Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Adam Tomasz Witczak: Komboskion (część 13) — O niewzruszoności

Komboskion (część 13) — O niewzruszoności

Adam Tomasz Witczak

Niewzruszoność jest bodaj najbardziej charakterystyczną, ale i najtrudniejszą z cech, które widzimy u świętych chrześcijańskich – oraz u wielu tych, którzy w swoich tradycjach są postrzegani jako święci i mędrcy.

Słowa Modlitwy Pańskiej są nam znane tak dobrze, że prawdopodobnie rzadko zastanawiamy się nad dramatyczną wymową tej linijki, która po łacinie brzmi Fiat voluntas tua, a w języku ge’ez: Weikun feqadike. Bądź wola Twoja – są to słowa potężne. Wypowiadamy je bezwiednie, a jednak w całej modlitwie są one najpotężniejszą pieczęcią. Z jednej strony to odwołanie do właściwego porządku rzeczy, do Ordo, Arche lub tego, co Hindus nazwałby Rta (względnie Dharma). Niech będzie tak, jak być powinno. Trzeba jednak spojrzeć na to i z drugiej strony: tak, jak jest, tak być powinno. W pewnym sensie, rzecz jasna. Na określonym poziomie. Innymi słowy, we wszystkim trzeba dostrzec sens i wszystko przetrwać. Na ogół nie oznacza to praktycznej bierności – chodzi o nastawienie wewnętrzne. Jest to jednak na tyle trudne, że niestosowne byłoby opatrywanie owej uwagi określeniem takim jak np. „po prostu”.

Nic tu nie jest „po prostu”. W rzeczywistości zbliżenie się do tej postawy jest wynikiem mozolnej podróży duchowej. Jej istotą jest przekonanie, że powinniśmy zbliżać się do Boga, do Absolutu, do Ostatecznej Rzeczywistości: a ta przecież jest niewzruszona, zawiera się w jednym, jedynym JESTEM.

Mistrz Eckhart nieustannie wraca do motywu niewzruszoności czy też „odosobnienia” (abgeschiedenheit). W sposób typowy dla ascetów i mistyków czyni skrajnymi te pojęcia, stąd istotne jest, byśmy w razie nieporozumień byli w stanie uchwycić wszelkie subtelności. Eckhart pisze na przykład: Zatem jeśli mnie ktoś zapyta, jak należy rozumieć ubogiego, który nic nie chce, tak na to odpowiem: dopóki ktoś chce ze swojej własnej woli pełnić umiłowaną nade wszystko wolę Bożą, nie jest jeszcze ubogi w tym znaczeniu, o jakim chcemy tu mówić. Taki bowiem ma wolę, z której pomocą chce pełnić wolę Bożą – to zaś nie jest prawdziwe ubóstwo. (…) Dopóki macie intencję pełnienia woli Bożej oraz pragnienie wieczności i Boga, dopóty nie jesteście prawdziwie ubodzy. Bo ubogi jest tylko ten, kto nic nie chce i niczego nie pragnie.

Naturalnie to radykalna apofatyka, język paradoksów, droga mistyka przedzierającego się przez kolejne chmury i zasłony pragnień, wrażeń i myśli ku JESTEM. Jeśli jednak Eckhart pozwala sobie na ów język w kontekście tak cnotliwej rzeczy jak chęć wypełniania woli Bożej, to cóż dopiero powiedziałby o wszystkich naszych pomniejszych intencjach i wyobrażeniach? Rzeczywiście, w wielu innych miejscach Mistrz cierpliwie tłumaczy, iż człowiek całkowicie poddany woli Bożej nie chce niczego poza Bogiem i jego wolą. Gdyby był chory, nie chciałby być zdrowy. (…) Jest on wolny i wyzuty z siebie samego, powinien też być oderwany od wszystkiego, co ma otrzymać.

