Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » Notatki luźne na tematy różne

Notatki luźne na tematy różne

Adrian Nikiel

Wrzenie wywołane próbą zarejestrowania Związku Ludności Narodowości Śląskiej jest doskonałym przykładem degeneracji i bezsilności nowoczesnego systemu demokratycznego. Można sparafrazować klasyczne stwierdzenie i zauważyć, że demokracja tworzy problemy nieznane w normalnym ustroju politycznym (monarchii) i w dodatku nie jest w stanie ich rozwiązać.

W tym momencie nie są istotne rozważania o istnieniu lub nieistnieniu narodu śląskiego. Ja sam miałbym wątpliwości co do realnego bytu tego narodu… Ale z drugiej strony niepokoi mnie polityczna wrzawa, której ideologiczne korzenie tkwią w zdegenerowanym nacjonalizmie rewolucji antyfrancuskiej i zadekretowanej „polskości” epoki PRL.

W monarchii jedynym kryterium oceny poddanego powinna być lojalności. Oczywiście — lojalność wobec Króla i dynastii. Kryteria etniczne nie powinny mieć znaczenia.

Dlatego dzisiaj problemem nie jest czyjekolwiek poczucie przynależności narodowej, lecz raczej mogą nim być przyszłe aspiracje państwowe. Wielkiej Polski (mam nadzieję — mocarstwa XXI wieku) nie możemy zacząć budować od wyzbycia się Górnego Śląska i kilku milionów mieszkańców tego regionu. Z tego powodu wszelkie działania mające na celu stworzenie niepodległego państwa śląskiego muszą zostać bezwzględnie powstrzymane. Podobnie zresztą należy reagować na postulaty przyłączenia Śląska do Niemiec.

Przyszła polska monarchia powinna gwarantować nieskrępowany rozwój struktur i wspólnot regionalnych. Nie ma chyba powodów, dla których nie należałoby zrealizować większości postulatów wyborczych Ruchu Autonomii Śląska. Kryterium ich weryfikacji musi być polska racja stanu.

Tych, którzy Ślązaków oskarżają o wszystko, co najgorsze, trzeba zapytać: co należałoby teraz uczynić? Skazać założycieli ZLNŚ na więzienie? Wysłać na Syberię? Deportować (do jakiego kraju?)? Pozbawić praw wyborczych? Pytam, gdyż słyszałem tylko wiele głosów oburzenia, ale wśród nich zabrakło reflexji nad tym, co zrobić z ludźmi, którzy — mimo wyroku Sądu Wojewódzkiego w Katowicach — uparcie nie czują się Polakami.

Mam nadzieję, że nikt nie będzie karany za przynależność do mniejszości narodowej. I nie dotyczy to tylko Ślązaków. Musimy wyjść z tego zaklętego kręgu przywilejów i dyskryminacji! Tym, którzy sugerują, że zaistniała sytuacja miała związek z progiem wyborczym w wyborach do Sejmu, proponuję dwie drogi wyjścia: umiarkowaną — zniesienie progu wyborczego, radykalną — zniesienie parlamentu. Ja przychylam się do drugiej opcji. „Płoń parlamencie!”

Zamiast szukać w kolejnych instancjach sądowych potwierdzenia swoich subiektywnych odczuć, Ślązacy winni poprzeć restaurację Królestwa Polskiego. Pamiętajcie, w demokracji większość zawsze może przegłosować Wasze nieistnienie!

***

Ten, kto uważa, że Księżna Walii szkodziła brytyjskiej monarchii, powinien zobaczyć Jej syna, którego Książę Walii przywiózł na spotkanie ze Spice Girls…

Zaś Książę Walii odwiedzający Nelsona Mandelę wzbudza tylko obrzydzenie.

***

Republikanie w Australii buntują się przeciw monarchii. Nie dostrzegają, że władza, która ich jeszcze nie powywieszała na suchych gałęziach, jest władzą przeciw której nie warto się już buntować.

