Jesteś tutaj: Publicystyka » Inni publicyści » Tomasz Gabiś: Akif Pirinçci o Zielonych, imigrantach i posłach do Parlamentu Europejskiego

Akif Pirinçci o Zielonych, imigrantach i posłach do Parlamentu Europejskiego

Tomasz Gabiś

Jego własnoręcznie napisany biogram brzmi tak: „Akif Pirinçci już w wieku trzech lat napisał swoją autobiografię (Pusta buteleczka), która jednak ze względu na drastyczne opisy scen defekowania i wymiotowania nie znalazła wydawcy. Kiedy miał dziesięć lat, otrzymał literacką nagrodę Nobla – cieszył się nią do czasu, kiedy mu powiedziano, że chodziło o telefoniczny żart. Majętny autor bestsellerów, który wszakże nie uważa, że spadnie mu korona z głowy, jeśli dodatkowo wyrwie trochę forsy od agencji pracy. Obecnie żyje w Arabii Saudyjskiej ze swoimi siedmioma żonami. Żarliwy pacyfista, życzy ludzkości jednego: żeby wybuchła bomba atomowa i wszyscy pisarze na świecie zginęli oprócz Akifa Pirinçciego” (zob. jego blog der-kleine-akif.de).

Uzupełnijmy tę krótką autobiografię informacjami zaczerpniętymi z artykułu opublikowanego na łamach szwajcarskiej gazety „Die Weltwoche”, której redaktor i publicysta Rico Bandle odwiedził pisarza w jego domu w Bonn i rozmawiał z nim o jego biografii, poglądach i filozofii życiowej. Pirinçci urodził się w 1959 r. w Istambule, a kiedy miał dziesięć lat, rodzice przenieśli się do Niemiec. Syn biednych gastarbeiterów błyskawicznie nauczył się języka niemieckiego i wkrótce dysponował większym zasobem słów niż jego niemieccy koledzy ze szkoły. Mając 14 lat, czytał już klasyków, takich jak F. Hölderlin, J. Eichendorff czy E.T.A. Hoffmann, oraz wszystkie dzieła Freuda. Od zawsze chciał zostać pisarzem: mając 15 lat, napisał swój pierwszy scenariusz dla Radia Bawarskiego, w wieku lat szesnastu dostał nagrodę za słuchowisko. Cztery lata później opublikował swoją pierwszą powieść, Tränen sind immer das Ende, która sprzedała się w 100 000 egzemplarzy. W 1989 r. dokonał niebywałego wyczynu: jego powieść kryminalna Felidae, której głównym bohaterem jest koci komisarz Francis (Pirinçci stworzył nowy podgatunek literacki – kryminał zwierzęcy), sprzedała się w Niemczech w nakładzie 2 milionów egzemplarzy, przełożono ją na 17 języków, w tym na polski, a w 1993 r. na jej podstawie powstał film rysunkowy. Potem kontynuował cykl kocich kryminałów. Inne jego powieści to Der Rumpf (1992), Yin (1997), Die Damalstür (2001), którą Anno Saul sfilmował jako Die Tür, Der eine ist stumm, der andere ein Blinder (2006), a także Der letzte Weltuntergang. Krimi-Erzählungen (2007).

Mógłby być gwiazdą programów talk-show, pieszczochem salonów, obsypywanym honorami, uwielbianym przez polityków, którzy bezustannie chwalą imigrację jako „wzbogacającą nasz kraj”, ale dla Pirinçciego złotouści politycy to znienawidzeni kłamcy. Nie przebiera w słowach: debilni aparatczycy, chorzy na głowę lewicowi dziennikarze, „moralnie spodlone indywidua” z mediów, świry z Brukseli, „twardzi” politycy CDU liżący d…y imamom i błagający ich płaczliwie, aby sobie tu czy tam wznieśli meczet, w którym kobiety muszą używać oddzielnego wejścia.

