Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Monika Wójcik, Konrad Januszewski: Nie tylko zabytek przeszłości

Nie tylko zabytek przeszłości

Monika Wójcik, Konrad Januszewski

W tym roku obchodzimy stulecie polskiej niepodległości. Zgodnie z istniejącym w historycznej wyobraźni Polaków obrazem 11 listopada kojarzy się nierozerwalnie z Józefem Piłsudskim, Romanem Dmowskim, ewentualnie Ignacym Paderewskim. Tymczasem wysiłek, jaki został wniesiony przez szeroko pojęty obóz konserwatywny w odbudowę politycznego bytu narodu polskiego, pozostaje klarowny wyłącznie dla wąskiego grona badaczy zorientowanych w dyplomatycznych roszadach czasu osiowego lat 1914-1918. Niniejszy artykuł uważamy za rozpoczęcie cyklu poświęconego politykom zachowawczym. Najwięcej miejsca zajmą w naszych rozważaniach dzieje galicyjskich środowisk konserwatywnych: tzw. grona krakowskiego, stańczyków oraz galicyjsko-kresowych podolaków.

Przez całość okresu zaborów zachowawcy galicyjscy byli elitą polityczną i opiniotwórczą – począwszy od ojców krakowskiego konserwatyzmu: Pawła Popiela, Antoniego Zygmunta Helcla, Waleriana Kalinki, przez „młodszych” stańczyków, przedstawicieli krakowskiej szkoły historycznej (takich jak Józef Szujski, Michał Bobrzyński, Stanisław hr. Tarnowski czy Stanisław Koźmian), aż po neokonserwatystów (w osobach Władysława Leopolda Jaworskiego, Stanisława Estreichera i Juliana Nowaka). Ostatnie pokolenie, zarówno epigońskie, jak i nowatorskie, skupione wokół „Buntu Młodych”, zakończyło czynną działalność w latach 30. XX wieku (symbolem zmian było przeniesienie redakcji „Czasu” z Krakowa do Warszawy w 1934 r.).

Konserwatyści to obrońcy wartości uniwersalnych. To zwolennicy państwa opartego na hierarchii, z władzą pochodzącą od Boga. To zwolennicy organicystycznych idei społeczeństwa, które jest nadrzędne wobec jednostki i powstaje jako wytwór powolnego, ewolucyjnego, ciągłego rozwoju historycznego. Konserwatyści wielką rolę przypisywali wierze katolickiej, tradycji i własności prywatnej. Czas wyczekiwania na odzyskanie niepodległości chcieli wykorzystać na wytężoną pracę nad wyrobieniem politycznym narodu w zastanych warunkach rozbiorów. To dzięki temu po 1918 r. jako jedni z nielicznych potrafili zaprezentować kompleksowe rozwiązania konstytucyjne i prawne. Zresztą nie była to jedyna zasługa krakowskiego konserwatyzmu: uczył krytycznej historiografii, wydał wielkie syntezy historyczne (jak Dzieje Polski w zarysie), był szkołą przyszłej kadry politycznej i administracyjnej, a zachowawcy pokroju Bobrzyńskiego i Jaworskiego to autorzy najciekawszych i jednocześnie najbardziej niedocenionych projektów konstytucji II RP.

W piśmie Do Stanisława Koźmiana Paweł Popiel tak opisywał zasady przyświecające galicyjskiemu stronnictwu konserwatywnemu:

A zatem wolność Kościoła i sumienia, uznanie i obrona prawa własności, poszanowanie władzy i hierarchii społecznej. Uznanie, że monarchia i dom rakuski to gwarancja naszego bytu, że zatem wszystkiemu, co tylko tę monarchię osłabia, a dom ten zaćmić może, winniśmy na głowę być przeciwni [oraz] przekonanie, że jak w życiu, tak w polityce nie ma zasady zgubniejszej nad tę, że cel uświęca środki.

Dlatego błędem jest sprowadzanie konserwatyzmu do chęci zachowania własnego majątku i pozycji, gdyż nie jest on, jak się potocznie zdarza sądzić, troską o utrzymanie kastowych stanowisk i przywilejów, ani nie jest bezkrytyczną afirmacją silnej władzy państwowej i apologią polityki makiawelicznej. Nie jest też czystym sentymentalizmem czy chorobliwie nostalgicznym wspomnieniem lat minionych1.

Konserwatyzm był też silnie związany z historią, ale nie oznaczało to absolutnej afirmacji przeszłości – była ona tylko tworzywem, której negatywną i destruktywną część należało odrzucić, a resztę uznać za gwarant ciągłości i trwania. Konserwatyści krakowscy chcieli też wyzwolić polską świadomość polityczną od romantycznych rojeń. Przywrócić jej trzeźwość, tak by Polacy umieli dokonywać właściwych wyborów w chwilach przełomowych dla losu narodu. Orężem w tej walce stała się właśnie historiografia krakowskiej szkoły historycznej, rodząca się z krytyki powstania styczniowego.

