Jesteś tutaj: Multimedia » Wrocław » Sexmisja we Wrocławiu, czyli o tym, jak lewica zabiła Sztukę — Adrian Nikiel

Sexmisja we Wrocławiu, czyli o tym, jak lewica zabiła Sztukę

Adrian Nikiel / Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty, Studio BWA

Realizując program promocji kultury skandynawskiej w Polsce, nie mogłem zignorować wernisażu wystawy norweskiego artysty ukrywającego się pod kobiecym pseudonimem Ane Lan. Wprawdzie już przedpremierowe zapowiedzi na łamach mediów głównego nurtu dawały pewną orientację odnośnie do tego, że wyexponowane dzieła nikogo nie powinny zostawić obojętnym, ale słowa, które padły w trakcie prezentacji, jak również treści zawarte w katalogu wystawy, przeszły moje najśmielsze oczekiwania i najciemniejsze obawy.

Niestety, po raz kolejny okazało się, że twórczość artystyczna nie jest już okazją do zachwytu Pięknem, do kontemplacji, katharsis, uwznioślenia lub choćby pretextem do dowolnych, mniej lub bardziej trafnych skojarzeń i interpretacyj, lecz staje się ideologiczną grubą pałą, której bezlitosne ciosy mają masakrować Prawicę. Prawicę, podkreślmy, definiowaną najzupełniej dowolnie lub nawet wcale nie definiowaną – albowiem żyjemy w świecie, gdzie termin „Prawica” ma stygmatyzować, wykluczać z grona ludzi przyzwoitych.

W tym kontekście o samej wystawie, na którą składają się zdjęcia i krótkie filmy, można nawet nie pisać. Kto będzie nią naprawdę zainteresowany, może do 31 lipca wstąpić w progi wrocławskiego Studia BWA. Pozostali mogą zapoznać się z poniższymi multimediami. Ważniejsza od wystawy jest, niestety, natrętna propaganda rewolucyjna, suflowana w opisach dzieł i okolicznościowym katalogu. W prezentacji nie ma bowiem miejsca na własne przemyślenia. Widz jest prowadzony za rękę, dowiaduje się, jak ma myśleć o poszczególnych obiektach. Jest skazany nawet nie na monolog artysty, lecz – co gorsza – na monolog p. Marii Anny Potockiej, kuratora wystawy. Oczywiście, można uznać, że po wyjściu z wystawy każdy ma szansę otrząsnąć się z tego złudnego uroku słów przesyconych patosem, ale zastanówmy się i powiedzmy szczerze: ilu ludzi współcześnie myśli samodzielnie?

Być może tylko niektórzy spośród Czytelników tego artykułu sięgną po wspomniany katalog (z pewnością trzeba zapoznać się z powtarzającym jego przesłanie nagraniem – jest naprawdę szokujące). Aby jednak zilustrować, z jakim poziomem myśli mamy do czynienia, warto podać choć jeden cytat na temat „klasycznego feminizmu”, który podobno przez wiele wieków poprzedzał „nowoczesny postfeminizm”: (…) przydał kobiecie duszę, niemalże zrównał zabicie kobiety z zabójstwem mężczyzny i w ograniczonym zakresie dopuścił kobiety do edukacji. I tak oto we frenetycznej wizji p. Potockiej feminizm po prostu zastąpił samego Boga Ojca – Stwórcę ludzkich dusz i ciał! Z kolei, jako reprezentant tak odrzucanej przez p. Potocką Prawicy, chciałbym stwierdzić, że Kara Śmierci powinna być wymierzana obligatoryjnie (choć z pewnym uprzywilejowaniem kobiet w ciąży, w stosunku do których — zgodnie z naszą tradycją — wyroki nie byłyby egzekwowane) i bez względu na płeć ofiary mordu (hmm… czy taka propozycja to wciąż zwykły feminizm, czy już postfeminizm?). Odnośnie zaś do dopuszczania do edukacji: czyż najlepszym rozwiązaniem problemu nie powinno być zniesienie obowiązku szkolnego i pełna dobrowolność uczęszczania do szkół prywatnych? Jeżeli pamiętamy, że szkoła państwowa jest zawsze organem indoktrynacji, kolejne pokolenia kobiet miały szczęście, że pobierały edukację domową, a nie były poddawane tresurze i praniu mózgów. Skądinąd można mieć wrażenie, iż w przypadku aktywistek lewicy nadmiar edukacji stał się źródłem nieszczęścia… Jako dygresję warto przypomnieć tę starą prawdę: nie wszyscy mają powołanie do zdobywania wiedzy, a zdrowe społeczeństwo to takie, w którym analfabeci nie zostali wytępieni.