Nie trzeba tego postrzegać jako nawoływania do jakiejś upiornej, wyniszczającej ascezy, praktykowanej na planie psychofizycznym. Oczywiście jest to dopuszczalne, niekiedy zalecane – na pewnym etapie życia i dla niektórych jednostek. Tak na przykład Henryk Suzo, uczeń Eckharta, przez lata podążał właśnie drogą bólu i doczesnego wyrzeczenia. Sam jednak Eckhart stosunkowo rzadko mówi o cierpieniu (acz w żadnym razie nie neguje tej ścieżki, a nawet przyznaje, że cierpienie jest najszybszym zwierzęciem, jakie was może donieść do tej doskonałości). Ostatecznie jednak jego droga jest raczej drogą dźnany, by użyć terminu indyjskiego – drogą poznania, oświecenia, wyciszenia. A jest to wyciszenie przede wszystkim wewnętrzne: Kto jest rzeczywiście dobry, jest taki we wszystkich miejscach i w każdym towarzystwie. (…) Dobry ma bowiem zawsze przy sobie Boga, a kto jego ma prawdziwie, ten ma Go wszędzie, zarówno na ulicy i wśród ludzi, jak w kościele, pustelni czy celi klasztornej. Powyższe nie oznacza oczywiście zwolnienia z prawa moralnego, co zresztą podkreśla i sam Eckhart (choćby w Kazaniu 29).

Jak już powiedzieliśmy, te same lub podobne intuicje znajdujemy także w innych religiach i tradycjach. Dobrym przykładem może być tu sufizm. Jeśli weźmiemy do rąk np. Traktat o sufizmie Abu al-Qasima al-Qusayriego, to zobaczymy, że liczy on sobie ponad 50 rozdziałów, z których większość przynajmniej pośrednio dotyka problematyki niewzruszoności.

Spójrzmy: I powiedziano: ufność polega na tym, iż obfitość równa jest u ciebie niedostatkowi. (…) Abu Utman al-Hiri powiedział: ufność jest to poczucie wystarczalności w Bogu wraz z całkowitym zdaniem się na niego.

Ta cecha „świętej obojętności” (wewnętrznej) tkwi u podstaw sufizmu: Sufi jest tym, którego nic nie może zamącić i przez którego wszystko staje się oczywiste. I powiedziano: sufi jest to ten, kogo nie nuży żadne poszukiwanie i kogo nie męczy żadna sprawa.

W innym miejscu Traktatu czytamy o zaniku zróżnicowania przez jego serce między rzeczami, kiedy to stają się dla niego jednakowe niebezpieczeństwa rzeczy przypadkowych i przemijających. To właśnie jest wolność.

Słowa te brzmią porywająco, ale w swojej istocie nie są łatwe. Zapewne ani sufi, ani Eckhart nie potępiają nikogo, kto modli się o to i tamto (jak powiedziałby niemiecki Mistrz) lub też troszczy się w roztropnym zakresie o doczesny dostatek tudzież o komfort swoich stanów psychicznych. A jednak zawsze aktualne jest to zaproszenie do kroku dalej: do tego obszaru, na którym – jak pisze al-Qusayri – odwróciła się moja dusza od świata doczesnego, więc stały się równoważne dla mnie jego kamienie i jego złoto.

Zapewne jest to etap, na który nikogo nie wolno wciągać siłą czy perswazją. Skomplikowane zjawiska grają tu swoją symfonię, nieraz przez długi czas pełną dysonansów i fałszów. Właściwe wydaje się raczej myślenie, że kiedy będziemy kroczyć wytrwale zwykłą drogą ufnej wiary i pełnienia uczynków, w pewnym momencie zdamy sobie sprawę z tego, iż jesteśmy na nowej drodze, tej ostatecznej.

I powiedziano do As-Sibliego: Czyż nie wiesz, iż On jest Miłosierny? Odpowiedział: Tak, ale odkąd poznałem Jego miłosierdzie, nie prosiłem Go, aby się nade mną zmiłował.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.