W związku z metodą rozpatrywania dróg prowadzących naród do ustabilizowania warunków bytu zachowawcy zaproponowali zmianę kryteriów pojęciowych na ścieżce pracy państwotwórczej. Przeciętny, w miarę zorientowany w meandrach naszych dziejów Polak, zapytany o wzór patrioty, wyobrazi sobie męczennika sprawy narodowej, samotnego powstańca, zesłańca na Syberię. Kiedy zaś podsunie się mu obraz wpływowego ziemianina lub urzędnika, któremu udało się awansować i zająć wysokie stanowiska w rządzie wiedeńskim, kojarzy go raczej ze zdrajcą we fraku niż osobą, która mając szerokie możliwości manewru, pożytkuje je na zbicie kapitału politycznego ku pożytkowi żywiołu polskiego. Innymi słowy – nadal pokutuje przekonanie, że prawdziwym Polakiem jest się w lesie lub kibitce. W salonie wiedeńskim lub lwowskim można być tylko zdrajcą. Wciąż więc nie patrzymy obiektywnie, a obecności w gabinecie w Wiedniu nie uznajemy za sukces. Jawi się ona jako synonim hańby i zaprzaństwa. Niezmiennie trzeźwy osąd polityczny i wytrwała, codzienna, organiczna praca przegrywają z ideą czynu zbrojnego jako jedynego słusznego obrazu poświęcenia dla Ojczyzny. Mający się ukazać cykl artykułów pozwoli, jak wierzymy, rozprawić się z różnymi uproszczeniami i mitami na temat konserwatywnych myśli i działań, a także uwydatni całą ich mnogość i bogactwo treści.

Chyba jedynym omawianym na lekcjach historii polskim konserwatystą jest Aleksander Wielopolski – a i tak prezentowany jest przez szkolne podręczniki jako czarny charakter. W podobnie ciemnych barwach przedstawiana jest krakowska szkoła historyczna. Niejako samo nasuwa się więc pytanie, dlaczego politycy zachowawczy nie znaleźli się w narodowym panteonie? Może celowo pomija się tych, którzy kierowali się „polityką rozumu”?

Źródeł niepopularności zachowawców można doszukiwać się też w tym, że bronili wartości zakorzenionych w tradycji, negując ówczesnego bożka postępu, kryjącego się za paskudnymi gębami socjalizmu i liberalizmu (szczególnie groźnego na początku XX wieku). Konserwatyści patrzyli na naród pesymistycznie, dostrzegali wady zagrażające jego bytowi. I postanowili z tymi przywarami walczyć, co widać szczególnie w publicystyce stańczyków. Ale ta nieustanna krytyka zniechęcała do nich społeczeństwo, podobnie jak to, że łączyli pracę organiczną z autonomią, zdobywaną za cenę lojalności wobec Austro-Węgierskiej Monarchii. Wielu zarzucało im, że stawiali na pracę propaństwową i współpracę z monarchią Habsburgów, odrzucając słynne liberum conspiro. Wszystko to nie przysparzało im zwolenników. Warto jednak zauważyć, że etos państwotwórczy, tak pielęgnowany przez galicyjskich konserwatystów, zaowocował stworzeniem zrębów polskiej państwowości już w latach 1916-19182. Staraniami zachowawców powstały m.in. takie organizacje jak Liga Państwowości Polskiej czy tyleż zasłużony, co zapomniany Naczelny Komitet Narodowy, zaangażowany we wspieranie i forsowanie rozwiązania austro-polskiego.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości konserwatyści nie zdołali przystosować się do rywalizacji politycznej, w której pierwszorzędną rolę odgrywały powszechne wybory, partie masowe i demagogia. Warunki galicyjskie przyzwyczaiły ich do roli elity rządzącej, która nie musi „wychodzić na ulice”, aby przypodobać się wyborcom, równocześnie nie mając potrzeby schlebiania im w swych dokumentach programowych. Pomimo wyższości intelektualnej zachowawcy ustępowali pola i ostatecznie przegrali z ruchem socjalistycznym i narodowo-demokratycznym. W efekcie w II RP nie mieli większego wpływu na sprawowanie władzy – realizowali się już tylko w życiu naukowym oraz niekiedy jako wykwalifikowani rządowi specjaliści. Wpływ polityczny konserwatystów na niepodległą Rzeczpospolitą był więc praktycznie żaden, nad czym można jedynie ubolewać.

Mamy nadzieję, że artykuły poświęcone galicyjskim konserwatystom nie tylko przybliżą ich myśl, ale pomogą też w określeniu miejsca nurtu zachowawczego obecnie i pozwolą uczyć się od niego politycznego myślenia w kategoriach państwowych. Już Paweł Popiel pisał, że naród, który chce politycznie żyć, winien koniecznie nauczyć się politycznie sądzić i działać. Uwodzić się uczuciem […] to grube złudzenie (Kilka słów z powodu odezwy księcia Adama Sapiehy). A za motyw przewodni cyklu niech posłuży fraza, że myśl konserwatywna XIX i pierwszej połowy XX wieku nie jest tylko zabytkiem przeszłości.


1 Choć oczywiście sentymentalizm konstytuuje do pewnego stopnia reakcyjnego konserwatystę wśród świata ruin i katakumb.

2 Oczywiście nie zapominamy również o nastawionych na współpracę ze zrywającym z legitymizmem tzw. Cesarstwem Niemieckim środowiskach zachowawczych, zgrupowanych wokół Władysława Studnickiego czy Stanisława Bukowieckiego, budujących administrację polską z Warszawy.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.