Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Michał Petrus: „Na ruinach barbarzyńskiego rządu” nowy ład Europy

„Na ruinach barbarzyńskiego rządu” nowy ład Europy

Michał Petrus

Koniec XVIII wieku przyniósł kres i ruinę nie tylko Rzeczpospolitej, ale również takim państwom jak Krym czy Gruzja. Do ich grona miało dołączyć także jeszcze jedno niegdysiejsze mocarstwo – Imperium Osmańskie. Gruntowne zmiany na Starym Kontynencie szykowały się na wiele lat przed Napoleonem i jego nowym ładem. Wszystko za sprawą tercetu imperatorowej Rosji Katarzyny II, księcia Taurydy Grzegorza Potiomkina oraz świętego cesarza rzymskiego Józefa II.

Filhelleński geniusz

Z tej trójki, mimo że najniższy rangą, najambitniejszym i najbardziej energicznym okazał się książę książąt, Potiomkin. Urodził się w pomniejszej, oficerskiej rodzinie z okolic Smoleńska, a karierę zawdzięczał przede wszystkim poparciu Katarzyny II w konfrontacji z jej mężem, cesarzem Piotrem III. Jego pułk jako jeden z pierwszych wystąpił po stronie przyszłej imperatorowej. Za sprawą idealnego połączenia urody, charakteru i pomysłowości szybko zagościł w jej sypialni. Jako faworyt rozumiał jednak, że jeśli ma mieć aktywny wpływ na politykę rosyjską, potrzebuje ku temu trwalszych podstaw niźli tylko ulotny romans – budował swoją pozycję na tyle umiejętnie, że pozostał przyjacielem i powiernikiem Katarzyny nawet po spodziewanym końcu ich intymnej relacji. Nie przeszkadzało mu nawet dobieranie jej kolejnych kochanków.

Potiomkin, wykorzystując imperialne cele Rosji, starał się pomnożyć swoje wpływy i bogactwo przy jednoczesnym wzmacnianiu państwa. Szybko zwrócił swoją uwagę na południowe rubieże, które tylko w jego umyśle mogły okazać się potencjalnym rajem. Co prawda, cesarz Piotr Wielki zamyślał w równym stopniu o daniu Rosji dostępu do Morza Czarnego, co do Morza Bałtyckiego, ale zdołał w trakcie swego panowania dać jej tylko jedno. Dla koterii i faworytów przetaczających się przez petersburski dwór południe było zupełnie nieatrakcyjne – o wiele bardziej popularna była idea sojuszu pruskiego (północnego) i parcie w innych kierunkach.

Katarzyna II dała mandat zaufania swojemu faworytowi. Potiomkin, posiadając solidne wykształcenie, znał dobrze prawosławną teologię oraz grekę, a nadto czerpał z bardzo bogatej tradycji, dzięki czemu był w stanie przekonać swoją cesarzową. Już w XV wieku wielcy książęta moskiewscy podnieśli bizantyjskie dziedzictwo za sprawą związku Iwana III i księżniczki Zofii Paleolog oraz ukuli teorię trzeciego Rzymu. Pierwszym było Wieczne Miasto, drugim Konstantynopol, trzecim zaś Moskwa. Czwartego miało już nie być.

Grzegorz Potiomkin był prawdziwym filhellenem. Posiadał pokaźną grecką bibliotekę, kazał sobie czytać dzieła klasyków – od Tacyta po Plutarcha. Służący faworyta, Zachariasz Konstantinow, był z pochodzenia Grekiem, tak jak przyjaciel księcia, mnich Eugeniusz Voulgaris, oraz opiekunka wielkiego księcia Konstantego – Helena. Klasyczne wykształcenie i obcowanie z greckim dziedzictwem Rusi rozpalało wyobraźnię Potiomkina, a Katarzynie podobał się nie tylko propagandowy i teoretyczny wydźwięk tych idei, ale również idący za nimi pragmatyzm. Osiemnastowieczni naśladowcy antyku pragnęli poznawać starożytność, a ponadto odwzorowywać ją i odbudowywać.