Wszelkie widoki na brylowanie na salonach niemiecko-turecki prowokator zaprzepaścił ostatecznie w 2013 r., kiedy to na platformie internetowej Achse des Guten (Oś dobra) opublikował artykuł – przez polemistów określony jako „skrajnie prawicowe internetowe gówno” – o, motywowanej według niego nienawiścią rasową, przemocy wobec młodych Niemców ze strony imigrantów, zwiększających swoje „szanse reprodukcyjne” poprzez eliminowanie tubylców [Szlachtowanie się zaczęło (Das Schlachten hat begonnen)].

Pirinçci uważa, że Niemcom od przedszkola wpaja się nienawiść do własnej narodowości i własnej ojczyzny. Słowo „Landsmann”, czyli „rodak” – składa się z dwóch słów, które w zielono-lewicowej światopoglądowej dyktaturze panującej w Niemczech uznaje się za „faszystoidalne”. Nie ma czegoś takiego jak „unser Land” (nasz kraj), ponieważ wszyscy jesteśmy za „otwartymi granicami” i „każdy jest obcokrajowcem”. Natomiast „Mann” (mężczyzna) to z natury rzeczy osobnik brutalny, seksista dyskryminujący kobiety, jednym słowem – „nazista”. W Niemczech mamy do czynienia z „patologicznym ubóstwieniem imigrantów”: imigrant jest wartościowany wyżej niż tubylec. Niemcy, ubolewa Pirinçci, stoczyli się do poziomu potulnych owiec; boją się powiedzieć cokolwiek niezgodnego z obowiązującym „dyskursem publicznym”, nie mówiąc już o zrobieniu czegoś, co mogłoby się nie spodobać kontrolerom tegoż dyskursu.

Jego furia skierowana przeciwko lewicowo-liberalnemu establishmentowi osiągnęła kulminację w książce Niemcy oszalały. Obłąkańczy kult kobiet, homoseksualistów i imigrantów (Deutschland von Sinnen. Der irre Kult um Frauen, Homosexuelle und Zuwanderer, Manuscriptum Verlag, Waltrop 2014). Tygodnik „Die Zeit” zaatakował książkę, porównując ją, na poważnie (!), z Mein Kampf, „Der Tagesspiegel” zrównał ją zaś z manifestem Andersa Breivika. Inni recenzenci prześcigali się w inwektywach: „książka nienawiści”, „książka ucząca wściekłości i pogardy do człowieka”, „instrukcja użycia przemocy”, „akompaniament do procesu Beaty Zschäpe z Narodowosocjalistycznego Podziemia”. Pisarza tytułowano „nową gwiazdą prawicowych populistów i neonazistów”, „prorokiem nienawiści”, „podżegaczem do nienawiści”, „homofobem”, „ksenofobem”, „Sarazzinem na speedzie” itp. W tym roku ma się ukazać jego kolejna książka Die große Verschwulung. Wenn aus Männern Frauen werden und aus Frauen keine Männern (Wielkie spedalenie. Kiedy z mężczyzn robi się kobiety, a z kobiet mężczyzn zrobić się nie da).

Pirinçci jest zaprzysięgłym indywidualistą, nie chce być przypisywany do żadnej partii, żadnego ruchu, żadnego ugrupowania; nigdy jeszcze nie poszedł na wybory; nie ufa nikomu, wierzy tylko w odpowiedzialność jednostki za własne czyny i działania oraz w wolne społeczeństwo. Najbliżej mu do radykalnych liberałów (libertarian). Niektórzy wyczuwają u niego coś z ducha anarchizmu Maxa Stirnera.

Psioczy na wszystko, co postępowa lewica opiewa jako postęp: energię odnawialną, integrację obcokrajowców, zrównanie kobiet i mężczyzn, małżeństwa jednopłciowe, państwo socjalne, gender studies – wszystko to bazuje na kłamstwach, propagowanych przez „zlewaczone media”, gdzie, podobnie jak w polityce, roi się od „durniów, komicznych figur, stuprocentowych nieudaczników i zwykłych ciulów”.

