Jesteś tutaj: Publicystyka » Adrian Nikiel » O Nowej to Hucie przewodnik

O Nowej to Hucie przewodnik

Adrian Nikiel

Sezon wakacyjny w pełni, a więc może warto sięgnąć po szczególny przewodnik – poświęcony wybranej, choć przecież nie najważniejszej dzielnicy jednego z najważniejszych miast Polski. Nie najważniejszej, bardzo młodej (w skali historii naszego kraju), ale od początku kreującej własne tradycje, budowanej na poczuciu odrębności. Nowa Huta ma przy tym wiele twarzy i podlega ciągłym przemianom, socrealistyczny gorset już dawno stał się zbyt ciasny.

Aby ułatwić Czytelnikom decyzję, czy rzeczywiście powinni sięgnąć po tę publikację, zanim udadzą się do Krakowa, poniżej krótkie zestawienie mocnych i słabych stron dzieła pani Agnieszki Gaj.

Przede wszystkim: xiążka jest bardzo solidnie wydana (twarda oprawa, rzecz ważna w podróży), bogato ilustrowana znakomitymi fotografiami, wzbogacona o szczegółowe mapy dzielnicy, a także dokładne szlaki turystyczne. Układ publikacji (podział na tematyczne rozdziały, opisy zabytków, zestawienia ważnych miejsc, bibliografia) jest przejrzysty, więc korzystanie z niej podczas spacerów po Nowej Hucie zapewne nie nastręczy problemów. Dla turystów opracowano sześć różnorodnych tras tematycznych oraz osobno trasy rowerowe. Jest również garść ciekawostek i odpowiedzi na „trudne pytania”. Nawet osoby, które bardzo dobrze znają Kraków i w swoich wędrówkach daleko za sobą zostawiają „żelazne punkty, które każdy turysta musi zaliczyć w weekend”, znajdą wiele ciekawych informacyj, odkryją nowe miejsca, na które być może nie zwróciłyby uwagi.

Z drugiej strony jednak podczas lektury pojawiają się wątpliwości, być może podobne do tych, o których w jednej ze swoich xiążek wspomniał Arkady Fiedler w odniesieniu do pisma „National Geographic”. Warstwa literacka, wzięta pod lupę w oderwaniu od perfekcyjnej oprawy wydawniczej, jawi się jako słabsza, począwszy od pomysłu na postaci, które miałyby być dla Autorki i Czytelników przewodnikami po zakątkach dzielnicy. Sama koncepcja spaceru z postaciami istotnymi dla historii tego terenu jest interesująca. Jednak wszystkie te osoby, niektóre historyczne, inne, można się domyślać, fikcyjne, zlewają się w jedno, wypowiadają się podobnym językiem, brakuje jakiegoś pogłębionego rysu, który ożywiłby ich papierowe sylwetki. Owszem, być może trudno stworzyć w takiej publikacji bardziej skomplikowane psychologicznie wizerunki, ale tam, gdzie miałyby być dialog, podróż w czasie i przygoda, w pewnej chwili pojawia się znużenie tym swoistym rozwiązaniem fabularnym.

Uważny Czytelnik dostrzeże też dość specyficzne opisy pierwszych lat Nowej Huty, za których zasłoną zdaje się niknąć ponura, komunistyczna rzeczywistość lat 50. XX wieku. Paradoxalnie na kartach tego przewodnika komunizm wydaje się naprawdę groźny dopiero w kolejnej dekadzie, a następnie w latach stanu wojennego, w odniesieniu do czasów powojennych Autorka natomiast zaskakuje zdaniami o np. radzieckich (sic! nie sowieckich, tylko – konsekwentnie – radzieckich) specjalistach, którzy mieli w odniesieniu do nowego miasta romantyczne marzenia (str. 73), o spełnianiu stalinowskich marzeń, w wyniku czego Nowa Huta miała być dla tysięcy ludzi (…) obietnicą lepszego, spokojnego, powojennego życia (str. 76), o naprawianiu błędów (sic!) stalinizmu (str. 89). Jest tego więcej… Gdzieś zniknął terror, nie ma też poczucia, że od 1944 r. Polską rządzili zbrodniarze narzuceni siłą bolszewickich bagnetów. A przecież pani Gaj zderza się z tym, gdy cytuje relację o strasznej rozpaczy ludzi wysiedlanych z podkrakowskich wsi, o barbarzyńskim niszczeniu plonów i domów (str. 28). Przytacza też obszerny cytat z „Poematu dla dorosłych” Adama Ważyka. I choć zwykle unikam reductio ad Hitlerum, muszę przypomnieć, że jakiś czas temu na łamach samorządowego dwutygodnika „Kraków.pl” znalazł się artykuł, z którego dowiedziałem się, iż podczas okupacji niemieckiej w Krakowie zbudowane zostało osiedle nowoczesnych domów dla robotników. Nikt jednak nie pisze o hitlerowskich marzeniach lub narodowosocjalistycznym entuzjazmie. Nie ma ciepłych słów dla niemieckich architektów. Ciekawe, dlaczego…