„Na ruinach barbarzyńskiego rządu”

Jednak żadna potęga nie powstanie, póki nie ukruszy lub wręcz zmiażdży innej.

Ofiarą Rosji w umyśle Potiomkina, a także w planach imperatorowej, było Imperium Osmańskie. Niegdysiejsze mocarstwo staczało się w dekadencję i było wewnętrznie osłabione. Od czasów klęski pod murami Wiednia w 1683 również nieustannie się kurczyło – zasięg władzy padyszachów został ograniczony wpierw pokojem w Karłowicach (1699), a następnie w Belgradzie (1739). Zrywem, który miał przywrócić równowagę sił, była wojna 1768-1774 wypowiedziana przez sułtana Mustafę III. Władca ten dobrze rozumiał rozgrywające się w tym czasie w Rzeczpospolitej wydarzenia i postanowił poprzeć konfederację barską przeciw rosyjskim wpływom i Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. Powołując się na traktat prucki z 1711 roku, zamierzał doprowadzić do wyrzucenia z Polski i Litwy wojsk rosyjskich i uczynienia z tego kraju sojusznika Ottomanów i Tatarów – jak za czasów Stanisława Leszczyńskiego i króla Karola XII. W tej wojnie silny był nie tylko motyw polski, ale również rywalizacja brytyjsko-francuska: Wielka Brytania poparła w konflikcie Rosję, natomiast Francja konfederatów i Turków – oczywiście nieoficjalnie.

Działania wojenne nie szły jednak po myśli Mustafy. Na domiar złego doszło do wewnętrznych niepokojów – i to nie byle jakich.

Na przełomie 1769 i 1770 roku w Morei (Peloponezie) wybuchło greckie powstanie. Już w 1762 oficer artylerii w rosyjskim wojsku Jerzy Papazolis głosił konieczność buntu swoich rodaków przeciw Osmanom, oczywiście w kooperatywie z Rosjanami. Cztery lata później, wykorzystując przepustkę, udał się wpierw do Wenecji, a następnie do Grecji, by przekonywać, że Cesarstwo Bizantyjskie może zostać odbudowane. Jego praca dała efekty, gdy na Morzu Śródziemnym pojawiła się eskadra bałtycka Aleksego Orłowa, który w 1769 został mianowany dowódcą wszystkich rosyjskich sił wspierających rebelię. Jako pierwsi za broń chwycili Manioci, mieszkańcy trudno dostępnego półwyspu Mani na Peloponezie, którzy przez wieki bronili swojej odrębności i niezależności przed kolejnymi próbami podporządkowania Wysokiej Porcie. W marcu zdobyto Mistrę i ustanowiono rząd Antoniego Psarosa, a do powstania dołączył Korynt, Patras i Tripoli. Wybuchło także osobne powstanie na Krecie. W kwietniu Aleksy Orłow zwrócił się z prośbą o wsparcie buntu wszystkich prawosławnych Greków, jednak niepowodzenia w oblężeniu Koroni i Methoni, a także przybycie na Peloponez licznych oddziałów albańskich najemników wystawionych przez osmański rząd spowodowało serię klęsk i rzezi Greków. Nawet rosyjski tryumf w morskiej bitwie pod Czesmą w lipcu 1770 roku, która przyniosła największą porażkę tureckiej floty od czasów Lepanto, nie był w stanie zmienić losów powstania. Aleksy Orłow zmuszony był podnieść kotwicę i opuścić powstańców, zabierając na bezpieczne okręty zaledwie garstkę. Albańscy najemnicy, stwierdziwszy, że nie byli odpowiednio opłacani, rozpoczęli na Peloponezie własne, krwawe rządy. 20 tysięcy Greków poszło w niewolę, dalsze 50 tysięcy uciekło na wyspy jońskie, do Włoch oraz do Rosji. Chaos trwał 9 lat i spustoszył półwysep, Greków nauczył zaś nie obdarzać już nigdy takim zaufaniem Rosjan. W następnym zrywie, który dał im już niepodległość, zwrócili się w stronę Francji i Wielkiej Brytanii.