Z całego serca nienawidzi Zielonych („partia seksu z dziećmi”): „Legalizacji seksu z dziećmi nie udało się wam przeforsować, ale to jedyne zło, którego nie zdołaliście zrealizować”. Cała ta „humanitarystyczna” ideologia, którą Zieloni z powodzeniem od trzydziestu lat narzucają Niemcom, zbudowana jest wyłącznie – twierdzi pisarz – na fundamencie kłamstw. W jego hierarchii pogardy współcześni niemieccy inteligenci znajdują się na tym samym poziomie, co Zieloni: „Nie artyści, nie wybitni myśliciele i wizjonerzy nadają dziś ton w życiu kulturalnym i publicystyce, ale jakieś lesbijki z dżenderowych katedr, rzeczniczki ds. równej pozycji kobiet i mężczyzn albo ds. antydyskryminacji, działacze organizacji typu Pro Asyl, Rady Uchodźców, baronowie od energii słonecznej i wiatrowej, Greenpeace & Co., profesorowie socjologii i eksperci opłacani przez przemysł imigracyjny i socjalny, komunistyczni doktrynerzy z Partii Lewicy, prawnicy-fetyszyści państwa, faszystoidalne watahy w rodzaju Antify”.

Nie jest konwertytą, jego osłupienie, jego wściekłość na to, co się dzieje wokół, wzbierały powoli. Niemcy były dlań z początku rajem: natura, dobrobyt, duchowe dziedzictwo – wszystko wspaniałe. Ale te wszystkie osiągnięcia są marnowane. Kult homoseksualistów, rozmycie ról płciowych, sowite finansowanie gender studies na uniwersytetach, wszechobecne państwo fiskalne to według niego symptomy pełzającego (samo)rozkładu – rezultat „zlewaczonej” polityki ostatnich dziesięcioleci.

U Niemców wytępiono poczucie wartości więzi rodzinnych i oduczono dumy narodowej. Im bardziej potępiane jest dobitne podkreślanie własnej (niemieckiej) tożsamości, tym usilniej wielbi się Inność, stąd kult mniejszości, na który Pirinçci reaguje tak alergicznie. W czasach, kiedy przybył z rodziną do Niemiec, nastawienie do obcokrajowców było właściwe: „Odczuwaliśmy to jako dar niebios, że Niemcy nas przyjęły. Gdyby nas poproszono, to byśmy im dziękowali na kolanach. Ale nikt nie prosił. Powiedziano nam: pracujcie, chodźcie do szkoły, zróbcie coś ze swoim życiem, nic nam nie jesteście dłużni, może poza tym, żebyście stali się produktywnym, kreatywnym i wzbogacającym sektorem tego kraju, i zapuście korzenie, jeśli tak wam się podoba”. I to funkcjonowało. Imigranci ciężko pracowali na lepsze życie, nic innego im zresztą nie pozostawało. Inaczej niż dzisiaj, kiedy polityka rozpieszczania imigrantów zwabiła tutaj „hordy analfabetów, którzy wiecznie wiszą nam na garnuszku”.

Pirinçci jest finansowo niezależny i nie musi się kierować tym, co sądzą inni, nie dba o opinię, także u Turków. Być może u rodaków wcale nie ma tak złej reputacji, ponieważ – jak uważa – „jedna trzecia do połowy Turków myśli tak jak ja: są dobrze zintegrowani i nienawidzą noszących turbany i chusty odbiorców świadczeń socjalnych, którzy w drugim albo w trzecim pokoleniu prawie w ogóle nie mówią po niemiecku”.

Z dawnych pisarzy najbardziej podziwia E.T.A. Hoffmanna: „To jest nasz Dickens, nawet jeszcze bardziej wizjonerski. Byłby dziś kimś w Hollywood”. Wiele – w sensie rzemiosła pisarskiego – nauczył się od Güntera Grassa, wielkie wrażenie zrobiły na nim przede wszystkim Psie lata; podziwia językową wirtuozerię autora Blaszanego bębenka i różnorodność stylistyczną jego twórczości. Z młodszych pisarzy najbardziej lubi szwajcarskiego autora Christiana Krachta, którego psychodeliczny świat go fascynuje.

