Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Skończcie te „łowy na chadeków”!

Skończcie te „łowy na chadeków”!

Adam Danek

Z góry przepraszam czytelników poniższego artykułu za nieco prostacki tytuł, jednak pewne zjawiska potrafią przyprawić o irytację nawet takiego safandułę, jak piszący te słowa. Zwłaszcza, jeśli powtarzają się do znudzenia od pewnego czasu, czyli, konkretyzując, od ostatnich wyborów parlamentarnych. Można odnieść wrażenie, iż od tamtego momentu w środowisku Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego zapanował jeden z paskudnych obyczajów demokratycznych, mianowicie duch partyjnictwa, jakim kontrrewolucjoniści od zawsze się brzydzili i jaki zwalczali. Przejawia się on w zdumiewająco nieraz ostrych połajankach pod adresem tych członków bądź sympatyków KZ-M, którzy podjęli decyzję o bezpośrednim, czynnym zaangażowaniu w życie polityczne w ramach konkretnych ugrupowań partyjnych. Ponieważ partie owe niewątpliwie sytuują się na lewo od ruchu monarchistycznego (co jest oczywiste, gdyż jego ideowe fundamenty czynią go najbardziej konsekwentnym, czyli najbardziej skrajnym nurtem prawicy), osobom tym imputuje się sprzeniewierzenie konserwatywnym pryncypiom, swoiste odchylenie lewicowo-internacjonalistyczne. Przydaje im się przy tym pogardliwe etykietki w rodzaju „chadeków” czy „naprawiaczy”, co budzi ich sprzeciw, a w ostatniej instancji sprowadza sprawę z poziomu sporów ideowych do poziomu iście demokratycznych osobistych wycieczek.

Oczywiście zarzuty formułowane wobec monarchistów zaangażowanych w partyjną politykę nie są bezpodstawne. Przecież musieli zdawać sobie sprawę, do jakich stronnictw przystępują. Jeśli oceniać je z wysokości szańca Kontrrewolucji, PiS jako całość bez wątpienia jawi się jako zbyt lewicowe, podobnie LPR. To samo można powiedzieć o UPR (do której młodzieżówki należy autor niniejszego tekstu), ze względu zarówno na czynnik programowy (kontrowersyjny charakter samej doktryny „konserwatywnego liberalizmu”), jak i czynnik ludzki (obecność w tej partii pewnej liczby osób o poglądach wręcz anarchistycznych lub antyklerykalnych). We wszystkich tych ugrupowaniach działają politycy, których prawdziwy konserwatysta może z czystym sumieniem nazywać lewicowcami (i dostawać białej gorączki, słysząc jak niektórzy z nich publicznie pretendują do miana „konserwatystów”). To wszystko fakty, ale nie usprawiedliwiają wpuszczania do okopów Świętej Trójcy demokratycznej małoduszności, wyrażającej się w kłótniach o podłożu partyjnym.

Monarchiści, którzy wstąpili do konkretnych ugrupowań, przyjęli w ten sposób dobrowolnie współodpowiedzialność za ich program i politykę, toteż mogą — a czasem powinni — być przez kolegów krytykowani za swoje OSOBISTE działania lub wypowiedzi niezgodne (a chwaleni za zgodne) z zasadami konserwatyzmu (ja sam na przykład poczułem się dziwnie, czytając pochwałę „sprawiedliwości społecznej” napisaną przez p. Artura Górskiego; nie mogę też spokojnie słuchać, jak p. Marek Jurek powołuje się na demokrację, uzasadniając stanowisko swego stronnictwa w różnych sprawach). Nie godzi się ich jednak czynić odpowiedzialnymi za każdy zgniły kompromis — programowy czy polityczny — zawierany przez partie, twory ze swej natury zbiurokratyzowane i interesowne. Uważam ponadto, że nie powinno się z definicji potępiać samego faktu przyjęcia przez nich partyjnego członkostwa albo startu w wyborach; „integralny reakcjonista” Stanisław Cat-Mackiewicz (1896-1966) też należał do partii (BBWR) i kilka razy startował w wyborach do Sejmu. Do najważniejszych celów Klubu Zachowawczo-Monarchistycznego należy przecież wychowanie elity politycznej. To nie partie mają pozyskiwać zwolenników w Klubie, lecz na odwrót: Klub, stojąc ponad partiami, ma je infiltrować ideowo i w ten sposób stopniowo, powoli jednoczyć je pod sztandarem Kontrrewolucji. To tę taktykę ś.p. Karol Maurras (1868-1952) nazwał „konspiracją w świetle dnia”. Nie oznacza to, rzecz jasna, że monarchistom w ogóle nie wolno się między sobą spierać i posiadać odmiennych poglądów. Wolno, ale co innego dyskutować we własnym gronie za zamkniętymi drzwiami, a co innego publicznie — w prasie i Internecie — co zamiast rozstrzygnięcia sporów i twórczych rozwiązań przynosi wyłącznie kompromitację całego ruchu.

Kłótliwość polskich prawicowców zdążyła już przejść do legendy. Poświęcano jej nawet utwory poetyckie, pisane w tonie kasandrycznym przez zwolenników (p. Leszek Czajkowski, zwany „bardem Ciemnogrodu”; liczne wiersze), zaś w tonie pogardliwym przez przeciwników prawicy (Jacek Kaczmarski; ballada „Okładający się kijami”). Nie powinno się dawać pretekstu do pisanie kolejnych; byłby to objaw ewidentnej słabości. Za wzór niech posłuży Hiszpania podczas wojny domowej, gdzie do walki z hydrą rewolucji ramię w ramię, pomimo dzielących ich różnic (nieraz ogromnych) stanęli: reakcyjni karliści, liberalni monarchiści, konserwatyści republikańscy, nacjonaliści, (para)faszyści, prawicowi liberałowie, chadecy etc. I dzięki temu walkę wygrali. My także powinniśmy połączyć siły, zamiast trwonić je we wzajemnych pyskówkach. I rzekomi „chadecy” z PiS, i „endecy” z LPR, i „wolteriańscy libertyni” (określenie rzucone naprawdę!) z UPR. Zwolennicy Bractwa św. Piusa X i zwolennicy indultu. I tak dalej.

Dlatego proponuję natychmiast, bez dalszych dyskusji na ten temat, pogrzebać wcześniejsze „potępieńcze swary”, a w ich miejsce zawiązać „święte przymierze” ufundowane na zasadzie stanowiącej, że dla dobra sprawy wszyscy monarchiści powstrzymają się od tropienia we własnych szeregach „lewicujących chadeków” (w osobie p. Artura Górskiego), „lewicujących judofilów” (w osobie p. Pawła Milcarka), „lewicujących libertarian” (w osobie p. Janusza Korwin-Mikkego) albo jakichś innych „lewicujących faszystów” (w osobie, powiedzmy, Adama Danka) — ponieważ takie zagrywki jedynie rozbijają środowisko.

Proszę mi wybaczyć nadmiernie emocjonalne zabarwienie tego artykułu i nie posądzać jego autora o chęć wywyższania się, pouczania kogokolwiek lub wygłaszania jeremiad (inaczej mówiąc, o zgrywanie Michnika). Ja tylko przestrzegam. Cave, cave, Deus videt, Panowie. Zabawę w partyjnictwo, w walkę fakcji, koterii i kamaryl, jakby żywcem wyjętą z Mackiewiczowskiego „Londyniszcza”, zostawmy demokratom.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.