Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Od rzymskiego cesarstwa do niemieckiego królestwa

Od rzymskiego cesarstwa do niemieckiego królestwa

Adrian Nikiel

Wśród osób o nikłej znajomości historii zdaje się dominować wyobrażenie średniowiecza jako epoki statycznej, o której wie się tylko tyle, że „człowiek był zwrócony ku Bogu”, a całe życie podporządkowano Kościołowi. Nieśmiertelne przypomnienie „nie żyjemy w średniowieczu” jest częstym elementem wymiany zdań w Internecie, gdy któryś z dyskutantów wspomina, że warto respektować prawa Boga. Na szczęście seria „Korzenie Europy”, w ramach której ukazała się xiążka prof. Stefana Weinfurtera, wyjaśnia wiele nieporozumień, prezentując średniowiecze jako okres niezwykle dynamicznych przemian ustrojowych, społecznych, jak też właśnie religijnych. Co ważne, myśl polityczna i metapolityczna tych wieków sięgnęła wyżyn, w odniesieniu do których kolejnym pokoleniom pozostało dopisywanie komentarzy…

W pracy – przejrzyście podzielonej na pięć rozdziałów, wprowadzenie i zakończenie – można wyróżnić kilka zagadnień głównych: relacje między władzą papieską i cesarską; legitymizacja władzy oraz relacje między tytułem cesarza rzymskiego i tytułem króla rzymskiego / niemieckiego; kształtowanie się hierarchii feudalnej w Cesarstwie jako monarchii elekcyjnej.

Podobnie jak w recenzowanej przed miesiącem xiążce prof. Gerda Althoffa (oba tytuły znakomicie się dopełniają), czytelnicy mogą śledzić ewolucję, w ramach której w czasie kilku stuleci z Cesarstwa przeniesionego przez papieży na Franków (a konkretnie – dynastię Karolingów) wyłoniły się państwa narodowe, w tym królestwo niemieckie. Od X wieku władcy tego królestwa aż do 1806 r. byli również cesarzami rzymskimi — do dziś natomiast trwają dyskusje na temat wzajemnej relacji tych dwóch form ustrojowych. Sprawę komplikuje fakt, że Cesarstwo nie było określone terytorialnie i pierwotnie miało jednoczyć całą Christianitas poddaną władzy papieża i Kościoła katolickiego. Spory te są dalekie od rozstrzygnięcia, polska nauka zaś wydaje się od nich, niestety, stronić. Na marginesie można by polemicznie zauważyć, że pseudoprawica często straszy germanizacją, tropi nadmierne wpływy naszych zachodnich sąsiadów na kulturę polską etc., etc., ale twardym faktem jest, że dzięki niemieckim autorom odkrywamy zapomnianą w XXI wieku teologię władzy.

Dla Polaka, który z lat edukacji szkolnej pamięta zapewne meandry marxistowskiego objaśniania świata, gdzie siłą sprawczą były tzw. masy (ewentualnie – określone koła), pewnym miłym zaskoczeniem może być to, że w xiążce prof. Weinfurtera Bóg, nie tylko w osobach swoich namiestników na Stolicy Piotrowej, jest po prostu obecny w historii. Równocześnie nie jest to jednak relacja „przesłodzona”, gdyż autor nie ukrywa, że wczesnośredniowieczna chrystianizacja na Zachodzie Europy nie była dogłębna, a w obyczajowości, stosunkach międzyludzkich zachowało się wiele pogańskich reliktów. Przykładem tego może być los dziesięciu królów merowińskich, którzy stracili życie w wewnątrzrodowych walkach o władzę. W imię tego odwiecznego instynktu, który nakazuje przekazywanie władzy z ojca na syna, bezlitośnie mordowano krewnych, aby ograniczyć krąg potencjalnych pretendentów i w końcu doprowadzić do zwycięstwa zasady primogenitury.

Był to jednak czas wzrostu, w którym sprawy szły w dobrym kierunku, jak to opisywał Mikołaj Gómez Dávila w swoim scholium odnoszącym się do epoki V-XII wieku. Najważniejszym obrzędem podkreślającym niepowtarzalność króla było namaszczenie go olejami świętymi (str. 42). Tak kształtował się model monarchii rzeczywiście chrześcijańskiej. Król niemiecki, gdy stawał się rzymskim cesarzem, stawał się również Wikariuszem Chrystusa, obrońcą i świeckim zwierzchnikiem chrześcijaństwa. Wstrząsający obraz Ottona Wielkiego (wówczas jeszcze tylko króla), który w 939 r. modlił się podczas bitwy pod Birten nad Renem, skomentowany przez prof. Weinfurtera słowami: Gestem tym Otto rzucił na jedną szalę całą świętość swojego królestwa. Teraz Bóg miał wybrać: czy jest za swoim zastępcą na ziemi, czy przeciwko niemu. Była to dla nowego królestwa swego rodzaju „próba gwoździa” (str. 43), świadczy, że zobowiązania wynikające z tego, że było się osobą uświęconą (choć inaczej niż duchowieństwo), traktowano jak najpoważniej. Nic zatem dziwnego, że 2 lutego 962 r. cesarska korona spoczęła na głowie Ottona, a rzymskie imperium, po kilku wiekach nieobecności na Zachodzie i po pierwszej restauracji karolińskiej, powróciło do życia na blisko dziewięć wieków. Tylko w ten sposób można też pojąć drogę późniejszego, jedenastowiecznego monarchy, cesarza Henryka II, do świętości. Święty Henryk, którego kościołem od ponad wieku szczycimy się we Wrocławiu, swoimi działaniami kreował wręcz państwo sakralne, gdzie długo ważyło się rozstrzygnięcie, czy papież jest zwierzchnikiem cesarza, czy raczej cesarz zwierzchnikiem papieża. Pod tym względem XI wiek okazał się czasem przełomu, który określił dalszą historię Kościoła Świętego oraz ewolucję ustrojową Niemiec.

