Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Monarchia lekiem na całe zło? — wywiad dla „Nowego Dziennika”

Monarchia lekiem na całe zło? — wywiad dla „Nowego Dziennika”

Rozmawiał Przemysław Cebula

Niedawno zakończyła się wizyta brytyjskiej pary książęcej, w tym samym czasie trwał kryzys parlamentarny. Choć to dwa różne wydarzenia, to przyniosły pytanie: czy monarchia w Polsce mogłaby rozwiązać podobne kryzysy w naszym kraju?

Myślę, że Czytelnikom „Nowego Dziennika” należy się na wstępie pewne wyjaśnienie. Prawowitymi monarchami Anglii, Szkocji i Irlandii pozostają potomkowie dynastii Stuartów w linii żeńskiej. Obecnie, od roku 1996, królem tych trzech państw jest, pochodzący z dynastii Wittelsbachów, Franciszek II, będący równocześnie prawowitym królem Bawarii. Tak więc z legitymistycznego punktu widzenia można mówić o unii personalnej – od kilku wieków trwale łączącej kraje położone na Wyspach Brytyjskich, a od 1919 r. obejmującej również Bawarię. Jednak w tym drugim (bawarskim) przypadku unia w kolejnym pokoleniu w naturalny sposób zostanie „rozwiązana”, gdy następczynią tronów Trzech Królestw stanie się księżna Zofia, żona następcy tronu Liechtensteinu i bratanica króla Franciszka II, niemogąca natomiast, jako kobieta, objąć tronu bawarskiego po swoim stryju i ojcu. Tron bawarski przypadnie, zgodnie z obecną linią sukcesji, innemu przedstawicielowi dynastii – księciu Luitpoldowi i jego potomkom.

To, co powszechnie zwie się „Zjednoczonym Królestwem”, jest zatem pewną prawną fikcją, która została stworzona, posłużę się tu z konieczności pewnym ogromnym skrótem, najpierw przez heretyków, rebeliantów, którzy wzywali obcych interwentów przeciwko panowaniu katolickiego króla Jakuba II (VII) i jego następców, a następnie przez uzurpatorów hanowerskich i ich potomków, dziś zwanych dynastią Windsorów. Książę Wilhelm jest – po ojcu i dziadku – członkiem grecko-duńskiej rodziny królewskiej, tak więc owszem, jest księciem, ale nie brytyjskim, lecz greckim i duńskim. W tym kontekście zachęcam do zapoznania się z oświadczeniem środowiska legitymistycznego pt. »Elżbieta II« nie istnieje. Rzecz o symulakrze monarchii z buntu poczętej, w uzurpacji i herezji trwającej. Warto także zajrzeć na stronę internetową The Jacobite Heritage.

Po restauracji w Polsce monarchii prawowitej (a tylko taka nas interesuje) trudno byłoby sobie wyobrazić zbieg okoliczności prowadzących do podobnej do obecnej kumulacji napięć – które typowe są dla zmagań między rozmaitymi, wzajemnie sprzecznymi wariantami demokracji. Demokraci różnych „obrządków” sądzą, że preferowana przez nich wersja ludowładztwa najpełniej odpowiada wzorcowi ustroju demokratycznego. My natomiast nie chcemy niczego wymyślać i nie zamierzamy z nikim rywalizować na zasadach partyjniackich. Jako legitymiści uważamy bowiem, że człowiek może kierować innym człowiekiem tylko za upoważnieniem boskim, a takie istnieje w dynastycznej monarchii, gdzie władza przechodzi zawsze na pierworodnego. Nie jesteśmy zwolennikami jakiejkolwiek monarchii, a jedynie tej opartej na Prawie Boskim: katolickiej, hierarchicznej, zdecentralizowanej, antyparlamentarnej i antydemokratycznej. Parlament w odrodzonej monarchii z pewnością funkcjonowałby na zupełnie innych zasadach niż Sejm i Senat po 1989 r., miałby głos doradczy, a nie decyzyjny.

Jak według państwa miałoby wyglądać ponowne wprowadzenie monarchii w Polsce? Kto miałby o tym zadecydować i jak miałaby być wprowadzana?

