Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Tomasz Gabiś: Niech żyje manarchia – mać pariadka!

Niech żyje manarchia – mać pariadka!

Tomasz Gabiś

Moje krótkie ideowe bio: zaczynałem w zamierzchłych czasach jako polityczny marzyciel i anarchista, byłem zwolennikiem (intelektualnym) radykalnej lewicy spod znaku rewolty studenckiej 1968 roku, fascynowałem się kontrkulturą, heavy rockiem w typie Black Sabbath i poezją Nowej Fali. W latach 1980/81 XX wieku przyłączyłem się do socjaldemokratyczno-syndykalistycznej lewicy, w 1984 roku porzuciłem lewicowe utopie i przeszedłem na prawicę – zostałem konserwatywnym liberałem. Potem byłem: monarchistą, libertarianinem, narodowym konserwatystą, konserwatywnym rewolucjonistą, europejskim imperialistą, postkonserwatystą. W końcu postanowiłem porzucić wszelkie etykiety, szyldy i ideologiczne naklejki, jakie lubimy sobie przeklejać na czoło. Jednak po zastanowieniu doszedłem do wniosku, że nie mogę być nieuprzejmy i kiedy ktoś zapyta mnie „Kim Pan jest?”, to muszę wszak jakoś odpowiedzieć. Złożę przeto zdecydowaną deklaracją ideologiczną: „Jestem manarchistą”. Ponadto, powiedziałem sobie, gdyby przyszło mi brać udział w jakiejś masowej demonstracji albo wielotysięcznym wiecu, to jaki okrzyk wzniósłbym? Miałbym milczeć? A tak zawsze będę mógł wywrzeszczeć co sił w płucach: „Nie żyje manarchia! – mać pariadka!” I zaintonować piosenkę zespołu Dezerter:

Manarchia w samym środku mojej głowy
Mój mózg pracuje niezależnie
I nikt mi nie może zakazać myślenia
Manarchia w głowie to początek wyzwolenia

Jako manarchista mam ewidentną skłonność do nominalizmu, lubię powracać do wiersza Alfreda Anderscha „Nominalizm” z tomu empört euch der himmel ist blau

pewnego ranka wiosną
roku 1100
zakończył swoją pracę
przy dzbanie
z białej gliny
który zamierzał wypalić, ale
nie pokrywać glazurą
lecz nie wsunął go
do pieca
nie położył także nowego kawałka gliny
na tarczę garncarską
lecz zabrał suchy prowiant
do torby
opuścił saint césaire
i wędrował
dwadzieścia dni
przez lasy
kryjąc się przed rycerzami
tylko niekiedy zatrzymując się w jakiejś pustelni
lub w zagubionym klasztorze
albowiem usłyszał
że w paryżu człowiek nazwiskiem
roscelin
nauczał
iż pojęcia nie są niczym innym jak
flatum vocis
głosowym tchnieniem
i w rzeczywistości
istnieją tylko
pojedyncze przedmioty
rzeczy
to wydawało mu się
usprawiedliwieniem
jego egzystencji
kiedy rozmyślał
że po nim
nie pozostanie nic
poza kilkoma garnkami
z gliny

Dwóch Francuzów, którzy się nie znają, siedzi w kafejce późnym popołudniem, czytają swoje gazety i popijają kawę. Nagle jeden z nich zwraca się do drugiego i pyta: „Niech mi pan powie, lubi pan Żydów?”. Drugi podnosi głowę znad gazety i mówi: „Nie” . Po chwili pierwszy znowu pyta: „Czy lubi pan katolików?”, „Nie” – pada odpowiedź. Kolejne pytanie: „Czy lubi pan muzułmanów? – „Nie”. I znowu :”Czy lubi pan Anglików?” – „Nie”. Wreszcie pada pytanie: „Czy lubi pan Francuzów?”, „Nie”. Pierwszy ze zdumieniem pyta: „To kogo u licha pan lubi?”. Drugi odpowiada: „Lubię swoich przyjaciół”. I powraca do przerwanej lektury. Ten drugi Francuz musiał być manarchistą.

Józef de Maistre oświadczył, że nigdy nie widział człowieka, a jedynie Francuzów czy Niemców, ja natomiast nigdy nie widziałem Francuza, a jedynie Jeana, Pierre`a czy Christine, nigdy nie widziałem Niemca, a jedynie Ulricha, Kurta czy Gudrun, nigdy też nie widziałem Żyda, a jedynie Szmula, Abrama czy Bente. Nawet Polaków nie widziałem, a jedynie Łukasza, Adama czy Agatę. Jednak nie mogę przecież zaprzeczyć, że mimo wszystko Francuzi, Niemcy, Żydzi i Polacy jakoś tam, na swój sposób, ledwo, ledwo ale jednak istnieją, choć już takie zdanie jak „Polacy robią”, „Niemcy czują”, „Żydzi myślą” wydają mi się pozbawione sensu. Jestem zatem niekonsekwentnym nominalistą, i zakładam dla uproszczenia, że „Żydzi”, „Niemcy” czy „Polacy” jednak istnieją, chociaż ich status ontologiczny jest niejasny i nikt ich nie ani zobaczyć, ani dotknąć nie może.

Peter Handke w swojej „Przepowiedni” przepowiadał: zamienieni w słup soli stać będą jak zamienieni w słup soli, sparaliżowani stać będą jak sparaliżowani, rażeni piorunem padną jak rażeni piorunem, ci, co zapadną się pod ziemię znikną jakby się pod ziemię zapadli, piórka będą lekkie jak piórka, żółć będzie gorzka jak żółć, kreda będzie biała jak kreda, masło będzie miękkie jak masło, włos będzie cienki jak włos, trup będzie blady jak trup, kruk będzie czarny jak kruk, deski będą płaskie jak deski, skóra będzie cienka jak skóra, palec będzie gruby na palec, kamień będzie twardy jak kamień. W trafność takich przepowiedni godną zawodowego jasnowidza, żeby nie powiedzieć, proroka, manarchista wierzy bez zastrzeżeń. I dorzuci parę własnych: oparzeni zerwą się na nogi jak oparzeni, grzyby po deszczu będą rosły jak grzyby po deszczu, amen w pacierzu będzie pewny jak amen w pacierzu.

Artykuł pierwotnie opublikowany w portalu Nowa Debata: http://nowadebata.pl/2012/04/02/niech-zyje-manarchia-mac-pariadka/

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.