Pani Potocka zaprezentowała też mocno uproszczony (delikatnie pisząc) obraz potrzeb kobiety, zawierając je w słowach: W wiek XX weszła jeszcze jako niewolnica wielu absurdów, między innymi nie miała prawa do udziału w wyborach politycznych oraz była zobowiązana do dobrego prowadzenia się, bo swobodny seks przekreślał jej cnotliwość, ciągle decydującą o wartości kobiety. Kto o zdrowych zmysłach chciałby brać udział w wyborach (jeżeli, oczywiście, nie jest zmuszony do tego udziału demokratyczną opresją)?! A co do dobrego prowadzenia się – zapewne p. Potocka nie zna, niestety, utworu GG Allina pod wszystko mówiącym tytułem I Kill Everything I Fuck. Ten utwór dobitnie pokazuje, że puszczalskie żyją krócej, polecam go zatem szczególnej uwadze kobiet lewicy, którym w ręce wpadnie nieszczęsny katalog. Bo zdaje się, że cały katalog, acz ze szczególnym uwzględnieniem wypowiedzi p. Potockiej, to jeden wielki absurd.

Punktowanie opowieści o kreowaniu jednej płci i innych gender fictions jest łatwe, bo wymaga tylko odrobiny dobrego smaku i zdrowego rozsądku. Pani Potocka posunęła się jednak jeszcze dalej, o czym nie można zapomnieć, oszczerczo łącząc akty terroru w Norwegii z konsekwencjami myślenia prawicowego. Ciekawe, co sprawiło, że zapomniała wspomnieć o setkach milionów ofiar, które co najmniej od kilku wieków są konsekwencjami działań lewicy? Media głównego nurtu podają w momencie, gdy piszę te słowa, że przyznający się do zamachów Andrzej Behring Breivik to wolnomularz. Czy jego zbrodnia była konsekwencją myślenia masońskiego? Czy istnieje jakaś granica nikczemności i pomówień?

Wystawa pana Ane Lana została przygotowana we współpracy z krakowskim Muzeum Sztuki Współczesnej, do którego też wkrótce będzie przeniesiona. I właśnie o takich prezentacjach pisała – jak sądzę – p. Marta Tarabuła w ważnym artykule Socrealizm nad laguną. Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCAK) można bez większych rozterek skreślić z listy miejsc godnych odwiedzenia podczas pobytu w Krakowie. Prostackie przerabianie uwarunkowań biologicznych na zagadnienia polityczne, wciąganie genitaliów na sztandary kolejnej rewolucji, przywołuje powiedzenie, że trzeciorzędne cechy płciowe to te, które powszechnie są uważane za pierwszorzędne…

Wersja audio

Nagranie wideo

ane_lan01.jpg

ane_lan02.jpg

ane_lan03.jpg

Ane Lan, Są we mnie wszystkie kobiety świata! / All the World’s Women Are in Me!, 11. Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty, Studio BWA, ul. Ruska 46A (Zaułek Karola von Holteia, II piętro),Wrocław, wystawa czynna do 31 lipca 2011 r., godz. 12:00-20:00.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.