Ta konstatacja rzuca też nowe światło na przyczyny trzech wojen św. Henryka z Bolesławem Chrobrym. Wbrew popularnym stereotypom nie chodziło o to, że „Niemcy zawsze chcieli sobie podporządkować Polaków”, lecz raczej król Polski antycypował nadchodzące rozumienie monarszej suwerenności jako otrzymanej przez prawowitego władcę od Boga wyłącznie za pośrednictwem Kościoła, a bez żadnych świeckich pośredników, natomiast przyszły święty dążył do realizacji wizji, która ostatecznie okazała się utopią – metapolitycznej wspólnoty wszystkich chrześcijan pod władzą jednego (uniwersalnego) cesarza.

Przenikanie się na terenie późniejszych Niemiec Kościoła i monarchii było więc charakterystyczne dla X i XI wieku, gdy państwo stało się „Domem Bożym”, wspólnie zarządzanym przez świeckiego, lecz namaszczonego Wikariusza Chrystusa oraz służących mu wsparciem biskupów. Współcześnie hasło rozdziału Kościoła i państwa wypisane jest na sztandarach wrogów Kościoła, gdyż wszystko, co związane z wiarą, chcieliby zamknąć w murach świątyń jak w wyznaniowym getcie, w średniowieczu natomiast rozdział, emancypacja Kościoła spod władzy monarszej były życzeniem papieży-reformatorów. Za zwycięstwem koncepcji papieskiej poszła również, w ostatniej ćwierci XII w., emancypacja xiążąt cesarstwa. Ponownie, powołując się na autorytet Gómeza, można by te zmiany ustrojowe określić mianem wręcz rewolucyjnych.

Oczywiście autor pokazuje też drugie oblicze przemian: od XII wieku, po załamaniu się koncepcji imperialnej, w ciągu stuleci słabnącą władzę cesarską stopniowo zastępował – jako wyraz jedności – na obszarze rozciągającym się od Niderlandów do Śląska „element ludowy”, czyli niemiecki exkluzywizm, a wręcz szowinizm. Kształtowała się nowa tożsamość niezależna od związków z Rzymem. Język niemiecki, we wczesnym średniowieczu postrzegany jako mowa niepiśmiennego ludu, u progu renesansu prezentowany był przez humanistów już jako pierwszy język ludzkości. Znakiem świadomości tej przemiany stała się ewolucja potocznej nazwy: od bezprzymiotnikowego „Cesarstwa” do „Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego”.

Autor wskazuje przy tym na panowanie Ludwika Bawarskiego (od 1328 r.), exkomunikowanego cesarza, który koronę przyjął z woli ludu, jako czas zwycięstwa tej nowej, antyrzymskiej koncepcji imperium. Według rojeń tego władcy do uznania za cesarza nie była już potrzebna zgoda papieża, lecz tylko większość głosów elektorskich. Jakże daleko od wielkiego przełomu, epoki Fryderyka Barbarossy, cesarza podporządkowującego się papieżowi Alexandrowi III jako depozytariuszowi prawdy i świętości, i pokornie uznającego, że papież stoi ponad cesarzem! Wczesnośredniowieczny „Dom Boży” uległ ostatecznemu podziałowi.

Xiążka prof. Weinfurtera to właściwie rozpisany na około sto pięćdziesiąt stron popularnonaukowy, wieloczęściowy esej o dziejach politycznych średniowiecznego Cesarstwa i legitymizacji władzy pochodzącej od Boga. Wzbogacają ją: spis monarchów, przejrzyste mapy oraz tablice genealogiczne. Kolejny tytuł – dobrze przetłumaczony – który warto mieć na półce z napisem „Obowiązkowe”. Z uwag krytycznych podnieść należy pewne – być może nieuniknione – uproszczenia, jak np. w odniesieniu do przyczyn wielkiej schizmy zachodniej.

Współcześnie Habsburgowie są spadkobiercami metapolitycznej i transhistorycznej tradycji Cesarstwa. Na Prawicy podnoszą się głosy, że Unia Europejska może przetrwać jedynie jako odrodzone po raz kolejny imperium. Gdybym miał pozwolić sobie na „odruch postmodernistyczny”, zacytowałbym słowa Filipa K. Dicka: Imperium wcale się nie rozpadło.

Stefan Weinfurter, Niemcy w średniowieczu. 500-1500, tłum. Agnieszka Gadzała, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010, str. 203. www.pwn.pl

Pierwodruk (w nieco innej wersji): „Opcja na Prawo” nr 6/126, czerwiec 2012 r.
PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.