Samo zastanawianie się nad tym, czy wypowiedzieć posłuszeństwo, jest wypowiedzeniem posłuszeństwa. I nie zmienią tego faktu żadne „demokratyczne procedury”. Kiedy porównuje się sytuację w Australii z rewolucją amerykańską, można tylko stwierdzić upadek domu hanowerskiego.

***

Mój Przyjaciel (którego nazwisko pozostawię w tajemnicy) poinformował mnie, że spośród naszej dawnej grupy parafialno-katechetycznej przy religii katolickiej pozostały niedobitki. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: fałszywy ekumenizm. Lansowany przez oficjalne struktury (czego doskonałym przykładem są sabaty młodych heretyków z Taize), okazuje się zbiorowym samobójstwem Kościoła. Przyjacielskie spotkania z heretykami, wspólne modlitwy, odrzucenie Tradycji oraz umiłowanie błędów II Soboru Watykańskiego zabiły Wiarę wielu młodych ludzi. Modernizm pochłania kolejne ofiary.

Ale czy można dziwić się moim byłym kolegom, jeżeli po prostu byli konsekwentni? Przez dwadzieścia kilka lat dorastali w oparach protestanckiego „katolicyzmu”, a teraz przestały ich zadowalać półśrodki…

***

Tylko rozkładem myśli teologicznej i nauczania w seminariach można tłumaczyć treść kazania młodego księdza z parafii pw. św. Elżbiety, który zarzucał katolikom, że są zamkniętą kastą, a przecież — według niego — Kościołem są również heretycy, żydzi, muzułmanie i poganie. Z tajemniczych powodów musimy stworzyć otwarte chrześcijaństwo.

Gdzie jest Święta Inkwizycja?

***

Sięgnąłem po książkę „Jak modlą się muzułmanie” opublikowaną przez wydawnictwo księży werbistów. Do tej pory sądziłem, że charyzmatem tego zakonu jest praca misyjna, czyli nawracanie ludzi na Jedyną Prawdziwą Wiarę. Tymczasem już na pierwszej stronie przeczytałem, iż wszystkie religie prowadzą do zbawienia. Czy zatem werbiści powinni podejmować jakiekolwiek działania misyjne?

***

Członkom i sympatykom Unii Polityki Realnej za wzór często stawia się Stany Zjednoczone ze względu na rozkwitającą w nich religijność. Ale naszym celem nie powinna być jakakolwiek religijność (sataniści też są ludźmi głęboko wierzącymi), lecz jedynie wzrastanie w ludzkich sercach Jedynej Prawdziwej Wiary Katolickiej. Tylko dzieło odrodzenia Tradycji Katolickiej od Boga pochodzi, a co sprzeciwia się temu dziełu — od Złego jest.

***

Dowiedziałem się, że w krakowskim Sanktuarium Miłosierdzia Bożego mają powstać kaplice pięciu wyznań.

Obawiam się, iż wtedy Miłosierdzie Boże opuści to miejsce. Zwłaszcza, że już wcześniej w ostatnich wydaniach textu Koronki do Miłosierdzia Bożego zmieniono oryginał poprzez zastąpienie wspominanych w modlitwie heretyków i odszczepieńców tzw. „braćmi odłączonymi”. Modernistyczna cenzura?

***

W „Gazecie Wybiórczej” z dn. 8-9.XI. 1997 r. przedrukowany został fragment eseju sir Izajasza Berlina „Joseph de Maistre i źródła faszyzmu”. Po lekturze jedynym komentarzem może być mądrość ludowa: „Dobra robota, żydowska w tym głowa”. Przy okazji dowiadujemy się, skąd wzięły się bzdury Adama Michnika o konserwatyzmie jako źródle faszyzmu.

***

W książce p. Artura Kruczkiewicza pt. „Ruch anarchistyczny w Polsce” znalazłem informację, że w naszym kraju ruch ten opierał się na aktywistach pochodzenia żydowskiego.