Monarchiści w Polsce najpierw musieliby przejść od metapolityki do polityki, stając się fundamentem szerokiego, ideowego ruchu społecznego. Z tego ruchu musiałaby z kolei wyłonić się formacja polityczna prezentująca legitymistyczne, katolickie postulaty ustrojowe. Dzisiaj mogę wyobrazić sobie dwie drogi do restauracji: ogłoszenie jej decyzją prezydenta i parlamentu lub przeprowadzenie w wyniku zamachu stanu w obliczu upadku instytucji republikańskich i gospodarki, chaosu prawnego, bardzo poważnych niepokojów społecznych itp. Z nadzieją na wariant pokojowy sądzę, że może okazać się niezbędny okres przejściowy, w którym prezydent stałby się regentem przeprowadzającym konieczne zmiany ustrojowe. Aby myśleć o „momencie elekcyjnym”, czyli ustanowieniu nowej polskiej dynastii, królestwo musiałoby się odrodzić jeszcze bez intronizowanego króla. Ważne są jednak uwarunkowania zewnętrzne, niezależne od polskich legitymistów: czy możemy oczekiwać, że władze Unii Europejskiej zgodzą się na powstanie w Polsce katolickiego królestwa (co byłoby równoznaczne z odzyskaniem przez obecną prowincję polską UE niepodległości)? Dziś „duch epoki” jest przeciwko nam, więc liczę się z tym, że zanim restauracja stanie się w jakimkolwiek stopniu zagadnieniem politycznym, poprzedzić ją musi upadek Unii Europejskiej lub radykalna zmiana jej charakteru. Tworzenie bardziej szczegółowych scenariuszy nie ma na razie sensu.

Jakie są generalne założenia wprowadzenia monarchii w Polsce według Pana?

Monarchia jest ustrojem naturalnym, pierwotnym. Już biblijny Adam był pierwszym monarchą. Władza monarchy wywodzi się z władzy patriarchy rodu, a prawdziwa monarchia powinna być postrzegana również jako rodzina rodzin. Monarchii – w przeciwieństwie do demokracji – nie trzeba było wymyślać. Jest także aspekt religijny tego zagadnienia – jeżeli katolicy poważnie traktują fakt, że nasz Pan Jezus Chrystus jest również Królem, powinni z tego wyciągać wnioski w życiu doczesnym, odpowiednio kształtując wspólnotę, w której żyją. Dziś tak nie jest. Prądy ideowe płyną w przeciwnym kierunku, to część szerszego zjawiska erozji cywilizacji łacińskiej. Można określić je wręcz zbiorczym mianem antycywilizacji i antychrześcijaństwa. W Unii Europejskiej jedynym „bogiem” i miarą wszechrzeczy jest demokracja. Ten bożek wymaga ciągłej adoracji – tzw. pogłębiania i rozszerzenia demokracji na wszelkie dziedziny życia.

Przyszły król musi mieć świadomość, iż omnipotencja organów państwowych, etatyzm, interwencjonizm i inne diabelskie, rewolucyjne wynalazki to droga do katastrofy. Władzę najwyższą należy skutecznie egzekwować wyłącznie na przypisanych jej przez Boga polach dla dobra wspólnego poddanych, a poza nimi rozpościera się obszar indywidualnych wolności, na którym to obszarze państwo nie ma nic do gadania. Pierwszoplanowym zadaniem króla jest funkcja sakralna: łącznika między Niebem a wspólnotą, reprezentanta poddanych przed Bogiem, samotnego na szczycie społecznej piramidy w obliczu Majestatu Boskiego i rozliczanego również za grzechy powierzonych jego władzy poddanych. Król zatem musi wspierać misję Kościoła poprzez tworzenie poddanym warunków do życia moralnego (m.in. wolnościowy system ekonomiczny – całkowicie wolny rynek, pełna reprywatyzacja i prywatyzacja majątku państwowego, najniższe z możliwych podatki itd.). W wolnościowym ustroju poddani nie będą wikłani w system wzajemnego okradania, staną się dorosłymi osobami w pełni odpowiedzialnymi za własne życie. W konsekwencji, jako strażnik tego stanu rzeczy, „idealny” król musi być Ojcem i Synem Sprawiedliwości, czyli najwyższym sędzią, który m.in. nie zawaha się wymierzać kary śmierci za zbrodnie.

Obserwując polską scenę polityczną, wydaje się, że największym problemem byłaby decyzja, kto miałby zostać Królem. Czy Pan ma na to pomysł, by uzyskać akceptację większości w tej kwestii?

