz posiada on jeden niezadowalający aspekt.

Gdy idzie o idee, akcent pada wyraźnie na elementy obce, czy też importowane. Impulsu opisanemu powyżej fermentowi intelektualnemu dostarczają niemal wyłącznie myśliciele cudzoziemscy w osobach włoskiego Evoli, niemieckiego Jüngera albo rosyjskiego Dugina, niekiedy nawet z nader egzotycznych części świata, jak kolumbijski Gómez Dávila lub japoński Mishima. Pośród przyszłych, miejmy nadzieję, awangardzistów polskiej Prawicy toczą się ożywcze debaty o niemieckich czy rosyjskich narodowych bolszewikach, zachodnioeuropejskich rojalistach i tradycjonalistach integralnych, eurazjanistach, faszystach wszelkich nacji… Pozornie wszystko zmierza ku dobremu, jednak nasuwa się pytanie: a gdzie Polska? Jeżeli w ogóle się pojawia, to zredukowana do przedwojennego obozu narodowego, zawężonego z kolei do samego tylko ONR. To zwichnięcie równowagi na rzecz cudzoziemszczyzny niewątpliwie nie należy do pozytywnych objawów.

Wśród zwolenników Prawicy, także w Polsce, sporą popularnością wydają się cieszyć poszczególne odmiany rewolucyjnego konserwatyzmu. Niestety w świadomości przeważającej części z nich Rewolucja Konserwatywna to jedynie bracia Jünger, Carl Schmitt i może jeszcze kilku ich rodaków. Ilu natomiast słyszało o polskich rewolucyjnych konserwatystach takich, jak: prof. Władysław Leopold Jaworski (1865-1930), Władysław Studnicki (1867-1953), Wojciech Rostworowski (1877-1952), prof. Kazimierz Władysław Kumaniecki (1880-1941), prof. Wacław Makowski (1880-1942), dr Jan Bobrzyński (1881-1951), Eustachy książę Sapieha (1881-1963), prof. Antoni Peretiatkowicz (1884-1956), prof. Maciej Starzewski (1891-1944), prof. Ignacy Czuma (1891-1963), Adam Piasecki (1898-1938), prof. Antoni Deryng (1901-1978) – by wymienić najciekawszych. Większość z nich pozostaje niestety zupełnie zapomniana przez tych, którzy być może będą musieli ich zastąpić na urzędzie strażników płomienia na ołtarzu Ojczyzny.

Ci sami zwolennicy prawicy lubią dyskutować o działających, niegdyś lub obecnie, za granicą ruchach monarchistycznych. W przedwojennym Państwie Polskim zaistniał cały szereg ugrupowań występujących pod sztandarem idei królewskiej: Klub Zachowawczo-Monarchistyczny, Monarchistyczna Organizacja Wszechstanowa, Obóz Monarchistów Polskich, Organizacja Młodzieży Monarchistycznej, Organizacja Monarchistyczna, Związek Narodowych Monarchistów. Żadna z tych nazw we wspomnianych dyskusjach nie pada, a historia i symbolika ich nosicieli raczej nie jest znana dyskutantom. Nie słabnie zainteresowanie faszyzmem, ale – znów – li tylko zagranicznym. Tymczasem dość spojrzeć w ojczystą przeszłość, aby napotkać znakomitych eksponentów romantyzmu faszystowskiego w osobach Ferdynanda Goetla (1890-1960) oraz Adama Skwarczyńskiego (1886-1934). Nie sposób również przeoczyć środowiska teoretyków totalizmu państwowego skupionych wokół pisma „Zaczyn”, a także głosicieli zupełnie już odmiennych idei „Chrystusowego totalizmu” (Radykalny Ruch Uzdrowienia) i „katolickiego totalizmu” (RNR-Falanga, Związek Młodych Narodowców). Kiedy zaś mowa jest o reakcjonistach, nieustannie powracają nazwiska de Maistre’a czy Evoli, lecz ani raz nie pojawiają się Józef Kalasanty Szaniawski (1764-1843), Henryk hrabia Rzewuski (1791-1866), prof. Antoni Walewski (1805-1876), Jerzy hrabia Moszyński (1847-1924) ani Jan Karol Korwin-Kochanowski (1869-1949).

Podsumowując, w pewnym sensie nie warto poszukiwać intelektualnych bodźców w obcojęzycznych księgach, przynajmniej dopóki dziedzictwo polskiej myśli prawicowej, w całym jego bogactwie i różnorodności, szczelnie pokrywa kurz niepamięci. Nie oznacza to, broń Boże, że źle jest czerpać natchnienie z innych tradycji myślenia albo że wypada je uznać za niższe bądź konkurencyjne w stosunku do tradycji rodzimej. Oznacza jedynie, iż własną tożsamość da się oprzeć i utwierdzić wyłącznie na mądrości i wiedzy swoich, nie cudzych przodków. Zaniedbywanie tego, co własne dla pogoni za tym, co mówi się i głosi w obcych krajach rodzi mentalność prowincjusza, tkwiącego w przekonaniu, iż rzeczy prawdziwie wielkie tworzą się gdzie indziej – a więc przyprawia o słabość. Na ziemi Lechitów podobny prowincjonalizm nie znajduje wszelako żadnego uzasadnienia.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.