Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: „Timbres Durées”, czyli Messiaen w najdalszej podróży

„Timbres Durées”, czyli Messiaen w najdalszej podróży

Adam Tomasz Witczak

Gdybym nie wiedział, że to Messiaen, pierwszym moim skojarzeniem byłby zapewne zasłużony, krajowy projekt XV Parówek. Nie sądzę, by deprecjonowało to albo nobilitowało jednego lub drugiego twórcę, to po prostu wrażenie.

Tym niemniej faktem jest, że od początku wiedziałem, z kim mam do czynienia, ostatecznie bowiem wytrwale szukałem tej właśnie kompozycji, dziś już dostępnej choćby na YouTube. Jeśli komuś zależy na nośniku fizycznym, to Timbres Durées można znaleźć w pięciopłytowym zestawie „Archives GRM”, wydanym przez INA-GRM w roku 2004. Znajdują się tam też utwory m.in. Dariusza Milhauda, Piotra Bouleza, Edgara Varèse, Bernarda Parmegianiego i innych przedstawicieli awangardy, głównie francuskiej. Dodajmy, że GRM to oczywiście zainicjowana przez Piotra Schaeffera Groupe de Recherches Musicales.

Ale do rzeczy. Otóż Timbres Durées to bodaj jedyna wycieczka Messiaena w świat muzyki konkretnej, zainicjowanej u progu lat 50. przez (wspomnianego zresztą przed chwilą) Schaeffera. Jak wiadomo, ideą tego inżyniera i kompozytora było swoiste odwrócenie klasycznego procesu powstawania — zamiast zaczynać od abstrakcyjnej kompozycji (zapisu nutowego), która następnie miałaby być realizowana przy użyciu instrumentów, Schaeffer postanowił zaczynać od samych dźwięków. A ściślej: dźwięków zapisanych uprzednio na taśmie magnetofonowej lub płycie winylowej. Z tych to strzępków powstawały kompozycje. Rzecz jasna, to nie wszystko. Istotny był również charakter próbek używanych przez Schaeffera. Były, w największej ogólności, dowolne — łącznie z wszelkiego rodzaju szumami, szmerami, trzaskami etc. Co za tym idzie, tworzywem kompozytora muzyki konkretnej mogły być zarówno brzmienia fortepianu czy skrzypiec, jak i dźwięk otwieranych drzwi, bulgot gotującej się wody, łoskot przejeżdżającego pociągu czy szelest liści.

Schaeffer blisko współpracował z żyjącym jeszcze Piotrem Henrym, co jest o tyle istotne, że Timbres Durées to wyraz współpracy Messiaena właśnie z tym drugim artystą. Odnowiciel muzyki organowej i miłośnik ptaków wystąpił tu jako twórca kompozycji, zaś eksperymentator Henry — jako faktyczny realizator przedsięwzięcia.

Messiaen — kompozytor. W rzeczy samej, niech nie zwiedzie nas fakt, że utwór oparty został o zestaw stuknięć, puknięć, szmerów i trzasków. Wszystko jest wykonane tak, jak powinno być — tak, jak zaplanował to sobie Messiaen, dla którego idea muzyki konkretnej była świetną okazją do badania zagadnień rytmów, zawsze bardzo dlań interesujących. Prace nad utworem zaczęły się w pierwszych dniach lutego 1952 roku, przy czym Messiaen najpierw wybrał pięć barw, pięć rodzajów dźwięków, z którymi chciał pracować. Są to brzmienia instrumentów perkusyjnych (np. talerza, tom-tomu czy drewnianych bębenków) oraz odgłos przelewającej się wody. W internecie natrafić można nawet na quasi-partyturę kompozycji, która ostatecznie powstała.

Nie będąc muzykologiem, zmuszony jestem opisać finalny efekt językiem nader potocznym i zapewne dyletanckim. Cóż, na początku przywołałem XV Parówek — i jeśli ktoś ma pewne pojęcie o polskim undergroundzie noise’owym, to może przypomnieć sobie takie albumy Bartka Kalinki jak „Cegła Lwa”. U Messiaena mamy właśnie coś takiego: ciąg rozmieszczonych w ciszy dźwięków, na ogół następujących krótko po sobie (rzadko natomiast współbrzmiących razem), tworzących dziwaczne quasi-rytmy. Odgłosy te zdają się dialogować ze sobą, co rusz udzielać sobie odpowiedzi, choć bez przekrzykiwania się. Kompozycja trwa nieco ponad kwadrans i w tym czasie powtarzają się w niej niejednokrotnie te same lub podobne, ale nieco zmodyfikowane motywy rytmiczne. Z upodobaniem stosowane są szmery i szumy, powstałe ze zniekształcenia albo inwersji pierwotnych brzmień lub wycięcia tylko ich finalnej części (np. końcówki dźwięku talerza).

I tak to sobie stuka, puka, huczy i dudni, na zupełnych obrzeżach messiaenowskiego konceptu muzycznego, w najbardziej awangardowym zakątku pałacu twórczości wielkiego kompozytora. Szkoda tylko, że w zasadzie nie próbował już dalej sił na tym odcinku sztuki dźwięku.

Utwór ukazał się na płycie: V/A — „Archives GRM”, INA-GRM 2004, CD 1.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.