Upokorzone i pokonane Imperium Osmańskie zmuszone zostało do podpisania 21 lipca 1774 roku pokoju w Küczük Kajnardży (okolice Silistry, Bułgaria). Wysoka Porta zrzekła się w nim kontroli nad Krymem, Jedysanem, kaukaską Kabardą, twierdzami Kercz i Jenikale. Przed większymi cesjami Turków obroniła… cesarzowa Maria Teresa, która przeciwna była dalszemu osłabieniu Imperium, a przede wszystkim – wzmacnianiu Rosji. W zamian za mediacje Austriacy otrzymali Bukowinę.

Wielki plan

Rosja już na tym etapie mogłaby zaspokoić swój głód dostępu do Morza Czarnego – dzięki Azowowi, Kerczowi i Jedysanowi (nadmorskiej części Dzikich Pól). Potiomkin nie zamierzał jednak na tym poprzestawać. Porażka Ottomanów podkreśliła ich słabość, jednak dopiero śmierć zdolnego Mustafy III i objęcie tronu przez jego brata, Abdülhamida, przebywającego przez 43 lata w kafesie (luksusowym więzieniu unieszkodliwiającym konkurentów do tronu), rozochociły księcia książąt. Nowy sułtan był pacyfistą o łagodnym usposobieniu, wspominał także, że gdyby miał zostać giaurem, zdecydowałby się na rzymską komunię – ponieważ najlepsze wina pochodzą z południa Europy. Agenci Potiomkina pracujący w Konstantynopolu donosili, że Imperium przypomina „starzejącą się piękność, która nie zdaje sobie sprawy, że jej czas przeminął”. Było to preludium do ochrzczenia Porty mianem, już w XIX wieku, „chorego człowieka Europy”.

Potiomkin z całą mocą zajął się sprawami południowymi. Już w 1775 roku doprowadził do nominacji swojego przyjaciela Voulgarisa na arcybiskupa Chersonia i Sławiańska – nieistniejących jeszcze miast. Wkrótce miały jednak powstać i stać się łącznikiem z niemal mitycznymi miejscami narodzin ruskiego prawosławia. 27 kwietnia 1779 roku wielka księżna Maria Fiodorowna (Zofia Dorota Wirtemberska) powiła syna, drugiego wnuka imperatorowej. Katarzyna II i Potiomkin zdecydowali się nadać mu prawdziwie symboliczne imię – Konstanty. To właśnie w tamtym czasie wielki projekt grecki, mieszanina potiomkinowskiej wyobraźni, rosyjskiego pragmatyzmu, a nadto klasycyzmu i legend, zaczął przybierać konkretniejsze kształty. Stało się jasne, że przeznaczeniem Rosji jest położyć trupem Imperium Osmańskie, a na jego ruinach ustanowić odnowione Cesarstwo Bizantyjskie, na jego tronie zaś – właśnie wielkiego księcia Konstantego. Rosyjski infant otrzymał wspomnianą już grecką niańkę, Helenę, a także wypełniony greką program nauczania. Książę książąt bardzo tego pilnował, pisał do Katarzyny:

Chciałbym przypomnieć Ci o zmianie lekcji Aleksandra i Konstantego – iż w nauce języków grecki powinien być głównym, jako podstawa innych (…). Wspomniałaś o czytaniu ewangelii po łacinie, jednak grecki byłby stosowniejszy, jako język oryginału.