Poniżej próbka jego bardzo zaangażowanej, „wściekłej” publicystyki.

Tomasz Gabiś

*****

Posrani w mózg we własnym gronie1

Wyobraźcie sobie Państwo następujący klip reklamowy: facet w garniturze siedzi w swoim biurze przy biurku, nagle w powietrzu zaczyna krążyć piła tarczowa, która odcina mu górną połowę czaszki, tak, że ta opada na stronę. U góry nad facetem z przeciętą czaszką pojawia się teraz wielka dupa i sra rzadkim gównem na jego mózg. Potem nadlatuje tuba z klejem, smaruje szybko brzegi przeciętej czaszki, która ponownie się zamyka. Następnie pojawia się ogłoszenie, którego tłem jest błękitne logo Unii Europejskiej z wieloma gwiazdkami. I naturalnie tekst: „WASI EUROPARLAMENTARZYŚCI – ZAWSZE DO WASZEJ DYSPOZYCJI!”.

Człowiek coś takiego sobie wyobraża, kiedy dowiaduje się, że jakiś czas temu Parlament Europejski przyjął kontrowersyjną rezolucję w sprawie strategii Unii Europejskiej dotyczącej zrównania praw kobiet i mężczyzn. No i dobrze, tam siedzą wyrzutki społeczeństwa, alkoholicy, pedofile, kleptokraci, seksualne freaki, kurwiarze i oczywiście cała masa starych facetów, których ich własne rządy przy akompaniamencie komplementów zbocznikowały na zbędne posady w UE kosztujące miliony z pieniędzy podatników. Banda wywołujących odruch wymiotny indywiduów, których wewnętrzna szpetota manifestuje się na ich mordach. W tak zwanej rezolucji Noichl2 ci zombies żądają między innymi podkreślenia, że „małżeństwo i macierzyństwo mogą być groźne dla zdrowia”, pewnie jeszcze groźniejsze niż stałe walenie konia przez unijnych klaunów w parlamentarnych kiblach, wyobrażających sobie przy tej czynności milutkie kelnerki z unijnej restauracji. Owo groźne dla zdrowia małżeństwo i macierzyństwo dotyczy wszakże tylko białych Europejczyków; no bo wyobraźmy sobie, że ktoś apeluje do jakiegoś muzułmanina, albo nawet czarnego Afrykańczyka, żeby przestał bez przerwy dymać swoja starą, bo macierzyństwo jest „zagrożeniem dla zdrowia”. Najmniejsze, co by go mogło za to spotkać, to obita gęba. W tym kontekście wolno zapytać, gdzie te unijne kreatury przyszły na świat. Czyżby jako embriony zostali znalezieni w kanale z fekaliami, a potem ktoś ich troskliwie wykarmił? Zapewne w przypadku niektórych jest to jak najbardziej prawdopodobne, ale nie wszystkich, nie wszystkich. Cała ta hucpa to jakże subtelna aluzja do białych kobiet, żeby łaskawie nie wychodziły za mąż i nie rodziły już białych dzieci, gdyż zarówno jedno, jak i drugie to coś w rodzaju raka jelita grubego. Może należałoby w gabinetach lekarzy kobiecych powiesić wielkie szokujące obrazki (w stylu tych umieszczanych na opakowaniach papierosów), na których rodząca właśnie biała kobieta przedstawiona jest jako dziewczyna z filmu Egzorcysta. Albo umieścić na plakacie pannę młodą z krwawiącymi kikutami dolnych kończyn, mówiącą „tak” panu młodemu. Gdyby do gabinetu przyszła osoba zakutana w chustę, to asystentka doktora musiałaby czym prędzej odwrócić plakat, który na odwrotnej stronie pokazywałby radośnie uśmiechniętego Abdullaha z jego czterema żonami i dwunastoma dziećmi. Oto co myślę: te szumowiny w Brukseli