Zaś później Żydzi budowali komunizm, a obecnie — pod szyldem Unii Wolności — uszczęśliwiają nas na siłę demoliberalizmem. Sądzę, że publikacja p. Kruczkiewicza doskonale uzupełnia opinię wyrażoną w mojej poprzedniej książce, że knowania lewicy żydowskiej są podstawą wszelkich rewolucyj.

Rozmyślania o wyżej zarysowanych kwestiach prowadzą też do wniosku, iż po roku 1945 doszło do konwergencji między demoliberalizmem a totalitarną demokracją. Żyjemy w epoce totalitarnego demoliberalizmu. Zgodnie z nowocześnie zinterpretowanym leninizmem kategorie ludzi wyjętych spod prawa to: przeciwnicy aborcji, rewizjoniści „holocaustu”, tradycjonaliści katoliccy, chrześcijańscy fundamentaliści, antysemici, przeciwnicy socjalizmu. Codziennie przekonujemy się, że Lenin miał rację, gdy stwierdził, iż demokracja i wolność są nie do pogodzenia. Wspomniani wyżej przeciwnicy Systemu już wkrótce powinni spodziewać się dwóch lat więzienia za samo powoływanie na oenzetowską Deklarację Praw Człowieka i Obywatela lub ustawy o wolności słowa. Za tą kategorią więźniów politycznych — podobnie jak za Gerhardem Lauckiem — nie ujmie się przecież Amnestia Międzynarodowa.

Ewolucja części działaczy PZPR, którzy przepoczwarzyli się w barwne, europejskiej motylki Unii Wolności jest więc całkowicie naturalna.

***

Z ust zwolenników kary śmierci zdarza się słyszeć „łagodzące” ostrość ich wypowiedzi propozycje, aby najwyższe wyroki wydawać wyłącznie w przypadkach procesów „wyjątkowo brutalnych, wielokrotnych morderców”. Takie stanowisko uważam za głupie i tchórzliwe. Dla ofiary każdy nagły, zdradziecki zamach na jej życie jest wyjątkowo brutalny. Jak zmierzyć i porównać okrucieństwo zgonu Jolanty Brzozowskiej albo Tomasza Jaworskiego? Czy mniej warte jest cierpienie Wojciecha Króla, który skonał tylko od kuli? Gdzie na tej skali umieścić kilkadziesiąt ciosów nożem zadanych Agnieszce Karkoszce?

Każda zbrodnia jest inna, jest czymś niepojętym dla normalnego człowieka. Ofiara, która zginęła od trucizny, powinna zostać pomszczona przez społeczeństwo tak samo, jak ta, która była przyduszana, rażona prądem, a na koniec dobita siekierą. Każdy morderca, jeżeli nie istnieją wątpliwości co do jego winy, musi zostać skazany ma karę najwyższą. Zabił, więc musi zostać zabity.

Przeciwnicy kary śmierci z obsesyjnym uporem kłamią, że ta kara nikogo nie odstrasza. Możemy nawet pominąć fakt, iż w ten sposób kwestionują celowość jakiejkolwiek kary (bo jeżeli morderca nie boi się utraty własnego życia, tym bardziej nie przejmuje się kilkuletnim pozbawieniem wolności w luxusowym zakładzie karnym), ale po zastanowieniu musimy w tym szaleństwie dostrzec okruch prawdy.

Przeciwnicy kary głównej mają o tyle rację, że okazjonalne orzekanie i wykonywanie kary śmierci rzeczywiście nikogo nie odstrasza. Kiedy rozpiętość „widełek” ewentualnego wyroku sięga od kilku/kilkunastu lat do K.S., to wtedy przestępcy mogą zbrodnię, proces i wyrok traktować jak formę loterii. W Polsce przez kilka lat istniało nielegalne moratorium na wykonywanie prawomocnych wyroków, obecnie przygotowuje się całkowite zniesienie kary śmierci, dlatego trudno mówić o współczesnych przykładach tej tendencji, ale wystarczy sięgnąć pamięcią kilkanaście lat wstecz i porównać liczbę popełnianych morderstw i wykonywanych wyroków. Można też odwołać się do praktyki niektórych stanów w Ameryce Północnej, gdzie — wbrew pohukiwaniom zuchwałych abolicjonistów — niewielki procent sądzonych zbrodniarzy trafia na krzesło elektryczne lub do komory gazowej. Dlatego morderca, nawet kiedy jest już aresztowany, może krzepić się podłą nadzieją, iż otrzyma karę np. kilkunastu lat więzienia i wyjdzie wcześniej na wolność za „dobre sprawowanie”. Czyż nie taką właśnie myśl chciał przemycić w grypsie jeden z oprawców Jolanty Brzozowskiej?