Imperatorowa z chęcią przystała na takie rozwiązanie. Mimo że była zafascynowana planem greckim, to wiedziała, że w pojedynkę nie zdoła wprowadzić tak wielkich zmian na mapie Europy. Koncepcja współpracy północnej upadła od czasów odtrącenia Panina i marginalizacji wpływów carewicza Pawła, a Prusy były bardziej skłonne stanąć u boku Szwecji i Turków przeciw Rosji niż po jej stronie. Wielka Brytania i Francja były, co prawda, zajęte wciąż zmaganiami wojennymi, których kulminacją miał być pokój wersalski i powstanie Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale wojna już dogasała i te imperia mogłyby wtrącić się w próby poszerzania rosyjskiej strefy wpływów. Jedyną potęgą, której mogło być z Rosją po drodze, była Austria. 29 listopada 1780 roku usunięta została ostatnia przeszkoda w zawarciu tego sojuszu – tego dnia zmarła cesarzowa Maria Teresa, a tron po niej objął Józef II, który od wielu lat próbował namówić matkę na wojnę z Wysoką Portą. Zawsze odpowiadała mu w tym samym tonie:

Nawet jeśli potęga Austrii rozciągnie się do samych murów Konstantynopola, nie zyskamy niczego poza niebezpiecznymi, opuszczonymi terenami zamieszkiwanymi przez niegodnych zaufania Greków; biorąc pod uwagę wszystkie czynniki, nie powiększyłoby to sił Monarchii, lecz wyczerpało ją.

Rządząca Rosją para natychmiast zabrała się do pracy. Plan zdecydowano się przedstawić Józefowi w 1782 roku. Chciano przywrócić „starożytną grecką monarchię na ruinach (…) barbarzyńskiego rządu, który władał tu dotychczas, dla młodszego z moich wnuków, wielkiego księcia Konstantego”, a nadto ustanowić niepodległe królestwo Dacji, nazwane tak na pamiątkę rzymskiej prowincji, złożone z dotychczas podległych Ottomanom hospodarstw Mołdawii i Wołoszczyzny. „Niezależne państwo z trzech monarchii (…) pod panowaniem religii chrześcijańskiej (…) i osoby lojalnej, na której dwa cesarskie dwory mogą się opierać”. Szybko stało się jasne, że królem Dacji miałby zostać nie kto inny, a Potiomkin. Wpisywałoby się to w jego plany posiadania stosownego zabezpieczenia na wypadek śmierci imperatorowej i spodziewanej marginalizacji na petersburskim dworze. Józef był równie zaskoczony pazernością Rosjan, co ogromem samego projektu. Oczywiste było, że również nie chciał zostać z pustymi rękoma. Jego odpowiedź z 13 listopada dorównała oryginałowi w wielkości zmian, które miałyby zajść w regionie. Austria miała zyskać Małą Wołoszczyznę, aż po rzekę Alutę, nadto ziemie na prawym brzegu Dunaju od Belgradu po Nikopolis, Widyń i Orszowę i wszystkie posiadłości za linią poprowadzoną od Belgradu po ujście rzeki Drin – czyli Bośnię, Hercegowinę i wybrzeże Adriatyku. Cesarz powoływał się na historyczne prawa królów Węgier do zwierzchności nad tymi ziemiami, tak jak Rosjanie czerpali z tradycji bizantyjskiej. Co ciekawe, nie wszystkie te posiadłości miałyby przypaść Habsburgom kosztem Osmanów – Dalmacja i Istria znajdowały się w rękach Najjaśniejszej Rzeczpospolitej Weneckiej. Józefowi to nie przeszkadzało – w jego opinii Wenecjanie zdobyli je oszustwem i podstępem, a w zamian proponował im reparacje w postaci Morei, Krety, Cypru oraz innych greckich wysp. Negocjacje w tym punkcie stały się trudne, ponieważ – dzieląc skórę na niedźwiedziu – Rosjanie pragnęli zachować jedność terytorialną mającej powstać Grecji. O szczegółach miał ostatecznie zadecydować przebieg planowanej wojny, ale Józef dodał jeszcze, że nie wyobraża sobie wprowadzenia planu w życie bez udziału Francji. W zamian za jej życzliwość sojusznicy zamyślali oddać w jej ręce Egipt.