Z punktu widzenia sedewakantysty na wyjątkową uwagę zasługują fragmenty dzieła poświęcone kwestiom religijnym. Pani Gaj dwukrotnie podkreśla swoje modernistyczne (ściślej: ponad- czy pozakonfesyjne) założenia twórcze (str. 141 i 167), jakby kierowana obawą, że ktoś, kto skorzysta z przewodnika, poczuje się obrażony, jeśli przeczyta w nim, że katolicyzm to jedyna prawdziwa religia. W praktyce jednak zastrzeżenia, iż Autorka wie, że po jej publikację sięgnąć mogą ludzie różnych wyznań i kultur, więc pisze tak a nie inaczej, sprawiają dość dziwne wrażenie. Jakby nie chciała sprawić przykrości innowiercom i ateistom choćby nawet mimowolną zachętą do nawrócenia się ku naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi i założonemu przez Niego Kościołowi katolickiemu. W efekcie jednak i tak może być przykro – tyle że katolikom. Gorzej, jeśli czytamy np. Nie proszę, byście uczestniczyli w mogilskiej modlitwie (…), te deklaracje można uznać za charakterystyczne dla demoliberalizmu przedłożenie szacunku dla czyichś subiektywnych mniemań nad potrzebę głoszenia Dobrej Nowiny wśród wszystkich narodów i kultur świata.

Ten indyferentyzm łączy się z drażniącym – ponownie: z punktu widzenia sedewakantysty – choć zapewne w tym kontekście nieuniknionym, pewnego rodzaju kultem Jana Pawła II, celnie wyrażanym np. zapewnieniem, że 16 października 1978 r. każdy człowiek, a już szczególnie naród polski, odczuwał euforię i niewymowne szczęście. Jednym zdaniem: wizerunek Jana Pawła II w tym przewodniku jest mocno uproszczony, wręcz apologetyczny – Autorka nie ma wątpliwości, nie stawia trudnych pytań. Dbający o stan nerwów tradycjonaliści powinni zatem omijać strony 166-181.

Na koniec zauważyć jeszcze warto, że na stronie 106 pani Gaj wydaje się sugerować, iż I wojna światowa wybuchła z powodu Polski. Inną sprawą, która pominięta została w opracowaniu redakcyjnym, są dość oczywiste zaburzenia chronologii (str. 98), przy których pojawiają się też marxistowskie określenia „p.n.e” i „n.e” – tam, gdzie spodziewalibyśmy się „przed Chrystusem” i „po Chrystusie”.

Podsumowując zatem: xiążka jest nierówna, informacje bardzo pożyteczne sąsiadują z zaskakującą retoryką, a w efekcie uznanie miesza się z irytacją. Rzecz jasna, zdaję sobie sprawę z tego, że to, co w przewodniku wzbudza mój najgorętszy sprzeciw, przez innych odbiorców może być przyjęte z entuzjazmem. Dla znacznej części z nich moje zastrzeżenia mogą być wręcz niezrozumiałe…

Agnieszka Gaj, Przewodnik po Krakowie Nowej Hucie, Wydawnictwo WAM, Kraków 2013, str. 233.

http://www.wydawnictwowam.pl

klasztor w Mogile — fot. Adrian Nikiel

zdjęcie: Adrian Nikiel

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.