Sytuacja wyglądałaby inaczej i wiele istnień ludzkich byłoby ocalonych, gdyby bandyci mieli świadomość, że każdy schwytany morderca odpowie życiem za zbrodnię.

Odpowiedni artykuł kodexu karnego Wielkiej Polski winien brzmieć: „Kto zabija człowieka, podlega karze śmierci”.

***

Wraz z rozwojem Bractwa Św. Piusa X na terenie Polski mnożą się ataki „katolickich” modernistów i fałszywych przyjaciół Kościoła. Wśród głównych „bojowników o kłamstwo i modernizm” można już wymienić „Gazetę Wybiórczą”, „Żydownik Powszechny” i „Niedzielę” (a może raczej „Sobotę”?). Powrotu Tradycji boją się liczni duchowni, przy czym z chóru wyróżnili się m.in. x. Józef Tischner i biskup koszalińsko-kołobrzeski, a nóż w plecy konsekwentnych tradycjonalistów starał się wbić x. Dariusz Olewiński. Przypadek tego ostatniego jest szczególnie drastyczny… O ile banalny już problem intelektualnych dewiacji x. Tischnera, wyrażonych ostatnio w bełkotliwej książce „W krainie schorowanej wyobraźni”, wymaga z naszej strony jedynie modlitwy, to Autor książki, która miała służyć obronie Mszy Wszechczasów, posunął się do oszczerstw i fałszywych oskarżeń pod adresem Arcybiskupa Lefebvre`a. W tym kontekście nasuwa się tylko jedno słowo: „dywersja”.

Czy tym ludziom chodzi jedynie o sprzeciw wobec Tradycji i Prawdy Katolickiej? Nie! — takie postawy należy wreszcie nazywać po imieniu — ci ludzie boją się samego Chrystusa Króla i konsekwencji Jego społecznego Panowania.

I można tylko ubolewać, że po raz kolejny po stronie kłamców występuje p. Maciej Giertych, który swoimi zdumiewającymi publikacjami na łamach „Opoki w Kraju” uwiarygodnia w oczach wielu brednie katolewu i laiclewu.

***

Weekendowe wydanie „Gazety Wybiórczej” (21-22.02. 1998) przyniosło zdumiewający artykuł o punkowym Stowarzyszeniu Tratwa. Rzecz to nader smutna: doczekaliśmy się kontestatorów, ludzi świadomie sytuujących się na marginesie społeczeństwa, którzy w swoich działaniach wspomagani są przez Ministerstwo Kultury i Sztuki, Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej, Fundację Batorego i wiele innych establishmentowych instytucji. Schyłek wieku? Bezpieczny bunt za pieniądze podatników? Czy za coś takiego umarł Sid Vicious?!

No cóż… rację miał publicysta „Stańczyka”, gdy stwierdził, że skrajni konserwatyści muszą strzec również dziedzictwa lewicy. Mam nadzieję, iż przynajmniej my nie zapomnimy na czym polegał i dokąd zmierzał autentyczny punk. Albowiem hasło „Fuck the System” ma w sobie więcej poezji i sensu, niż ponura rzeczywistość „buntu wspieranego przez System”.

Zasada „do it yourself albo wcale” na szczęście trwa w działaniach skrajnej prawicy.

***

Działania Fundacji Batorego bardziej niż z Królem Stefanem kojarzą się z jego kuzynką — Elżbietą Batory. Znajdziemy tu i trucicielski jad (lewicowych idei), i polskość systematycznie wysysaną z młodych talentów (zastępowaną skażoną krwią pozbawionych tożsamości „Europejczyków”).

