Jesteś tutaj: Publicystyka » Adam Danek » Obrona nepotyzmu

Obrona nepotyzmu

Adam Danek

Na czym polega nepotyzm, nie trzeba nikomu w Polsce wyjaśniać. Każdy z nas miał niejedną okazję, by słuchać zżymania się w prywatnych i publicznych wypowiedziach – a zapewne też zżymał się sam – na bezkarną bezczelność polityków czy urzędników, obsadzających stanowiska swymi bliższymi lub dalszymi krewnymi. Dźwięk tego słowa natychmiast wywołuje negatywne skojarzenia, można by rzec – na sposób automatyczny. Zatroskani stróże etosu obywatelskiego – a może raczej ci, którzy chcą za takich uchodzić – nieustannie zastanawiają się nad sposobami skutecznego wyplenienia tego procederu. Wszyscy potakują zgodnie, że problem istnieje, że osiągnął oburzające rozmiary, że coś wreszcie trzeba z tym zrobić. Nikt natomiast nie próbuje postawić jednego kluczowego pytania – pytania o istotę kwestii: czy aby na pewno nepotyzm jest patologią?

O nienormalnym charakterze nepotyzmu najhałaśliwiej przekonują organizacje pozarządowe zajmujące się propagowaniem ideologii „społeczeństwa obywatelskiego”. (Na marginesie, ciekawe, jak by wyglądała ich pozarządowość, gdyby sprawdzić źródła finansowania ich działalności.) Przedstawiają one nepotyzm jako zagrożenie dla demokracji. I to ma świadczyć na jego niekorzyść? Nie, raczej każe spoglądać na to zjawisko z aprobatą oraz nadzieją. Zagrożenia dla normalnego porządku politycznego stanowi zaś niewątpliwie demokracja, a także ideologia „społeczeństwa obywatelskiego”, która np. piszącemu te słowa zawsze przypominała demoliberalną wersję ideologii „permanentnej rewolucji” Trockiego. W wyklinaniu nepotyzmu lubują się ponadto publicystyczni bojownicy z „polskim zaściankiem”, widzący w nim kolejny z miliona powodów, by wpajać rodakom poczucie cywilizacyjnej niższości względem Europy Zachodniej. Biorąc jednak pod uwagę, iż publicyści tego sortu pozostają propagandowymi szczekaczkami na jurgielcie międzynarodówki postępowców, trudno podejrzewać ich o dobrą wolę akurat w tej jednej sprawie. W której zresztą – jak zwykle – kłamią, ponieważ nepotyzm nie jest w żadnym wypadku polską specjalnością. Borykają się z nim bezskutecznie wszystkie państwa modelowej demokracji, jak Unia Europejska długa i szeroka. Jego powszechne występowanie w państwach niedemokratycznych nie wywołuje niczyjego zdziwienia. Wszystko wskazuje, że omawiane zjawisko ma zasięg uniwersalny. Czy wobec tego naprawdę wypada uważać je za patologię – czy może raczej za normę?

Prof. Szymon Dzierzgowski (1866-1928), nacjonalista i założyciel Obozu Monarchistów Polskich, pokazywał w swoich pracach, iż człowiek, powodowany biologicznym popędem zachowania gatunku, instynktownie dąży do przekazania potomstwu własnego statusu w społeczności wraz z posiadanymi godnościami. Z tego też powodu dziedziczna monarchia jako ustrój polityczny posiadała w jego ocenie podstawy w samej naturze ludzkiej. W świetle ustaleń Dzierzgowskiego – profesora biologii – dziedziczenie jawi się nie jako jedna z wielu praktyk społecznych, lecz jako naturalna, gatunkowa skłonność człowieka, wrośnięta głęboko w jego istotę. Dlaczego tedy mielibyśmy się oburzać na biurokratów, którzy załatwiają państwowe posady swoim dzieciom, kuzynom i pociotkom? W rzeczywistości w ten prozaiczny sposób odwieczne prawo rodu i zasada dziedziczności upominają się o należne im uznanie, rozsadzając racjonalistyczne ludzkie wymysły oraz oparte na nich sztucznie wykoncypowane uregulowania.

Fenomenu zwanego pejoratywnie nepotyzmem nie da się zwalczyć żadnymi środkami, skoro stanowi on integralną część naturalnego porządku rzeczy, ale też w takim razie nie ma żadnego powodu, by go zwalczać czy pejoratywnie przedstawiać. W istocie, działania zmierzające do jego wyrugowania z konieczności przyczyniają się do utrzymywania złej jakości elit politycznych i kadr urzędniczych (charakterystycznej dla reżimu demokratycznego). Zmuszając polityków czy urzędników do ukrywania faktu, że zatrudniają swoich krewnych w publicznych urzędach i instytucjach, spychając owo zjawisko w podejrzane okoliczności, przeszkadzają one w wykształceniu się rodowego honoru wynikającego ze służby publicznej rodu – w rozwoju i utrwaleniu dumy z przynależności do rodu, który służy wspólnocie oraz związanemu z nią poczucia obowiązku moralnego. Uniemożliwiają oczyszczenie tego zjawiska z wątpliwych etycznie aspektów poprzez ujęcie go w ramy utrwalonych, czcigodnych zwyczajów i rytuałów. Tym samym dezorganizują proces wyodrębniania się z bezkształtnego nowoczesnego społeczeństwa grupy rodów czerpiących chwałę z wiernej, ofiarnej i nieskazitelnej służby wspólnocie, przygotowujących do niej potomków od najmłodszych lat poprzez surowe wychowanie według wysokich wzorców moralnych, przekazywanych w obrębie rodu z pokolenia na pokolenie. Doprawdy, jest jeden pewny sposób zlikwidowania nepotyzmu: pogrzebać niechlubną społeczno-polityczną spuściznę „oświecenia” oraz Wielkiej Rewolucji Antyfrancuskiej – przywrócić dziedziczność urzędów. Wtedy i tylko wtedy fenomen nepotyzmu zaniknie, sublimując się w wyższe dobro.

PMK Design
© Organizacja Monarchistów Polskich 1989–2018 · Zdjęcie polskich insygniów koronacyjnych pochodzi z serwisu replikiregaliowpl.com.