Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Męczennicy Całunu Turyńskiego?

Męczennicy Całunu Turyńskiego?

Adrian Nikiel

Rozprawa z zakonem templariuszy to czarna karta w historii monarchii francuskiej. Hańba tym większa, że sprowadzona przez pomazańca Bożego – w dodatku wnuka jednego z największych świętych w dziejach Christianitas – który dziś pamiętany jest jako jeden z najbardziej zuchwałych i bezwzględnych niszczycieli autorytetu i władzy Kościoła.

Pierwotne przyczyny zagłady Rycerzy Świątyni były przede wszystkim ekonomiczne – nieudolna polityka finansowa Filipa Pięknego doprowadziła w 1306 roku do inflacji i niepokojów społecznych. Dobra zgromadzone przez obrońców Grobu Świętego miały zapełnić pusty skarbiec królewski, którego potrzeb nie zdołały zaspokoić wysokie podatki – również za cenę łamania prawa kościelnego i państwowego, ofiarą chciwości mógł zatem paść każdy. Sprawa zyskała jednak dodatkowy aspekt religijny, wówczas służący usprawiedliwieniu grabieży, a w czasach nowożytnych skrzętnie wykorzystywany przy fabrykowaniu mrocznej legendy zakonu1.

Omawiana praca dzieli się na trzy obszerne rozdziały poświęcone historii Zakonu Świątyni (ze szczególnym uwzględnieniem jego tragicznego końca), burzliwym losom Całunu nazwanego później Turyńskim i wpływowi tej wyjątkowej relikwii na duchowość rycerzy-zakonników.

Xiążka pani dr2 Barbary Frale, włoskiej specjalistki w zakresie paleografii, znanej z ustaleń podważających popularną wizję historii Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona3 – zainicjowana odkryciem w Archiwach Watykańskich trzynastowiecznego dokumentu z zapisem rytuału zakonnej inicjacji – splata kilka wątków. Dwa najistotniejsze z nich to rekonstrukcja śledztwa i procesu templariuszy (a raczej opartego na spreparowanych „dowodach” mordu sądowego) i skomplikowane dzieje Całunu Turyńskiego, który w ciągu wieku trafiał w ręce wielu posiadaczy, a na pewien czas w ogóle znikł z kart historii. Jak dowodzi dr Frale, zaginiony w Konstantynopolu w trakcie IV krucjaty Całun przez ponad sto lat znajdował się w ukryciu pod opieką rycerzy-zakonników (dla zwykłych wiernych stał się dostępny już po kasacie zakonu, dopiero w 1353 r. – od wystawienia w Lirey jego historia jest dobrze udokumentowana). Autorka zastrzega, że jako naukowiec nie może przesądzić o autentyczności Całunu – traktowanego jako płótno, które okrywało Ciało naszego Pana Jezusa Chrystusa po Męce na Krzyżu – ale podkreśla, iż dla templariuszy był on dowodem, potwierdzającym zapisy ewangeliczne, że Syn Boży prawdziwie umarł i zmartwychwstał. Wyrazem tej wiary był m.in. zwyczaj dotykania relikwii lnianymi sznurami, które miały opasywać rycerzy. W Ziemi Świętej sznury pocierano o Święty Grób.

Podczas zainicjowanego przez Filipa IV śledztwa członkowie zakonu oskarżeni zostali o niemoralność, bałwochwalstwo i oddawanie czci wizerunkowi brodatego mężczyzny – rzekomo tajemniczego bożka nazwanego Bafometem. W pierwszej części pracy Autorka precyzyjnie pokazuje mechanizm (iście stalinowskiego) kreowania oskarżeń, brak logicznej spójności oraz ewidentne sprzeczności w wymuszonych zeznaniach. Przesłuchujących nie interesowały fakty, lecz skompromitowanie zakonu za wszelką cenę – choćby oskarżeniami o potajemne przyjęcie przez zakonników wiary Mahometa, które miałoby przejawiać się akurat takimi zachowaniami, które były odrzucane przez wyznawców islamu.

Zdaniem Autorki punktem odniesienia dla najpoważniejszego z pomówień był w rzeczywistości sekretny rytuał inicjacyjny (próba posłuszeństwa), prawdopodobnie mający dobitnie ukazać nowemu członkowi zakonu, czego może spodziewać się, gdyby znalazł się w niewoli niewiernych, w niektórych przypadkach połączony z oddawaniem czci Świętemu Obliczu w cudowny sposób utrwalonemu na płótnie w chwili Zmartwychwstania4. Rytuał ostatecznie zakwestionowany przez władze Kościoła, ale – co najistotniejsze – niepotwierdzający, zdaniem Stolicy Apostolskiej, oskarżeń o herezję czy odstępstwa od Wiary. Należy podkreślić, że hierarchia kościelna (w tym sam papież Klemens V) znajdowała się pod ogromną presją króla Francji5, lecz ustępując przed siłą, starała się ocalić członków zakonu przed niesławą i tragicznym końcem, który ostatecznie przypadł im w udziale.