***

Prof. Andrzej Nowicki, szef Wielkiego Wschodu Polski, na każdym kroku podkreśla, że w wieku 13 lat wyrzekł się Chrystusa. Jest z tego bardzo dumny… Ale tak naprawdę, Panie profesorze, ten smutny fakt świadczy jedynie o tym, że zatrzymał się Pan na poziomie niezbyt inteligentnego trzynastolatka. Czego dodatkowe dowody można znaleźć w wywiadzie drukowanym w tomie „Sztuka królewska”, gdzie odpowiedzi Pana profesora bardzo często rozmijają się z treścią pytań.

Mam wątpliwości, czy akurat bluźniercy, którzy w dodatku nie potrafią jasno się wysławiać, powinni być nauczycielami polskiej młodzieży.

„Demasonizacja” polskich szkół naszym obowiązkiem.

***

Pan prezydent dekorując pp. Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego kłamał, iż odznaczeni jako pierwsi wystąpili przeciw komunizmowi. A przecież wystarczy znać choć trochę historię i idee trockizmu, aby zorientować się, że gdyby w latach sześćdziesiątych realizowano pomysły wyżej wymienionych, to nasze wyjście z totalitaryzmu byłoby znacznie bardziej krwawe, a także kosztowne w sensie materialnym. W pewien makabryczny sposób stalinizm i realny socjalizm okazały się mniejszym złem…

Kłam naszemu niedouczonemu prezydentowi najlepiej zadają polscy komuniści — trockiści, dla których rzekomy „akt oporu” mniemanych bohaterów pozostaje jednym z głównych textów programowych.

***

Działaczom partyj chłopskich ku nauce: „Wiemy, że kiedy w kraju istnieje wolny handel zbożem, to okoliczność ta jest właśnie głównym źródłem kapitalizmu, źródłem, które dotychczas właśnie było przyczyną upadku wszystkich republik. Teraz toczy się decydująca i ostatnia walka z kapitalizmem i wolnym handlem, nasza najbardziej zasadnicza bitwa między kapitalizmem a socjalizmem. Jeśli w walce tej zwyciężymy, to powrotu do kapitalizmu i dawnej władzy, do tego wszystkiego, co było przedtem, już nie będzie. Powrót ten stanie się niemożliwy, trzeba tylko prowadzić wojnę z burżuazją, ze spekulacją, z drobną gospodarką” (Lenin, Dzieła, t. 29, str. 525).

***

Zdumiewającym zjawiskiem w naszej politycznej rzeczywistości pozostają neokonserwatyści, szczególnie ich większość skupiona w ramach Akcji Wyborczej Solidarność. Przede wszystkim swoimi „ideami” zaprzeczają podstawowej prawdzie autentycznego konserwatyzmu, że „nie można być równocześnie konserwatystą i republikaninem”. W swojej praktyce politycznej akceptują republikę i demokrację i nawet nie myślą o zmianie ustroju Polski w kierunku autorytarnym. Restauracji monarchii w naszej Ojczyźnie nie uznają za możliwą (ciekawe co oni sami zrobili, by nasz cel uczynić realnym?). Z dość tajemniczych powodów exponują swoje „umiarkowanie” i „centroprawicowość”, co tak naprawdę oznacza akceptację zgnilizny narastającej w Polsce od 1989 r. Autentyczna kontrrewolucja byłaby dla nich zapewne tylko sennym koszmarem, gdyż sami często wskazują na rewolucyjne partie francuskiej pseudoprawicy jako źródło inspiracji ideowo-politycznej. Świetnie pasują do naszych neokonserwatystów słowa Henryka hrabiego Rzewuskiego: „Cała siła rewolucjonistów jest w tym, że oni doskonale wyrozumowali, że między ich zasadami a zasadami konserwatorskimi nie może być nic wspólnego, podczas kiedy konserwatorowie są zawsze gotowi do jakichś ustępstw, byle tylko odwlec chwilę, w której narazić się trzeba na wszystkie następstwa działalności, wychodzącej ze zwyczajnej miękkości życia, do którego nałóg ich przywiązał”.