Nowy sen – po trupach Krymu i Gruzji

Zanim jeszcze rzucono się po główną nagrodę, faworyt Katarzyny II zaczął łapczywie spoglądać na Chanat Krymski, który pokój w Küczük Kajnardży pozbawił protektora w postaci sułtanów osmańskich. Na papierze niezależny, w praktyce pod silnymi wpływami rosyjskimi, miał teraz znaleźć się pod jeszcze większą kontrolą Rosjan. Od 1777 na tron chana został wyniesiony Szahin Girej, rosyjska marionetka. Studiujący w młodości w Wenecji odebrał zachodnie wykształcenie i nie przypominał w niczym swoich przodków, chanów wojujących i organizujących przerażające rejzy. Za jego milczącym przyzwoleniem Rosjanie wyprowadzili z Krymu całą ludność chrześcijańską, realizując postulat, by Chanat stał się całkowicie tatarski i muzułmański. W praktyce jednak świadomie zrujnowali gospodarkę krymską. Chrześcijanie (a także Żydzi) od wieków trudnili się rzemiosłem i handlem, a bez nich pola te całkowicie zamarły. Potomkowie krymskich Gotów, Greków, Karaimów, Genueńczyków, Ormian i Gruzinów zasiedlili budowane w wielkim pośpiechu miasta Nowej Rosji, czyli ziem nadczarnomorskich anektowanych uprzednio przez Rosję. Obalenie Szahina Gireja w 1782 dało Potiomkinowi upragniony pretekst do interwencji. Działał błyskawicznie, wiedział bowiem, że ma mało czasu – interwencja obcych mocarstw na Krymie równałaby się katastrofie Rosji. Aneksja została przeprowadzona praktycznie bezkrwawo – Tatarzy krymscy oraz Nogaje masowo składali homagium Katarzynie II reprezentowanej przez jej faworyta. Tryumfujący Grzegorz Potiomkin został księciem Taurydy (tak jak półwysep krymski zaczęto określać Chersonezem Taurydzkim, na pamiątkę starożytności).

Taurydzki książę zapragnął teraz, by Krym – „brodawka na nosie Katarzyny”, stał się rajem na ziemi, nie tylko symbolem, ale i bastionem strzegącym rosyjskich wpływów w tej części świata. Bez wątpienia był wizjonerem i dostrzegał wielki potencjał bogatego, lecz opustoszałego półwyspu. Pragnął go zaludnić, stawiać nowe miasta, wspaniałe pałace, szkoły i kościoły – wszystko na wzór klasycznej Grecji. Najwięcej jego uwagi zajmowało powstawanie Chersonia, wspomnianego już „miejsca narodzin rosyjskiego prawosławia”, fascynowała go także mityczna świątynia Ifigenii, córki Agamemnona. W tym też czasie rozdawał przywileje handlowe, korzystając z praw Rosji do żeglugi przez Bosfor, uzyskanej na mocy pokoju z Osmanami. Pod tą banderą zresztą mogli pływać nawet Grecy, jako ludność prawosławna znajdująca się pod protekcją imperatorowej. Był to w tym czasie znany już dobrze klucz do osłabienia wewnętrznego wroga. Pokrzywdzeni przez Potiomkina inwestorzy i nieprzychylni mu obserwatorzy właśnie wtedy zbudowali mit o „wsiach potiomkinowskich” – makietach i przekupionych tłumach mających symbolizować pozorny rozwój Krymu. Bliższe prawdy jest stwierdzenie, że niezależnie od opinii o księciu Taurydy, należy mu przyznać, że żył swoją pracą i misją i realizował ją niezwykle sumiennie. Nie tak intensywnie, acz wypełniając powierzoną mu wcześniej misję, pracował również arcybiskup Voulgaris. Mimo że nie stał się „Hezjodem, Strabonem i Chryzostomem” księcia książąt, nie napisał monumentalnej historii Krymu od zarania dziejów i nie odkrył więzi łączącej starożytnych Greków i Scytów z Rosjanami, to prowadził greckie gimnazjum i przetłumaczył Georgiki Wergiliusza, dedykując dzieło Potiomkinowi – „największemu i najwybitniejszemu księciu filhelleńskiemu”. Chwalił także jego Nowe Ateny nad Dnieprem, a utwór skwitował słowami:

