Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Notatka na marginesie sporów

Notatka na marginesie sporów

Adam Tomasz Witczak

U niektórych naszych konserwatystów / reakcjonistów / tradycjonalistów etc. paniczny lęk przed „insurekcją”, „chaosem”, „rewolucją”, „tumultem”, „bałaganem”, „wybujałym indywidualizmem” czy „samowolą” (pisanymi małą literą i odnoszącymi się do pewnych konkretnych, tymczasowych sytuacji, miejsc, osób, okoliczności) jest znacznie silniejszy niż należyta obawa i wstręt względem Chaosu i Rewolucji (rozumianych na poziomie ogólnym — jako pewne propozycje ideologiczne czy zgoła filozoficzne).

Tym sposobem w ostateczności konserwatyści ci wolą pierwszego lepszego dzierżymordę (np. komunistycznego, choćby i krytykowali komunizm, albo i demoliberalnego — nawet jeśli werbalnie utyskiwać będą na jego słabość) — niż najbardziej katolickiego, konserwatywnego, reakcyjnego „watażkę”, „buntowszczyka” czy „romantyka”. Ludzie ci bowiem traktują trwanie przy wszelkiej władzy, państwie i doczesnym „porządku” (czy raczej — praktycznym „uporządkowaniu” bieżących spraw) jako integralną część konserwatyzmu, co jeszcze byłoby do zniesienia, gdyby nie fakt, że w praktyce prowadzi ich to do konserwatyzmu rozumianego jak w kiepskim podręczniku do WOS, tj. jako obrona status quo i niechęć do „gwałtownych” czy też „nieprzemyślanych” zmian. Kuriozalnym rezultatem staje się — we współczesnych realiach III RP i panującego na zachodzie demoliberalizmu — inflacja katechonów, w myśl której ten szacowny i dość wyjątkowy tytuł przyznaje się każdemu kacykowi, który aktualnie jako tako „porządkuje sprawy”. Wynika z tego, że co prawda Łukaszenko i Kaddafi są (byli) katechonicznymi herosami antyliberalizmu, wojującymi ze zgniłym Zachodem — ale już na zgniłozachodnim gruncie krajowym „trzeba brać, co jest” — więc herosem na miarę tutejszą („jaki kraj, taki katechon”) może być nawet Wielki Pierwszy Łowczy Wąs RP czy zatrudniany przez najbliższą komendę policji operator armatki wodnej na Marszu Niepodległości.

Wydaje się jednak, że mimo wszystko nie jest to zjawisko aż tak szczególne dla naszych czasów i naszego kraju, jak mogłoby się wydawać. To chyba odwieczny paradoks bardzo szeroko pojętego konserwatyzmu: z jednej strony są ci od „tumultów”, „bojkotów”, „secesji” i „oszołomstwa” (rozmaici karliści, wandejczycy, sanfedyści, południowcy z USA, Irlandczycy, OAS-owcy itd.), z drugiej natomiast — konserwatyści organicznie przyssani do legalizmu, polityki gabinetowej, wystawania po korytarzach i „załatwiania” rozmaitych „pożytecznych spraw” u ambasadora, namiestnika, ministra i księcia, doradzania na ucho tymże szachom i wezyrom, tudzież pilnowania, by „panował porządek”, właśnie ów „mały porządek”, objawiający się tym, że policja bija tłuszczę na ulicach, a listy dochodzą państwową pocztą z jednego końca kraju na drugi (acz po drodze być może ktoś je dla dobra wspólnego czyta…). Ba, nawet ów czarny mundur faszyzmu (który przecież pociąga część z nich) w istocie wdzialiby najchętniej, dopiero będąc już po drugiej stronie barykady, a zatem z nadania władzy zdobytej uprzednio w sposób zakulisowy.

W Polsce jakoś tak się historia potoczyła, że w konserwatyzmie przewagę miało raczej to drugie podejście (vide: stańczycy, trójlojalizm, Stronnictwo Polityki Realnej itd.)1, zaś postawa pierwsza na ogół i po większej części przyjmowana była przez Rewolucjonistów przez duże R. W tym kontekście ciekawe byłoby zastanowienie się, jak w Rzymie odbierane byłyby polskie powstania – gdyby organizowano je pod hasłami „karlistowskimi”, a nie rewolucyjnymi.

Prawdopodobnie oba opisane podejścia powinny się w jakiś sposób równoważyć, oba jednak powinny pamiętać, że celem jest realizacja pewnego właściwego, chrześcijańskiego porządku – pojętego oczywiście nie jako utopia i „królestwo Boże na Ziemi”, niemniej będącego przejawem pewnego całościowego myślenia (ta „całościowość myślenia” nie powinna bynajmniej być mylona ze szczegółowym regulowaniem wszelkich sfer społecznego i jednostkowego życia). Wspomniani „konserwatyści z zamiłowaniem gabinetowo-korytarzowym” zbyt często popadają natomiast w uporczywe przeświadczenie, że najistotniejsze jest desperackie podtrzymywanie aktualnych urządzeń społecznych i wydrapywanie skrawków „tego, co możliwe”, u tymczasowych uzurpatorów.

Na koniec należy podkreślić, że oczywiście różnica nie tkwi w drugorzędnych kwestiach, takich jak np. przemoc czy upodobanie do konspirowania bądź wychodzenia na ulice. To tylko zjawiska zewnętrzne. Różnica tkwi w samym sposobie myślenia, a także postrzegania społeczeństwa i jednostki.


1 Od redaktora naczelnego: Być może częściowego wyjaśnienia tego zjawiska szukać należy w słowach Zygmunta Kubiaka: Ale jednak najmniej okrucieństwa było przez krótki czas w pewnej części świata zachodniego — to znaczy w dziewiętnastym wieku, w cesarstwie Habsburgów, za panowania Franciszka Józefa. Także ludzie poddani władzy byli wówczas bardziej ulegli. Z góry przyjmowali, że władza, której podlegają, jest najłagodniejsza. Obie strony potrafiły ustalić przez dość długi okres jakąś równowagę (z wywiadu pt. Ucieczka w antyk, „Życie” z 14 września 2000 r.).

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.