to nasi wrogowie. Te świńskie ryje poszły jeszcze dalej: przypuszczalnie po tym, jak z powodu niezbyt już dobrze – ze względu na ich wiek – funkcjonujących kiszek stolcowych, zasmrodzili swoimi bździnami cały parlament, postanowili „podjąć kroki przeciwko instytucjom edukacyjnym używającym materiałów edukacyjnych, w których przekazuje się jednoznaczny obraz chłopców i dziewczynek”. To będzie bardzo trudna w realizacji wytyczna. Można by np. na ilustracjach w podręcznikach szkolnych przedstawiać dzieci wyłącznie jako małe śliczne Conchitki Wurst. Jednakże dzieci by szybko przejrzały szwindel, ponieważ, hm, dzieciom nie rosną brody, dziewczynkom też nie. Niewiele by pomogło, gdyby powiedziano dzieciom, że wszyscy robotnicy budowlani remontujący akurat szkołę to kobiety. Trzeba by mianowicie wówczas robotników budowlanych każdego ranka przebierać za kobiety, zakładać im peruki, szminkować itd., a to by na pewno podwójnie kosztowało. Jak widać, im dłużej się nad tym zastanawiać, tym bardziej sprawa staje się skomplikowana. Za nic w świecie nie chciałbym być w skórze autorów podręczników szkolnych, którzy muszą wykonać to herkulesowe zadanie. Powiedzmy, że trzeba uczniom czwartej klasy przedstawić na obrazku jakąś scenę, w której występują chłopiec i dziewczynka, ale jednocześnie w żadnym wypadku nie wolno dać „jednoznacznego obrazu płci chłopców i dziewczynek”. Oczywiście można by dziewczynce usunąć długie włosy, ale wtedy wyglądałaby jak chłopiec i na obrazku mielibyśmy dwóch chłopców. Można by się uciec do triku i w kroczu dziewczynki z obciętymi włosami zaznaczyć zarysy jej kuciapki, a pod spodem napisać, że jest to – jak wszystkie dziewczynki na świecie – dziewczynka lesbijka albo nawet coś transdżenderowego. Ale co wtedy zrobić z postacią chłopca? Ok, można dać podpis, że on jest raczej pedziem, jak zresztą wszyscy chłopcy na świecie. No ale pedzio jest męski i trzeba by uwidocznić u dziewięciolatka zarys potężnego wacka, no i znowu płeć jest jednoznaczna. Doprawdy trudno znaleźć jakieś wyjście z tego dylematu. Spastycy z Brukseli uchwalili jeszcze większe gówno, mianowicie, że „aborcji nie należy traktować jako czynu karalnego, lecz uznać za prawo człowieka”. Także prawo człowieka-mężczyzny? I jeszcze, że „należy znieść oznaki wskazujące na płeć (mężczyzna/kobieta)”. Popierdzieleńcy, to pierwsze, co przychodzi mi na myśl. Trzeba sobie jednak postawić pytanie, co w takim razie te zafajdane ramole sobie myślą, kiedy po zakończeniu posiedzenia, po wykonanej ciężkiej robocie, wloką się do brukselskich burdeli i tam, jak co wieczór, wylizują cipki ukraińskich dziwek? Pewnie myślą: „Nie, nie, ja wcale nie liżę cipki, tylko kawałek wątroby”. Jako się rzekło: to są nasi wrogowie.

Akif Pirinçci, przełożył: Tomasz Gabiś


1 Niemieckie Hirngeschissene to tyle, co kretyni, idioci, przygłupy, jednak dosłowne tłumaczenie „posrani w mózg” jest bardziej obrazowe i lepiej pasuje do początkowego fragmentu felietonu (przypis tłumacza).

2 Maria Noichl – niemiecka posłanka do PE z ramienia SPD (przypis tłumacza).

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.