Tu na nowo wznosi się Grecja dawna; Na Ciebie, sławny książę, niech zwycięstwa spłyną!

Pochwała ta godna była co najmniej imperatora, nie zaś zwykłego faworyta. Prawda jest taka, że Grzegorz Potiomkin nie był tylko wykonawcą woli Katarzyny. Imperatorowa rozumiała, że jeśli skutecznie chce rządzić nowo podbitymi ziemiami na południu, nie zdoła robić tego osobiście. Na jej głowie wciąż znajdowało się wiele innych ważnych spraw Rosji – pilnowanie Szwecji, sprawy polskie, panowanie nad dworem i niepokornym synem Pawłem. Dlatego zgodziła się powierzyć, bezprecedensowo, tak wielką władzę w ręce tego pochodzącego z drobnej, oficerskiej rodziny, ambitnego i zdolnego karierowicza. Pod swoją bezpośrednią komendą miał wiele oddziałów nieregularnych, a zwłaszcza Kozaków, których państwowość tak bezwzględnie i skutecznie rozbił. Jako wielki admirał zawiadywał także powstającą Flotą Czarnomorską, nadto posiadał własny dwór. Starano się u niego o audiencje, a przybycie oznajmiały salwy armatnie i wiwaty ludności. Stał się człowiekiem potężnym, a jednocześnie potęga ta nie uderzyła mu do głowy i pozostał lojalny względem Rosji i Katarzyny.

Sławy rodowi Potiomkinów dodał jeszcze kuzyn Grzegorza, Paweł. W Gieorgijewsku w 1783 roku podpisał z królem Kartlii i Kachetii Herakliuszem II traktat lenny. Ten jeden z ostatnich panujących Bagratydów oddawał swoje dominia w opiekę Katarzyny bez jednego wystrzału. W skomplikowanej grze toczącej się od wieków na Kaukazie między Wysoką Portą a Persją postawił na nowego gracza w regionie (za sprawą uzyskanej na Turkach Kabardy) – właśnie Rosję. Atrakcyjności tej opcji dodawała z całą pewnością wspólnie dzielona, prawosławna wiara. Posiadłości rosyjskie nad Morzem Czarnym cały czas rosły, a książę Taurydy aż kipiał z entuzjazmu:

Pani Mateczko, moja Matko karmicielko, sprawa z Gruzją również doprowadzona do końca. Czy jakaś inna władczyni tak rozświetliła swe czasy jak Ty? Ale to nie tylko błyskotliwość. Włączyłaś ziemie, na które spoglądali Aleksander i Pompejusz, pod berło Rosji, a Chersonez Taurydzki – źródło naszego chrześcijaństwa, tym samym naszego humanizmu – już jest w rękach jego córki. Jest w tym coś mistycznego. Zniszczyłaś tatarską ordę – tyrankę Rusi w dawnych czasach i jej niszczycielkę obecnie. Dzisiejsza nowa granica obiecuje pokój Rosji, zazdrość Europy i strach dla ottomańskiej Porty. Podpisz więc aneksję, niesplamioną krwią, i rozkaż swym dziejopisom, by przygotowali mnóstwo atramentu i mnóstwo papieru.

