Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Krótkie przypomnienie na dzień świętego Ludwika IX

Krótkie przypomnienie na dzień świętego Ludwika IX

Adrian Nikiel

Utopia (…) to wyraz intelektualnej naiwności i etycznej prostoduszności (by nie rzec: prostactwa); człowiek nie może uciec od aksjologicznej dychotomii, zawsze dokonuje wyboru między łatwym a trudnym. Stąd podział.

(Przemysław Dakowicz)

Są w Polsce „monarchiści”, którzy nie wstydzą się występować (anonimowo i z błędami językowymi, niestety) z hasłem Legitymizm – nie dziękuje! Są zatem zwolennikami rządu, który się nie spowiada – odrzucenie legitymizmu to nie tylko wybór opcji politycznej, lecz także deklaracja światopoglądowa.

W swojej najpełniejszej postaci, dojrzałej w kręgu cywilizacji łacińskiej (zwanej też Christianitas), legitymizm jest przełożeniem myśli św. Tomasza z Akwinu na język idei politycznych. Integralnie pojmowany legitymizm – zarówno pochodzenia, jak i celu – wymaga przede wszystkim zrozumienia i uznania faktu, że nasz Pan Jezus Chrystus jako Zbawiciel jest również Królem oraz źródłem wszelkiej prawowitej władzy teraz i na wieki. Przez Niego panują monarchowie, kto zatem występuje przeciwko Pomazańcowi Bożemu, ostatecznie musi przeciwstawić się także Chrystusowi Królowi. Kto odrzuca panowanie Wikariusza Boga i staje po stronie uzurpatorów, ten usuwa Boga poza widnokrąg spraw ludzkich i jawnie, choć z użyciem innych słów, głosi non serviam!

Zerwanie z legitymizmem wiąże się z poglądem, że władza nie ma żadnej ponadludzkiej, nadprzyrodzonej sankcji i nie ponosi odpowiedzialności przed Bogiem, a zatem nie istnieje żadna inna hierarchia społeczna poza tą umocowaną na bagnetach. Jeżeli monarchia, jak chcieliby wrogowie legitymizmu, jest tworem czysto ludzkim, a Bóg to jedynie zbędna hipoteza, sensu jej istnienia trudno dociec. Jeżeli bowiem – załóżmy to na chwilę – nie istnieje władza prawowita, którą ustanawia Bóg, to jedynym uprawnionym stanem rzeczy pozostaje anarchia, gdzie każdy człowiek jest wyłącznym panem samego siebie i nie zna nad sobą żadnej zwierzchności. Panować nad innym człowiekiem można jedynie z nakazu Bożego (prawowity suweren rozpoznaje w swoim poddanym osobę równą mu w obliczu Majestatu Stwórcy), czego świadomość istniała także w elitach Rzeczypospolitej, gdzie suwerenność kolejnych monarchów tej monarchii liberalnej w coraz większym stopniu limitowały przecież przywileje szlacheckie: Nie korona złota króla królem czyni, ale moc słowa bożego, które z ust arcybiskupowych, to jest z ust bożych bywa przy wkładaniu korony na głowę człowieka, na królestwo wybranego, którego słowa takowa moc jest, że wnet nagle odmienia króla w człowieka innego, daje mu też przysława i stróża z nieba, angioła osobliwego (Stanisław Orzechowski). Zwracam uwagę na ten aspekt, bo w końcu spór się toczy przede wszystkim o kształt i treść ideową polskiego monarchizmu1.

***

Piszę o tym w dniu święta patronackiego Organizacji Monarchistów Polskich, aby przypomnieć, że o najściślejszych związkach legitymizmu i wiary katolickiej zaświadczają właśnie liczni święci (w warunkach polskich począwszy od św. Stanisława biskupa i męczennika, opiekuna panujących), zarówno władcy, jak i ci poddani, którzy przyjęli męczeństwo, za cenę życia trwając przy Kościele i monarchii. Królestwo doczesne po pierwsze ma być drogą do Królestwa Niebieskiego, królowie – jako naśladowcy starotestamentowego króla Jozjasza, twórcy prawa i gwaranci sprawiedliwości w trakcie koronacji przyodziewani w szaty podobne do biskupich – są zobowiązani do obrony Kościoła oraz umacniania pobożności ludu. Złodzieje tronów, tyrani i uzurpatorzy z oczywistych względów tych zadań nie mogą się podjąć, trudno bowiem realizować je bez Błogosławieństwa Bożego – a wszystkie pozostałe cele panowania są wtórne wobec wymienionych.

Ludwik Święty, którego narodzin dla Nieba wspomnienie dzisiaj obchodzimy, to wzór panującego – jest świętym, ponieważ był władcą doskonałym. Był naśladowcą Apostołów, siewcą Słowa Bożego wyróżniającym się głęboką pobożnością, umiłowaniem mądrości, obroną pokoju powszechnego, fundowaniem kościołów i klasztorów, gorliwością w obcowaniu z chorymi i ubogimi oraz w opiece nad umierającymi; był prawodawcą i narzędziem sprawiedliwości Bożej.

Przy tej okazji warto też przynajmniej wspomnieć o św. Joannie d’Arc, która w swoim krótkim życiu mogła przecież stanąć po stronie uzurpatora z Anglii i oświadczyć Stwórcy – posyłającemu ją do potomka św. Ludwika, króla Karola VII w Chinon – non serviam. Nikt z jej współczesnych nie oczekiwał, że mieszkająca na wsi nastolatka z natchnienia Bożego zabierze głos, wskazując, kto jest Porucznikiem Boga we Francji. Dziewica Orleańska mogła bezwolnie poddać się „duchowi czasu”, lecz przedłożyła żmudną służbę swojemu przyrodzonemu panu i życie wieczne ponad nieświęty spokój.

Zauważmy, że św. Joanna d’Arc nigdy nie kwestionowała, że król Anglii jest królem Anglii – i tak go tytułowała, lecz stanowczo i w duchu najdoskonalej pojętego legitymizmu zaprzeczała temu, iż król Anglii jest królem Francji.

Aby być legitymistą, trzeba być człowiekiem wolnym – w godzinie próby wierność nie istnieje poza wolnością.

Jeżeli zanegujemy obowiązki, którym sprostać muszą zarówno prawowici monarchowie, jak i poddani, jeżeli będziemy udawać, że panujący nie są zobowiązani do podporządkowania się Prawu Bożemu, jeżeli wyrzekniemy się łaski Bożej, wówczas musimy też przyjąć, że wszelkie zagadnienia ustrojowe mają tylko jedną właściwą interpretację: doczesną i świecką, a w swoich najdalszych konsekwencjach – ateistyczną.

Co pozostaje „monarchistom” po odrzuceniu legitymizmu? Fikcja: tekturowa „korona” pokryta sreberkiem i drewniany „miecz” zbity z patyków, jakby wyjęte z karnawałowych lub dziecięcych zabaw. „Korona”, którą na głowę wcisnąć może sobie każdy, kto krzyknie, że chce być królem, kto bliższy będzie Bokassie I niż pocztowi świętych monarchów, a na koniec – figurą karnawałowego błazna, który dla uciechy tłumu wywraca porządek społeczny.


1 O ile oczywiście anonimowe prezentowanie niemądrego hasła – z dwoma błędami w równoważniku zdania składającym się z zaledwie trzech słów – można nazwać udziałem w jakimkolwiek sporze czy debacie.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2024 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.