Zaiste, panowie neokonserwatyści, jesteście tylko „konserwatorami nicości moralnej”!

Zaś na gruncie naszego Kościoła i Świętej Wiary Katolickiej odpowiednikiem neokonserwatystów są katolicy „Ecclesia Dei” i miłośnicy Bractwa Św. Piotra.

***

Historia Króla Dawida, jego powołania i namaszczenia na monarchę, wspiera doktrynę Organizacji Monarchistów Polskich. Wielokrotnie podkreślałem, że odnowicielem polskiego Królestwa winien być człowiek o najlepszych cechach Augusta Pinocheta, Franciszka Franco i Małgorzaty Thatcher. Dlatego nie musi to być arystokrata czy dynasta, wystarczy, że Bóg go powoła i da mu siłę do sięgnięcia po koronę.

Podobnie jest z cofnięciem pomazania Królowi lub dynastii. Jeżeli Bóg nie wskazuje wyraźnie konieczności zmiany, ma miejsce wyłącznie uzurpacja.

***

Działalność Ligi Północnej jest niewątpliwie przejawem sprawiedliwości dziejowej. Reakcjoniści jeszcze pamiętają jakimi metodami jednoczono ziemie włoskie. Podeptano legitymistyczne prawa monarchów i Papieża. Masoni i rewolucjoniści zjednoczyli się pod sztandarem fałszywego, niechrześcijańskiego nacjonalizmu, równocześnie wykorzystując pychę dynastii sabaudzkiej. Podbój środkowych i południowych Włoch okazał się wstępem do rewolucji…

Przecież włoski faszyzm był nie tylko herezją marxizmu, lecz również prawowitym dzieckiem Risorgimento. Jako doktryna semitotalitarna mógł zaistnieć wyłącznie w warunkach centralistycznych, gdzie państwo kreowało się na „śmiertelnego boga” i niszczyło autorytet Kościoła. A gdzie moralność i polityka kreowane są przeciw Kościołowi, tam budzą się upiory. Statolatria zaistniała już wcześniej jako zasada, która miałaby zastąpić legitymizm.

Również Wiktor Emanuel okazał się być zaledwie „uczniem czarnoksiężnika”. Winy ojców przeszły na synów, zatem za podeptanie Prawa Boskiego zapłacił jego wnuk, Humbert II. Być może byłoby zatem rzeczą słuszną, gdyby — w przypadku restauracji Królestwa Włoskiego w obecnych granicach — Tron objął przedstawiciel Bourbonów neapolitańskich lub Habsburgów toskańskich. Bardziej prawdopodobnym wydaje się, że państwo zbudowane na kradzieży i fałszywych zasadach, na fundamencie klątwy, nie może się ostać.

Czy program Ligi Północnej może nabrać cech reakcyjnych? Jest to możliwe. Jeżeli Włochy zostaną podzielone na trzy lub więcej części, celowym byłoby utworzenie konfederacji, która miałaby koordynować wspólne obszary zainteresowań w polityce odrodzonych państw włoskich. Z pewnością nie dojdzie do mechanicznego odtworzenia podziałów z lat pięćdziesiątych XIX wieku. Więzi zaistniałych przez te sto kilkadziesiąt lat nie można i nie trzeba unicestwiać, zatem pewna struktura konserwująca to, co wartościowe w zjednoczonych Włoszech jest niezbędna.

Szefem ewentualnej konfederacji winien stać się Papież, również zwierzchnik odrodzonego Państwa Kościelnego. Jeżeli zaś opłakana obecnie kondycja papiestwa na to nie pozwoli, można odwołać się do doświadczeń malezyjskich i spośród monarchów włoskich powoływać na określoną kadencję swoistego „princepsa”.

Z programem reakcyjnym w XXI wiek!

***

I tym optymistycznym akcentem kończę notatki luźne na tematy różne.

(Rozdział książki „Głos skrajny”)

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.