Przeze Mnie panują królowie, głosi Pismo Święte. Na rozważania o tym, kto miałby być królem, jest stanowczo zbyt wcześnie. Wysuwanie jakichkolwiek pretendentów do tronu mogłoby doprowadzić jedynie do ośmieszenia idei. O tym, jakie dynastie lub rody arystokratyczne można by wziąć pod rozwagę, gdy zmiany ustrojowe staną się faktem, przed kilkoma laty pisał pan profesor Jacek Bartyzel w książce „Legitymizm. Historia i teraźniejszość”. Trzeba mocno podkreślić, że jest to wyłącznie wskazanie przykładów, punktów odniesienia, próba stworzenia kryteriów, które przydatne będą dopiero wtedy, gdy nadejdzie „moment elekcyjny”. Z pewnością kardynalnym warunkiem dalszych rozważań jest to, że przyszły władca Polski musi być tradycjonalistą katolickim. Ten warunek jest ważniejszy niż pochodzenie choćby z najszlachetniejszej, najbardziej starożytnej dynastii. Restauracja nie odbędzie się przecież bez przyzwolenia Bożego. W tym miejscu warto zacytować słowa prof. Jacka Bartyzela z 2006 r.: To nie znaczy oczywiście, że w każdym wypadku ta Boska desygnacja, „wskazanie”, ma charakter bezpośredni, jak w wypadku Saula czy Dawida. Przeciwnie, to jest wyjątek, a nie norma, bo normą jest, że realizuje się ona, z jednej strony, poprzez samo wyposażenie człowieka przez Boga w popęd społeczny, z drugiej zaś przez wykształcone historycznie instytucje legitymizacji, jak właśnie sukcesja naturalna w prawie dynastycznym, potwierdzana ceremonią koronacyjną i rytem pomazania. Nie chodzi zatem o to, aby jakaś matematyczna większość zaakceptowała restaurację, lecz żeby w oczach Boga Polacy zasłużyli na restaurację państwa katolickiego uprzednim poszukiwaniem Królestwa Bożego. O tym, że nasi rodacy odzyskają Polskę, jeśli szukać będą Królestwa Bożego, mówił już papież Pius IX.

Czy podejmujecie Państwo działania na rzecz wprowadzenia monarchii w Polsce? Jeśli tak, to jakie?

Moje środowisko dąży do restauracji monarchii, w której władza – zachowująca zarówno legitymizm pochodzenia, jak i legitymizm celu – byłaby przekazywana w ramach dynastii w porządku primogenitury. Od 1989 roku członkowie Organizacji Monarchistów Polskich, sytuującej się na skrajnej prawicy ruchu monarchistycznego w naszej Ojczyźnie, prowadzą działalność przede wszystkim edukacyjną. W tej kwestii swoistym drogowskazem jest dla nas zdanie Józefa de Maistre’a, że to, co kiedyś było instynktem (monarchicznym), dziś musi być nauką. Od XVIII wieku w tej kwestii nic się nie zmieniło. Skupiamy się zatem na rozbudowie Portalu Legitymistycznego jako centrum myśli prawicowej w odniesieniu do zagadnień z zakresu religii, kultury, polityki i ekonomii. Prowadzimy też działalność wydawniczą, a także popularyzujemy idee legitymizmu przez wykłady i konferencje naukowe. Obecnie monarchiści wciąż walczą o władzę kulturową, dopiero później możliwe będzie przejście od metapolityki do polityki realnej. Restauracja z pewnością jest możliwa, lecz nie znamy ani czasu, ani okoliczności, w jakich ona nastąpi. Dlatego powinniśmy pamiętać także słowa Mikołaja Gomeza Davili o tym, że reakcjonista musi myśleć w tysiącleciach. Nam nie chodzi o stworzenie jakiejkolwiek monarchii, lecz o przywrócenie Ładu, który jest wieczny. Dążymy do przywrócenia władzy, która nie wywodzi się z woli choćby najwybitniejszych jednostek, lecz dana jest z góry.

Pierwodruk: Przemysław Cebula, Monarchia lekiem na całe zło?, „Nowy Dziennik”, 29 lipca – 4 sierpnia 2017 r., str. 21.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2009 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.