Osobną kwestią jest oczywiście to, dlaczego posiadanie Całunu miało pozostać tajemnicą templariuszy. Autorka tłumaczy ich postępowanie niejasnymi okolicznościami, w jakich relikwia zniknęła z Konstantynopola podczas haniebnego ataku krzyżowców na miasto – nie udało się bowiem zrekonstruować na podstawie dostępnych źródeł, w jaki sposób zakonnicy ją nabyli – handlarze relikwiami potępieni zostali przez Sobór Laterański IV w 1215 roku (kanon 62), a zbrodniarzy rabujących stolicę Cesarstwa wyklął papież Innocenty III.

Co ciekawe, w nauce polskiej omawiane dzieło nie odbiło się szerokim echem. W ciągu kilku lat, jakie minęły od publikacji włoskiego oryginału, w Europie Zachodniej ukazały się natomiast liczne polemiki kwestionujące twierdzenia dr Frale, począwszy już od fundamentalnej kwestii odczytania analizowanych przez nią średniowiecznych dokumentów. Paleografkę skrytykowali m.in. syndolodzy, do których dokonań naukowych odwoływała się w omawianej xiążce. Z drugiej strony – p. Frale za Templariuszy i Całun Turyński otrzymała Narodową Nagrodę Kulturalną „Foemina d’oro” Stowarzyszenia Kulturalnego „La Vecchia Lizza”…

Niezależnie od dyskutowanych walorów naukowych i niewątpliwych popularyzatorskich (dużą zaletą jest przystępny język tej pracy6) obszerne fragmenty xiążki można odczytywać w duchu apologii prawd Świętej Wiary Katolickiej. Pani dr Frale już na początku swojego dzieła zaznacza, że dla zrozumienia sposobu myślenia zakonników trzeba widzieć w Całunie relikwię Męki Pańskiej – broń przeciwko gnostyckim herezjom, które negowały naturę ludzką Syna Bożego. Nie ulega już wątpliwości, że ślady na płótnie odpowiadają ewangelicznemu opisowi Ran i innych obrażeń Chrystusa. Czytający o tym katolik, jeśli jest kimś więcej niż tylko pozycją w kościelnej statystyce, będzie z pewnością poruszony potwornym cierpieniem, jakie nasz Pan przyjął na siebie za wszystkich grzeszników. Cierpieniem, którego ogromu nie jest w stanie oddać jakiekolwiek dzieło sztuki. Obok szczegółowych opisów, mimo wstrzemięźliwego, naukowego języka p. Frale, nie da się przejść obojętnie7. Cenne w tym kontekście są ilustracje, wśród których znalazły się zbliżenia szczegółów Całunu Turyńskiego oraz reprodukcje średniowiecznych dzieł sztuki, mających podbudowywać argumentację Autorki.

Jak wspomniałem, publikacja dr Frale wywołała bardzo ostre polemiki8. Bez względu jednak na wynik tych sporów – który i tak nie będzie przecież wynikiem ostatecznym – dla każdego myślącego człowieka xiążka ta będzie doskonałą okazją do rozważań o historii Zbawienia i o Kościele katolickim, który nawet w pięknych czasach średniowiecza był narażony na zmagania z wrogami zewnętrznymi i (groźniejszymi) wewnętrznymi. Od tych zmagań Kościół Walczący nigdy nie będzie wolny.

Barbara Frale, Templariusze i Całun Turyński, tłumaczenie Grzegorz Rawski, Wydawnictwo WAM, Kraków 2013 (wznowienie), str. 284 + 14 ilustracji.


1 Kwestia czarnego PR-u omówiona została już na początku pierwszego rozdziału „Tajemniczy bożek templariuszy”. Tam również, jak i we Wprowadzeniu, przypomniany został aktualny (w 2009 r.) stan badań, na końcu dzieła wzbogacony przez imponującą, liczącą 39 stron bibliografię.

2 Wprawdzie wydawca tytułuje p. Frale profesorem, lecz internetowa kwerenda nie potwierdza, aby była ona profesorem tytularnym.

3 Odnalazła m.in. Pergamin z Chinon, jeden z kluczowych dokumentów dotyczących kościelnych przesłuchań templariuszy w sierpniu 1308 roku.

4 Według p. Frale jedynie niewielka część rycerzy zetknęła się z Całunem.

5 Filip Piękny w proces łamania prawa już w 1307 r. wciągnął francuską inkwizycję, aby dzięki temu uzasadnić, dlaczego prześladuje ludzi Kościoła podległych wyłącznie władzy papieża.

6 Przystępność czasami prowadzi do nadmiernych uproszczeń. Na str. 142 przeczytać można, że paryska Święta Kaplica znajduje się przy katedrze Nôtre-Dame i jest… małym kościółkiem. W rzeczywistości wspomniane świątynie dzieli ponad 400 metrów. Same okna „małego kościółka” mają 618 m kw.

7 I kiedy w opanowanym przez modernistów Watykanie z koncertem „świątecznym” ma wystąpić p. Patrycja Smith, powszechnie znana z odrzucenia Męki Chrystusa słowami: Jesus died for somebody’s sins but not mine (…) my sins – my own / they belong to me, me, warto byłoby ją zapytać, czy jest w takim razie gotowa, aby za własne winy ponieść taką śmierć.

8 Byłoby doskonale dla dyskursu naukowego w Polsce, gdyby Wydawnictwo WAM wydało także xiążki jej adwersarzy.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.