Do planu greckiego z wielkim animuszem włączony został teraz Kaukaz. Potiomkin poprosił o zgodę na dalsze parcie w stronę Morza Kaspijskiego – jego kolejnego niespełnionego snu. Pragnął stworzyć dwa kolejne niepodległe (a w praktyce zależne od Rosji) państwa – Armenię oraz dzisiejszy Azerbejdżan (wtedy niewspominany pod żadną konkretną nazwą). Na jego tronie, co udowadnia tylko giętkość i pomysłowość księcia, miałby zasiąść zdetronizowany wcześniej na Krymie Szahin Girej!

Rzeczywistość

Chociaż Potiomkina lubiła ponosić wyobraźnia, to jednak nie tracił z oczu rzeczywistości. Gdy w 1785 roku rozmawiał z francuskim ambasadorem Ludwikiem Filipem hrabią de Ségur, zaufanym carycy Katarzyny, stwierdził, że plan grecki to „nic”. Jednocześnie jednak zasugerował, że jeśli cztery europejskie potęgi zdecydowałyby się na wygnanie Turków do Azji, zdołałyby to spokojnie osiągnąć – wyzwalając Grecję, Archipelag i Egipt. Na pewno chętnie uzyskałby również zabezpieczenie w postaci własnego, udzielnego lenna. Mogłaby nim być Dacja lub nawet okrojona Rzeczpospolita.

Potiomkin poczynił w tym drugim kierunku nawet pewne przygotowania, uzyskując w 1775 roku polski indygenat, w 1787 odkupując od księcia Ksawerego Lubomirskiego za dwadzieścia milionów złotych dobra smilańskie, a rok później zostając Polakiem z krwi i kości poprzez uroczyste homagium względem króla. Pisał nawet do Stanisława Augusta Poniatowskiego, że na jego cześć jedną z wsi w swych dobrach nazwie Nowym Stanisławowem, król nasz zaś ripostował, że powinien raczej nazwać ją na pamiątkę swego sławnego imienia. Jednocześnie nie przeszkadzało to księciu Taurydy wydać swoją siostrzenicę, Aleksandrę de domo Engelhardt (córkę siostry Grzegorza, Heleny), za zagorzałego przeciwnika króla, hetmana Franciszka Ksawerego Branickiego – przyszłego współtwórcę konfederacji targowickiej.

Aleksandra traktowana była przez imperatorową jak członkini rodziny carskiej, ciesząc się przywilejami i bogactwem. Plotka głosiła, że Katarzyna powiła zamiast Pawła córeczkę, właśnie Aleksandrę, ale podmieniono ją na chłopca Kałmuczki, by dać Rosji następcę tronu. Sama imperatorowa nie zbijała tych plotek, zainteresowana była bowiem podkopywaniem pozycji niepokornego syna. Pani Branicka w 1791 publicznie stwierdziła, że widziałaby w Potiomkinie następcę polskiego i litewskiego tronu, ten zaś zrewanżował się, mówiąc, że prędzej do tej roli nadawałyby się jej dzieci. Wśród nich znajdował się przyszły generał rosyjski i ulubieniec Katarzyny, Władysław Grzegorz Branicki, a także sekretna kochanka Puszkina, Elżbieta Branicka. Poprzez Branickich Rosjanie mogli łatwo kierować swoimi wpływami w Rzeczpospolitej. Nie znaczy to, że Stanisław August Poniatowski wcale się nie starał o względy Potiomkina (o Katarzynie II nie wspominając).

Poniatowski pragnął związać Polskę sojuszem z Rosją, a jakże inaczej to zrobić, niż wyrażając szczerą chęć we wspomożeniu realizacji planów sąsiada względem Imperium Osmańskiego? Król pisał do swojego zaufanego, chorążego nadwornego koronnego Antoniego Augustyna Deboli na jesieni 1786 (na krótko przed kolejną wojną rosyjsko-turecką):

Za tym wszytkim nie podobna nie zamyślić się jeżeli naszą Polskę w coś także wprowadzić nie zechcą i jeżeli jakieś niespodziewane propozycyje nie czekają na mnie w Kijowie, czyli osobistego asystowania do wzięcia Oczakowa, czyli też może i czynniejszego jakiego z naszej strony działania? Czyli też na koniec jedynie moja tam bytność dla tego tylko jest żądaną, aby zapisać w historyi można jeszcze jednego króla więcej, który oczami swemi oglądać pojechał i uwielbiać ogromność Katarzyny II.

Tym sposobem Rzeczpospolita mogłaby wziąć aktywny udział w realizacji planu greckiego, gdyby nie zdystansowana postawa Katarzyny. Ciężko oceniać potencjalne skutki takiej koncepcji. Może jednak lepiej się stało? Jan III Sobieski nie wykazał się polityczną intuicją, ruszając z odsieczą Austriakom, co skończyło się pogromem Turków, którzy w XVIII wieku okazali się wielkimi sprzymierzeńcami polskiej sprawy. Wspominany był już udział Mustafy III we wsparciu konfederacji barskiej, warto jeszcze dodać, że Imperium nigdy nie zaakceptowało faktu rozbiorów Rzeczpospolitej.

Z Polakami czy bez – wojna wybuchła w 1787 roku i to ponownie z inicjatywy Ottomanów. Sułtana sprowokowano spotkaniem rosyjsko-austriackim na świeżo podbitym Krymie. Turków poparła Wielka Brytania oraz Francja, uwolnione chwilowo od wzajemnej rywalizacji pokojem wersalskim. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami sojuszniczymi na pomoc Rosji przyszli Austriacy, działania wojenne toczyły się zatem na dwóch frontach. Zimą 1789 roku Rosjanie pod osobistą komendą księcia Grzegorza Potiomkina oblegli Oczaków, jednak faworyt Katarzyny nie wierzył w zwycięstwo i popadł w depresję, tak wypowiadając się o zatopieniu Floty Czarnomorskiej:

Flota Czarnomorska rozbita przez burzę. Jej resztki schroniły się w Sewastopolu, ale to wszystko małe i można nawet powiedzieć, niepotrzebne okręty. Liniowe i wielkie fregaty przepadły. To nie Turcy nas pokonali, lecz – Bóg.

Mimo wszystko udało mu się zdobyć Oczaków, w którym dopuszczono się potwornej rzezi mieszkańców. Potiomkin jednak już wtedy niedomagał, chorował bowiem na cholerę. Zmarł na stepie, otoczony przez najbliższych i rodzinę. Wojna zakończyła się rok później, w 1792 podpisano pokój w Jassach. Rosja i Austria nie zrealizowały swoich wielkich planów, albowiem były gorzej przygotowane do wojny, i tylko geniusz Aleksandra Suworowa uchronił ich od całkowitej porażki. Pokój potwierdził jednak zdobycze rosyjskie na Krymie i Kaukazie, a nadto zwolnił znaczne siły, które teraz mogły zająć się już bez przeszkód interwencją w Rzeczpospolitej, ogarniętej ferworem zmian Konstytucji 3 maja. Chociaż zatem z mapy Europy nie zniknął jej chory człowiek vel podstarzała panna, to Rosja rozszerzyła skutecznie swoje panowanie w innych jej rejonach.

Bibliografia:

Boro Bronza, The Habsburg Monarchy and the Projects for Division of the Ottoman Balkans, 1771-1788, [w:] Empires and Peninsulas: Southeastern Europe Between Karlowitz and the Peace of Adrianople, 1699-1829, Berlin 2010, ss. 51-62.

Fire and Ice: the Orlov Revolt [dostęp 07.11.2015].

Simon Sebag Montefiore, Potiomkin. Książę Książąt, wyd. Magnum, Warszawa 2006.

Jan Duklan Ochocki, Pamiętniki Jana Duklana Ochockiego, t. 1, Biblioteka Dzieł Wyborowych [dostęp 07.11.2015].

Zofia Zielińska, Listy Stanisława Augusta z podróży do Kaniowa 1787, [w:] „Kwartalnik Historyczny” Rocznik CX, 2003.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.